Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 listopada 2019

Czytanie pomaga, a nawet... leczy? – o niezliczonych korzyściach płynących z czytania

Są takie książki, które otwierają kryptę. Opowiadają o strasznych wydarzeniach, ukazują  brutalną rzeczywistość taką jaka jest, bez zbędnych upiększeń. Są też takie, które czytamy, gdy potrzebujemy ciepłych słów wsparcia, a one świetnie się w tym sprawdzają, niosąc ukojenie dla naszej duszy. Po jakie książki chętniej sięgamy i dlaczego? Jaki wpływ mają na nas książki, które czytamy? Czy czytanie może być dla nas lecznicze? Niedawno skończyłam lekturę wydania specjalnego Charakterów – „Czytanie pomaga a nawet leczy" i znalazłam tam kilka ciekawostek.
Na zdjęciu jest jeszcze kilka książek, które miałam przyjemność dostać jako nagrodę od redakcji Charakterów". Brałam udział w konkursie Po(moc) książki". Moim zadaniem było w dowolnej formie napisać o książce, która pomogła mi zrozumieć drugiego człowieka albo znaleźć rozwiązanie problemu. Jest taka książka, która pomogła mi zrozumieć pewnego człowieka i zainspirowała do napisania opowiadania, a ta książka to Ciemno, prawie noc" Joanny Bator. Opowiadanie może opublikuję na blogu kiedyś, ale dzisiaj zajmiemy się tematem książek. Wybrałam kilka ciekawostek, bo nie sposób opisać wszystkiego, o czym przeczytałam. Intryguje mnie też ta książka „100 snów, które wszyscy mamy, i co one znaczą”. Jeśli znajdę w niej coś ciekawego, to też się z Wami podzielę.
Żyjemy nie tylko swoim życiem, ale też życiem ludzi, którzy byli przed nami. Nawet jeśli go nie znamy, nie pamiętamy, ono ciągnie się za nami do trzeciego pokolenia. czasami dłużej. Zamiecione pod dywan samobójstwa i niewyjaśnione śmierci, przemoc i rozpacz, której doświadczyli inni, wychodzą w symptomach, cielesnych dolegliwościach, autoimmunologicznych chorobach czy uporczywym poczuciu, że trzeba wracać do tych samych motywów, tych samych symboli, jak u mnie. Jako pisarka jestem tą, która otwiera kryptę.
Joanna Bator, Jestem tą, która otwiera kryptę, Charaktery Extra 3/2019
Czego szukamy w książkach?
Literatura piękna oddziałuje na przeżywanie emocji, ponieważ oswaja z różnymi trudnościami, pozwala spojrzeć na nie z różnych punktów widzenia. Umożliwia nie tylko uświadomienie sobie własnych emocji i zrozumienie ich źródła, ale też zrozumienie emocji innych ludzi. Literatura uruchamia również wyobraźnię i marzenia. Czytając możemy postawić się w różnych sytuacjach i zastanowić, jak byśmy się zachowali. W ten sposób lepiej poznajemy siebie i swoje potrzeby psychiczne. 
Każdy ma indywidualne potrzeby czytelnicze, które wynikają z tego, w jakiej sytuacji życiowej się znajdujemy. Zdarza się, że świadomie sięgamy po książkę silnie poruszającą, trudną, dotyczącą ważnej dla nas problematyki po to, by przepracować bolesny temat i zmierzyć się z nim w kontrolowanych, bezpiecznych warunkach. Sięgając po daną lekturę nie zawsze jednak jesteśmy świadomi, co nami kieruje – czasami wybieramy książkę zgodnie z naszymi nieświadomymi, ale aktualnymi potrzebami.
Kiedy szukamy odpowiedzi na pytanie, dlaczego chętnie sięgamy po literackie historie, powinniśmy wziąć pod uwagę, że nasze życie i my sami jesteśmy... opowieścią. Opowieścią, którą „piszemy" samodzielnie, dla siebie i dla innych.
Agata Hiacynta Świątek, Czego szukamy w książkach,  Charaktery Extra 3/2019
Czy mówi o Tobie książka, którą czytasz? 
Moi rodzice często się niepokoją widząc na moim biurku kolejną książkę z mroczną okładką czy umieraniem w tytule. A znajomi różnie reagują, gdy na wykłady przynoszę tego typu zdobycze. Ale czy thrillery, horrory i inne potworne" książki są złe? I czy czytanie o zjawiskach niewyjaśnionych, morderstwach, seryjnych zabójcach w jakiś sposób źle wpływa na psychikę? Wręcz przeciwnie.
Powieści grozy czy thrillery spełniają funkcję wentyla emocjonalnego. Wyrzucają nas ze strefy komfortu i konfrontują ze wszystkim co złe i sprzeczne z naturalnym porządkiem rzeczy. Pozwala nam to rozładować nagromadzone napięcie emocjonalne i zobaczyć w nowym świetle własne trudności. Ile razy czytając horror oddychamy z ulgą, że nasze życie jest bardziej przewidywalne i poukładane niż życie bohatera tej historii... Kryminały zaś skłaniają nas do przewidywania kolejnych kroków bohaterów lub odtwarzania niejasnych ciągów wydarzeń, mogą więc stymulować myślenie analityczne.

Leczenie książkami
Terapeutyczna moc literatury opiera się na odnajdywaniu w niej cząstki samego siebie. W kilku miastach w Polsce m. in. w Krakowie i we Wrocławiu organizowane są kursy biblioterapeutyczne. Taka sesja może mieć charakter zarówno indywidualny jak i grupowy. Biblioterapeuta najczęściej proponuje lekturę, którą uczestnicy spotkań czytają samodzielnie przed zaplanowanym spotkaniem lub wspólnie w jego trakcie, a następnie dyskutują na temat treści, bohaterów, ich działań i zachowań. Nawet jeśli taka forma terapii nie okaże się do końca skuteczna, to jest to możliwość do kontaktu z ludźmi, czy nawiązania nowych przyjaźni. I co najważniejsze – nie posiada skutków ubocznych. 

Czy fani książek to wymierający gatunek?
Statystyki w tej kwestii niestety nie są entuzjastyczne. Od kilku lat tylko co trzeci Polak deklaruje, że przeczytał w roku chociaż jedną książkę. Ciekawym zjawiskiem jest, że mimo tego, że coraz mniej czytamy, przybywa osób kupujących książki, zarówno te papierowe, jak i elektroniczne. Nie czekamy aż książkę pożyczą nam znajomi czy udostępni ją biblioteka. Blisko co druga osoba posiada w domu do 50 książek, które nie są podręcznikami, a jedynie 14 procent Polaków ma w domu mniej niż 10 pozycji.

Książki są funkcją społeczną! 
Często towarzyszy nam taki stereotyp, że książki są dla samotników. Takich co to zamiast wyjść do ludzi wolą się zaszyć w kąciku z książką. Wcale nie musi tak być. Często to właśnie książka jest pretekstem do rozmowy, a po jej przeczytaniu mamy nieodpartą potrzebę podzielenia się z kimś wydarzeniami których byliśmy świadkiem. Zresztą sama często przyłapuję się na tym, a raz nawet przyłapała mnie wykładowczyni, bo zamiast skupić się na wykładzie, streszczałam przyjaciółce „Ciszę białego miasta" i z przejęciem opowiadałam o rytualnych morderstwach. Na szczęście prowadząca wykazała się pełnym zrozumieniem: Ja rozumiem, że jest mnóstwo innych ciekawszych tematów, ale teraz mamy wykład" 😁
„Książki są najlepszym pretekstem do podjęcia rozmowy. Czytanie jest w ogóle funkcją społeczną, bo przeczytasz książkę i idziesz do ludzi porozmawiać o tym, co przeczytałeś." – mówi w wywiadzie Maria Dąbrowska Majewska, prezes Fundacji Zmiana i inicjatorka ogólnopolskiego programu Biblioteki Sąsiedzkie. Program ten działa od lipca 2012 roku i polega na tworzeniu bibliotek przez mieszkańców osiedli miasteczek i wsi. Sama pomysłodawczyni tej inicjatywy zajmuje się czytaniem książek ludziom przebywającym w więzieniach. Okazje się, że książki w więzieniach są zniszczone, a zasoby nieodnawiane od lat, zaś korzysta z nich aż 80 procent więźniów.

