sobota, 12 stycznia 2019

Pozytywna energia

Warto robić rzeczy, które wypełniają nas pozytywną energią i warto otaczać się takimi ludźmi, przez których ona przepływa. w moim otoczeniu takich ludzi bardzo łatwo rozpoznać. Pogodne usposobienie, uśmiech czasami bez powodu, to sprawia, że od razu mam ochotę z kimś porozmawiać. Przeciwieństwem tego są ludzie, od których słyszę głównie narzekanie i różnego rodzaju skargi na życie. Jako że narzekanie jest zaraźliwe, staram się takich osób unikać. 
Dzisiaj szczególnie czułam się wypełniona tą energią, kiedy wracałam z zajęć wolontariatu. Pisałam już wcześniej o Uniwersytecie Dzieci. Zapisałam się z myślą, że spróbuję, a gdy mi się nie podoba, najwyżej zrezygnuję. o ile zapisać się było łatwo, zrezygnować już niekoniecznie. Na pierwszym roku studiów miałam mnóstwo czasu, więc były dla mnie po prostu dodatkowym zajęciem. Teraz, gdy już nie narzekam na nadmiar czasu, dalej chodzę na wolontariat, bo nie umiem z tego zrezygnować. Mało tego, udało mi się jeszcze przyjaciółkę w to wciągnąć :) Te zajęcia to coś więcej niż myślałam. To nie tylko udział i pomoc w sobotnich zajęciach z dziećmi, choć na tym to się opiera. Uniwersytet Dzieci to ludzie, właśnie ci pozytywni ludzie, których chcę spotykać. Nieczęsto spotyka się osoby, które są skłonne pomagać nie dostając nic w zamian. Wśród wolontariuszy właśnie takich mam okazję poznać. Czasami biorę też udział w ciekawych szkoleniach organizowanych dla wolontariuszy. Ostatnio na przykład miałam możliwość poznać podstawy języka  migowego.
Poświęcamy dzieciom swój czas, równocześnie dostając możliwość poszerzania swojej wiedzy i umiejętności. Praca z dziećmi to wyzwanie, które warto podejmować, bo satysfakcja jest ogromna. 
Dzisiaj brałam udział w zajęciach na temat: "Dlaczego lodówka chłodzi?". w zajęciach uczestniczyły  sześcio- i siedmiolatki, czyli najmłodsza grupa wiekowa na Uniwersytecie Dzieci. Zajęcia były dość ciekawie przygotowane, dużo eksperymentów, z których dzieci miały wyciągnąć wnioski, na koniec same robiły model lodówki. o ile pierwsze trzy grupy były w miarę spokojne, ostatnia była pełna łobuziaków :) Nie obyło się bez ciągłego proszenia o ciszę i upominania, by jedno drugiemu nie przeszkadzało. Jednak z tą grupą właśnie najlepiej mi się pracowało. Dzieci zadawały dużo pytań, udało im się tak zagadać prowadzących, że zajęcia nawet trochę się przedłużyły. Wyciągały wnioski z eksperymentów, czasami daleko odbiegające od tematu i dość zabawne. a gdy im się nudziło, dyskutowały między sobą czy z wolontariuszami na różne tematy. Dwóch chłopców było szczególnie gadatliwych. Jeden z nich pochwalił mi się, że wybiera się na lodowisko, a drugi manipulował przy swoim zegarku, co sprowokowało dyskusję o... podróżach w czasie :D 
Zajęcia z dziećmi szczególnie tymi najmłodszymi uczą też nas jak radzić sobie w różnych sytuacjach. Każde dziecko jest inne i wymaga innego podejścia, ale uśmiech na ich twarzach potrafi wynagrodzić wolontariuszom ich wysiłek. 

