Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 stycznia 2024

O tym, co wszystkie kobiety wiedzieć powinny, czyli „Potęga kobiecości”

          „Potęgę kobiecości” poleciła mi znajoma, która była tą książką zachwycona. Nie opowiadała dlaczego, po prostu kazała przeczytać. Kilka miesięcy później zdecydowałam się po nią sięgnąć, bo byłam zaintrygowana, jednak wciąż sceptyczna. Na dziale „rozwój osobisty” pełno jest tego rodzaju poradników – jak postępować z mężczyznami i tego typu rzeczy. Nigdy nie brałam tego na serio. Mężczyzna też człowiek – nie trzeba wielkiej filozofii, żeby się z nim dogadać. Pewnie większość z nas tak myśli. W relacjach damsko-męskich zdajemy się na własny osąd i intuicję, ale czy zawsze jest to słuszne?

„Potęga kobiecości” nie jest kolejnym wyssanym z palca zestawem złotych rad. Choć wydana już dwanaście lat temu, wciąż jest aktualna, bo prezentuje niezmienne prawa rządzące damsko-męskim światem. Wiemy, że związek to nieustanna praca. Pewnie wielokrotnie zastanawiałyście się, co zrobić, żeby relacja z Waszym mężczyzną była jak najlepsza i żebyście oboje czerpali z niej jak najwięcej. Żeby on z biegiem lat wciąż był zafascynowany jak na początku, gdy byliście  tylko Wy, Wasz wspólnie spędzany czas  i nic poza tym nie było ważne. Napotykamy jednak wiele przeciwności po drodze. Czy jest coś, co  może pomóc, by ta wyjątkowa relacja była niezachwiana i wieczna?

Autorka wyleje na Was kubeł zimnej wody. Zdacie sobie sprawę, że nie wszystko, co złe, musi być winą mężczyzny. Nikt nie lubi, gdy wytyka nam się błędy i uczy jak mamy postępować, lubimy się usprawiedliwiać na wszelkie możliwe sposoby. Ale ta książka jest pod tym względem brutalna. Część z zasad w niej opisanych może jest Wam znana i oczywista, ale nie potrafiłyście tego nazwać, wyjaśnić i zrozumieć. Ta książka daje wytłumaczenie. Pozostałe kwestie, które okażą się dla Was nowe i mogą Wami wstrząsnąć. Możecie się zgodzić lub nie, ale po głębszej analizie to wszystko ma sens. a nawet jeśli na początku będziecie sceptyczne jak ja, co szkodzi spróbować? Uświadomiłam sobie jak wiele zależy od nas samych. Twój mężczyzna jest bardziej wrażliwy, niż Ci się wydaje - potrzebuje aprobaty, szacunku i docenienia. A czy zawsze słuchasz z uwagą, co do Ciebie mówi? Wiele problemów ma swoje źródło właśnie w nieskutecznej komunikacji i braku zrozumienia potrzeb mężczyzny. To tylko jeden z nielicznych przykładów, które autorka nam zdradza. Zdziwicie się jak wiele jest kwestii, które Wam mogą wydawać się mało ważne, ale warto się im przyjrzeć i nad nimi popracować. To, co możemy osiągnąć jest warte tego wysiłku.

Z pewnością nie jest to lektura lekka i przyjemna i dużo czasu zajęło mi przebrnięcie przez nią, ale jestem zadowolona, bo otworzyła mi oczy. Przyjęłam i wzięłam sobie do serca receptę, którą dostałam w tej lekturze. Daje spokój i nadzieję. I pozwala świadomie przyjrzeć się naszym codziennym działaniom i zmieniać się na lepsze.

sobota, 6 czerwca 2020

Piekło jest puste, a wszystkie diabły są tutaj...

       To coś innego, czym już od dawna się brzydzę – powierzchowne związki między ludźmi. Nienawidzę relacji, w których nie ma miejsca ani na miłość, ani na człowieczeństwo. Na żaden rodzaj czułości i bliskości. w których najważniejsze są władza i chęć zaspokojenia własnych  potrzeb. Czy to wystarczy, żeby zabić? 

      Wybaczcie moją śladową obecność na blogu w ostatnich dniach, ale będzie tak jeszcze do końca czerwca, bo pisanie pracy i przygotowania do obrony zajmują dużo czasu. a jednocześnie na półce czeka tyle ciekawych książek, że ciężko się skupić na obowiązkach 😁Gdy pierwszy raz usłyszałam o tej książce, już wiedziałam, że to lektura dla mnie. Dużo sobie też po niej obiecywałam. Czy słusznie?
       Nika ma za sobą trudną przeszłość. Tragiczne wydarzenia, których doświadczyła, nie pozostały bez wpływu na jej psychikę. Gdy już udaje jej się pewne sprawy uporządkować, przeprowadza się, kupuje pensjonat w Gdyni i próbuje wieść spokojne i poukładane życie. Ale, jak się okazuje, czeka ją tam jeszcze niejedna rewelacja z gatunku takich, których lepiej nie doświadczać. Pewnego wieczoru zauważa, że kobieta wynajmująca u niej pokój znika razem z zamaskowanym mężczyzną, który zabrał ją do swojego samochodu, odjechał i ślad po niej zaginął. Ta sytuacja nie daje jej spokoju. Czy rzeczywiście to widziała, czy tylko jej się wydawało? Może to efekt uboczny alkoholu i leków? Postanawia sama dotrzeć do prawdy i dowiedzieć się, kim była tajemnicza kobieta, która na czas pobytu nie podała jej nawet swoich prawdziwych danych.

