Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabytki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabytki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Kraków - zwiedzamy miasta, które przynajmniej raz w życiu odwiedzić trzeba

Kraków jest jednym z piękniejszych miast Polski. W samym Krakowie spędziliśmy dwa dni. Przyznaję się bez bicia, że ilość moich zdjęć w porównaniu z ilością zabytków, które można sfotografować w tym mieście jest niewystarczająca. Same Stare Miasto jest ogromne, znajdują się na nim liczne zabytkowe kościoły. Otoczone jest parkiem, a centralne miejsce zajmuje na nim Rynek Główny. Krakowski Rynek Główny to jeden z największych w Europie.

Rynek Główny
Rynek Główny ma kształt kwadratu o boku ponad 200 metrów z szachownicowym rozkładem ulic. Nieodłącznym elementem krakowskiego rynku są konne dorożki, które obwożą turystów po samym rynku i w stronę Wawelu.

Kościół Mariacki
Jeden z największych i najważniejszy, po Katedrze Wawelskiej, kościół Krakowa. Co godzinę z wieży kościoła czterokrotnie rozbrzmiewa hejnał w cztery strony świata.

Wieża Ratuszowa
Sukiennice
Znajdują się na Rynku Głównym. Tutaj można kupić najładniejsze pamiątki. Znajdzie się tam wszystko, co może przypominać Kraków - od pocztówek i breloków po najróżniejsze figurki smoków, biżuterię, maskotki i bluzy z logo Krakowa

Wawel
Obowiązkowym punktem na trasie zwiedzania Krakowa jest Wawel. Tam znajduje się katedra, w której zwiedziliśmy groby królów Polski, słynny dzwon Zygmunta oraz najbardziej znana jaskinia w Polsce, czyli smocza jama. Według legendy dawniej zamieszkiwał tu prawdziwy smok. Teraz u wyjścia z jaskini można zobaczyć rzeźbę smoka. Jeśli komuś uda się oczywiście kupić bilety na zwiedzanie, bo czas oczekiwania w kolejce po bilety do smoczej jamy jest dłuższy niż przy rollercoasterach w Energylandii. Tym razem z wielkim bólem serca musiałam ominąć smoka, ale kiedyś tam wrócę, żeby go zobaczyć na własne oczy 😀 Na razie dysponuję tylko jego zdjęciem, które znajdowało się w moim przewodniku.

Kazimierz
Słynna dzielnica żydowska, która położona jest w niedalekiej odległości na południe od Starego Miasta. Znajdują się tam synagogi. Przeszliśmy też ulicą Szeroką, która jak sama nazwa wskazuje jest najszerszą ulicą w Krakowie. Dawniej była ona centralnym punktem żydowskiego miasta spełniającym funkcje rynku.
Muzeum figur woskowych
Jest to ciekawe miejsce, choć kojarzone nie tylko z Krakowem, bo takie muzea znajdziemy też w innych miastach. Można tam obejrzeć najróżniejsze postaci – od słynnych malarzy, muzyków, aktorów po postaci z filmów i bajek. Wszystkie w zadziwiający sposób przypominają swoje żywe odpowiedniki. Tam też po raz pierwszy spotkaliśmy Beyonce 😀

Kawiarnia Dziórawy Kocioł
Jako że jestem fanką Harry'ego Pottera, obowiązkowym punktem do odwiedzenia w Krakowie była dla mnie kawiarnia o nazwie Dziórawy Kocioł. Klimatyczne miejsce, z ciekawą ofertą przekąsek i deserów. Trzeba tylko uważać na dementora, bo jak widać na zdjęciu wygląda bardzo przerażająco 😁  Jest tam też sklepik, w którym można kupić pamiątki.