Czytanie to moc korzyści dla najmłodszych
Wiele znalazłam w tym numerze artykułów na temat czytania dzieciom i korzyści z tego płynących. Naukowcy ustalili, że dzieci, które dużo czytają, mają lepiej zintegrowane mózgi od tych, które preferują kontakt z mediami ekranowymi. Przypuszcza się zatem, że nauka czytania i pisania odgrywa ważną rolę w ogólnym wzroście poziomu integracji struktur mózgowych. Czytanie dla najmłodszych może również pełnić funkcję leczniczą. W profilaktyce dysleksji rozwojowej należy ćwiczyć z dziećmi powtarzanie rymowanek i wierszyków. Nie tylko okazują się być pomocne, ale rozwijają też zdolność koncentracji, czyli wspomagają pamięć i stymulują rozwój procesów poznawczych, bardzo ważnych dla uczenia się. 
Pierwszym i podstawowym sposobem wspierania dzieci w czytaniu jest głośne czytanie książek dla przyjemności. Większość rodziców rezygnuje z tej formy spędzania czasu z dzieckiem w momencie, gdy nauczy się ono czytać. Jest to jednak duży błąd. Do 12. roku życia dziecko o wiele więcej rozumie z tekstu czytanego na głos przez kogoś innego.
        Ciekawym pomysłem promowania czytelnictwa w szkołach jest zaproponowana przez jednego z autorów przerwa na lekturę w szkole: 15 – 20 minut, w ciągu których wszyscy w szkole czytają wybraną przez siebie lekturę. Jest to o tyle skuteczne, że dzieci mogą zobaczyć czytających dorosłych, a to najlepszy przykład, by zachęcić je do czytania. 
Wiele motywów ludzkich zachowań jest niejasnych, a sytuacje są niejednoznaczne. Życie społeczne jest niesamowicie skomplikowane. Czytając lub opowiadając dziecku historie, wprowadzamy je w uproszczone schematy ludzkiego odczuwania myślenia i działania – pomagamy mu zrozumieć ten skomplikowany świat, który go otacza i złożoność ludzkich zachowań. Baśnie i historyjki czytane dzieciom nie tylko uczą, co jest dobre, a co złe, ale też kształtują ich empatię.

Czytanie vs. dzisiejsze realia
Jednym powodów, dla których coraz mniej czytamy, jest duży wybór czynności, które wymagają znacznie mniej skupienia i wysiłku, a także mogą dostarczyć nam przyjemności w znacznie krótszym czasie – oglądanie filmów, przeglądanie stron internetowych, komunikatory społecznościowe. Neuronaukowcy udowadniają jednak, że celowe skupienie, a więc takie, jakiego wymaga czytanie książki, pochłania znacznie mniej energii niż skakanie od zadania do zadania – gdy na przykład czytamy artykuł w internecie, wyskakuje nam okienko, które zachęca do przeczytania też następnego, klikamy w okienko i czytamy coś innego. Co więcej – po godzinie rozmyślania albo głębokiego czytania jesteśmy mniej wyczerpani pod względem neurochemicznym, a zatem bardziej gotowi, by stawić czoła wyzwaniom umysłowym. Jednak obecnie, gdy wokół siebie mamy nieskończoną ilość "rozpraszaczy" zaangażowanie w czytanie to ciągła walka.

Rozpisałam się dzisiaj, ale i tak udało mi się przedstawić tylko wybrane fakty, o których przeczytałam. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i dobrnęliście do końca 😁 Trzymajcie się i do następnego!

wtorek, 16 lipca 2019

Problemy i rozterki, które tylko książkoholik zrozumieć potrafi, czyli za co kochamy książki

Nie wiem jak Wy, ale ja czasem spotykam się z niezrozumieniem. Czasami myślę, że tych którzy czytają książki, jest coraz mniej, ale potem... Zmieniam zdanie, gdy zewsząd docierają do mnie informacje o nowych książkach, które bezwarunkowo muszę przeczytać, a których przybywa w tempie szybszym, niż ktokolwiek jest w stanie to ogarnąć. Przybywa również recenzji, w których zdania są podzielone. Jednym książka się spodoba, innym wręcz przeciwnie. Jednak nawet nieudana książka nas nie zniechęca i wciąż sięgamy po kolejne. Zastanawiacie się czasem, dlaczego tak się dzieje? Powodów, z których kochamy książki, jest niezliczenie wiele. a dzisiaj dodam do tej listy kilka od siebie.
Zauważyłaś, że książka po kilkakrotnym przeczytaniu staje się o wiele grubsza, niż była? [...] Jakby za każdym razem coś zostawało między kartkami: uczucie, myśli, odgłosy, zapachy... a gdy po latach zaczynam ją kartkować, odnajdujemy w niej nas samych, młodszych, innych... Książka przechowuje nas jak zasuszony kwiat; odnajdujemy w niej siebie i jakby nie siebie.
1. Książka może zmienić życie
Często czytając trafiamy na słowa, które dają do myślenia. Na długo wbijają w fotel, by potem na długo pozostać w głowie, może nawet na zawsze. Książki mogą nas zmienić - nasze myślenie o otaczającym nas świecie, o ludziach, o wydarzeniach z życia. Sprawić, że spojrzymy na to, co się dzieje z zupełnie innej perspektywy czy pomóc podjąć trudną decyzję. Zatem nie będzie to przesadą, jeśli powiemy, że książki zmieniają też życie. Na pewno każdy z nas ma taką książkę, którą można by pod tym wymienić. Jeśli nie czujecie się przekonani, to tutaj mamy dosłowny przykład, że książka może zmienić życie 😂 
Jak widać książki też wiele piosenek napisały.

2. Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła
Pod tym mogę się podpisać. To niezwykłe, co może zrobić z nami zwykłe słowo pisane. Niektóre książki są jak obrazy wyświetlone w naszej wyobraźni, by pozostać tam na długo. Niektóre pomagają, gdy mamy gorszy dzień, powodują że się śmiejemy, płaczemy, czy popadamy w zadumę. Czy to możliwe, że zwykłe słowa mogą wywołać taką lawinę emocji?


3. Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie
W książkach widzimy i najlepiej rozumiemy, to, co sami już przeżyliśmy. Dlatego książki pozwalają też lepiej poznać siebie. Poznać i zrozumieć, bo nawet siebie nie zawsze rozumiemy. Czytając możemy też znaleźć odpowiedź na pytanie, które długo pozostawało bez odpowiedzi, czy rozwiązanie nurtującego nas problemu.

4. Książki pomagają zrozumieć drugiego człowieka
Jeśli czytanie pomaga zrozumieć siebie, to także drugą osobę. Bo co może tak wiele powiedzieć nam o drugim człowieku jak nie jego ulubiona książka? Właśnie tam można znaleźć wiele wskazówek, które pomogą nam zrozumieć, co druga osoba myśli, czuje, co ją bawi czy zachwyca.

5. Książka najlepszym przyjacielem
Każdy na pewno zna to uczucie smutku, gdy kończy książkę lub serię, której bohaterów zdążył polubić czy nawet się z nimi "zaprzyjaźnić" – wciągnąć się w ich historię, poznać ich myśli, uczucia, obawy, a nawet tajemnice, z których nikomu się nie zwierzyli. i gdy w końcu musimy książkę odłożyć na półkę, brakuje nam ich, jakbyśmy nagle stracili kontakt z najlepszym przyjacielem.

6. Nic tak nie pachnie jak dobra książka
Są książki stare i nowe, czytane wielokrotnie albo takie, które otwieramy pierwszy raz. Każda książka pachnie inaczej. Ale o tym oczywiście nikt nie mówi na głos. Książki są jak papierosy –zaciągają się nimi tylko prawdziwi książkoholicy 😁

7. Książka jest dobra na wszystko
Gdzie indziej jak nie w książce znajdziemy cytat na każdą okazję? Myśl odzwierciedlającą nasz stan emocjonalny w danej chwili, czy po prostu stwierdzenie, którego nam brakowało, a sami do tej pory nie mogliśmy na to wpaść. Otwierając książkę, nigdy nie wiemy, na co trafimy i to jest w tej całej zabawie najlepsze. Możemy trafić na coś, czego długo szukaliśmy, nawet o tym nie wiedząc.

8. Zawsze jest odpowiedni moment, by poczytać książkę
W książkach najbardziej lubię to, że są nie tylko prostym a jednocześnie twórczym sposobem na spędzenie nudnych momentów. To także magiczny i co najlepsze – całkiem legalny sposób na przeniesienie się do innego świata, gdy alternatywą jest na przykład słuchanie nudnego wykładu. w tym semestrze miałam okazję nadrobić dużo książkowych zaległości, podróżując w czasie i odwiedzając alternatywne wszechświaty z trylogią Firebird, odwiedzając nawiedzone domy na wzgórzach oraz obowiązkowo szkołę Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Mogę więc śmiało stwierdzić, że mój kierunek studiów okazał się bardzo rozwijający 😃

A za co Wy lubicie książki? Co byście dodali do tej listy? Czy jest jakaś książka, która zmieniła Wasze życie?

niedziela, 24 lutego 2019

Depresja - co wiemy o najgroźniejszej chorobie dzisiejszych czasów?