czwartek, 10 stycznia 2019

Jak przetrwać sesję i nie zwariować? - kilka dobrych rad

Nie wiem, jak u innych, ale ja już czuję sesję w powietrzu. Mój styczeń wygląda tak, że muszę siedzieć prawie cały czas z nosem w notatkach ku zdziwieniu współlokatorek, które już zaczynają mi współczuć. Nic dziwnego, w końcu to dwa ostanie tygodnie przed sesją. Jeszcze tylko trzy kolokwia w poniedziałek, test we wtorek, kolokwium w czwartek i test w piątek (brzmi świetnie prawda? xd), a potem tak długo wyczekiwana przez wszystkich sesja. I kiedy ona w końcu nadejdzie, możemy odetchnąć, że już koniec tego zakuwania. Ale póki co wrzucam Wam poradnik, który napisałam rok temu, może się przydać ;)

           Dla biednych studentów nadszedł gorący czas sesji. To czas, kiedy w Kortowie słyszy się tylko: "Od niedzieli nie robię nic innego, tylko siedzę w książkach i ryję", "Wszystko napisałeś?", "Jak ci idzie nauka?", "Chyba tego, kurwa, nie zdam" i wiele innych rzeczy, których dla własnego dobra lepiej nie słuchać :D
Nie wszyscy jednak przejmują się egzaminami. Dzisiaj o pierwszej w nocy, kiedy ja sobie smacznie spałam (z reguły śpię tak mocno, że trzeba nadludzkiego wysiłku, żeby mnie obudzić) moją współlokatorkę obudziły hałasy imprezy na naszym piętrze. Kto taki kozak, żeby robić imprezy podczas sesji, gdy inni chcą się uczyć/spać? Oczywiście Hiszpanie z Erasmusa, którzy nie raz już dali nam w kość. Miałam też przypadek kradzieży garnka. Na szczęście po tygodniu sprawca podrzucił go z powrotem do kuchni, zostawiając w zlewie do zmywania.
Ale wróćmy do tematu. Jak przetrwać sesję i nie zwariować? Jak uczyć się skutecznie? Ze swojej strony mogę Wam coś poradzić.
1. Nie odkładajcie wszystkiego na ostatnią chwilę. Mi bardzo pomogło to, że wcześniej się w miarę systematycznie uczyłam. Wtedy w sesji jest dość czasu, żeby powtórzyć i bez problemu zdać.
2.  Na początek rzeczy trudne, a potem te, z którymi łatwiej sobie poradzić. U mnie egzaminy były tak rozłożone, że na początku miałam ten trudniejszy, a po jego zaliczeniu reszta to już był pikuś. 
3. Uwaga na ściąganie. To zależy od prowadzącego. Słyszałam o przypadkach, że egzaminator wychodzi sobie w czasie trwania egzaminu — wtedy to hulaj dusza. Mi niestety trafił się taki, który nie dość, że sam cały czas chodził po sali i zaglądał ludziom w kartki, to jeszcze przyprowadził ze sobą towarzystwo do pomocy. Oczywiście nie obyło się bez straszenia, że rozmawiających wyrzuca z sali,  dla ściągających będą specjalne kary. Kiedy przechodził koło mnie wyjął mi z rąk długopis, obejrzał i oddał. Na szczęście nie miałam na nim ściągi, tylko kod paskowy, który trochę ją przypominał :)
4. Dajcie sobie czas na odpoczynek. Ważne jest, by umysł mógł się zregenerować. Nie można siedzieć i kuć od rana do nocy, albo i w nocy, jak niektórzy. Późnym wieczorem nasz mózg jest zmęczony i koncentracja jest niska, przez co nauka staje się mało efektywna. Konieczne są też przerwy w czasie nauki. najlepiej w rytmie: 40 minut intensywnej nauki i krótka przerwa. W tym czasie dobrze wyjść na spacer, obejrzeć coś posłuchać muzyki. 
5. Nie pozwólcie, żeby stres nad Wami zapanował. Żeby się uczyć skutecznie, konieczny jest spokój i pełna koncentracja. Dla rozluźnienia polecam muzykę relaksacyjną, Mi bardzo pomogła w uczeniu się do pierwszego egzaminu, co było koszmarem.
6. No i najważniejsze, to nie dać się stresowi na egzaminie ;) Pamiętajcie, nie musicie umieć wszystkiego. Dużo też zależy od szczęścia. Czasem nawet komuś, kto się nauczy wszystkiego co do joty, mogą się trafić trudne pytania. Grunt to pozytywne nastawienie no i oczywiście odpowiednia ilość snu przed egzaminem. Więc głowa do góry i połamania długopisów wszystkim studentom :)
          A na koniec klasyk, który lubię sobie obejrzeć dla pocieszenia - zawsze aktualny i zawsze śmieszy tak samo.
Trzymajcie się i nie dajcie się zwariować :)