 Gastronomia
Jeśli chodzi o bazę gastronomiczną, to muszę powiedzieć, że trochę się rozczarowałam. Poza barami mlecznymi, do których były kolejki pod same drzwi, nie udało nam się na szybko znaleźć dobrej restauracji, gdzie dostalibyśmy porządną porcję jedzenia w przystępnej cenie. Wydaje mi się, że jeśli o to chodzi, to ceny są nawet wyższe niż w Warszawie. Jedliśmy w restauracji z włoską kuchnią oraz w pewnej restauracji niedaleko Rynku Głównego o zagadkowej nazwie. Gdy wybrałam kurczaka, przy którym cena wskazywała, że będzie to zestaw obiadowy, okazało się że za tę cenę dostanę jedynie nieduży kawałek mięsa.  Do tego czas oczekiwania był bardzo długi. Gdy jedliśmy w pewnym momencie zaczął mocno padać deszcz, a przez dach do lokalu wlał się strumień wody. Ta restauracja miała ciekawą i wiele mówiącą nazwę - Stodoła. Stąd też wzięła się nasza anegdota, że do Krakowa najlepiej zabierać ze sobą jedzenie w słoikach, bo tam jadają tylko w dziurawych stodołach z przeciekającym dachem 😂 tak na poważnie to mam nauczkę, by przed wyjazdem rozejrzeć się też za lokalami gastronomicznymi, by potem nie tracić zbyt wiele czasu na szukanie miejsca, w którym można cokolwiek zjeść.

Nocleg
Nocowaliśmy w domu studenckim, co jako że na co dzień mieszkam w akademiku nie było dla mnie niczym niezwykłym. Pokoje były duże, łazienka na korytarzu, ale w niedużej odległości, cena też przystępna. Tylko odległość - 5 km od centrum okazała się dość uciążliwa, bo oznaczało to ponad pół godziny jazdy tramwajem i prawie kilometr pieszo. Za to sklepy mieliśmy blisko.


Gdy przyjechałam do Krakowa, pozytywnie zaskoczył mnie klimat tego miejsca. Patrząc na te niebieskie tramwaje, takie w starym stylu, czy inne elementy wystroju miasta, człowiek ma wrażenie jakby cofnął się w czasie. Chętnych do odwiedzenia tego zakątka Polski jest tak wiele, że na Starówce przewijają się tłumy turystów, w tym też zagranicznych, szczególnie w weekendy. Kraków to urocze miasto, ze swoimi legendami i smokiem, mnóstwem uliczek i zabytków, które trzeba zwiedzić. No i oczywiście zjeść obwarzanka spacerując po Rynku Głównym i słuchając hejnału z wieży Kościoła Mariackiego 😀
    W następnym poście opowiem Wam o wyprawie do Energylandii, a teraz pędzę nadrabiać zaległości na blogach 😊

sobota, 6 lipca 2019

Gdańsk - zwiedzamy miasta, które chociaż raz w życiu odwiedzić trzeba

Wybierając się do Gdańska przeczytałam jeden przewodnik, w którym po krótce opisano 15 głównych atrakcji tego miasta, a Gdańsk wymieniony został tam jako miasto które trzeba zobaczyć, wśród kilku innych, a były to: Warszawa, Toruń, Poznań, Wrocław i Kraków. Kilka z nich jeszcze przede mną, a teraz pora na relację z Gdańska, który słusznie określony został obowiązkowym przystankiem w drodze.
Udało nam się pojechać tam jeszcze na początku czerwca. Teraz sprawa jest znacznie utrudniona, a to dlatego, że wielu turystów wybiera to miasto na miejsce wakacyjnego wypoczynku. Gdy człowiek wsiądzie do pociągu ma wrażenie, że każdy, kto żyw jedzie do Gdańska, bo ciężko tam znaleźć wolne miejsce 😁
Gdańsk został też okrzyknięty rajem dla fotografów. O prawdziwości tego stwierdzenia też się przekonałam robiąc zdjęcia na Starym Mieście oraz Długim Targu.

1. Ulica Długa i Długi Targ

Reprezentacyjne ulice Gdańska, są położone na Śródmieściu.

2. Długie Pobrzeże

To uliczka, która rozciąga się nieopodal, nad zachodnim brzegiem rzeki Mołtawy. Kto raz zobaczy ten widok, już go nie zapomni. Gdy stałam na moście, patrząc na przepływające statki, zaczepił mnie chłopak, który przedstawił się jako Albert. Opowiedział mi jak niesamowicie wygląda to miesiące wieczorem, gdy na ulicach zbiorą się muzycy grający na gitarach i stwierdził, że w Gdańsku trzeba przeżyć imprezę. Albert, możesz być pewny, że kiedyś tam wrócę i zobaczę to na własne oczy 😊

3. Ulica Mariacka 

Idąc tą wąska uliczką, miałam wrażenie jakby czas zatrzymał się w miejscu. Jest tam mnóstwo sklepów i stoisk, na których widziałam bursztyn pod najróżniejszymi postaciami. Sprzedawcy siedzieli sobie w tym miejscu, które potrafiłam opisać tylko jednym zdaniem: to jest po prostu piękne 😊

4. Fontanna Neptuna

Zabytkowa fontanna znajdująca się na Długim Targu.