Wczoraj obchodziliśmy Światowy Dzień Walki z Depresją. Jest w czołówce najczęściej występujących chorób na świecie według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Według prognoz do 2020 roku będzie na drugim miejscu wśród najczęstszych chorób, a do 2030 roku – na pierwszym. A czy coś o niej wiemy? Czy umiemy ją rozpoznawać i sobie z nią radzić? Niestety nie jest to takie proste jak mogłoby się wydawać. Bardzo łatwo zignorować objawy typowe dla depresji, szczególnie jeśli przypominają inną chorobę, czy nie są wyraźne.
Trafiłam ostatnio na numer „Charakterów”, w którym zebrane było dosłownie wszystko, co trzeba wiedzieć o depresji, ze szczególnym uwzględnieniem depresji u nastolatków i przyczyn środowiskowych, które mogą na nią wpływać.
Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak niepokojące są statystyki. Uważa się, że w każdej klasie w polskich szkołach jest jedno dziecko chore na depresję. Co roku w Polsce popełnia samobójstwo około 200 młodych ludzi, którzy nie ukończyli 19. roku życia. Szacuje się, że 10 - 25% kobiet i 5 - 12% mężczyzn zachoruje na nią w ciągu życia. Niektórych choroba doświadczy raz, jednak u większości będzie nawracać. Depresja staje się schorzeniem bardzo pospolitym. Za dekadę może stać się chorobą, na którą będziemy zapadać najczęściej. Dlatego tak ważne jest, by mieć o niej wiedzę, móc ją odpowiednio wcześnie rozpoznać i z nią walczyć.

Czym naprawdę jest depresja?
Jeden z głównych objawów to długotrwałe obniżenie nastroju. Tu należy wspomnieć o podstawowej kwestii: skąd mamy wiedzieć czy smutek, który przeżywamy, to depresja? Smutek zawsze powinien mieć swoją przyczynę. Może być ona dla nas jasna jak utrata pracy, niepowodzenia w życiu czy śmierć bliskiej osoby, czy taka, którą trudniej zdefiniować jak poczucie niespełnienia czy obawa o przyszłość. Zwyczajny smutek najczęściej nie trwa zbyt długo — przychodzi i odchodzi, może nas przez jakiś czas pozbawiać energii do działania, ale nie rozkłada nas na łopatki.
Depresja natomiast to o wiele więcej niż smutek. W depresji mamy do czynienia z tak zwaną anhedonią, czyli całkowitą niemożnością przeżywania pozytywnych stanów emocjonalnych, niezależnie od zewnętrznych okoliczności. Jest nam niewyobrażalnie trudno zmobilizować się do wykonania nawet najprostszych czynności, a jeżeli już się na to zdobędziemy, to z poczuciem nieproporcjonalnie wielkiego wysiłku. W wyniku tego przestajemy sobie radzić z pracą, szkołą czy nawet zwyczajnymi domowymi obowiązkami. W skrajnych przypadkach nawet nie mamy siły, by wstać z łóżka. Mamy trudności z koncentracją uwagi i pamięcią, myślenie nas męczy — staje się uproszczone i schematyczne, zaplanowanie czegokolwiek urasta do rangi niemożliwego do rozwiązania problemu. Odczuwamy ogromne zmęczenie psychiczne. Towarzyszy nam poczucie wewnętrznego wypalenia i całkowitego braku energii. Cierpimy na bezsenność, bardzo wcześnie się budzimy, nie możemy ponownie zasnąć.

Przyczyny depresji
Musimy sobie uświadomić, że depresja jest chorobą jak każda inna. We współczesnym społeczeństwie dalej funkcjonuje wiele krzywdzących stereotypów, uważa się depresję za przejaw "wariactwa", lenistwa czy po prostu fanaberię osoby chorej. A jest to poważne schorzenie, które może dotknąć każdego z nas niezależnie od wieku.
Przyczyna depresji rzadko jest jednoznaczna. Choroba ta wynika najczęściej z połączenia czynników genetycznych, biologicznych, psychologicznych i społecznych. Przyczyny depresji to na przykład:
·         uwarunkowania genetyczne
·         przewlekłe choroby
·         uzależnienia
·         stresujące wydarzenia (np. śmierć bliskiej osoby, zwolnienie z pracy)
·         samotność
·         zła sytuacja rodzinna, szkolna, materialna czy mieszkaniowa
W depresji obserwuje się nieprawidłowości w produkcji neuroprzekaźników w mózgu. Zaliczane są do nich: insulina produkowaną przez trzustkę oraz adrenalina i kortyzol, DHEA i noradrenalina (hormony nadnerczy). Regulują poziom cukru we krwi, a przez to ilość energii dostarczanej organizmowi. Deficyt lub nadmiar tych hormonów ma bezpośredni wpływ na  nasze samopoczucie. Należ do nich też tyroksyna – hormon produkowany przez tarczycę. Zbyt niski jej poziom może powodować stany depresyjne i apatię, wysoki – agresję, rozdrażnienie i pobudliwość.

Sposoby na depresję
Człowiek w depresji często nie chce lub nie potrafi mówić o tym, co czuje. Zwłaszcza chorym na depresję nastolatkom z trudem przychodzi proszenie o pomoc. Dlatego tak ważne jest wsparcie bliskich osób. Bądźmy otwarci i reagujmy, gdy widzimy, że czyjeś zachowanie nagle się zmienia. Jedyne co możemy zrobić dla osoby chorej na depresję to po prostu przy niej być. Unikajmy pocieszania, mówienia, że wszystko będzie dobrze, czy namawiania do „wzięcia się w garść”, bo gdyby mogła, to już by to zrobiła. Należy zrozumieć, że taka osoba nie jest zwyczajnie leniwa, czy rozkapryszona, ona po prostu jest w stanie głębokiego przygnębienia, źle myśli o swojej przeszłości i nie widzi nadziei na przyszłość. Często w takich przypadkach pojawiają się też myśli czy próby samobójcze. Tego tematu też nie wolno unikać, wręcz przeciwnie — trzeba rozmawiać czy nawet przekonać do podjęcia leczenia lub terapii. z naszej strony może być to decydujący krok, bo osoba chora na depresję rzadko kiedy sama decyduje się  na leczenie. Towarzyszy jej myślenie, że jest to pozbawione sensu i nie uda jej się wyjść z choroby. To akurat mogę potwierdzić własnym doświadczeniem, bo też kiedyś przez to przechodziłam — nie chce myśleć, co było, gdybym została z tym problemem sama.
Jako ciekawostkę, mogę powiedzieć, że dowiedziono, iż nasza dieta koreluje z depresją. Wskazana jest dieta bogata w składniki odżywcze, które pobudzają nasz organizm do produkcji odpowiedniej ilości potrzebnych hormonów.  Nasz mózg, by dobrze pracować potrzebuje też odpowiedniej ilości tłuszczów, zarówno nasyconych jak i nienasyconych. Zalecane jest natomiast unikanie tak zwanych tłuszczów „trans” czy inaczej wynaturzonych — jak margaryna i masłopodobne substancje) oraz potraw i przekąsek smażonych, jak chrupki, czipsy, gotowe ciastka, ciasta i słodycze. Mogą one wywołać stany depresyjne, niepokoje, a na dłuższą metę rozregulować system hormonalny i gospodarkę cukrową. Obok przedstawiam Wam kilka dietowych pomysłów na dobry nastrój, które znalazłam w jednym z artykułów.

Depresja a choroba afektywna dwubiegunowa
Nie sposób jest nie wiedzieć czym jest depresja, czy przynajmniej choć trochę się nie orientować w tym temacie, ale o chorobie afektywnej dwubiegunowej zwanej też zaburzeniami maniakalno-depresyjnymi już mniej osób słyszało. Od depresji różni się ona tym, że na przemian z epizodami depresyjnymi występują też epizody maniakalne.  Charakteryzują się one nadmiernym poczuciem radości, euforii i dobrego humoru — w większości przypadków zachowanie to nie jest odpowiednie do sytuacji, w której pacjent się znajduje. Ten stan bardzo szybko i niespodziewanie może przejść w nerwowość, drażliwość a nawet agresję. Zdarza się, iż w epizodzie manii, osoba chora staje się dominująca i władcza, narzuca swoje poglądy, przekonania oraz plany innym osobom.

Nie trzeba mówić, że depresja jest alarmującym problemem, z czasem niestety staje się jedną z najczęstszych chorób w naszym społeczeństwie. Bądźmy więc otwarci na jej objawy i nie obawiajmy się rozmawiać oraz pomagać.
informacje zaczerpnięte z magazynu „Charaktery”,
wydanie specjalne, numer 1/2019

sobota, 16 lutego 2019

„W każdym z nas jest ktoś, kogo nie znamy" — kilka ciekawostek o marzeniach sennych

„W każdym z nas jest ktoś, kogo nie znamy. Przemawia do nas w snach i tłumaczy, że widzi nas zupełnie inaczej, niż my siebie” — Carl Gustav Jung

To mój ulubiony cytat dotyczący snów. Tematyka marzeń sennych od zawsze mnie fascynowała. Ludzkość od wieków próbuje odkryć ich znaczenie podobnie jak zbadać do końca funkcjonowanie mózgu, ale jeszcze tego nie dokonała i pewnie na zawsze pozostanie to zagadką. Sny dalej są tym obszarem, którego naukowcy nie są w stanie w pełni kontrolować. Jeszcze zanim rozwinęły się pierwsze formy pisma, interpretacja snów stanowiła element ludzkiej kultury. Zjawisko to nie przestaje być częścią historii ludzkości. Na podstawie tego, czego doświadczamy w marzeniach sennych, możemy tylko snuć przypuszczenia, co tak naprawdę chciała nam przekazać nasza podświadomość, czy raczej nieświadomość, bo to ona „budzi się", gdy śpimy.

