Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 maja 2020

Uśmiechając się do telefonu

Dziwnych, kochani, doczekaliśmy czasów
O których nie śniło się naszym filozofom
Dziś przed człowiekiem ucieka człowiek
Wychodzimy z domu tylko wkładając maski
Ktoś spyta: zatem co się zmieniło?
Przecież to wszystko brzmi tak znajomo

Tylko ty czujesz się w tym inny, jakby obcy
Bo kim tak naprawdę jesteś?
Czy siedząc i rozmyślając w kąciku
Udało ci się poznać odpowiedź?
Czego pragnie serce i za czym tak tęsknisz?
Za spotkaniami? Za wyjściem z domu?
Ogniskiem nad jeziorem? Podróżą pociągiem?
Za tym wszystkim, co miałeś na co dzień
Czy może za czymś zupełnie innym
Czymś, czego nigdy nie zdołasz odkryć...

Cokolwiek by to nie było
Musi poczekać na lepszy moment
Dziś tylko siedzisz cichutko w kąciku
I od czasu do czasu uśmiechasz się
Do telefonu



Wiersz już trochę stracił na aktualności, bo kwarantanna w takim stopniu jak wcześniej już nie obowiązuje, ale posłużył mi do zastanowienia się, czym naprawdę jest szczęście. Trafiłam ostatnio na pewne stwierdzenie, które bardzo dało mi do myślenia. Szczęście to czas. Tyle razy zadajemy sobie pytanie czym jest szczęście i jak je znaleźć. Jedni z nas czują się bardziej szczęśliwi, inni mniej, zaś jeszcze inni wcale. Jednak do tej pory nikt nie zdołał dokładnie określić, czym to szczęście jest.
Często próbujemy odłożyć szczęście na później. Stawiamy warunki. Będę szczęśliwy/szczęśliwa, ale najpierw muszę kupić nowy samochód, mieć dobrze płatną pracę, zarobić mnóstwo pieniędzy, a najlepiej wygrać w totolotka. Jeszcze gdzieś na tej liście, wyżej lub niżej jest zalezienie drugiej połówki, czy innego rodzaju satysfakcjonujących relacji, co jest jeszcze trudniejsze, bo wymaga więcej czasu i zaangażowania niż samo zdobywanie dóbr materialnych. Czy któryś z tych elementów można uznać za miarę szczęścia?
Tyle celów do zrealizowania, więc jak mogę być szczęśliwy/szczęśliwa teraz? Dzisiaj? Nie, to nie do osiągnięcia. Tymczasem szczęście to czas. Każdy miesiąc, doba i godzina, które dostajemy mają nam to umożliwić. Można siedzieć z założonymi rękami i czekać nie robiąc nic. Znaleźć powody mówiące, że nie warto. Że jest beznadziejnie. Że nigdy się nie uda. Można też każdy dzień, każde dwadzieścia cztery godziny, które dostajemy wykorzystać i znaleźć w nim choć odrobinę szczęścia. Póki mamy jeszcze czas, wszystko da się zrobić. To kwestia naszego wyboru.
Przykładem, który najbardziej do mnie przemawia, jest obecna sytuacja w kraju i na świecie. Można stawiać poprzeczkę wysoko, robić plany. A co, jeśli z dnia na dzień tego wszystkiego zabraknie? Gdy z dnia na dzień pod znakiem zapytania stanie nie tylko nasza kariera zawodowa, naukowa, ale nawet zdrowie czy życie? Co jeśli nagle wszystkie plany stracą na znaczeniu?Gdzie wtedy szukać szczęścia? Jak tę odrobinę szczęścia znaleźć? Szczególnie w tym ciężkim czasie, gdy spotykają nas różne niedogodności?  W dużej mierze szczęście zależy od tego, jak go szukamy. Powodów jest wiele, gdy zaczniemy dostrzegać nawet te najdrobniejsze. Cokolwiek, co pozwala się uśmiechnąć. Nie muszą to być dokonania na wielką skalę. A może, gdy jest nam ciężko, obok jest ktoś, kto potrzebuje  pomocy? Szczęście to czas, wykorzystajmy go dobrze.

sobota, 2 maja 2020

Rozstrojona gitara

Są takie chwile, gdy wszystko jest na nie
Gdy dźwięki nie brzmią jak powinny
Bo zbyt naciągnięta jest struna D
A struna G brzęczy wciśnięta nieodpowiednio
Dźwięki niby płyną, ale nie takie jak chcesz
Jak można stworzyć muzykę z akordów niepełnych?