5. Ratusz
Znajduje się u zbiegu ulicy Długiej i Długiego Targu.

6. Plaża Gdańsk - Brzeźno
Choć wielu turystów myśli, że jedyne molo i plaża w Trójmieście znajduje się w Sopocie, to Gdańsk też ma swoją. Znajduje się ona w Brzeźnie.

Sopot
Będąc w Trójmieście nie można nie zahaczyć o Sopot. Tam też postanowiliśmy się wybrać drugiego dnia naszej wycieczki. z tym wiąże się pewna zabawna historia. Nie byliśmy pewni, czy wraz z końcem strefy bilety komunikacji miejskiej kupione w Gdańsku nie przestają obowiązywać, więc... wysiedliśmy na granicy strefy i przeszliśmy ok. 3 km na sopockie molo pieszo. Opcja dla wytrwałych, ale nie polecam 😂

Krzywy Dom w Sopocie

Po drodze mijaliśmy słynny Krzywy Dom. Niedaleko niego znaleźliśmy stoiska gdzie kupiliśmy pamiątki.

Molo w Sopocie


Jako Polacy możemy się poszczycić, bo nasze sopockie molo jest jednym z najdłuższych w Europie. Ta drewniana konstrukcja ma ponad pół kilometra długości. Na jej końcu znajduje się  przytulna restauracja, w której przy kawie czy dobrym jedzeniu można popatrzeć na Morze Bałtyckie. Nawet z najdalej położonego punktu obserwacyjnego wydaje się ono nie mieć końca.
Gdańsk to jedno z miast, które zachwycają i ma się ochotę jeszcze nie raz tam wrócić. Piękna architektura, bliskość morza i plaży, możliwość wybrania się w długi rejs statkiem, czy nawet zatrzymania się na chwilę na Długim Pobrzeżu i wsłuchania w radosny gwar tego miasta i odgłosy nastrojowych melodii wygrywanych przez gitary ulicznych grajków. Tyle wystarcza, by stwierdzić, że to cudne miasto ma duszę, a kto raz tam był, już nigdy tego nie zapomni.

czwartek, 2 maja 2019

Majówka w towarzystwie Kopernika i Katarzynek, czyli relacja z wyprawy do Torunia