            Interpretacja marzeń sennych
Niedawno czytałam wywiad z Joanną Drosio – Czaplińską, która jest psychologiem i terapeutką EMDR. EMDR czyli odwrażliwianie i przetwarzanie za pomocą ruchów gałek ocznych (eye movement desensitization and reprocessing) jest metodą leczenia urazów psychicznych. Twórcą terapii jest Francise Shapiro, która odkryła, że szybkie i powtarzające się ruchy gałek ocznych znacząco redukują lęk u osoby, która wcześniej była narażona na stresujące wydarzenie. W terapii zaburzeń stresu pourazowego metodą EMDR, przywołuje się i przetwarza dawne traumatyczne zdarzenia. Skupia się uwagę na traumatycznych wspomnieniach, przekonaniach na temat siebie, odczuwanych emocjach i doznaniach z ciała. Wykorzystuje się do tego ruch gałek ocznych, aktywując je tak jak poruszają się w fazie REM.
Według terapeutki sny należy rozpatrywać indywidualnie szukając odpowiedzi na pytanie: o czym jest dany sen dla osoby śniącej — jakie uczucia i emocje niesie, co dana osoba w nim przeżywa.
Przykładowo sny o lataniu mogą mówić o możliwościach, potencjale, dobrym kontakcie ze samym sobą. Stwierdza ona, że sny mogą być przydatne do pogłębiania wiedzy o sobie, ale ich interpretacja jest bardzo subiektywna.
W tym wywiadzie na jednym przykładzie wyjaśnione jest też jak można interpretować sny. Rozmówczyni zadała jej takie pytanie:
Koleżanka opowiadała mi, że miała erotyczny sen, w którym pojawił się kolega z pracy, choć nigdy wcześniej nie przykuwał jej uwagi. Teraz patrzy na niego inaczej, choć nadal nie jest w jej typie. Chciała mu nawet o tym powiedzieć w formie żartu.
A oto jak brzmi odpowiedź ekspertki:

Sugerowałabym potraktować taki sen jako źródło informacji o swoich potrzebach. O kondycji związku, swoich marzeniach. Zamiast szukać po sennikach, ryzykować zwierzenia, lepiej zastanowić się, o czym ten sen jest dla mnie. Może o tym, że życie erotyczne nie istnieje albo że tęsknię za namiętnością, która w moim związku wygasła, a może o potrzebie czułości? Potraktujmy sny jak żródło informacji o tym, co nam w duszy gra. Może okazać się to cenne źródło wiedzy o sobie samej.

Jak powstają sny?
Sny mogą być wiadomością naszego mózgu do nas. Myślisz bardzo intensywnie o jakimś nurtującym cię problemie? Czy może wypierasz ze świadomości coś, co jest dla ciebie trudne do przyjęcia, coś o czym nie chcesz myśleć? To może pod postacią snu wrócić do ciebie w nocy. Istnieje wiele koncepcji, które tłumaczą dlaczego śnimy. Część badaczy uważa, że marzenia senne to obrazy naszych niespełnionych życzeń i pragnień. Uczeni z Medical News Today przekonują, że sen to zbiór wydarzeń i doświadczeń, które mózg potrafi przetwarzać przez tydzień i podświadomie „podrzucać” do umysłu w nocy. To dlatego aż 65% uczestników przeprowadzonego przez nich badania śniła o sytuacjach, które wydarzyły się w ciągu kilku ostatnich dni.
Sen jest aktywnym procesem, dzięki któremu ciało regeneruje się, a mózg „przetwarza” wydarzenia dnia, łącząc je z poprzednimi doświadczeniami. Każdej nocy przeżywamy od czterech do pięciu cykli snu, które składają się z różnych etapów oraz różnych rodzajów snów. Marzenia senne pojawiają się w tzw. fazie REM, czyli fazie szybkiego ruchu gałek ocznych. Epizody snu REM normalnie powtarzają się co 90 minut i trwają od 5 do 30 minut. Na tym etapie snu występuje wysoka aktywność mózgu, oddech jest nieregularny, wzrasta częstość skurczów serca.
Podczas snu mózg odbiera niewiele bodźców z otoczenia – dlatego skupia się na tym, co wewnątrz naszej głowy. To jedyne dane, które są w tym momencie dostępne. Dlatego treść snów jest głównie tworzona z zapamiętanych wydarzeń, ostatnich doświadczeń, oczekiwań, przekonań, pragnień, obaw, obecnych emocji itp. Mózg korzysta z tych danych, aby kreować symulację otaczającego nas świata. Tak się tworzą sny. 

Gdzie powstają sny?
Na początku neurolodzy uważali, że sny powstają w mózgu. Później ten pogląd zmienił się — uznano, że miejscem powstawania snów jest system limbiczny. Dzisiaj są zdania, że sny powstają w tworze siatkowatym, grupie komórek pnia mózgu.
Za miejsce powstawania snu naukowcy uważają hipokamp — obszar mózgu kontrolujący uczucia, emocje i pamięć. To w tej części umysłu dokonuje się selekcja zdarzeń z przeżytego dnia. Część informacji trafia do kory mózgowej, gdzie zostaje zapisana w pamięci długotrwałej. Bardzo prawdopodobne, że owe długotrwale zapamiętane zdarzenia przyśnią się nam ponownie.

Świadome śnienie
Świadomy sen występuje wtedy, gdy osoba, która przeżywa swój zwykły codzienny sen, zdaje sobie  sprawę z tego, że znajduje się we śnie. Gdy w pełni zda sobie z tego sprawę, może przejąć kontrolę nad swoim własnym snem. Innymi słowy, historia, którą widzimy we śnie, może być kreowana przez nas samych. Jest to najistotniejszy aspekt świadomego snu. Takiego snu doświadczamy rzadko, choć istnieją różne techniki świadomego snu, które można opanować.

Sen a paraliż senny
Paraliż senny to dość rzadka dolegliwość. Polega ona na chwilowej utracie kontroli nad swoim ciałem, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej świadomości. Osoby, które tego doświadczyły, określają to uczucie jako przerażające. Człowiek w czasie paraliżu sennego czuje się zamknięty w swoim ciele.
Zdarzyło mi się raz mieć taki paraliż. W pewnym momencie miałam wrażenie, że już się obudziłam, podczas, gdy sen trwał dalej. Ja natomiast próbowałam wstać, czy choćby się poruszyć, ale nie mogłam, bo czułam się przywiązana do łóżka, czy też trzymana przez niewidzialne dłonie, które nie chciały mnie uwolnić. Wszystko dookoła wydawało się takie realne — każdy szczegół w moim pokoju, tylko to, że nie mogę wstać z łóżka mi nie pasowało do rzeczywistości. Gdy obudziłam się, tym razem już naprawdę, zdałam sobie sprawę, że był to sen.

Specjaliści od snów i ich podejścia
Pierwszy był Zygmunt Freud (1856-1939), austriacki neurolog, psychiatra, zajmował się leczeniem nerwic. Znany jest z tego, że stworzył psychoanalizę — własną metodę terapeutyczną, opartą głównie na analizie swobodnych skojarzeń, snów, wspomnień. To właśnie on opublikował „Objaśnianie marzeń sennych”, które dało początek psychoanalizie.
Według Zygmunta Freuda sen jest spełnieniem irracjonalnych namiętności stłumionych podczas naszego życia na jawie. Uważał on, że zahamowanie pragnień seksualnych, tłumionych i spychanych we wstydliwe rejony podświadomości pod wpływem wychowania, rodziny i społeczeństwa, prowadzi do powikłań psychicznych człowieka.
Przeciwne podejście, będące częściową krytyką psychoanalizy prezentował Carl Gustav Jung (1875 – 1961), szwajcarski psychiatra, psycholog, naukowiec, artysta malarz. Zdaniem Junga na projekcję marzeń sennych wpływ mają pradawne kultury, przekazy dawnych religii oraz doświadczenia drzemiące w podświadomości — coś, co można nazwać nieświadomą pamięcią. Uważał on, że sny są objawieniem nieświadomej mądrości transcendentalnej, czy inaczej pozazmysłowej. wobec jednostki.
Freud i Jung wnieśli wielkie zasługi w badania nad marzeniami sennymi i stworzyli solidną podstawę do tłumaczenia snów. Badania te dowodzą, że podczas snu podświadomość wysyła sygnały, które właściwie rozszyfrowane mogą wyjaśnić, gdzie tkwi źródło problemu i w jaki sposób można go rozwiązać.