Są takie chwile, gdy muzyka nie płynie
Coś nie gra, jeden element nie funkcjonuje jak powinien
Próbujesz go zdiagnozować, myśląc, co ci jest
Nie czujesz się na siłach, by zacząć nowy dzień
By wstać i ruszyć z miejsca
Lub zwyczajnie się uśmiechnąć

I zastanawiasz się, która struna jest temu winna
Co zrobić by muzyka mogła znów popłynąć?
Zakładasz stroik, powoli szarpiesz struny
W ten sposób wszystko uda naprawić
Ach, gdyby życie było tak proste
Jak strojenie gitary
___________________

Zainspirować może wszystko dookoła, nawet zwykłe szarpanie strun 😂Gitara jeszcze nie wylądowała w kącie, nasunęła mi nawet pewne skojarzenie. Pomyślałam, że każdy z nas ma takie chwile, gdy wszystko wydaje się być nie na swoim miejscu,  a wszystko, co by się nie zrobiło, wydaje się pozbawione sensu. Nie trwają one długo, ale pozostaje pytanie - jak się wtedy znowu nastroić? 

piątek, 7 lutego 2020

Miłość to matematyka

Miłość to funkcja
Czyli przyporządkowanie
Każdemu elementowi
Ze zbioru pierwszego
Dokładnie jednego elementu
Ze zbioru drugiego
Nasze przyporządkowanie
Można nazwać funkcją

Miłość jest jak rachunek prawdopodobieństwa
Prawdopodobieństwo że spotkasz
Drugą połówkę swojej duszy
Jest bliskie zeru
A jednak mi się udało

Miłość jest jak zadanie optymalizacyjne
To ciągłe pytanie jakie muszą być
Wymiary mojego uczucia
By szczęście, które Ci daję
Było możliwie największe

Miłość jest jak proporcja
To, ile Ci jej daję
Jest wprost proporcjonalne
Do tego, ile otrzymuję
Bo dajemy sobie wszystko

Chociaż nie da się jej
Zważyć, zmierzyć
Obliczyć pola lub objętości
To i tak jest niewyobrażalnie wielka

Miłość jak matematyka
Ma wiele różnych zasad
Z tym, że nikt jeszcze ich nie opisał
I nie zbadał

Bo nigdy nie możesz wiedzieć
Kiedy trafi na Ciebie
Nie znasz dnia ani godziny
A będzie to, gdy najmniej się spodziewasz

I żadnym równaniem,
Żadna prawidłowością
Nie da się tego momentu
Obliczyć, niestety…
_______

Wiersz napisany jakieś trzy lata temu na konkurs walentynkowy. Teraz bym co nieco w nim pozmieniała, ale z racji, że zdobył drugie miejsce w tymże konkursie, to niech już zostanie jak jest 😁 Czy miłość ma coś wspólnego z matematyką? Czy można ją opisać jakimiś zasadami? I czy miłość doskonała jest możliwa (w naszym świecie, a nie tylko u pluszaków)?
Do poniedziałku postaram się skończyć recenzję "Balladyny" i przy tej okazji zastanowimy się ile miłość ma wspólnego z szaleństwem. A za tydzień niespodzianka 😊
Wybaczcie moje zaległości na blogach, ale to już ostatnia prosta przed sesją. Potem wszystko wróci do normy. Trzymajcie się!

poniedziałek, 30 grudnia 2019

A gdyby jutra miało nie być?

