Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 lutego 2020

Chaos jest poczatkiem nowego świata

W Warszawie nie ma wschodów i zachodów. Noc niezauważenie przechodzi w dzień, a dzień w noc, i raczej nikogo specjalnie to nie interesuje. Wszystko toczy się własnym, niezależnym rytmem – słońca po prostu nie ma, a zaraz potem jest, by wieczorem, ukryte za budynkami, z powrotem po cichu zniknąć.
Przed świętami, poszłam do biblioteki oddać książkę. Zastrzegłam sobie, że tylko ją oddam i żadnej innej nie wezmę, bo zapas na święta mam już wystarczający. Ale jak to mam w zwyczaju nie mogłam wyjść z biblioteki nie sprawdziwszy półki z nowościami. I tam zobaczyłam obiekt mojego pożądania  tak po prostu sobie leżała i mogłam ją dostać bez kolejki. Wtedy moje postanowienie o niewypożyczaniu większej ilości książek niż zdążę przeczytać po raz kolejny zostało złamane 😂
Maniek ma za sobą misję w Afganistanie. Ta historia ukazuje, że jest to jedno z doświadczeń, które pozostają w człowieku już na zawsze. Próbuje on na nowo odnaleźć się w świecie, który po powrocie z Afganistanu stał się dla niego zupełnie obcym światem. Swój świat próbuje też odnaleźć Zuza, jego sąsiadka. Usiłuje rozwikłać tajemnicę, która związana jest ze śmiercią jej matki, zaś jej bliscy uparcie milczą w tej kwestii. Zuza bierze więc sprawy w swoje ręce. Historia jest połączeniem opowiadań dwóch osób, tak różniących się od siebie. Może jednak znajdzie się coś, co będzie dla nich wspólne?
Mój ojciec, zwyczajny, normalny i w tej normalności wspaniały, każdy by chciał mieć takiego ojca, i matka, której udało się wyrwać z rodzinnego schematu, skończyć studia, wychować mnie, Milenę i trochę też ojca, wreszcie Milena, z jej spokojem, obojętnością i uporem, wszyscy oni stoją teraz obok mnie, i wszyscy razem ze mną trzymają palce na spuście.
Trudno mi jednoznacznie powiedzieć, o czym jest ta książka, bo porusza wiele problemów. Na szczególną uwagę zasługuje styl opowiadania. Historia opowiedziana jest prosto, swobodnie bez zbędnych upiększeń, ale narrator niejednokrotnie potrafi rozbawić czytelnika, czy rzucić jakąś zaskakującą lub inspirującą myśl. Jednocześnie od książki trudno się oderwać, czyta się tak lekko, że można to zrobić za jednym podejściem. Zwykle unikam książek, które choć trochę poruszają tematykę wojenną. Jednak tutaj ten problem dotknięty był w dość przystępny i ciekawy dla mnie sposób.
Największym plusem było to, że w tej powieści właściwie ciężko dopatrzyć się jakiegokolwiek schematu. Cały czas niecierpliwie czekałam na rozwój wydarzeń, nie mając nawet przypuszczeń, czym autor w efekcie może mnie zaskoczyć. Bohaterowie są interesującymi postaciami, a ich historia przekazana jest tak naturalnie, bez żadnego patosu.
„Horyzont” to jedna z historii, które nie mają jasnego i oczywistego przekazu. Daje czytelnikowi dużą swobodę w odbiorze, przez to każdy może z niej wyciągnąć coś dla siebie. W moim odczuciu jest to przede wszystkim opowieść o człowieku i o tym, jak nierozerwalnie związany jest ze swoją przeszłością. Uzmysławia nam, że można zrobić krok do przodu tylko jeśli się ją zaakceptuje taką jaką jest, niezależnie od tego, jak ciężkie czy bolesne prawdy się w niej znajdują.
Jeśli macie ochotę na lekką powieść, która w wyjątkowy sposób porusza ważne tematy, skłania do zastanowienia, a przy okazji dobrze się ją czyta, to ta pozycja będzie odpowiednia. Do tej pory zastanawiały mnie wszystkie zachwyty nad tą książką i wystawiane wysokie oceny, gdziekolwiek bym nie spojrzała. Teraz już rozumiem.
Moja ocena: 6/10

Jakub Małecki, Horyzont
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: SQN
Data premiery: 18 września 2019

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Wystarczy tylko uwierzyć w Mikołaja