Badania naukowe nad snami
Naukowcy od lat próbują dociec dlaczego nasze umysły wytwarzają sny. Medical News Today przebadało około 200 kobiet i mężczyzn. Wyniki badań z większą precyzją pozwalają wytłumaczyć, czym jest i skąd w naszej głowie bierze się sen.
Naukowcy doszli do kilku niepodważalnych wniosków. Każdy człowiek marzy od 3 do 6 razy na dobę. Przeciętny sen trwa od 5 do 20 minut. Aż 95% snów jest zapominana po wstaniu z łóżka. 48% badanych potrafiło rozpoznać osoby, które występowały w ich marzeniach. Kobiety najczęściej śnią o rodzinie, dzieciach. w marzeniach mężczyzn wstępuje więcej agresji i nagłych zwrotów akcji. z kolei niewidomi mają sny bogate w doznania sensoryczne – potrafią przywołać zapach i odtworzyć emocje, które pojawiły się w śnie.

Z czasem o marzeniach sennych dowiadujemy się coraz więcej. Jak na razie naukowcy nie są w stanie w pełni ich kontrolować. Czy kiedyś poznamy o nich całą prawdę?

czwartek, 14 lutego 2019

O poważnej chorobie psychicznej, której nie leczymy

Atakuje każdego i choć nie jest zaraźliwa, nikt nie jest w stanie się przed nią uchronić. Atakuje układ krążenia, hormonalny i nerwowy. Pewnie zastanawiacie się, czemu w walentynki chcę mówić o chorobach psychicznych. Okazuje się, że jest taka choroba psychiczna, o której należałoby dzisiaj porozmawiać.
„Chciał podać jej kilka faktów dotyczących miłości. Wyjaśnić, że jest to tak naprawdę efekt działania C8H11N, inaczej mówiąc PEA, czyli fenyloetyloaminy, która powstaje w międzymózgowiu, a konkretnie w podwzgórzu. Chciał jej wyjaśnić, że jeśli wziąć pod uwagę klasyczne objawy, takie jak szybsze bicie serca, brak tchu, ściskanie w dołku i pobudzenie, to nie ma wątpliwości, że jest zakochany.”
 „Mów szeptem”

Pewnie nie ma wśród nas kogoś, kto choć raz nie był zakochany. Przyznam, że nawet mi kilka razy się to zdarzyło. Ale nie o tym chcę dzisiaj mówić. Czy wiedzieliście, że zakochanie jest na liście chorób psychicznych? Znamy przecież samobójstwa z miłości. Z tego względu WHO zdecydowała się umieścić miłość w grupie chorób psychicznych. Ma swój numer F639.
Skoro miłość jest taką niebezpieczną chorobą, nauczmy się ją rozpoznawać.

Przyczyny
Przyczyn może być wiele i tu już należy je rozpatrywać indywidualnie, w zależności od przypadku. Hipotetyczna sytuacja: gotujesz sobie obiad w kuchni wspólnej w akademiku i nagle wchodzi tam całkiem przystojny chłopak, ale — uwaga — zdajesz sobie sprawę, że jesteś ubrana totalnie niewyjściowo, roztrzepana i bez makijażu... Nie, to jednak nie przejdzie. <wycinam ten fragment XD> Może inny przykład. Widzisz w autobusie dziewczynę. Albo w klubie. Wygląda całkiem nieźle, ba nawet Ci się podoba. Spróbuj, do niej zagadać, wtedy... no właśnie, to może się skończyć wspomnianą wyżej chorobą psychiczną.
To ile czasu potrzebuje człowiek, żeby się zakochać też jest kwestią dyskusyjną. Niektórzy uważają, że dwa tygodnie, inni, że kilka dni. Pewne źródło, a dokładniej badania Stephanie Ortigue z Syracuse University opublikowane w czasopiśmie "Journal of Sexual Medicine" podają, że nawet — uwaga... 1/5 sekundy. A Wy co o tym sądzicie?

Objawy
Na zakochanie choruje się bardzo długo. Ten czas jest bardzo indywidualny, średnio wynosi 2-3 lata. Choć bywają przypadki, w których jest on krótszy.
Po tym okresie poziom dominujących hormonów — czyli fenyloetyloaminy i dopaminy — opada. Koniec zakochania nie musi jednak oznaczać końca związku, bo może się ono przerodzić w coś trwalszego.
Jeśli związek trwa, to w organizmach tworzących go osób zaczynają być wydzielane zupełnie inne hormony — tzw. endorfiny, czyli substancje morfinopodobne. Należą do nich m.in. oksytocyna i wazopresyna. Oksytocyna jest hormonem płodności dla kobiet, hormonem pozwalającym sprowokować i wywołać poród. Wydzielany jest także w dużych ilościach podczas laktacji. U mężczyzny dominuje wazopresyna, która w połączeniu z testosteronem daje poczucie silnego związku, wzajemnej pozytywnej zależności. Jeżeli wytworzymy te pozytywne relacje i te hormony będą wydzielane, to związek prawdopodobnie przetrwa długie lata. Jeśli coś idzie nie tak i związek się sypie spada nam poziom serotoniny, wtedy możliwe są odczucia prodepresyjne.

Jakie obszary mózgu uaktywnia zakochanie?
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie opowiedziała jak to wygląda w naszym mózgu. Helen Fisher, antropolog biologiczny z Rutgers University napisała artykuł na ten temat.
Opisała w nim przebieg badania, którego celem było zbadanie obszarów mózgu, które uaktywnia tak zwana miłość romantyczna. Badaniu temu poddano 10 kobiet i 7 mężczyzn, którzy byli silnie zakochani. Zakres ich wieku wynosił 18–26 lat, deklarowana długość „czasu zakochania" wynosiła 1–17 miesięcy. Każdy uczestnik został poddany ustnemu wywiadowi, by określić czas, intensywność i zakres odczucia miłości romantycznej. Każdy używał także kwestionariusza Skala Żarliwej Miłości, mierzącego w 9-stopniowej skali Likerta cechy powszechnie wiązane z miłością romantyczną. Po takim przygotowaniu uczestnicy badania byli poddani rezonansowi magnetycznemu, w którym kazano im na zmianę wpatrywać się w zdjęcie ukochanej (ukochanego) albo innej znajomej osoby niebudzącej w nich uczuć. w tym czasie naukowcy sprawdzali, jakie rejony mózgu ulegają aktywacji.
Oczywiście miłość nie mieszka w sercu, tylko w brzusznej nakrywce śródmózgowia i w jądrze ogoniastym. Te właśnie rejony pobudzały się tylko u osób zakochanych pod wpływem zdjęcia obiektu westchnień. Na dodatek zakochani musieli być wówczas pod wpływem wyłącznie romantycznych uczuć, bo myśli o seksie uruchamiają zupełnie inne obszary. Brzuszna nakrywka śródmózgowia i jądro ogoniaste to część struktur, które nabyliśmy bardzo dawno w ewolucji, a które tworzą tak zwany układ nagrody. To system, dzięki któremu możemy odczuwać przyjemność i ukojenie, gdy zaspokoimy jakąś potrzebę. Odkrycie to wyjaśnia stan błogiego odurzenia osób zakochanych, ich oderwanie od rzeczywistości i graniczącą z uzależnieniem potrzebę ciągłej bliskości z ukochanym. Bo układ nagrody odpowiada także za nałogi – zbytnio pobudzony domaga się ciągłego dostarczania bodźca i nie ulega wyciszeniu. To właśnie na te rejony mózgu działają kokaina czy amfetamina.

Leczenie
Oczywiście zakochania nie leczymy. Co więcej sporo badań pokazuje, że zakochanie służy zdrowiu, a ludzie pozostający w wieloletnich związkach dłużej żyją. Jeśli spojrzeć z tej perspektywy, widzimy same pozytywy. Oczywiście są jeszcze inne możliwe wersje historii miłosnej — rozstania, zdrady, nieodwzajemniona miłość. One mogą powodować dużo cięższe i poważniejsze  skutki niż samo zakochanie. Ale w święto zakochanych o nich nie mówimy.

Jak widzimy, miłość jest potężną siłą. Już Platon mawiał, że miłość jest poważną chorobą psychiczną. Nie bez powodu powstało o niej tyle piosenek, książek i wierszy. W moim repertuarze też jest kilka takich, może kiedyś je tu opublikuję. Miłość czyni nas szczęśliwymi i jest jedną z ważniejszych rzeczy w życiu każdego z nas. Dlatego się jej nie leczy, mimo że oficjalnie uwzględniona jest na liście chorób psychicznych. Dzięki miłości możemy się wzajemnie uzupełniać i zmieniać na lepsze. Niewątpliwie wiele różni dwa gatunki jakim są mężczyźni i kobiety, co jest przyczyną wielu konfliktów pomiędzy nami, jednak warto je poznać i zrozumieć, by stworzyć udaną relację. Napisałam o tym więcej w poście Czemu faceci odbierają nam chęci do życia?", który znajdziecie <TUTAJ>, zachęcam do przeczytania. Myślę, że tematycznie też pasuje do dzisiejszego dnia 😁