Przed wigilią odszedł nasz sąsiad. Dlatego też w święta podczas rozmów przy obiedzie był taki moment, gdy zastanawialiśmy się, dlaczego życie jest tak krótkie. Jednego dnia jeszcze jesteśmy na tym świecie, a na drugi dzień bliscy i znajomi płaczą nad naszym grobem. Mój tata wypowiedział takie zdanie, które do tej pory mi towarzyszy. Mianowicie teraz ludzie coraz szybciej żyją. Każdy ma telefon, samochód, co pozwala zaoszczędzić mnóstwo czasu, a i tak mamy go niewiele. Zaś nie tak dawno temu ludzie wszędzie chodzili pieszo, a telefon był jeden na kilka domów i z powodzeniem starczało na wszystko czasu. Życie nie miało tak zabójczego tempa, a stres był mniej obecny. Zatem co takiego się zmieniło?
Tak mnie to zastanowiło, bo ilekroć patrzę na swoje życie, to ciągle mi w nim brakuje czasu, na większość rzeczy, które chciałabym zrobić. Lista książek, które chciałabym przeczytać jeszcze w tym życiu osiągnęła już kolosalne rozmiary. Ciągle pojawia się jakiś nowy film czy serial, który muszę obejrzeć. Tyle rzeczy chciałabym się jeszcze nauczyć, ale po prostu nie wiem, od czego zacząć. Zewsząd atakują mnie różne nowe bodźce. A to informacje o wydarzeniach, na których nie mogę nie być, a to o miejscach, które trzeba jeszcze odwiedzić. Tylko jak to wszystko uporządkować, żeby o niczym nie zapomnieć? Przydałby się jakiś zmieniacz czasu. Może to rozwiązałoby sprawę raz na zawsze?
Gdy tak myślę o tej wcale nie tak dalekiej przeszłości, chciałabym, by to wróciło. Byśmy spotkali się rozmawiając, a nie czatując ze sobą czy pisząc smsy. Czasem napisali list. Przeszli wszyscy razem pięć kilometrów pieszo do kościoła na pasterkę w wigilijną noc. Nie zważając na zimno, mróz i śnieg chrzęszczący pod stopami.  A może właśnie ciesząc się, że ten śnieg spadł, bo teraz nie ma nawet białych świąt. Byśmy cieszyli się małymi rzeczami. Po prostu ze sobą byli. Tak, żeby to drugi człowiek był najważniejszy. I potrafili żyć tak, jakby jutra miało nie być. 
Uznałam, że mój widok z okna najlepiej nadaje się na ilustrację do tego posta XD 
Pomyślmy o tym wszystkim w nowym roku. Chcę Wam życzyć, by był on jeszcze bardziej udany niż poprzedni i żebyście doświadczali jeszcze więcej dobra.
Na koniec dodam jeszcze, że właśnie mija rok, odkąd założyłam tego bloga. Dziękuję, że wciąż tu jesteście i czytacie! 😊

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Langusta jako stan umysłu, czyli krótka rozprawa o tym, jak mierzyć poziom beznadziejności dnia

Każdy z nas ma czasem momenty zwątpienia – w takie dni, gdy nie wszystko idzie po naszej myśli, czy takie, gdy zupełnie nic a nic się nie udaje. Czasami wstajemy lewą nogą, a potem już jakimś dziwnym trafem cała spirala beznadziejnych przypadków nakręca się sama i wszystko wydaje się być przeciwko nam. Jaką macie radę na to, by przerwać ten ciąg porażek i zły dzień przestał być złym dniem? Albo najlepiej by w ogóle się nie zaczął? Co zrobić, aby zły dzień zacząć lepiej? Mam na to kilka sposobów, ale jeden z nich wydaje mi się nie do przebicia.

Czemu Szustak i Langusta na palmie, czyli jak to jest z tą beznadziejnością dnia?
W komentarzach na Languście znalazłam definicję i metodę mierzenia poziomu beznadziejności dnia. Poziom beznadziejności dnia liczony w Szustakach – ile Szustaków dziennie muszę obejrzeć, by dzień stał się lepszy. Sprawdziłam tę metodę doświadczalnie i rzeczywiście coś w tym jest...
Mniej więcej miesiąc temu pisałam o <rekolekcjach>, na których miałam okazję poznać ojca Szustaka. To był ten dzień, od którego poziom beznadziejności liczę w ten właśnie sposób, czyli vlog trzy razy dziennie, a jeśli dzień mam nadzwyczaj ciężki to i więcej. I wiecie co? Nie wiem, jak on to robi, ale to do mnie trafia. Rzeczywiście gdy zaczyna się oglądać ten kanał, człowiek inaczej patrzy na pewne sprawy. Uczymy się zupełnie innego podejścia do życia. Uczymy się cieszyć z małych rzeczy – takich, którym na co dzień nie poświęcamy dostatecznej uwagi. W tym momencie przypomina mi się jak ojciec Adam często przerywa nagranie, zwracając naszą uwagę: "O! Wiewiórka, zobaczcie”, albo innymi podobnymi wstawkami. Im częściej słuchamy, że świat jest czymś niesamowitym, tym łatwej jest nam to pojąć i przyjąć ten punkt widzenia. Podoba mi się też to, że pokazuje on jak w zwykłym codziennym życiu można dopatrzeć się niezwykłych rzeczy. Pozwala odczuć, że wiara naprawdę ma sens, bo Bóg przychodzi do nas codziennie, przez różne sytuacje. Można to podsumować jednym zdaniem –  Langusta to nie tylko kanał na YT, Langusta to stan umysłu 😂