W Toruniu jak do tej pory nie miałam okazji być, więc postanowiłam wykorzystać długi weekend majowy, by to nadrobić. Z Olsztyna do Torunia mam tylko dwie godziny drogi pociągiem, więc wybrałam się tam rano i wróciłam wieczorem.
Udało mi się zobaczyć kilka głównych atrakcji, nie starczyło czasu na wszystko, co miałam w planach, również dlatego że z racji środy i możliwości zwiedzania sześciu muzeów będących placówkami Muzeum Okręgowego w Toruniu w cenie jednego trafiłyśmy tam na niesamowite kolejki. Między innymi w Planetarium - gdy dotarłyśmy tam przed dziesiątą, kolejka już była tak długa, że zdecydowałam się odłożyć jego zwiedzanie na później i po prostu przejść się po Starym Mieście. Toruń to miasto przyjazne turystom, bo wszystkie najważniejsze atrakcje są zebrane w jednym miejscu - na Starówce. Stare miasto zaś znajduje się niedaleko Dworca Centralnego - zaledwie pół godziny drogi pieszo albo dwa przystanki autobusem. Wiedzie tam droga przez most Piłsudskiego z widokiem na Wisłę.
Toruńskie Stare Miasto w porównaniu z naszą olsztyńską Starówką jest o wiele większe. Miałam szczęście, że na samym początku zwiedzania trafiłam na stoisko z pamiątkami, gdzie kupiłam przewodnik. Książeczka okazała się bardzo pomocna, bo była w niej mapka całej Starówki z zaznaczonymi i opisanymi wszystkimi punkami, które trzeba odwiedzić.
Muzeum Toruńskiego Piernika
Na samym początku trafiłyśmy do Muzeum Piernika. Gdy dowiedziałam się, że można je nie tylko zwiedzić, ale i wziąć udział w warsztatach obejmujących wypiekanie pierników, wiedziałam, że to jest to. Jako że lubię piec różnego rodzaju słodkości, poznanie sekretów słynnego toruńskiego wypieku było dla mnie nie lada atrakcją.
Tym sposobem upiekłam pamiątkowy piernik, który kształtem przypomina słynną Katarzynkę.  Specjalnie wybrałam tę foremkę, bo z jej powstaniem wiąże się pewna ciekawa legenda, którą również poznałam w muzeum.
Legenda o Bogumile i królowej pszczół
Opowiada ona o czeladniku Bogumile, który zakochał się w córce piekarza – Katarzynie. Mimo że ta odwzajemniała jego uczucia, jej surowy ojciec nie wyrażał zgody na ślub. Dopiero gdy Bogumił za radą królowej pszczół, która w nagrodzie za to, że chłopak uratował jedną z jej podopiecznych, podpowiedziała mu, by do ciasta piernikowego dodawał słodkiego miodu i korzennych przypraw, nastąpił przełom. Kiedy ciasto było gotowe wykonał z niego dwa serca, ułożył je naprzeciw siebie i połączył dwoma kółkami, które miały symbolizować obrączki. Zamiast ładnego piernika ujrzał ciasto o dziwacznym wyglądzie. Dwa odwrócone serca i dwie obrączki pod wpływem ciepła połączyły się ze sobą tworząc niespotykany dotychczas kształt. Gdy tak przygotowanego piernika spróbował król, który wtedy odwiedzał miasto, nadał Bogumiłowi tytuł Mistrza, a piekarz zadowolony z tego faktu zgodził się na ślub Bogumiła ze swoją córką Katarzyną. Zaś pierniki w kształcie chmurki złożonej z sześciu kółek do dziś noszą jej imię i są symbolem miłości łączących tych dwojga.
Dom Mikołaja Kopernika
W następnej kolejności udałyśmy się do Domu Kopernika. Jest to zabytkowa kamienica, która w połowie XV wieku należała do rodziny Koperników, a obecnie znajduje się tam muzeum. Wystawa prezentuje sylwetkę sławnego astronoma oraz jego dokonania. Można tam też zobaczyć pomieszczenia ukazujące życie codzienne mieszczańskiej rodziny oraz poznać fakty dotyczące najważniejszych odkryć naukowych.

Niewidzialny Dom i obiad w Pierogarni Stary Toruń
Po odwiedzeniu tych dwóch miejsc przyszła pora na obiad. I tu bez dłuższego zastanowienia naszym celem stała się Pierogarnia Stary Toruń. Choć ten cel wydawał się niemożliwy do osiągnięcia, gdyż zainteresowanie tym lokalem było tego niesamowite. Utworzyła się ogromna kolejka, a w godzinach szczytu oczekiwanie na stolik to nawet godzina czasu.
Zapisałyśmy się na listę oczekujących na miejsce i wykorzystując chwilę wolnego chciałam odwiedzić jeszcze jakieś ciekawe miejsce. Podeszłyśmy kawałek i gdy mijałyśmy Niewidzialny Dom, który widziałam na liście polecanych atrakcji tego miasta i nawet mnie zaciekawił, usłyszałam jak jedna pani mówi do drugiej, przechodząc obok: „tu jest świetnie”. Lepszej rekomendacji nie potrzebowałam 😊
W trakcie majówkowego szału zwiedzania wejściówki do Niewidzialnego Domu były droższe niż normalnie, ale nie żałuję, bo pobyt w tym miejscu zaowocował ciekawym doświadczeniem.
Wyobraźcie sobie, że nagle gasną wszystkie światła i wasz wzrok staje się zupełnie bezużyteczny. Tam jest właśnie okazja, by tego doświadczyć. Gdy nasza przewodniczka zamknęła za nami drzwi, poczuliśmy się jak osoby niewidzące i w zupełnej ciemności, wpadając jedno na drugiego, nawołując się w panice, trzymając za ręce lub chodząc wzdłuż ścian próbowaliśmy wraz z nią „zobaczyć” wszystko, co się tam znajduje. Na początku, było to bardzo trudne i z wahaniem stawiałam kroki, ale z czasem przychodziło mi to coraz lepiej. Na koniec była możliwość zjedzenia „niewidzialnego poczęstunku”, by przekonać się jak funkcjonują nasze zmysły, gdy wzrok jest wyłączony. Po wyjściu z tych egipskich ciemności, nasza przewodniczka, która była osobą niewidomą, pokazała nam różne przedmioty, które na co dzień ułatwiają niewidomym życie, oraz opowiedziała jak wygląda ich codzienność.
Po wyjściu z Niewidzialnego Domu ucieszyłam się podwójnie. Po pierwsze zdałam sobie sprawę jak cennym darem jest mój wzrok, a po drugie – doczekałam się na swoją kolej na obiad w Pierogarni Stary Toruń 😀Na początku miałam ochotę na dobre pierogi, ale ostatecznie zdecydowałam się na placki starotoruńskie – placki ziemniaczane smażone na maśle z sosem śmietanowym z papryką i kurczakiem. No i muszę przyznać, że były warte tak długiego oczekiwania, bo smakowały niesamowicie. Podobał mi się też nastrojowy wystrój tego miejsca – taki w starym stylu, z mnóstwem drewnianych elementów i zdobień.
Ratusz Staromiejski i wieża ratuszowa
Na koniec odwiedziłyśmy jeszcze Ratusz, by obejrzeć wystawy w muzeum, kupić pamiątkową monetę do kolekcji i zobaczyć widok z wieży ratuszowej. Dość problematyczne okazało się wejście na górę po schodach – nie dość, że wysoko i wąskie schody, to mnóstwo ludzi podążających zarówno w górę jak i w dół. Gdy już po wejściu na szczyt, zmierzałyśmy w kierunku powrotnym, rozdzwonił się dzwon, który wzywał nas, by się pospieszyć. Kto został, to już nie wróci – podsumował jeden z panów, śmiejąc się. Na szczęście jednak udało się nam wrócić 😂
Pierwszy dzień majówki był bardzo udany. Cieszę się, że odwiedziłam to niezwykłe miejsce. Każde miasto ma swoją specyfikę i coś z czego słynie – w Toruniu są to pierniki i Kopernik i to w ich towarzystwie miło spędziłam początek majówki.