Wyglądało na to, że Agnieszka po raz drugi w życiu będzie ratować brata swojej przyjaciółki i po raz drugi tenże brat będzie znajdował się przy niej w niekompletnym odzieniu albo, co gorsza, bez. Nie, ona nie mogła mieć normalnego życia. a jej przyjaciółka najwyraźniej nie mogła mieć normalnego brata. Widocznie w każdym pokoleniu musi zostać zachowana jakaś równowaga.
Przed świętami kusi nas ich szeroki wachlarz różnych świątecznych tytułów na wystawach w księgarniach. Słodkie, romantyczne historie, takie które szybko się czyta i równie szybko zapomina. Rzadko sięgam po książki typowo świąteczne. Jednak gdy dowiedziałam się o premierze najnowszej książki Magdaleny Witkiewicz, wiedziałam, że będę musiała zrobić wyjątek, ponieważ lubię książki tej autorki. Moją ciekawość dodatkowo podsycił fakt, że prawa do ekranizacji już zostały sprzedane. Czym zatem ta książka zasłużyła sobie, żeby przenieść ją na ekran?
Wielu bohaterów, każdy z nich miał spędzić święta na swój sposób. Zosia marzyła o wielkiej choince, takiej jaką widziała w centrum handlowym, gdy chodziła z mamą na zakupy. Agnieszka jak co roku miała pojechać do babci, ale wystarczył jeden telefon, by pokrzyżować jej plany. Krystyna miała spędzić je w domu seniora Happy End ze swoimi podopiecznymi, z którymi naprawdę trudno o nudę. Jej mąż zaś miał jak co roku spędzić święta w samotności. Podobnie jak pewien sympatyczny policjant. I pewnie wszystko poszłoby zgodnie z planem, gdyby nie pewien zbieg okoliczności, który pociągnął za sobą jeszcze inny i jeszcze inny. Z pewnością nikt z nich nie spodziewał się takich świąt…

– A ty o czym marzysz, córeczko? – zapytała Zosię, gdy wracały z przedszkola.
– O wielkiej choince. Taaakiej wielkiej. – Podniosła rączki i podskoczyła. – Aż do sufitu!
– A mała nie może być? – Z nadzieją zapytała Anna.
Miała w piwnicy niewielką sztuczną choinkę, którą co roku przynosiła i stawiała na komodzie. Na żywe drzewko Arturowi szkoda było pieniędzy. Tej sztucznej też pewnie by nie kupiła, ale znalazła ją kiedyś na śmietniku. Przyczepiona była do niej karteczka z napisem: „Weź mnie. Może ci się przydam. Wesołych świąt!” Czasem chciałaby sobie przyczepić taką karteczkę. By ktoś ją wziął i po ludzku był dla niej dobry.

Czas spędzony z tą książką to był bardzo przyjemny czas, a historia na pewno na długo zostanie w mojej głowie, jak i niektóre śmieszne powiedzonka bohaterów. Choć nie lubię typowo romantycznych historii, to ta mnie usatysfakcjonowała. Nie czułam się przytoczona ilością miłości płynącej z tej książki i wszystko było dobrane w odpowiednich proporcjach.
Czytało się szybko, nietrudno było się całkowicie zatracić w tej historii. Podobał mi się szeroki przekrój wiekowy bohaterów tej powieści. Od pięcioletniej Zosi po studentki – Agnieszkę i Martę aż do seniorów z domu seniora Happy End. Każdy z nich ma swoje marzenia i każdy do czegoś dąży. Dzieciom łatwiej jest te marzenia dostrzec, a z wiekiem potrzebujemy na to nieco więcej czasu, ale święta to dobry moment, by zrobić krok ku ich realizacji. Nawet jeśli wydają się być bardzo daleko. Czasem los jest skłonny nam w tym pomóc, wystarczy tylko dobrze to wykorzystać i nie zmarnować szansy.
To kolejna przeczytana przeze mnie książka te autorki, która wywołuje mnóstwo emocji. Nie raz porządnie się uśmiałam. Na szczęście wtedy byłam w domu, bo na wykładzie mogłoby się zrobić trochę niezręcznie 😁Ta historia to nie tylko porządna dawka dobrego humoru, ale też ciepła, mądrości życiowej, nadziei na lepsze jutro i wiary, że marzenia maja wielką wartość. Jednak nie raz też doprowadzi Was do łez. Polecam ją każdemu, kto chce się razem z bohaterami uśmiechnąć do świata. Czy nawet uśmiechnąć przez łzy.
Moja ocena: 7/10

Magdalena Witkiewicz, Uwierz w Mikołaja
Ilość stron: 408
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 30.10.2019

piątek, 20 grudnia 2019

Są historie, które zostają w nas na zawsze i ludzie, których nigdy nie zapominamy