     Natura jest piękna, ale bywa też brutalna i bezlitosna. A przede wszystkim zwodnicza. To nie tylko szum morza, śpiew ptaków, pojawienie się na drzewach młodych pąków wiosną, ale i prawa, jakimi się rządzi. A niektóre z nich sprowadzają się do krótkiej puenty: wokół czai się mnóstwo drapieżców – zjadasz albo jesteś zjadany.

       Książka ma kilka mocnych stron. Na uwagę zasługują przede wszystkim ciekawe wątki psychologiczne. Główna bohaterka jest interesującą postacią. Doświadczyła w swoim życiu prawdziwych dramatów, między innymi straty osób, które kochała najbardziej i cierpienia spowodowanego toksyczną relacją z matką. Miewa flashbacki, czyli niekontrolowane migawki z przeszłości, które przychodzą w nieoczekiwanych momentach i mogą zaburzyć funkcjonowanie.
       Tło dla tej historii było po prostu idealne – opuszczony pensjonat w Gdyni, nadmorskie widoki i ta, na pozór niezwiastująca nic złego, cisza po zmroku. Ale nawet tak urokliwa i spokojna okolica ma swoje mroczne sekrety. I potrafi przyprawić o dreszcze. Do tego zachwycił mnie styl pisania autorki. Starannie dobrane słowa, ciekawe opisy, czyta się przyjemnie i można się maksymalnie wciągnąć w opisywaną rzeczywistość.
      Co do samej fabuły – wciąga od samego początku. Śledztwo prowadzone przez główną bohaterkę cały czas ujawnia jakieś niespodziewane fakty, a jednocześnie podsyca naszą ciekawość i chęć poznania rozwiązania tej dziwnej zagadki. Mam mieszane uczucia co do zakończenia, bo spodziewałam się czegoś mocniejszego, ale i tak było niezłe. I przede wszystkim nie udało mi się go przewidzieć.  
       „Bliżej niż myślisz" to jedna z lepszych książek, jakie miałam przyjemność ostatnio przeczytać. Jeśli ktoś nastawia się na dobry thriller psychologiczny z ciekawymi wątkami i niebanalną fabułą, to będzie dobry wybór.
        Moja ocena: 8/10

Ewa Przydryga, Bliżej, niż myślisz
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 20.05.2020