środa, 17 kwietnia 2019

I wtedy padał śnieg, czyli jak przeżyć w Warszawie i nie zwariować

W Warszawie nie byłam od czasów licealnych wycieczek szkolnych, więc uznałam, że najwyższy czas to zmienić. Wybrałam się z przyjaciółką na dwudniową wycieczkę, której mimo tego, że była tak krótka nie zapomnę do końca życia.
Naszym celem było odwiedzić najważniejsze atrakcje Warszawy. Choć jest ich dużo i takie zwiedzanie zajęłoby dłużej niż dwa dni, to co nieco zobaczyłam.
Na początku odwiedziliśmy taras widokowy Pałacu Kultury i Nauki, bo znajduje się on obok Dworca Centralnego. Rozciąga się z niego widok na całą Warszawę ze wszystkich czterech stron.
I już na samym początku pojawiły się problemy, bo kasa biletowa znajdowała się na drugim piętrze, a my nie mogliśmy na to drugie piętro dotrzeć. Windy dalekobieżne jeździły tylko na wyższe piętra, bo w Pałacu Kultury i Nauki wszystkich pięter jest trzydzieści. A zwykła windy była na tyle uparta, że nie chciała nas dowieźć na to drugie piętro, więc musieliśmy jednak poszukać schodów 😀
Gdy już udało nam się dotrzeć na górę w całości, kilka minut staliśmy w kolejce po bilety. Ludzie w niej stojący rozmawiali w różnych językach, nie tylko po angielsku. Podobnie jak w Muzeum Powstania Warszawskiego, które odwiedziliśmy w następnej kolejności.
W muzeum było bardzo obszerna wystawa, dużo rzeczy do obejrzenia i przeczytania, więc gdybym miała więcej czasu, mogłabym spędzić tam nawet pół dnia. Pamiątką, jaką stamtąd zabrałam są kartki z kalendarza od 27 lipca do 5 października 1944 roku. Na każdej z nich jest opis wydarzeń z danego dnia – taka lekcja historii w ciekawej formie.