środa, 9 stycznia 2019

Pomaganie to fajne działanie - kilka słów o Uniwersytecie Dzieci

Wrócę jeszcze myślami do pewnego sobotniego popołudnia, bo chciałabym opowiedzieć Wam o zajęciach z wolontariatu.
Bezcenne jest to uczucie kiedy wracasz wykończona i głodna do domu późnym popołudniem, ale za to naładowana pozytywnymi emocjami. Oto jak spędzam soboty.

Jak się zaczęło?
Jestem wolontariuszką na Uniwersytecie Dzieci w Olsztynie. Nadmiar wolnego czasu na pierwszym roku studiów zmusił mnie do poszukania sobie ciekawego i rozwijającego zajęcia. Z podjęciem pracy mogłoby być różnie, bo zajęcia mam nieregularnie, dlatego postanowiłam zapisać się na zajęcia pozalekcyjne. Z prostej przyczyny: to właśnie aktywność, a nie siedzenie w domu sprawia, że się rozwijasz i poznajesz nowych ludzi. Od koleżanki z pokoju dowiedziałam się o zapisach na Uniwersytet Dzieci i tak się zaczęło.
Wypełniłam zgłoszenie na stronie internetowej Uniwersytetu i kilka dni później pani koordynator umówiła się ze mną na rozmowę. Udałam się do biura, wypełniłam kwestionariusz i podpisałam umowę. Potem dostałam koszulkę i identyfikator, które co tydzień trzeba nosić na zajęcia.
     
Jak wyglądają zajęcia?
I tak co sobotę każdy z nas wybiera sobie temat zajęć, w których chce brać udział oraz grupę wiekową. Na uniwersytecie współpracujemy z dziećmi w wieku od 6 do 16 lat, które są podzielone na pięć grup wiekowych. Jako że lubię małe dzieci, więc zwykle pracuję z tymi najmłodszymi.
Pamiętam swoje pierwsze zajęcia, które były o wytwarzaniu papieru czerpanego. Przede wszystkim pamiętam, że trudno było trafić na miejsce, gdyż te akurat zajęcia odbywały się na Wydziale Nauk Społecznych, a to już nie jest teren Kortowa, gdzie znajduje się większość budynków uczelni. Na szczęście moja nawigacja w telefonie okazała się pomocna :D
Oprócz tego, co robię co tydzień, czyli oznakowania sali, przygotowania recepcji, sprawdzenia obecności i wbicia pieczątek do indeksów małych studentów, moim zadaniem było nazbieranie liści :) Właśnie tak, z koleżanką, która również przyszła na te same zajęcia w charakterze wolontariuszki, zbierałyśmy liście, które miały być później ozdobą arkuszy papieru.
Prowadzący opowiedział sześcio- i siedmioletnim studentom, czym jest papier czerpany i jak powstaje, a potem same z jego i naszą pomocą dzieci pracowały nad jego wytwarzaniem. Na początku byłam trochę zestresowana, bo wiedziałam, że będę musiała powtórzyć dzieciom to, co robił prowadzący podczas „produkowania” kartki papieru czerpanego. W myślach już widziałam tę pustkę w głowie, gdy stanę przed grupką dzieciaków i nie będę wiedziała, co powiedzieć. Jednak poszło łatwiej niż się spodziewałam. Można by nawet rzec, że świetnie, ale… mój kręgosłup zniósł to trochę gorzej. Po tych czterech godzinach odczuwałam ból pleców od schylania się nad miską z masą do czerpania papieru. Ale to były jedne z zajęć wymagających większego wysiłku. Nie myślcie sobie, że wszystkie są tak ciężkie ;)
Gdy już każde z nich zrobiło sobie kartkę papieru, przyszła kolej na kolejną grupę i kolejną i tak do czterech. Dziennie zwykle mamy cztery grupy w przypadku młodszych roczników. Ale to jeśli chodzi o warsztaty, bo jest też kilka innych form zajęć. Są też wykłady, na których zwykle bywa około dwustu dzieci. w tym przypadku cała trudność polega na sprawdzeniu obecności, ale wtedy nas wolontariuszy też jest więcej. I są jeszcze seminaria — dla starszych dzieci — na których jak dotąd nie miałam okazji być.