środa, 8 kwietnia 2020

Wszyscy jesteśmy wariatami, tylko w różny sposób

To dziwne, jak szybko można się przystosować do osobliwego nowego świata zakładu psychiatrycznego. Czujesz się coraz bardziej komfortowo w obliczu obłędu – i to nie tylko cudzego, ale i swojego. Wierzę, że wszyscy jesteśmy wariatami, tylko w różny sposób.
Ta książka ciągle mi się gdzieś przewijała, jak nie na Instagramie to na półce bestsellerów w Empiku. W końcu sama postanowiłam sprawdzić, co takiego w sobie ma, że wszędzie się o niej mówi. Trochę się też jej obawiałam, bo wszystko, co jest powszechnie chwalone, zwykle mnie potem rozczarowuje, ale to na szczęście był wyjątek.
O Alicji Berenson pisano we wszystkich gazetach. Zabiła męża strzelając mu kilkakrotnie w głowę. I od tamtej pory milczy. Jako opowieść o tym, co się stało, może posłużyć jedynie namalowany przez nią zagadkowy obraz. Alicja trafia do The Grove – szpitala psychiatrycznego o podwyższonym rygorze. Wkrótce jej terapię zaczyna prowadzić Theo Faber – psychoterapeuta, który zabiegał o posadę w tym szpitalu, bo zainteresował go przypadek Alicji. Jest zdeterminowany, żeby jej pomóc i nakłonić ją, by przemówiła. Czy mu się uda? Czy uda się jeszcze znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego zabiła? I czy to na pewno ona?
Łapanie znikających płatków śniegu przypomina trochę chwytanie szczęścia. W miejsce posiadania natychmiast pojawia się pustka. Przypomniało mi to, że poza domem istnieje świat, świat ogromu i niewyobrażalnego szczęścia, świat, który na razie znajdował się poza moim zasięgiem. To wspomnienie wracało do mnie latami. Jakby nieszczęście otaczające tę chwilę wolności uczyniło ją tym jaśniejszą – drobiną światła zanurzoną w ciemności.
Książka wciąga od samego początku. Mamy tam zagadkę zabójstwa w tajemniczych okolicznościach, na którą do samego końca szukamy odpowiedzi. Myślimy, że każda kolejna strona przybliża nas do jej rozwiązania. Autor przez całą powieść daje nam złudne poczucie, ze jesteśmy coraz bliżej jej rozwiązania, a na koniec szykuje taką niespodziankę, że samemu można zaniemówić. Zakończenie było na swój sposób zaskakujące, jednak nie do końca mnie usatysfakcjonowało. Na koniec znajdujemy jedynie krótkie i szybkie wyjaśnienie, podczas gdy chciałoby się jeszcze poczytać o tym, co dalej się działo w życiu bohaterów.
W powieści właściwa akcja przeplatana jest wpisami z pamiętnika Alicji. Rozdziały są krótkie. Styl jest oszczędny, nie znajdziemy tam zbyt wielu rozbudowanych opisów, ale nie znaczy to wcale, że język powieści jest ubogi. Autor bardziej skupia się na oddaniu przeżyć bohaterów. Zwięźle i na temat. Książkę czyta się szybko i przyjemnie.
Na szczególną uwagę zasługuje kreacja postaci, która jest w moim odczuciu najmocniejszą stroną tej powieści. Główni bohaterowie, Alicja i Theo są stworzeni w taki sposób, że czyta się o nich z dużym zainteresowaniem. Alicja, z którą mamy najwięcej do czynienia w tej historii jest przedstawiona tak, jakby miała duszę. Poznajemy trudne wydarzenia z jej życia, widzimy emocje, które jej w tych momentach towarzyszyły, możemy bez problemu postawić się na jej miejscu. Poznajemy jednak tylko niewielką część jej osobowości, niektóre rzeczy do samego końca pozostaną niewyjaśnione. Pod tym względem postać Alicji w niczym nie różni się od każdego z nas – każdy człowiek jest zagadką.
Jeśli ktoś szuka świetnego thrillera psychologicznego, naprawdę warto sięgnąć po tę pozycję. Ale polecam ją nie tylko fanom gatunku. Myślę. że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. 
Moja ocena: 8/10

Alex Michaelides, Pacjentka
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: W.A.B
Data premiery: 13.03.2019

wtorek, 10 marca 2020

Dlaczego zemsta jest kobietą?

Skończ to córeczko. Nie będzie łatwo, ale i tak raz na zawsze skończ – głos w jej głowie brzmiał jakby mówił do niej tata. Rozsądnie, mądrze, a jednocześnie uświadamiając jej, że to, co ma w życiu jakąś wartość, zwykle przychodzi trudno.
Już dawno chciałam poznać twórczość Adriana Bednarka. „Córeczki” stanowiły ku temu idealną okazję, bo ta historia przemawiała do mnie najbardziej. Zupełnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tej powieści, ale nie żałuję, że po nią sięgnęłam.
Bliźniaczki to dwie zupełnie różne kobiety, które połączył wspólny sekret – jak się okazało silniejszy niż więzy krwi.
     Tak bardzo chciała żyć, chciała przeżyć kolejne cudowne chwile i dramatyczne rozczarowania. Chciała poczuć słońce przypiekające skórę i siarczysty mróz sprawiający, że odechciewa się wychodzić na zewnątrz. Nawet gdyby już zawsze miały na nią spadać tylko złe rzeczy, ona bardzo chciała żyć. Niestety sama weszła w tę pułapkę (...).
Sylwetki bohaterów, a przede wszystkim głównych bohaterek zostały świetnie wykreowane. Pola, bezpośrednia, czasami zabawna, sarkazm i cięty język nie są jej obce. Ewa choć była trochę mniej kolorową postacią, też zdobyła moją sympatię. Z zainteresowaniem czytałam o ich losach i przeżywałam wszystkie wydarzenia z kart tej książki razem z nimi. A działo się tam dużo.
Narracja jak dla mnie była poprowadzona idealnie. Najpierw autor podsyca naszą ciekawość stopniowo odkrywając karty i wprowadzając nas w zagadkę z przeszłości. Gdy już wydaje nam się, że coś wiemy, rozpoczyna się drobiazgowe i skomplikowane śledztwo. Odnalezienie psychopatycznego mordercy określanego jako Strach na Wróble wydaje się graniczyć z cudem. Pomimo że już dawno zasłużył sobie na karę, dobrze się ukrywa i jest niemalże nieuchwytny. Ale i on zaliczy kilka wpadek. Zdarzy się kilka niefortunnych zbiegów okoliczności, które podziałają na jego niekorzyść. Ale nie tylko Strach na Wróble będzie w tej historii zagrożony. Ewa i Pola przeżyją niejeden dramatyczny zwrot akcji, a te wydarzenia całkowicie wywrócą ich porządek świata, który tak usilnie próbowały odbudować po tym, co wydarzyło się w przeszłości.
Autor bawi się naszymi uczuciami urywając rozdziały w momencie największego napięcia. Nie ma tam ani chwili na nudę. Jedynie zakończenie nie do końca mi się podobało, trochę przydługie i moim zdaniem przekombinowane. Ale nie wpłynęło to jakoś znacząco na moje odczucia co do tej historii.
Styl pisania i język autora bardzo przypadł mi do gustu. Czytało się z przyjemnością i jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem.
Ta książka jest jak pudełko czekoladek. Zupełnie nie wiemy, czego się spodziewać, gdy przewracamy kolejną kartkę. Nie raz przyprawia o szybsze bicie serca. Emocje bohaterów są niemal namacalne. Wydarzenia oddane z przyprawiającą o zawrót głowy dokładnością. Nie brakuje tam brutalnych scen, ale też takich, które do głębi poruszają. Zaś gdy sytuacja przybiera dramatyczny obrót bądź napięcie rośnie, autor potrafi rzucić jakieś porównanie, przez które można się popłakać, nie tylko dlatego, że fragment jest poruszający ale czasem i ze śmiechu. i to mi się tam podobało. Choć kusi mnie żeby przytoczyć niektóre z nich, to nie chcę Wam psuć radości z czytania.
„Córeczki” to kawał naprawdę dobrej roboty. Ciekawa historia, mroczny klimat, mocne wrażenia. Mimo jej dużej objętości trudno się oderwać od czytania. Dla fanów thrillerów pozycja obowiązkowa!