Przestań oglądać głupoty! 
Nie zapomnę jak w jednym z pierwszych odcinków, które obejrzałam, gdy opowiadał o jednej ze swoich podróży, pod koniec wskazał na balkon pełen ludzi, mówiąc, że to jedyne, co powinniśmy zapamiętać z tego odcinka. Kazał oglądającym wyłączyć i odłożyć już te telefony. Rozejrzeć się, kto siedzi obok nas i wyjść do ludzi. Przestańcie już oglądać głupoty". Pomyślałam sobie wtedy – Ale że już? Szustak, jeszcze tylko kilka odcinków i naprawdę odłożę telefon" 😂 Ale potem zdałam sobie sprawę, że ma rację. Ile razy jesteśmy zbyt zajęci tym, co się dzieje w mediach społecznościowych, tak że nie dostrzegamy tego, że obok nas jest drugi człowiek? Być może jest to ktoś, kto potrzebuje pomocy, rozmowy, zrozumienia czy po prostu dobrego słowa, a my często tej drugiej osoby nie zauważamy, bo jesteśmy zbyt pochłonięci własnymi zajęciami czy ekranem smartfona. Warto mieć to na uwadze, bo to drugi człowiek jest najważniejszy. Każdy z nas jest niesamowity. Powinniśmy się tylko otworzyć na innych – na to co myślą i co czują. Każdy z nas ma do opowiedzenia wyjątkową historię. Wystarczy tylko posłuchać.

Takie i wiele innych inspirujących myśli tam znalazłam. Czasami człowiek ma wrażenie, że ten ojciec Szustak, to zna odpowiedź na każde możliwe pytanie. Oprócz kwestii ściśle związanych z religią porusza też mnóstwo innych życiowych tematów. Każdy może tam znaleźć coś dla siebie. Doceniłam go w sposób szczególny, gdy usłyszałam radę co zrobić ze złamanym sercem. Ktoś mógłby powiedzieć, że ksiądz jest ostatnią osobą, która może się wypowiedzieć na taki lub podobny temat… Nic bardziej mylnego. A powyżej jeden z moich ulubionych odcinków – padają tam mocne słowa, które warto zapamiętać i realizować w życiu.

       Lubię treści, które są wartościowe i podczas ich oglądania czy czytania ma się poczucie, że poświęcony na to czas na pewno nie będzie czasem zmarnowanym. Lubię też, gdy można z tego wyciągnąć pewną naukę, czy konkretne przesłanie. Na Languście tak właśnie jest. Oglądam ten kanał już prawie dwa miesiące i jeszcze mi się  nie znudziło. Mało tego – od tej pory nie miałam ani jednego beznadziejnego dnia! 😊

poniedziałek, 4 listopada 2019

Jest gdzieś świat inny od tego...