Kolejnym punktem na naszej trasie był Park Szczęśliwicki. Spacerowaliśmy podziwiając piękne widoki i zrobiliśmy mnóstwo zdjęć. Wszystkie wychodzą tam bardzo ładnie, nawet jeśli ktoś jest fotografem amatorem jak ja😊
Potem udaliśmy się na Stare Miasto. Tam czekała nas kolejna porcja pięknych widoków. Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i zjedliśmy kolację w jednej z knajp na Starówce.
Wieczorem zobaczyliśmy jeszcze Bulwary nad Wisłą. Nie można być na wycieczce w Warszawie i tam nie pójść. Zaczynało się już ściemniać, więc widoki były niesamowite.
Na koniec dnia czekała nas jeszcze jedna niespodzianka. Szukając hostelu, w którym miałam z przyjaciółką nocować, trafiliśmy pod wskazany adres i okazało się, że w tym miejscu stoi nieduży budynek z krzyżem, prawdopodobnie kościół, na którym znajdował się transparent z napisem Jezus Chrystus Królem Polski". Byliśmy tak wyczerpani po całym dniu, że spodobało to ciężki do opanowania napad śmiechu przez łzy 😀Zaczęliśmy też wątpić, czy ten hostel w ogóle istnieje. Na szczęście, gdy podeszliśmy kawałek dalej, znaleźliśmy szukane miejsce. Do tej pory się zastanawiam, dlaczego oba budynki miały ten sam numer.
Spałam dobrze, ale krótko, a gdy rano wyjrzałam przez okno, okazało się, że pada śnieg. Cóż, nic dziwnego, w końcu święta się zbliżają, czyż nie? 😂
W sobotę trochę odpoczęliśmy, poszliśmy na kręgle, do Łazienek i na obiad do Hard Rock Cafe.
Na początku kula, którą wyrzucałam, jakimś cudem uparcie omijała wszystkie kręgle i mogłam się poszczycić samymi zerami, ale potem szło mi coraz lepiej. Raz nawet trafiłam wszystkie za jednym rzutem. Stąd też wyniosłam ciekawą lekcję i stworzyłam swoje nowe powiedzenie – życie jest jak gra w kręgle – czasami trzeba zepsuć rzut, by za drugim razem móc trafić wszystko.
W Łazienkach spacerowaliśmy i też zrobiliśmy kilka zdjęć. Niestety w sobotę pogoda już nie dopisywała, było o wiele chłodniej i padał deszcz.
Na koniec poszliśmy na obiad do Hard Rock Cafe. Miałam voucher prezentowy z Super Prezentów, który dostałam na rodziny, i postanowiłam go wykorzystać na posiłek w Hard Rock Cafe. Gdy wychodzi się na Dworcu Centralnym w Warszawie, nie sposób nie zauważyć tej gitary  – symbolu Hard Rock Cafe  stojącej przy Złotych Tarasach. Jest to znana nawet wśród obcokrajowców restauracja, za to ceny są dość wysokie. Kelner przez pomyłkę nie odliczył nam wartości vouchera prezentowego od rachunku i zapłacilibyśmy podwójną kwotę. Na szczęście trójka specjalistów studiująca kierunki ekonomiczne nie dała się tak łatwo oszukać. Stąd nauczka na przyszłość – uważać, w restauracjach w Warszawie i nie tylkobo nie wszyscy są za pan brat z matematyką 😀Poza tymi komplikacjami, klimat w restauracji był bardzo przyjemny, a jedzenie też niczego sobie. Lokal godny polecenia.
Jako mieszkanka Olsztyna w Warszawie miałabym nieco więcej problemów z dojazdami, szukaniem właściwych przystanków, gonieniem odjeżdżających autobusów. Ale mimo wszystko to miasto mi się spodobało. Budynki są ładne, nowoczesne. A Pałac Kultury robi niesamowite wrażenie. Tam zawsze coś się dzieje, nie ma ciszy i spokoju, nie sposób się nudzić. Myślę, że dwa dni z niespodziankami czyhającymi na każdym kroku są dobrym dowodem na to 😁

sobota, 30 marca 2019

Olsztyn znany i nieznany - Muzeum Warmii i Mazur

pomnik Mikołaja Kopernika
Obowiązkowym punktem na trasie wycieczkowej zwiedzających nasze miasto powinno być Muzeum Warmii i Mazur. Szczególnie w sezonie wiosenno-letnim, gdy tylko zaczyna się robić cieplej, na Starówce można spotkać coraz większe grupki wycieczkowiczów fotografujących się przy pomniku Mikołaja Kopernika, a chętnych do zwiedzania zamku też znajduje się mnóstwo.
Muzeum Warmii i Mazur znajduje się w Zamku Kapituły Warmińskiej. Najlepiej jest odwiedzić go w sezonie czyli od czerwca do września, bo wtedy jest możliwość wejścia na wieżę. Ja niestety tam nie byłam, więc czeka mnie jeszcze jedna wycieczka 😊
Zamek Kapituły Warmińskiej w Olsztynie