Moja ocena: 8/10

Adrian Bednarek, Córeczki
Liczba stron: 611
Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: 9.10.2019

poniedziałek, 24 lutego 2020

Niektórych odpowiedzi lepiej nigdy nie poznać

Gdy przeczytałam jej wiadomość, zrozumiałam, jak złym jesteś człowiekiem. Czas najwyższy, żebyś się przekonała, jak twoje błędne decyzje z przeszłości zrujnowały życie niewinnych ludzi.
Po przeczytaniu „Nie odpisuj” nie miałam wątpliwości, że sięgnę po „Nie patrz”, czyli kontynuację świetnego thrillera. Dużo też od niej oczekiwałam. Czy zatem druga część utrzymała poziom?
Ewa jest psychoterapeutką. Na co dzień pomaga swoim pacjentom, ale żaden z nich nie wie, że ta kobieta skrywa pewną mroczną tajemnicę. Poza Martą. To ona odzywa się do niej w najmniej spodziewanym momencie. Ewie wydaje się, że udało się jej zostawić przeszłość za sobą. Marta przypomina o pewnym nagraniu i szantażuje ją zmuszając do pomocy w poszukiwaniu rozwiązania zagadki pewnej śmierci, która nastąpiła w tajemniczych okolicznościach. Ewa nie mogła przewidzieć, że jej udział w tym szalonym śledztwie odsłoni karty, których wolałaby nigdy nie poznać.
     Wydaje mi się, że historia zatoczyła krąg. Jakkolwiek bardzo byśmy się starali, nasze dorosłe życie jest w całości ukształtowane przez wydarzenia z dzieciństwa. Mogę próbować o tym zapomnieć albo przekształcać wspomnienia na mniej bolesne. Mogę starać się wyprzeć prawdę i wmawiać sobie, że pewne wydarzenia nie miały miejsca. Ale to wszystko nic nie da. Doświadczyłem tylu upokorzeń ze strony ludzi, że dziś czuję się bezwartościowy.
„Nie patrz” to kontynuacja losów dwóch bohaterek z pierwszej części i kilku nowych, którzy pojawiają się dopiero teraz. Mamy tu duży przekrój wiekowy – pojawiają się zarówno nastolatkowie – Nina i jej paczka, jak i ludzie dorośli – ojciec jednego z bohaterów – Wojciech Tarnowski, Adam i jego żona Klaudia, którym w małżeństwie się nie układa, oraz Ewa i Martyna, które łączy pewien niechlubny sekret.
Ta historia jest złożona i pełna zawirowań. Fabuła jest bardziej rozbudowana niż w pierwszej części, znacznie więcej się dzieje. Czyta się z zapartym tchem i momentami robi się naprawdę gorąco. Zakończenie zaś zupełnie nie do przewidzenia, choć nie do końca mnie usatysfakcjonowało – jakoś ciężko było mi je sobie wyobrazić.
Co do samego stylu pisania – zwięźle i rzeczowo, czyta się szybko i przyjemnie. Bardzo polubiłam styl tego autora.
Muszę jednak przyznać, że pierwsza część bardziej do mnie trafiła i zrobiła większe wrażenie, a także zostawiła po sobie pewien mocny przekaz. Tutaj owszem dzieje się więcej, ale trochę się to wszystko rozmywa – bohaterów jest więcej, u każdego coś się dzieje i czułam pewien przesyt. Przeżywamy tyle mocnych scen, że trudno to ogarnąć i jakoś sensownie sobie ułożyć w głowie.
Nie raz zatrzymywałam się na chwilę, by nieco odetchnąć. I zastanawiałam się, dlaczego to, co się tam dzieje, jest tak „popaprane”. Śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach czy może morderstwo? Psychoterapeutka angażująca się w najbardziej szalone śledztwo, jakie można sobie wyobrazić. Romanse nawiązujące się tam, gdzie ich się zupełnie nie spodziewamy. Małżonkowie, którzy nie radzą sobie ze sobą nawzajem. I jeszcze kilka innych rzeczy, których zdradzać nie będę. Gdyby ktoś mnie zapytał, co tam się właściwie działo, powiedziałabym, że właściwsze byłoby pytanie: „czego tam nie było?” Ale czy to właśnie nie jest idealny obraz tego, co się wokół nas dzieje? Ta historia to najlepszy dowód na to, jak nieprzewidywalne potrafi być życie i jak w jednej chwili problemy potrafią zwalić się człowiekowi na głowę.
Książkę jako całość oceniam bardzo dobrze. Czytelnicy, którzy lubią być zaskakiwani i doświadczać mocnych wrażeń będą usatysfakcjonowani. A ja z niecierpliwością czekam na więcej 😊
Moja ocena: 8/10