Czy gdyby ktoś ci powiedział, że jutra może nie być, chciałabyś zasnąć?
Nic nie przekonywało mnie, żeby przeczytać tę książkę. Ani opis, ani nawet polecajki na okładce do mnie nie przemówiły. Dopiero gdy trafiłam w „Charakterach" na tekst mówiący o tym, że książki Magdaleny Witkiewicz mają właściwości terapeutyczne, postanowiłam spróbować. Cieszę się, że jednak się zdecydowałam. Okładka książki jest piękna, choć tak niepozorna, że łatwo ją pominąć wśród innych, które się bardziej wyróżniają. a zdecydowanie jest to książka, której nie należy pomijać.
Każda rodzina ma swoją zawikłaną historię. Warto tę historię poznać i zrozumieć, bo dopiero gdy to nam się uda, zyskamy pełną kontrolę nad naszym życiem. Justyna skończyła studia, znalazła dobrze płatną pracę, ale jej życie wcale nie stało się dzięki temu prostsze. Wręcz przeciwnie – pogubiła się. Jej ukochany wyjechał do Stanów, by zarobić na ich wspólne mieszkanie, ale czas upływa, a związek na odległość staje się coraz trudniejszy. Wtedy też zaczyna dostrzegać pewną analogię między wydarzeniami ze swojego życia i swoimi decyzjami, a historiami opowiedzianymi jej przez babcię sięgającymi jeszcze czasów drugiej wojny światowej. Wraz z nią poznając te opowieści, jesteśmy świadkami trudnych wyborów, trudnych miłości, trudnych rozstań. W czasie wojny nic nie jest pewne. Człowiek się wtedy uczy życia na nowo. A to, co kryje przeszłość, może stać się cenną lekcją. Ponadczasową.
Czasami w życiu trzeba dokonywać wyborów. Nie jest problemem wybrać pomiędzy dobrem i złem. Największą trudnością jest wybrać pomiędzy dobrem a dobrem. I to w taki sposób, by nikogo nie skrzywdzić.
Przyznam szczerze, że opis mnie nie przekonał. Nie przepadam za książkami poruszającymi choć trochę tematykę wojenną. Nie przepadam również ani za romansidłami ani za szczęśliwymi zakończeniami. Dlatego też długo się wahałam z sięgnięciem po nią. Jak się okazało – zupełnie niepotrzebnie. Nie było w tej powieści ani jednego momentu, w którym bym tego żałowała. Ma ona w sobie coś urzekającego. Historia jest opowiedziana tak przyjemnie, że można ją przeczytać jednym tchem. Ten wyjątkowy sposób opowiadania porywa od samego początku, a potem może być już tylko lepiej.
Przyglądając się perypetiom bohaterów, doświadczycie z nimi wielu trudnych chwil, ale też wielu radości. A to właśnie takie rzeczy zbliżają ludzi. Zostaniecie rzuceni w sam środek wojny. Wraz z bohaterami przeżyjecie ból rozstania, straty ukochanej osoby, czekania i niepewności, czy ci, którzy wyruszyli na wojnę, rzeczywiście wrócą. Zobaczycie czym jest niepewność jutra i jak nigdy przekonacie się, że trzeba brać życie takim jakim jest. Bo lepszej ku temu okazji może już nie być. Czekanie na spektakularną odmianę, na cud, czy na szczęśliwe zakończenie, może okazać się nic nie warte. Cudów zaś doświadczamy wtedy, gdy zupełnie nie jesteśmy na to przygotowani. Bo życie lubi być nieprzewidywalne i płatać figle. Zastanawianie się, co by było gdyby i analizowanie wszystkich możliwych konsekwencji czegoś, co mogłoby się wydarzyć, ale się nie wydarzyło, bo podjęliśmy taką a nie inną decyzję, nie ma sensu.
Ta historia stawia przed nami też ważne pytanie – na ile nasza przeszłość nas definiuje? Czy ktoś, kogo spotykamy po latach to wciąż ten sam człowiek? Poznając losy bohaterów, będziecie mieli okazję sami to rozstrzygnąć, ocenić ich wybory i wyciągnąć ważne wnioski. „Jeszcze się kiedyś spotkamy” to książka, która może trafić prosto w serce i zrobić z niego miazgę. Nie było jeszcze takiej książki, przy której bym tak płakała.
Trudno mi znaleźć słowa, by dobrze opisać tę książkę. Trudno mi dopasować skalę, by ją ocenić. I uważam, że każdy bez wyjątku powinien ją poznać. Ma moc wiele zmienić w naszym myśleniu i postrzeganiu codzienności. Zawiera mnóstwo pięknych myśli. Odnalazłam w niej też cytaty z moich ulubionych piosenek. Autorka porusza również pewne ciekawe zagadnienie psychologiczne, o którym wcześniej nie słyszałam.
Może być świetnym prezentem na święta, bo jest to książka, którą warto mieć na półce w zasięgu ręki, by w razie potrzeby móc do niej wrócić i może jeszcze raz zrozumieć ją na nowo. To jedna z książek, które można czytać wielokrotnie i za każdym razem będzie inna.
Moja ocena: 10/10