Co mi daje wolontariat?
Ostatnie zajęcia natomiast były dla mnie strzałem w dziesiątkę. Zajęcia z przedmiotu psychologia na uniwersytecie dzieci stanowiły dla mnie okazję, by razem z panią psycholog poprzez zabawę uczyć dzieci czym jest poczucie własnej wartości, gdyż taki był temat tych zajęć. Dzieci zastanawiały się czym jest poczucie wartości oraz jak można je budować, a także stworzyły swoje własne lapbooki, których tematem były ich mocne strony i rzeczy z których są dumne. Bawiliśmy się też w sałatkę owocową. Ta zabawa chyba sprawiła im największą frajdę. Zajęcia zaś zostały przez nie ocenione prawie w stu procentach pozytywnie. A to jeszcze jedno z naszych zadań, czyli przeprowadzenie wśród dzieci głosowania na koniec każdych zajęć, w którym mogą wyrazić swoją opinię. Wrzucają żeton do kartonowego pudełka, które ma trzy otwory — z buźką wesołą, smutną i pośrednią.
Jak się okazało, na Uniwersytecie Dzieci mogę nie tylko pomagać, ale też realizować swoją pasję, gdyż interesuję się psychologią, a zajęcia z tego przedmiotu są prowadzone przez specjalistów z tej dziedziny. Także ostatnie zajęcia bardzo mi się spodobały.
Uniwersytet Dzieci działa już od 2007 roku i cieszy się dużą popularnością. jego ośrodki są już w pięciu miastach w Polsce: w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i właśnie w Olsztynie. Cieszę się, że mogę mieszkać, studiować i działać właśnie w jednym z nich. w Olsztynie jest około 80 wolontariuszy, ostatnio dołączają nowe osoby, ale cały czas potrzebujemy rąk do pracy. a wolontariuszem może być każdy, wystarczy trochę czasu i chęci.
Jak reagują moi znajomi, gdy dowiadują się o wolontariacie? Pierwsze i podstawowe pytanie z jakim się wtedy zmagam brzmi: co ty z tego masz? Odpowiem więc — właśnie to, że mogę efektywnie spędzić czas. Oczywiście mam też niektóre soboty wolne, zależy jak sobie rozplanuję zajęcia. A więc wolontariat daje mi szansę, by się rozwijać, poznawać nowych ludzi. Większość wolontariuszy jest właśnie w moim wieku. Ale wolontariat to nie tylko sobotnie zajęcia. To również możliwość uczestniczenia w różnych ciekawych kursach czy wydarzeniach z życia wolontariatu jak na przykład wigilia czy Dzień Wolontariusza, kiedy to czekają na nas takie niespodzianki jak wyjście do escape roomu czy park trampolin. Zaś wigilia była okazją, by każdy z nas przygotował  coś smacznego i podzielił się tym z resztą. Ja zrobiłam pierniczki. Moje drugie podejście do pierników, ale powiem skromnie… były pyszne :D Te spotkania bardzo miło wspominam.