Marcel Moss, Nie patrz
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 29.01.2020

piątek, 10 stycznia 2020

Ludzie nie rodzą się potworami, lecz takimi czyni ich świat

Puste kwartały przypominały o dawnej zabudowie, a pospiesznie wznoszone bloki powstawały na świeżych cmentarzyskach. Życie wyrastało na życiu minionym. Taka jest odwieczna kolej rzeczy. Śmierć, narodziny i znowu śmierć. Przy czym śmierć zawsze wygrywa.
Moja mama mówiła, że po tej książce, nie można spać – uprzejmie ostrzegła mnie pani, która mi ją wypożyczała. – i lepiej nie jeść podczas czytania. Po takiej rekomendacji nabrałam wątpliwości, czy rzeczywiście jest to odpowiednia lektura dla mnie. Ale tylko chwilę się nad tym zastanowiłam, bo ciekawość była silniejsza. Zatem czy „Rzeźnik” to rzeczywiście jedna wielka masakra?
Kilkadziesiąt niezwykle brutalnych zbrodni, w tym głównie dzieci. W miejscu, w którym mieszkał Rzeźnik z Nabuszewa do tej pory nikt nie mieszka...  Co może skłonić człowieka do robienia takich okrucieństw? Jak można aż tak zbłądzić w życiu? Gdyby jeszcze uznał swoją winę, ale on do końca uważał, że nie zrobił nikomu krzywdy. Czy ktoś, kto posunął się do takich czynów, to dalej człowiek? Ta książka to przepustka do tego, by zajrzeć do umysłu potwora i spróbować zrozumieć, co się tam dzieje. Ale co się widziało, to zostanie w głowie już na zawsze...

     Czy to mógł zrobić człowiek? Ten ktoś nie może być człowiekiem, wysoki sądzie. Proszę, niech jego również posiekają na takie kawałki. Czy istnieje taka kara wśród tych waszych najdoskonalszych przepisów? Niech ten skurwysyn poczuje to samo, co czuła moja żona!

Zaczyna się tak niewinnie. Migawki z życia bohatera, sceny, które nie mają żadnego większego znaczenia, po prostu wspomnienia, które ukształtowały psychikę bohatera. Był żołnierzem walczącym na froncie I wojny światowej. Otrzymał kilka medali za swoje zasługi, ale też stracił nogę. I zobaczył wiele rzeczy, których nie dane było mu już zapomnieć do końca życia. Jak dokonała się w nim ta okrutna zmiana? Jak to się stało, że z zasłużonego bohatera zmienił się w potwora? Gdzie leży granica? Te pytania towarzyszyły mi przez całą lekturę.
Narracja w pierwszej osobie zrobiła swoje. Czujemy jakbyśmy patrzyli na świat oczami potwora i razem z nim podejmowali kolejne decyzje. Jesteśmy świadkami jego przemiany i kolejnych dokonywanych okrucieństw. Tylko że nie możemy powiedzieć stop. z tej historii płynie smutna prawda – nic nie dzieje się bez przyczyny. Zło rodzi zło. Jeśli jeden człowiek jest zdolny wyrządzić go aż tyle i to bez skrupułów, to co się stanie, jeśli wszyscy zaczniemy odpowiadać złem na zło? Były takie momenty, w których chciałam przerwać lekturę, bo myślałam, że już nie dam rady, i zastanawiałam się, jaki jest sens wyciągania na światło dzienne takich brutalnych czynów jednego człowieka. Ale może to jest dla nas dobra przestroga?
Podczas czytania tej historii jesteśmy świadkami nie tylko drastycznych scen. One wręcz zapierają dech w piersiach. Albo mrożą krew w żyłach, jak kto woli. z tego względu odradzam książkę bardzo wrażliwym osobom. i naprawdę nie polecam jeść w trakcie czytania, bo grozi to zwróceniem posiłku. Jeśli zaś lubicie nie tylko mocne wrażenia, ale też wymowne lekcje historii, takie, których się nie zapomina, to ta książka jest lekturą obowiązkową. Warto jednak dobrze się zastanowić, bo ta książka ma w sobie coś magnetycznego. Gdy zaczniecie czytać, może być już za późno…
Moja ocena: 8/10

Max Czornyj, Rzeźnik
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 14.08.2019

piątek, 1 listopada 2019

Miała rozpocząć nowe życie... więc dlaczego skoczyła?