A na koniec coś, co moim zdaniem pasuje do tematu 😊



niedziela, 10 lutego 2019

Dziwny jest ten świat, czyli Przypał i jego gatunki

Podczas czytania książki Mów szeptem, którą niedawno zrecenzowałam, naszła mnie pewna refleksja. Główny bohater Witek, o którym już wspominałam, był tak bardzo inny od reszty rówieśników. Ale czy inny znaczy gorszy? Każdy z nas ma w sobie coś, co go wyróżnia od reszty.
Witek Malczyk miał doskonałą pamięć. Jak to sam powiedział, nic nie zapominał. Potrafił w pamięci wykonywać skomplikowane obliczenia matematyczne i osiągał wysokie, ponadprzeciętne wyniki w testach na inteligencję. Był również synestetykiem  — niektóre wrażenia zmysłowe u niego się łączyły, co znaczy, że widział więcej od innych. Nadmiar bodźców powodował, że czasami zachowywał się sprzecznie z normami. Potrafił zatkać uszy, gdy mówił do niego nauczyciel, czy wybiec z klasy w trakcie lekcji. Stąd jego przezwisko — Przypał. Inni tylko to w nim zauważali — jest Przypałem i zawsze zachowuje się dziwnie, niestosownie do okoliczności. Ale jaki był naprawdę? Nikt tego nie wiedział, bo nikt nie chciał go bliżej poznać. 
"Oceniają mnie, choć nic o mnie nie wiedzą. To dlatego jestem sam." - jak zauważył pewien klasyk, czyli Shrek już parę ładnych lat temu.
Rozejrzyjmy się — ile jest w naszym środowisku takich Przypałów? Znajdzie się taki przykład, pewnie nie jeden. Dla ułatwienia spróbuję rozróżnić kilka ich gatunków. Może sam jesteś jednym z nich?
Przypał Niepospolity
Zazwyczaj unika większych grup ludzi, bo lepiej czuje się tylko we własnym towarzystwie. Czasami nawet przyznaje, że się ich boi. Można go łatwo rozpoznać po tym, że zwykle siada sam na wykładach, czy woli siedzieć w czterech ścianach zamiast wyjść ze znajomymi na imprezę. Typowy samotnik.
Przypał Pospolity
Zgadza się na wszystko i bardzo łatwo go wykorzystać, wystarczy poprosić o notatki z wykładów, czy inną drobną przysługę, na pewno się zgodzi. Nie odmówi też, gdy zostanie zaproszony na imprezę, nawet gdy to będzie ostatnim, na co ma ochotę. Czasami też daje się naciągnąć na piwo albo coś do jedzenia. Wynika to głównie z jego braku asertywności i chęci uszczęśliwiania wszystkich dookoła oprócz siebie.
Antyprzypał
Trzyma się zasad, co jednoznacznie pozwala uznać go za normalnego. Przykładowo na imprezie zawsze wypije odpowiednią ilość alkoholu, ani za dużo ani za mało — nigdy nie wraca  z niej o własnych siłach. Jest miły i życzliwy dla innych osób — otacza się mnóstwem ludzi, których kiedy trzeba potrafi obgadać, ale tylko, gdy myśli, że się o tym nie dowiedzą.

Oczywiście ten podział zrobiłam tylko po to, by Wam uświadomić jak bardzo lubimy przypinać ludziom łatki. Ktoś, kto na początku wydaje się być miły i godny zaufania, nie zawsze po pewnym czasie się taki okazuje. I przeciwnie — osoba, która jest zamknięta w sobie i sprawia wrażenie raczej nietowarzyskiej i niechętnej do kontaktu, może okazać się dobrym przyjacielem. Sama wielokrotnie się o tym przekonałam. Chociażby poznając ludzi na studiach. Gdy kogoś poznajemy, staramy się wyrobić sobie zdanie na jego temat. Czasami dobre pierwsze wrażenie… to jedyna pozytywna rzecz, którą zauważam u części osób. 
         Bardzo łatwo przychodzi nam ocenianie innych po pozorach. Tych, których zachowania nie rozumiemy, najlepiej określić mianem dziwnych i nie zastanawiać się, dlaczego postępują tak, a nie inaczej. Nie zdajemy sobie sprawy, że ten Przypał może być jeszcze bardziej wrażliwy od nas. Może kiedyś ktoś go kiedyś zranił i teraz zachowuje dystans. Nigdy nie widzimy całej historii człowieka, tylko jej mały fragment, a i to dość subiektywnie.
Może nawet sam jesteś tym Przypałem. Ty czy ja. Jaki stąd wniosek? Nie możemy nikogo oceniać, dopóki nie poznamy go lepiej. Tylko będąc na czyimś miejscu wiemy jakie doświadczenia go ukształtowały i przez co przechodził. A że nie będzie nam dane doświadczyć tego samego — nie oceniajmy nikogo z góry. Bo taki Przypał wcale nie musi być kimś gorszym. Często taki człowiek ma dobre serce i jest bardzo kruchy, niewiele wystarczy, by go zranić.
Czasami zadaję sobie pytanie  dokąd zmierza ten świat, jeśli tacy ludzie są odrzucani przez społeczeństwo? Co to za świat, w którym bycie "normalnym" coraz rzadziej równoznaczne jest z postępowaniem dobrze? Zostawiam Was samych z tym pytaniem. A na koniec jeszcze piosenka, która kojarzy mi się z Witkiem. Często, gdy był zdenerwowany lub nie wiedział, co powiedzieć recytował wiersze bądź teksty piosenek. To właśnie jedna z nich. Od kiedy skończyłam czytać książkę, ciągle siedzi mi w głowie 😊



Piosenka została napisana w 1977 roku, ale przekaz jest ponadczasowy. Osobiście jestem pełna podziwu, że można zawrzeć tyle emocji w jednej piosence. Sam tekst może być też interpretowany na różne sposoby.

„Krzyczą wystawy, nazwy sklepów
W ulicach nagle rozkręconych
Tak łatwo minąć się w pośpiechu
I nie wiem, w którą pójdę stronę”

Nie mijamy się w pośpiechu. Rozejrzyjmy się i otwórzmy na ludzi. Może ktoś w tym tłumie czeka właśnie na Ciebie? A przede wszystkim — nie oceniajmy zbyt szybko, bo przez to właśnie tyle ludzi jest samotnych. Przypał wcale nie musi być Przypałem — może właśnie jest to ktoś, z kim warto się zaprzyjaźnić, zamiast przyzwalać na to, by reszta go wyśmiewała?
I jeszcze optymistyczny akcent na koniec. Uśmiechajmy się do siebie — uśmiech zawsze wraca i ma wielką moc😊Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak to ułatwia relacje międzyludzkie. Twój jeden uśmiech może poprawić komuś dzień. 

środa, 6 lutego 2019

„Jej słowa miały złocistą barwę”, czyli kilka faktów o synestezji

Czytając książkę Agnieszki Olejnik „Mów szeptem”, która świetnie wpisała się w moje zainteresowanie psychologią, z uwagą i zafascynowaniem śledziłam losy głównego bohatera, który był przez społeczeństwo uważany za dziwaka. w niektórych sytuacjach zachowywał się sprzecznie z zasadami i twierdził... że słowa mają dla niego kolor.
— Magda — powiedział, kiedy nowa zniknęła mu z oczu. — Magda, Magda — powtórzył.
Nie znał dotąd tego imienia. To znaczy oczywiście znał w tym sensie, że wiedział o jego istnieniu, ale nigdy go nie wypowiadał. Chciał poczuć je na języku i między wargami. Samo słowo zawierało w sobie ciepło skorupki orzecha laskowego ale też jej twardość; zabawnie stukało o podniebienie. Miało łagodną brązową barwę, nie krzykliwą jak młode kasztany, lecz kojącą.”
Słyszeliście kiedykolwiek o synestezji? Ja słyszałam o tym zjawisku już wcześniej, ale dopiero po przeczytaniu tej książki zainteresowało mnie to na tyle, żeby zgłębić temat. Trochę poszukałam w różnych źródłach i wybrałam najciekawsze fakty.

Czym właściwie jest synestezja?
Synestezja to stan dotyczący osób, u których dochodzi do nietypowego odbioru rzeczywistości za pośrednictwem zmysłów. Doświadczenia jednego zmysłu wywołują również doświadczenia charakterystyczne dla innych zmysłów. Inaczej mówiąc, określony bodziec zmysłowy jest odbierany także przez zmysł inny niż ten, do którego był skierowany. Na przykład utwór Mozarta (który jest bodźcem zmysłowym) aktywuje nie tylko zmysł słuchu, lecz także równocześnie np. zmysł smaku. Wówczas można odbierać zasłyszane dźwięki jako doznanie smakowe, przekształcać wrażenie słuchowe w smakowe.