Jest gdzieś świat inny od tego
Pełnego bałaganu, chaosu
Zwyczajnego, niedoskonałego
W tym świecie można znaleźć szczęście
Takie prawdziwe, w każdym ludzkim sercu

Tam człowiek nie jest człowiekowi wilkiem
Choć ludzie nie są idealni
Do ideału się dąży, ale nie ma ideałów
Bo jest tam miejsce na szaleństwo
Świat bez form, utartych schematów
Świat osiągalnych marzeń
Tych niedorzecznych także

Tam słońce codziennie wstaje
Wraz z każdym nowym dniem
I nigdy nie zachodzi
Świat bez deszczu i bez łez

Tam słońce grzeje, przynosząc ciepło
Do serc promieniując radością i pięknem
Tam ciemność nie ma dostępu
Świat bez niepokojów i lęków

Taki świat sobie wymarzyłam
I znajdę go
Bo na pewno gdzieś jest



Taka myśl na dzisiaj. Wiem, miał być kolejny świetny, kreatywny i bardzo ciekawy post, ale jest jak jest... 😁 Musicie mi wybaczyć, ale gdy wracam z uczelni, czuję, że mój mozg musi odpocząć i nie mam siły, by stworzyć coś dłuższego. Mam jeszcze kilka pomysłów, które niedługo zrealizuję, więc następnym razem bardziej się postaram.
Wiersz napisany już dawno temu, ale ta myśl pasuje mi teraz do melancholijnego nastroju święta, które ostatnio przeżywaliśmy. Czy świat w którym żyjemy jest taki, jak powinien być? Co byście w nim zmienili, a co Wam odpowiada? Myślę, że żeby cokolwiek zmienić na lepsze, powinniśmy zacząć od siebie. Może nie trzeba od razu zmieniać świata, a wystarczy zmienić to jak postrzegamy otaczającą nas rzeczywistość? Może trzeba inaczej spojrzeć na kogoś, kto jest obok nas? Może ten ktoś potrzebuje akurat naszego ciepłego słowa? Są takie drobne rzeczy, które mogą bardzo dużo zmienić. Musimy je po prostu odkryć w swoim życiu.
Tyle moich przemyśleń na dziś. Trzymajcie się i do następnego! 😊

piątek, 13 września 2019

50 rzeczy, które sprawiają, że czuję się szczęśliwa

Dawno nie było tego typu luźnego wpisu. Na kilku blogach widziałam ten post, więc postanowiłam zrobić i u siebie. Nie tak od razu, bo na początku wydawało mi się niemożliwym znaleźć aż 50 rzeczy, przez które jestem szczęśliwa, ale gdy już zaczęłam... okazało się, że jestem nadzwyczaj szczęśliwym człowiekiem  😁
  1. Poznawanie nowych ludzi 
  2. Zwiedzanie nowych miejsc
  3. Eksperymenty z włosami (niejedno już zniosły, ale jeszcze się trzymają 😂) 
  4. Blogowanie
  5. Zakupy (w tym też książkowe)
  6. Promocje (szczególnie w księgarni) 
  7. Kebab
  8. Robienie kebaba
  9. Rafaello (i wszelkie inne słodycze 😁)
  10. Piwo z przyjaciółką 
  11. Kawa 
  12. Kolejna dobra książka 
  13. Każda kolejna piosenka Sariusa i Poparzonych kawą trzy 
  14. Koncerty 
  15. Dowcipy moich kreatywnych znajomych
  16. Pisanie
  17. Każdy przeczytany wiersz, który długo nie daje o sobie zapomnieć 
  18. Niespodzianki 
  19. Zachody słońca 
  20. Zarabianie pieniędzy (wydawanie też, nie oszukujmy się xD) 
  21. Rozmowy do późna 
  22. Spanie 
  23. Wino 
  24. Mojito
  25. Wolny weekend  
  26. Taniec 
  27. Śpiewanie na karaoke
  28. Prowadzenie bookstagrama
  29. Jazda na rolkach 
  30. Pieczenie ciast
  31. Olsztyn 
  32. Gdańska starówka 
  33. Każdy kolejny odcinek 13 powodów
  34. Spontaniczne wypady na miasto 
  35. Kino
  36. Pomaganie innym 
  37. Wolontariat 
  38. Spędzanie czasu ze znajomymi 
  39. Poranek z książką 
  40. Wykład na godzinę późniejszą niż 8 XD
  41. Uczenie się nowych rzeczy 
  42. Nagrody
  43. Ekstremalne zjazdy kolejką górską
  44. Kortowiada i Parada Wydziałów
  45. Uśmiech na twarzach bliskich
  46. Spacery
  47. Mój kapelusz
  48. Mieszkanie w akademiku i związane z tym zabawne historie
  49. Słońce i plaża
  50. Piękne widoki