– Z twarzy człowieka można wyczytać, jak pracuje jego umysł. – Przechyliła się przez oparcie kanapy i sięgnęła po zabawnie wyglądający aparat z obiektywem długoogniskowym. (...). Oparła łokcie na kolanach i spojrzała w wizjer. – Mówi się, że za każdym razem, gdy ktoś robi ci zdjęcie, zabiera kawałek twojej duszy.
       Wcisnęła spust migawki i aparat zaterkotał.
       – No proszę, teraz mam twoją duszę.
      
       Można powiedzieć, że zakochałam się w tej książce od pierwszego wejrzenia. Pewnie przyznacie mi rację, że okładce naprawdę trudno się oprzeć. Zaś poruszona w niej tematyka była dla mnie na tyle intrygująca, że bez wahania zdecydowałam, że muszę ją przeczytać. Ucieszyłam się, gdy udało mi się ją wygrać w rozdaniu na Instagramie. Czytałam już wiele nie do końca przychylnych recenzji, ale mimo to moje oczekiwania były dość wysokie. Czy książka im sprostała?
       Evie w dniu swojego ślubu skoczyła z klifu. Mąż nie może pogodzić się z tłumaczeniem, że popełniła samobójstwo. Nie dociera do niego ta wersja i próbuje samodzielnie szukać rozwiązania. Wraz z przyjaciółką Evie. Co mogło ją pchnąć do takiego czynu i to w dniu, który powinien być najpiękniejszym w jej życiu? Czy wiedzieli o niej wszystko? Co jeszcze pozostaje zagadką? Na jaw wyjdą tajemnice, które nigdy miały nie ujrzeć światła dziennego. Może jednak nie wszystkie? Co takiego ukrywała? Co spowodowało, że w dniu swojego ślubu, w pięknej białej sukni zostawiła bawiących się gości i męża i rzuciła się z klifu


       „– Jeśli jestem porąbana, to przez ciebie! Przez ciebie i te twoje dziwki. Ty mi to zrobiłeś, wiesz? Jeśli się zabiję, będziesz miał na rękach moją krew. Wolałabym umrzeć, niż cię stracić.
       Evie zadrżała. Nawet mając pięć lat, wiedziała, że nie tak powinna wyglądać miłość. i jednego była pewna – nigdy nie pokocha nikogo tak bardzo, że będzie gotowa dla niego umrzeć.

       Motyw samobójstwa w literaturze zawsze mnie interesuje. Jednocześnie stanowi pewne wyzwanie dla autorów, bo jest to popularny temat w thrillerach czy kryminałach. Tyle było już o tym napisane, że ciężko jest wymyślić coś oryginalnego. W tej powieści podobało mi się podejście autorki do problemu. Wraz z mężem i przyjaciółką bohaterki zagłębiamy się w najmroczniejsze zakątki ludzkiej duszy. Może się wydawać, że nas samych poruszone w ksiażce kwestie nie dotyczą. Że wiemy o sobie wszystko i że w sytuacji, gdy nasz świat się zawali, dalej będziemy mieć siłę. Ale czy na pewno?
       Nie mogę powiedzieć, jakie jeszcze problemy porusza ta książka, bo cała przyjemność polega na tym, że sami krok po kroku rozwiązujemy zagadkę. Czytało mi się ją lekko i szybko, skończyłam duzo szybciej niż się spodziewałam, bo po prostu ciężko się od niej oderwać. Ten mroczny klimat i chęć jak najszybszego uzyskania odpowiedzi na pytania nie dają spokoju do samego końca.
       Jedyne zastrzeżenia jakie mam, to do samych bohaterów. Sama historia była dość ciekawa, natomiast postaci bohaterów same w sobie nie do końca mnie przekonały. Lubię, gdy uczucia bohaterów  oddane są na tyle przekonująco, że czytelnik jest w stanie się postawić w ich sytuacji, a nawet czuć to, co oni. Tutaj jednak trochę i tego brakowało. Zabrakło mi też takiego mocnego wydźwięku, jaki mają niektóre książki, które pamięta się na długo. Historia była świetna i czytało się z przyjemnością, naprawdę chwyta za serce, ale zabrakło mi tego mocnego uderzenia, które zapada na długo w pamięć.
       „Noc, kiedy umarła" to moja pierwsza przeczytana powieść tej autorki i cieszę się, że ją przeczytałam, bo... grono moich ulubionych autorów się powiększyło. Ta powieść głęboko porusza i dotyka wielu istotnych kwestii w życiu każdego z nas. a do tego bardzo wciąga i czyta się naprawdę szybko. Czego chcieć więcej? Będzie to idealny thriller na chłodne jesienne wieczory, czy – jak w moim przypadku – przydługie wykłady na uczelni.
       Moja ocena: 8/10