Rodzaje synestezji
Wyróżnia się kilka rodzajów synestezji. Najpopularniejsza jest synestezja lingwistyczna, w której cyfry, litery czy słowa wywołują wrażenia w zmysłach związanych ze słuchem, wzrokiem, smakiem i dotykiem. w ten sposób dane słowo może wywoływać wrażenia smakowe, np. imię Monika może mieć smak malinowy. Można również widzieć liczby i słowa w określonym kolorze, np. liczba 6 jest zielona, słowo piasek ma kolor żółty. w tym przypadku każda litera alfabetu ma swój własny kolor, np. litera "a" może być czerwona.
Poza tym wyróżnia się synestezję muzyczną. Wówczas podczas słuchania muzyki doznaje się smakowych lub kolorowych wrażeń, np. muzyka współczesna ma kwaśny smak, a utwór Mozarta może mieć smak truskawek z bitą śmietaną. Z kolei wspominany Mikołaj Rimski-Korsakow przekonywał, że dla niego każda tonacja muzyczna ma inny kolor, np. tonacja C-dur ma kolor biały, a Ddur żółty, słoneczny.
Jednak najdziwniejsza jest synestezja audiomotoryczna, kiedy odczuwa się konieczność zajmowania konkretnej pozycji wtedy, gdy usłyszy się określony dźwięk.
Poza tym rozróżnia się tzw. synestezję mocną i słabą, która występuje w większości przypadków. Przez większość ludzi barwa niebieska odczuwana jest jako chłodna. Większość ludzi, gdy pomyśli o jakiejś literze, widzi jej kolor. Na przykład litera „a” może mieć kolor czerwony. z kolei u synestety nie będzie to po prostu zwykły kolor czerwony, lecz np. soczysty odcień miąższu arbuza.

Kilka ciekawostek
Szacuje się, że tylko około 5% populacji doświadcza synestezji, a odnotowano ponad 60 różnych jej typów. W przeważającej liczbie dotyka częściej kobiet, niż mężczyzn, osób leworęcznych częściej niż praworęcznych oraz osoby, które mają zdolności twórcze i artystyczne. Zjawisko to towarzyszy synestetykom już w dzieciństwie i trwa całe życie. Większość takich osób nie zdaje sobie sprawy ze swojej wyjątkowości lub odmienności i traktuje swoje dodatkowe zdolności jako normalne zjawisko.

Dlaczego dochodzi do takiego zjawiska?
W badaniu neurobiologicznym nad synestetykami naukowcy utworzyli diagram z wielu znaków, które układały się w określoną figurę. Uczestnicy eksperymentu mieli jak najszybciej ustalić, jaki obiekt przypomina schemat. Okazało się, że synestetycy rozwiązali badanie znacznie szybciej od osób, które nie mieli tej przypadłości. Uczestnicy byli podłączeni też do rezonansu magnetycznego. Dzięki temu badacze odkryli, że podczas ćwiczenia synestetycy uruchamiali dwa ośrodki w mózgu: jeden odpowiedzialny za rozpoznanie znaków, a drugi za widzenie barw. Takie badania przybliżają naukowców do zrozumienia zagadnienia synestezji i stawiają pytanie, w jaki sposób można rozwinąć zdolności synestetyczne u zwykłych ludzi.
Naukowcy długo zastanawiali się nad przyczynami powstawania tej przypadłości. Po latach poszukiwań wysnuli pewne teorie, które mogą wyjaśniać, skąd u niektórych dochodzi do „pomieszania zmysłów”.
Zdaniem badaczy odpowiedzialne są za to połączenia synaptyczne w mózgu, które łączą obszary niepołączone ze sobą w normalnych warunkach.
Druga teoria odrzuca tezę o dodatkowych połączeniach synaptycznych i skupia się na zachwianiu równowagi pomiędzy hamowaniem i wyciszaniem docierających impulsów w mózgu. Synestezja z pewnością nie jest jakąś wadą, czy groźnym zaburzeniem, lecz bardziej udoskonaleniem postrzegania.
Trzecia hipoteza zakłada, że wszyscy rodzą się synestetami z dodatkową liczbą połączeń między neuronami i są nimi mniej więcej do 3. miesiąca życia. Dlatego u każdego małego dziecka może dojść do poplątania się zmysłów. Udowodniono naukowo, że jedno wrażenie zmysłowe pobudza w mózgu niemowlęcia wszystkie zmysły jednocześnie, co daje mnóstwo odczuć i wrażeń. Po 3. miesiącu życia u większości osób połączenia te znikają. u niektórych proces ten nie zachodzi i właśnie oni do końca życia zostają synestetami.
Z kolei teoria wyuczonych zachowań głosi, że osoba doświadczająca danych wrażeń nauczyła się kojarzyć w dzieciństwie słowa lub dźwięki z kolorem przedmiotów z jej otoczenia.
Ustalono także, że synestezja może być dziedziczna. Na przykład Władimir Nabokov ożenił się z kobietą, która również była synestetyczką i swój dar przekazali swojemu synowi Dmitrijowi.

Znane osoby doświadczające synestezji
Dzięki lepszemu połączeniu pomiędzy aspektami zmysłowymi, synestetycy często zostają artystami. u wielu pisarzy, malarzy, aktorów czy muzyków stwierdzono właśnie występowanie synestezji.
Arthur Rimbaud (który był bohaterem filmu „Totalne zaćmienie” Agnieszki Holland) tak opisywał swoją przypadłość: „A jest czarne, E białe, I czerwone, U zielone a O niebieskie”. Dzięki tej zdolności stał się on jednym z najbardziej znanych francuskich pisarzy.
Z kolei Vincent van Gogh, który obecnie jest uważany za jednego z najsłynniejszych malarzy w historii ludzkości, mimo szczerych chęci nie mógł nauczyć się gry na pianinie. a wszystko dlatego, że każdy dźwięk wywoływał w jego umyśle jakiś kolor i gra na instrumencie stawała się zbyt przytłaczająca.

Jak więc widzimy, synestezja mimo że uważana jest za zaburzenie w funkcjonowaniu zmysłów, może być też postrzegana jako wyjątkowa zdolność. Przyczyniła się do powstania wielu dzieł, o których usłyszał cały świat. Poniżej jeden z przykładów, czyli „Gwiaździsta noc” Van Gogha. Witek, bohater książki „Mów szeptem” też był niezwykłą i inspirującą postacią, ale o nim wkrótce więcej w kolejnym poście. Książkę już kończę czytać, niedługo napiszę recenzję 😊



środa, 30 stycznia 2019

Kuba Rozpruwacz i Czarna Dalia, czyli o zbrodniach do dziś nie rozwikłanych

Słyszeliście o Trupiej Farmie? A o Kubie Rozpruwaczu albo Czarnej Dalii? Jest mnóstwo morderstw, które do tej pory mimo postępów naukowych i coraz doskonalszych metod wykrywania sprawców, nie zostały rozwikłane i pewnie na zawsze pozostaną tajemnicą.
Morderstwa niestety nie są tematem, który funkcjonuje gdzieś poza naszą codziennością - wręcz przeciwnie w mediach często słyszy się, że ktoś kogoś porwał, zgwałcił, zamordował. Często wiele z tych przypadków wysuwa się na pierwszy plan w wydaniach wiadomości czy zajmuje pierwsze strony gazet. Przykładem mogą być chociażby ostatnie wydarzenia w Gdańsku, które miały miejsce podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i zabójstwo Pawła Adamowicza. Gdy ciągle słyszymy tylko o tym, ile zła dzieje się na tym świecie, pojawia się pytanie: jak to się dzieje, że ludzie robią tak straszne rzeczy? Czy można coś zrobić, by temu zapobiec? i wreszcie: czy sami zdolni bylibyśmy do popełnienia takiego okrutnego czynu?
Trafiłam ostatnio w Empiku na wydanie specjalne "Charakterów" - mój ulubiony magazyn psychologiczny, którego już dawno nie miałam czasu czytać. Tematem przewodnim tego numeru były „Śledztwa w sprawie mrocznych i nieco jaśniejszych zakamarków przestępczej duszy”. Zebrano w nim artykuły dotyczące morderstw, ich motywacji, metod chwytania sprawców. Przeczytałam też mnóstwo ciekawostek o tajemniczych zbrodniach, do tej pory nierozwiązanych, i dowiedziałam się, co dzieje się w umyśle mordercy od tej psychologicznej strony. Wszystko opowiedziane przez specjalistów z dziedziny socjologii, psychologii, w tym też psychologii policyjnej, neurobiologii czy kryminologii oraz kilka ciekawych wywiadów. Chciałabym się z Wami podzielić tym, czym się inspirowałam, pisząc tego posta.
Okazuje się, że często wpadamy w pułapkę myśląc, że wszystkie zbrodnie są doskonale zaplanowane. Niektóre z nich na pewno takie są. Niektóre popełnione już kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu do tej pory nie doczekały się odkrycia sprawcy.

Kuba Rozpruwacz
Dobrym przykładem jest Kuba Rozpruwacz, o którym zdążył już usłyszeć cały świat, poświęcono mu wiele książek, filmów czy nawet piosenek - zbrodniarz mordujący londyńskie prostytutki — w ciągu trzech miesięcy 1888 roku zamordował co najmniej pięć prostytutek, podcinając im gardła. Ofiary miały też rany brzucha, niektórym morderca usunął narządy wewnętrzne i zabrał ze sobą. Policjanci dostawali od niego listy, w których przyznawał się do winy nazywając się Kubą Rozpruwaczem. Do jednego z takich listów dołączył nawet ludzką nerkę. Do tej pory nie wiadomo, kim był.