Magdalena Witkiewicz, Jeszcze się kiedyś spotkamy
Ilość stron: 520
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 15.05.2019

piątek, 8 lutego 2019

„Mów szeptem" Agnieszki Olejnik — recenzja

Dzisiaj zrecenzuję Wam książkę "Mów szeptem", o której przeczytałam na blogu Agnieszki Kaniuk i zachęcona recenzją sama po nią sięgnęłam. Okładka przyciąga wzrok, a opis na okładce i przeczytana recenzja nie dawały mi spokoju i musiałam ją zamówić jeszcze w dzień premiery :) Spotkało mnie pozytywne zaskoczenie, bo książkę zamówiłam w środę wieczorem, a w piątek rano już była do odbioru w kiosku. Mogę Wam polecić dyskont książkowy aros.pl. Od zawsze tam zamawiam i nigdy się nie zawiodłam, a ceny też mają konkurencyjne. A Wy gdzie polujecie na książki? :D
Książka musiała poczekać, ale na szczęście tylko kilka dni, dopóki nie zaczęły się ferie, a ja skończyłam egzaminy, bo dłużej bym nie wytrzymała.
Już od samego początku, gdy zaczęłam czytać, wiedziałam, że to będzie jedna z lepszych książek.  Osobiście zaliczam ją do najlepszych, jakie do tej pory przeczytałam. Wciąga od pierwszych stron. Chciałam przytoczyć Wam mój ulubiony fragment, ale miałam niemały problem z jego wyborem, bo było ich mnóstwo. Cała książka, każdy jej fragment to małe arcydzieło. Zawiera dużo mądrych przemyśleń i skłania do refleksji. Autorka w jednym momencie trzyma w napięciu, co sprawia, że z zapartym tchem chłoniemy każdą stronę, śledząc dalszy przebieg wydarzeń, a w innym z kolei śmiejemy się, czy płaczemy ze wzruszenia. Po dłuższym namyśle udało mi się wybrać jeden fragment.
— Czasami mam wrażenie, że jesteś jedynym człowiekiem, który... — urwała na chwilę, a gdy podjęła, jemu zabrakło tchu ze wzruszenia, bo mówiła dokładnie to, co on sam chciałby powiedzieć. — Że jesteś jedynym człowiekiem podobnym do mnie. Zupełnie jakbyśmy byli na obcej planecie, zamieszkanej przez istoty różne od nas, o jakichś dziwnych odnóżach, pokryte łuskami... Rozumiesz? Nikt inny nie może mi pomóc, nikt nie mówi w moim języku, nikt nie może mi podać ręki, tylko ty. Ale na tej planecie nie ma słońca, jest całkiem ciemno i dlatego nie widzę twojej twarzy. Wiem tylko, że jest taka jak moja."
Książka porusza wiele różnych wątków. Mówi między innymi o samotności. Dwójka młodych ludzi, którzy wybierają samotność na własne życzenie. Jakie mogą być ku temu powody? Co musi przeżyć człowiek, by stwierdzić, że każda relacja może nieść za sobą cierpienie i lepiej jest unikać nawiązywania bliższych kontaktów?
Magda - nowa uczennica, skryta i tajemnicza, mijają miesiące, a dalej nikt nie wie, skąd pojawiła się w miasteczku, krążą tylko różne plotki na jej temat. Ubiera się dość specyficznie, wyróżnia się z tłumu ubraniami, które są trochę jakby z innej epoki. z nikim nie nawiązuje przyjaźni, po zajęciach wraca od razu do domu.
Witek zwany także Przypałem. Mimo że jest rosłym mężczyzną, ćwiczy i gdyby chciał mógłby rozprawić się z każdym prześladującym go opryszkiem ze szkoły, to jednak tego nie robi. Dlaczego pozwala innym na to, by źle go traktowali? Dlaczego większość uczniów uważa go za dziwaka? i dlaczego już od samego początku zainteresował się Magdą, choć nigdy z nikim nie nawiązał bliższej relacji?
Było kilka niespodziewanych zwrotów akcji, były momenty w których książkę naprawdę ciężko było odłożyć, bo tak wciągnęła, że zapominałam o wszystkim. Bohaterowie napotkają wiele problemów i to nie byle jakich.


Nie będę już nic więcej zdradzać, choć może i tak za dużo powiedziałam. Mam nadzieję, że udało mi się kogoś zachęcić do przeczytania, bo naprawdę warto 😊 Pozycja jest napisana szczególnie z myślą o młodzieży, ale nie jest to typowa lekka książka młodzieżowa. Porusza wiele ważnych problemów, które mogą dotknąć każdego, a bardzo ciężko się o nich rozmawia. Myślę więc, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. „Mów szeptem” to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Olejnik, ale jestem przekonana, że nie ostatnie. Gorąco polecam.