       Jenny Blackhurst, Noc, kiedy umarła
       Ilość stron: 416
       Wydawnictwo: Albatros
       Data premiery: 18. 09.2019

czwartek, 10 października 2019

Przystępujemy do kontrataku

– Koniec pomiatania kancelarią Żelazny & McVay. Przystępujemy do kontrataku.
– I jak mamy zamiar go wyprowadzić?
– Kultywując najszlachetniejsze tradycje naszej firmy.
– Będziemy łgać, przeinaczać fakty, naginać prawdę, stosować manipulacje i zastraszać ludzi?
– Lepiej bym tego nie ujęła.
 „Zaginięcie” Remigiusza Mroza to drugi tom serii thrillerów prawniczych z Joanną Chyłką. Zawsze dość sceptycznie podchodziłam do twórczości tego autora. Choć słyszałam o jego książkach dużo pozytywnych opinii, jakoś ciężko było mi się do niego przekonać. Ale że ostatnimi czasy polubiłam czytelnicze eksperymenty i sięgam po różne gatunki, to postanowiłam sprawdzić, czy książki pana Mroza rzeczywiście są takie, jak się o nich słyszy i na czym polega ich fenomen.
W "Zaginięciu" niezmordowana dwójka prawników – Joanna Chyłka i jej podopieczny Kordian – zmierzy się ze sprawą, która nieźle wstrząśnie kancelarią prawniczą Żelazny & McVay. Zaginęła trzyletnia dziewczynka. Sprawa ta nie ma żadnego logicznego wyjaśnienia zważywszy na to, że w domu przez całą noc zamknięte były drzwi i okna oraz włączony alarm. Ewentualny sprawca mógł dostać się do domu jedynie przez okno na poddaszu, ale i tam nie było widocznych śladów włamania. Porwanie dla okupu? Zabójstwo? Policja nie może wpaść na żaden trop, a obrońcy rodziny Szlezyngierów nie mają żadnych dowodów mogących świadczyć o ich niewinności. Wszystko wskazuje na to, że dziecko rozpłynęło się w powietrzu. Czy i z tego Chyłka i Kordian dadzą radę wybronić swoich klientów?
Na początku trudno było mi się wczuć w ten klimat. Trochę obawiałam się też, czy rozpoczęcie serii od drugiej części jest dobrym pomysłem i czy się nie pogubię bez znajomości pierwszego tomu. Szybko jednak odrzuciłam te obawy. Z każdą stroną chce się więcej i więcej. Historia staje się coraz bardziej zawikłana i jest ciekawie. Pod koniec robi się naprawdę gorąco. Choć potyczki prawnicze to nie do końca mój świat, to mimo wszystko dobrze się bawiłam przy tej lekturze. Wszystko za sprawą postaci bohaterów. Joanna Chyłka to mecenas, której żadna sprawa nie straszna i z każdej wychodzi zwycięsko. Ma charyzmatyczną osobowość, jest uparta, nieugięta, a jej niewyparzony język i umiejętność znalezienia ciętej riposty w każdej sytuacji niewątpliwie pomagają jej radzić sobie w wielu trudnych sytuacjach, z których musi wyjść obronną ręką. Aplikant Kordian Oryński, dla którego Chyłka jest patronką, niestrudzenie radzi sobie z jej docinkami, ale w ich relacji widać sympatię. Często byłam świadkiem dialogów, przy których można było się szczerze uśmiać. Ta dwójka jest niesamowita.

Joanna mruknęła coś pod nosem, a zaraz potem zjawił się kelner z dwoma gorącymi daniami.
– Vegetariana dla kogo? – zapytał z uśmiechem patrząc na Chyłkę.
– Dla ciamajdy – odparła, wskazując na chłopaka. – Ja nałogowo przyjmuję mięcho.
– Prawdziwy z  niej drapieżnik – dodał Kordian.
– Kultywuję tradycje przodków – zaoponowała. – Pierwsi homo sapiens żywili się dużą zwierzyną łowną.
– Gówno prawda. Próbki odchodów sprzed pięćdziesięciu tysięcy lat z Alicante udowodniły, że jadali bulwy, orzechy, jagody i mnóstwo innych rzeczy.
Kelner sprawiał wrażenie skołowanego, gdy stawiał drugą pizzę na stole.
– Smacznego – rzucił tylko i czym prędzej się oddalił.