Czarna Dalia
Czarna Dalia, czyli Elizabeth Short, miała 22 lata. Jej ojciec upozorował własne samobójstwo  i wyjechał do Kalifornii. Pracowała jako kelnerka i marzyła o tym, by zostać aktorką. 15 stycznia 1947 roku w Los Angeles nagie, przecięte na pół ciało Elizabeth znalazła kobieta spacerująca z córką około dziesiątej rano. Jak zeznała, początkowo wydawało jej się, że widzi manekina sklepowego. Powiadomiła policję, gdy zorientowała się, że to ciało kobiety. Jej ciało zostało brutalnie okaleczone, ale zabójca starannie je umył, bo w pobliżu nie znaleziono żadnych śladów krwi. Sekcja zwłok wykazała, że okaleczenia zostały wykonane już pośmiertnie, a kobieta prawdopodobnie została też zgwałcona. Tajemniczy zabójca napisał kilka listów do policji, ale sprawa do tej pory nie została rozwikłana.
Przydomek Czarna Dalia zaś wziął się od nazwy filmu wyświetlanego w kinach w dniu zabójstwa Elizabeth - "Blue Dahlia"

Zodiak
Pod koniec lat 60. zamordował w Kalifornii co najmniej pięć osób, prawdopodobnie przypadkowych. W grudniu 1968 roku na parkingu zastrzelił dwóch nastolatków, siedem miesięcy później postrzelił dwie kolejne osoby w zaparkowanym aucie. Jedna z nich przeżyła. Wtedy lokalne gazety zaczęły otrzymywać anonimy, w których sprawca przyznawał się do zabójstw. Do listów dołączał kryptogramy składające się z kilkuset znaków. Groził, że jeśli jego listy nie zostaną opublikowane, zginą następne osoby. Do dziś nie wiadomo, kim jest Zodiak.
To tylko kilka z przykładów takich morderstw, które do dziś nie doczekały się zidentyfikowania sprawcy. Temat jest niewyczerpany, istnieją nawet zestawienia najbardziej zagadkowych zbrodni w historii, ale chciałam się skupić bardziej na tym, jak to się dzieje i co popycha ludzi do czynu jakim jest morderstwo.
"Zbrodnie są w swej istocie naturalną, konieczną i nieuniknioną częścią kultury społeczeństwa" - mówi w swoim wywiadzie Jorn Lier Horst, pisarz, który przez ponad 20 lat pracował jako szef wydziału śledczego Okręgu Policji Vestfold - Na ogól motywacja jest dosyć banalna - zadrość, pożądanie, seks, zemsta, honor, wstyd, wykluczenie. (...) Widziałem wystarczająco dużo zabójstw i zatrzymałem wystarczająco wielu sprawców, żeby wiedzieć, że nie są takimi złymi ludźmi, za jakich chcemy ich uważać. Zabicie człowieka nie było ich największym życiowym marzeniem. Niemal wszyscy sprawcy nigdy wcześniej nawet nie próbowali sobie wyobrazić, że mogą kogoś zabić. a jednak to zrobili, choć nie byli ani chorzy, ani szaleni."
Co się dzieje w mózgu mordercy?
Jako że fascynuje mnie funkcjonowanie ludzkiego mózgu, najbardziej w tym numerze zainteresowało mnie, co się dzieje w mózgu mordercy.
Grady Nelson, około 15 lat temu dźgnął swoja żonę 61 razy nożem w głowę. Zabił również dwoje jej dzieci, które wcześniej wykorzystał seksualnie. Przedtem był już karany za przemoc seksualną wobec dzieci. Po poddaniu go badaniu neurologicznemu metodą QEEG, czyli ilościowego badania fal występujących w mózgu, lekarze stwierdzili u niego wyraźne nieprawidłowości po lewej stronie płata czołowego.
Płat czołowy jest takim miejscem, które uważa się za "siedzibę" osobowości człowieka. Zajmuje on dość duży obszar mózgu i mieści wiele ośrodków czynnościowych odpowiedzialnych m. in. za ruch (zakręt przedśrodkowy), jego plasowanie (zakręt czołowy, górny i środkowy), mowę (ośrodek Broki) czy wyższe funkcje psychiczne (kora przedczołowa). Ta ostatnia jest szczególnie ważna dla analizy ludzkich zachowań, zwłaszcza myślenia, rozpoznawania wartości swoich czynów, podejmowania decyzji czy oceny własnych emocji.

Przeanalizowano skany mózgów sprawców 41 morderstw i porównano je z obrazami normalnej aktywności mózgowej. Jeśli spojrzymy na skany mózgów osób, które nie popełniły morderstwa, to możemy zauważyć, że poziom aktywności w korze przedczołowej i korze potylicznej jest niemalże identyczny. Mózgi badanych morderców wykazują dużo większą aktywność kory przedczołowej niż potylicznej, a także znacznie zmniejszony poziom metabolizmu glukozy w korze przedczołowej w porównaniu z grupą kontrolną. To dowodzi, że zaburzenia w funkcjonowaniu kory przedczołowej u morderców są jednak faktem.
Pozostaje jeszcze kwestia tzw. plastyczności mózgu. Plastyczność to zdolność mózgu do zmiany własnej struktury nerwowej po przebytych urazach, chorobach czy innego rodzaju ubytkach. Taka odbudowa zajmuje bardzo dużo czasu, a jej efekty nie zawsze są pozytywne. w momencie uszkodzenia mózgu następuje szok neuronalny i dezintegracja neuronów - komórki nagle znajdują się w nowym, zniszczonym środowisku i kompletnie nie wiedzą jak mają się "zachować". Struktura i funkcje mózgu ulegają reintegracji, co ujawnia się w trwałych lub przemijających zmianach zachowania i osobowości.
Ciekawym przykładem na udowodnienie istnienia plastyczności mózgu będzie Phineas Gage - kierownik budowy jednego z odcinków kolei w USA. Żelazny metrowy pręt przebił mu głowę, jednak mężczyzna nie tylko przeżył, ale nawet ani na chwilę nie stracił przytomności! Niestety jak się potem okazało, uraz spowodował daleko idące zmiany w osobowości Phineasa Gage'a. Z sympatycznego, otwartego mężczyzny stał się człowiekiem oziębłym, obojętnym i niekonsekwentnym. To u niego właśnie zaobserwowano uszkodzenie płata czołowego mózgu w wyniku tego nieszczęśliwego zdarzenia. Naukowcy potraktowali to jako dowód, że w płacie czołowym mieszczą się najbardziej znaczące neurobiologiczne ośrodki naszej osobowości. 

Trupia Farma
Bycie martwym nie rożni się zbytnio od rejsu statkiem wycieczkowym. Większość czasu spędza się w pozycji leżącej. Mózg wyłączony. Ciało flaczeje. Nic nowego się nie dzieje i nikt się po tobie niczego nie spodziewa" - pisze Mary Roach w swojej książce popularnonaukowej, pt. "Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków"
Wiecie skąd naukowcy biorą wiedzę na temat tego, co się dzieje z ludzkim ciałem po śmierci i jak rozkładają się ludzkie zwłoki? W Stanach Zjednoczonych znajduje się laboratorium kryminalistyczne (jest ich kilka, ale to jedno jest najbardziej znane), które nazwano Trupią Farmą. Jest ono częścią Uniwersytetu Tennessee. Trupa Farma to wyodrębniony teren, na którym prowadzone są badania rozkładu zwłok przez antropologów sądowych. Na powierzchni około dwóch hektarów znajdują się dziesiątki zwłok - pod wodą, w zaroślach lub we wrakach aut, w zadaszonych pomieszczeniach, zakopane na różnych głębokościach, zalane betonem i przysypane liśćmi. Brzmi makabrycznie? Ale jest to miejsce, dzięki któremu nasza wiedza o ludzkim ciele jest bogata jak nigdy dotąd.
Zwłoki są powszechnie używane w kształceniu przyszłych lekarzy, szczególnie na zajeciach z anatomii i patologii, oraz w czasie zabiegów ćwiczeniowych - jak na przykład operacje treningowe z wykorzystaniem chirurgii laserowej czy intubowanie (udrażnianie dróg oddechowych). z kolei przyglądanie się pokrojony na kawałki mózgom może przyczynić się do lepszego zrozumienia zaburzeń psychicznych - do tego nie nadają się mózgi zwierząt, bo one nie chorują na schizofrenię czy Alzheimera.

Dzięki Trupiej Farmie nastąpił duży postęp nauki. W ciągu czterdziestu lat dowiedzieliśmy się o wiele więcej o ludzkim ciele niż przez minione stulecia. Mimo wszystko niektóre morderstwa do dziś pozostają tajemnicą i niestety – ciągle ich przybywa i będzie przybywać.

PS. Jak widzicie, założyłam zakładkę ''Prośby, skargi i zażalenia'', w której możecie pisać o tym, co chcielibyście jeszcze przeczytać na tym blogu. Zachęcam do dzielenia sie pomysłami 😊

zdjęcia i cytaty zaczerpnięte z magazynu "Charaktery", nr 2/2018