Zamek przez wieki stanowił serce miasta. Został wybudowany w połowie XIV wieku w stylu gotyckim przez kapitułę warmińską, która była jego właścicielem do roku 1772. Zamek pełnił funkcje obronne oraz był siedzibą m. in. administratora dóbr kapituły.
Najsławniejszym mieszkańcem zamku był Mikołaj Kopernik, który pełnił obowiązki administratora w latach 1516–1521. W dawnym refektarzu oraz komnacie administratora znajdują się unikalne sklepienia kryształowe datowane na ok. 1520 rok. W Muzeum Warmii i Mazur, które obecnie się w nim znajduje można zobaczyć kilka ciekawych wystaw i dowiedzieć się więcej o historii Olsztyna.
Widok od strony dziedzińca
Miniatura zamku znajdująca się w muzeum

           Mikołaj Kopernik mieszkaniec zamku olsztyńskiego — wystawa stała
W latach 1516 - 1521 w północno-wschodnim skrzydle zamku mieszkał i prowadził swoje badania Mikołaj Kopernik. Był administratorem zamku i przygotowywał obronę Olsztyna przed najazdem krzyżackim. Dlatego też w muzeum zobaczymy wiele eksponatów należących kiedyś do niego i informacji na temat tego wybitnego naukowca.
eksponaty w części poświęconej Kopernikowi
         Na początku zwiedzania będziecie mogli zobaczyć tablicę doświadczalną Mikołaja Kopernika, która zachowała się na jednej ze ścian zamku. Została wykonana własnoręcznie wykonana przez astronoma zapewne na przełomie 1516 i 1517 roku. Umożliwiała graficzne przedstawienie momentu równonocy wiosennej.
Także tu, w murach olsztyńskiego zamku, genialny naukowiec spisał tekst pierwszej księgi „De revolutionibus…”— dzieła swego życia, które „wstrzymało Słońce i pchnęło z posad Ziemię”.

„De revolutionibus…” Mikołaja Kopernika
          A święci milczą — Warmińska rzeźba ludowa ze zbiorów MWiM - wystawa czasowa
Tutaj zobaczyłam dziewiętnastowieczne rzeźby ludowe przedstawiające świętych.

W służbie niepodległości. Telegramy patriotyczne 1895-1939 - wystawa czasowa
Na tej wystawie obejrzałam prezentację multimedialną dotyczącą historii zmian granic Polski. W tej części można przybliżyć czy przypomnieć sobie fakty dotyczące historii Polski oraz osoby, które odegrały w niej ważną rolę jak Tadeusz Kościuszko. Ich podobizny umieszczano na ozdobnych blankietach listowych, wydawanych od 1895 do 1939 r. „ku pokrzepieniu serc”. Wysyłane były z życzeniami zarówno przez chłopów, mieszczan jak i przedstawicieli ziemiaństwa. Ich bogata symbolika narodowa pokazuje, jak kształtowała się w okresie zaborów wyobraźnia historyczna Polaków.

kolekcja pocztówek ze słowami "Mazurka Dąbrowskiego"



 „Gazeta Olsztyńska” — wystawa czasowa
Tutaj miałam okazję przybliżyć sobie fakty dotyczące najważniejszego olsztyńskiego czasopisma. „Gazeta Olsztyńska”, kultywująca polską świadomość narodową i polski język, jest niezwykle ważna dla dziejów Olsztyna i regionu. Mogłam też samodzielnie wypróbować starą technologię drukarską, czego efektem jest poniższa pocztówka.

Zatem jeśli chcecie produktywnie spędzić wolny czas, a przy okazji dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, to muzeum Warmii i Mazur jest dobrą alternatywą. w porównaniu z innymi miejscami, które można odwiedzić w wolnym czasie, bilety tutaj są niedrogie — w zamian dostajemy tyle czasu na zwiedzanie ile nam potrzeba, by zaspokoić głód wiedzy 😊 Warto więc tę możliwość wykorzystać.
       W najbliższym czasie planuję też wycieczkę do Warszawy i do Gdańska. Choć jak widać, nie zawsze trzeba odbywać dalekie podróże, by zobaczyć coś ciekawego. Czasami to, czego szukamy, jest bliżej niż nam się wydaje. Taka dygresja na koniec 😊 Miłego dnia.