Historia jest ciekawa i dobrze dopracowana. Nawet dla niewtajemniczonych w świat prawniczy nie będą problemem pojawiające się tam pojęcia, bo wszystko, co konieczne, jest objaśnione. Przy okazji można się też dowiedzieć ciekawych rzeczy.
Na początku ciężko mi było się wczuć w tą lekturę, ale potem, gdy przeczyta się początek, chce się więcej i więcej. Nie spodziewałam się, że to powiem, ale ta seria uzależnia. Radzę liczyć się z tym, że na jednym przeczytanym tomie się nie skończy 😁
Moja ocena: 8/10

Remigiusz Mróz, Zaginięcie
Ilość stron: 507
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2015

wtorek, 9 lipca 2019

Historia, która wywraca życie do góry nogami – „Dziewczyna kłamcy"

           Catherine Ryan Howard, Dziewczyna kłamcy
           Ilość stron: 336
           Wydawnictwo: Świat Książki
Data premiery: 24.04.2019

Po rozliczeniu się z biblioteką i przeczytaniu książki zabranej na ostatnie dni pobytu w Olsztynie, który spontanicznie się przedłużył, mój mózg znowu zaczął odczuwać brak pożywienia jakim są książki (czasami zaczynam zastawiać się, czy to normalne 😂) Tym razem zdałam się na panią w księgarni. Gdy po przejrzeniu kilku propozycji poleciła mi „Dziewczynę kłamcy", a ja wzięłam tę książkę do ręki już wiedziałam, że to będzie to 😊
Szukałam dobrego thrillera psychologicznego i ta książka miała takim być. Opis na okładce i zamieszczone tam opinie innych autorów dodatkowo podsyciły moją ciekawość, więc długo nie czekałam z zabraniem się za lekturę. Pojawiła się też obietnica niezwykłego zwrotu akcji na końcu. Czy moje oczekiwania zostały spełnione?
Pewnie wielokrotnie zastanawialiście się jak to możliwe, że osoba która dobrze znamy, z którą spędziliśmy tak dużo czasu, że jesteśmy pewni, że wiemy o niej wszystko, okazuje się być kimś zupełnie innym. Jak dobrze jest nam dane poznać drugiego człowieka? A może niektóre tajemnice na zawsze pozostaną tajemnicami?
„– Czemu to zrobiłeś?
Zadawałam sobie to pytanie przez ostatnie dziesięć lat i miałam je na ustach, odkąd weszłam do tego pokoju. Nie planowałam mu go zadać, ale poczułam podświadomie, że to było motorem napędowym mojego przyjazdu do Dublina. Nie słuszna sprawa i pomoc policji, tylko dowiedzenie się, dlaczego zrobił coś takiego.
Pięć razy.
A po każdym z tych razów przychodził do mnie i mówił, że mnie kocha. Przekonywał mnie, że tak jest. Że potrafi.
Kłamca."
Skąd Alison mogła wiedzieć, że chłopak, którego  poznała na studiach i spędzała z nim każdą wolną chwilę, zostanie oskarżony o pięć morderstw i skazany na dożywocie? Czy ktoś, kto co dzień mówi, że kocha, może być zdolny do tak strasznego czynu? Po dziesięciu latach morderca znad kanału powraca i zbiera kolejne ofiary. Policja poddaje zatem w wątpliwość czy mordercą rzeczywiście jest ten, który został skazany, czyli Will, chłopak Alison. Przecież były dowody, które jednoznacznie na to wskazywały, a sam oskarżony przyznał się do winy. Co jest prawdą, a co fałszem w ten zagmatwanej historii?
Byłam zachwycona już na samym początku. Książka wciąga od pierwszych stron, a styl autorki sprawia, że czytanie jest bardzo przyjemne. Napięcie, opisy, emocje bohaterów, wszystko zmieszane i podane w idealnie wyważonych proporcjach. Narracja jest ciekawie prowadzona, przeplatana retrospekcjami oraz krótkimi, niepokojącymi fragmentami opisującymi poczynania zabójcy. Przenosimy się do Dublina, gdzie w każdej chwili w wodach kanału przylegającego do ulicy może zginąć kolejna dziewczyna, ale jedyne co nam pozostaje to obserwowanie powolutku rozwijającej się akcji.
Pod koniec byłam trochę znudzona, a zakończenie, które miało być nie lada zaskoczeniem... Faktycznie było dobre, ale po takich zapowiedziach spodziewałam się czegoś, co by mnie naprawdę wbiło w fotel. A tutaj czegoś mi zabrakło. Może gdyby nie te zapowiedzi, które wskazywały na obiecujące zakończenie, faktycznie byłoby ono większym szokiem.
Mimo wszystko nie zniechęcam. Uważam, że powieść pani Howard to naprawę godna polecenia i wartościowa pozycja, a także prawdziwa gratka dla fanów gatunku. Czyta się przyjemnie, historia jest ciekawa i trzyma w napięciu. Podczas czytania przez długi czas myślałam, że ocenię ją wyżej, ale i tak jestem z niej zadowolona. Mam chęć na więcej od tej autorki, choć jak na razie „Dziewczyna kłamcy” to pierwsza z jej książek przetłumaczona na język polski. Styl, w jakim książka była napisana bardzo przypadł mi do gustu. Lekki, przyjemny, a jednocześnie doskonale wyważony. Lepiej zacznijcie czytać, gdy wygospodarujecie dużo wolnego czasu, bo książkę ciężko odłożyć 😁
Moja ocena 8/10