Polecam każdemu zrobienie takiej listy. Można wracać do niej, gdy ma się gorszy dzień. Przecież jest tyle powodów do szczęścia!

wtorek, 19 marca 2019

I nawet kiedy wszystko się wali... — krótka rozprawa o szczęściu

Mówiłam już o szczęściu w ostatnim poście. Niedawno jednak miałam okazję obejrzeć  film pt. „Całe szczęście" i o nim też opowiem, bo wyniosłam z niego kilka ważnych lekcji. Wydawałoby się, że to tylko niepozorna komedia, ale jak się okazuje przez zabawę też można się wiele nauczyć, bo film skłania do życiowych przemyśleń. Właśnie nimi chciałabym się podzielić. i znowu: jeśli ktoś nie oglądał, a chce obejrzeć, to ostrzegam, że będzie trochę szczegółów zdradzających treść.
Kończy się gwałtowna burza, w której na szczęście nikt nie zginął, choć Robert popłynął na poszukiwania zaginionego synka, bo podejrzewał, że mógł wpaść na pomysł, by popływać. Bardzo wymowne są słowa, jakie padają w zakończeniu. Ojciec pyta synka, co będzie dalej, bo dziadek zamknął rodzinny biznes, jego wyrzucili z pracy, a Marta nie wyjechała tak jak planowała. A mały z uśmiechem podsumowuje to jednym krótkim zdaniem – „I całe szczęście". Nie zawsze to, co wydaje się być dla nas porażką, w efekcie rzeczywiście nią jest. Nawet zwolnienie z pracy może być okazją do znalezienia lepszej, czy odkrycia swojej pasji.
Czytałam kiedyś w pewnym czasopiśmie list, nie pamiętam o czym był, ale w tym momencie przypomniał mi się przykład, który był w nim podany. W kontekście tego, że los lubi z nami pogrywać i czasami to, co uważamy za nieszczęście czy życiową porażkę może obrócić się na naszą korzyść. Pewnemu mężczyźnie spłonął dom. Stracił więc cały swój dobytek. Czy można sobie wyobrazić większą tragedię? Z czasem jednak okazało się, że w miejscu, gdzie postawiony był dom, ukryty został majątek kilkukrotnie swoją wartością przewyższający wartość domu. Tam było to omówione w kontekście wiary — że nie można wątpić nawet, gdy przydarzy nam się taka tragedia, bo nigdy nie wiadomo, czy Bóg w swoim zamyśle nie ma dla nas czegoś lepszego niż dotychczas. Nawet przykre wydarzenia, których doświadczamy teraz, mogą w dłuższej perspektywie przynieść nam korzyści, choć z obecnego punktu widzenia nie jesteśmy w stanie tego dostrzec. Tak jak z tym domem i ukrytymi pod nim skarbami.
Wracając jednak do filmu — dzieci, choć jeszcze niewielkie mają doświadczenie życiowe, czasami potrafią dostrzec to, czego my dorośli nie widzimy. Czasami nam się wydaje, że nic w życiu idzie nam nie tak jak powinno. Ojciec Roberta zamknął prowadzoną przez kilka lat firmę. Od pokoleń w ich rodzinie prowadzono sklep z rybami. Wydawałoby się, że to to, co lubił i daje mu szczęście, ale czy faktycznie tak było? Okazało się, że nie, skoro postanowił sprzedać sklep i w końcu zrobić, to na co zawsze miał ochotę - wyruszyć w podroż swoich marzeń. Ta scena ma symboliczną wymowę. Oczywiście nie chcę w tym miejscu przekonywać Was, że rzucenie pracy i wyjechanie w podróż dookoła świata uczyni każdego szczęśliwym, nie to miałam na myśli :D Jednak stanowi to dobry przykład, że czasem warto odciąć się od wszystkiego, co dotychczas było naszą codziennością i szukać nowej drogi, która da nam szczęście. W końcu życie mamy tylko jedno. Szkoda marnować czas na coś, co nie daje nam satysfakcji.
I jeszcze jedno - marzenia są ważne. To one determinują to, kim chcemy być i jak widzimy siebie w przyszłości. Warto zaufać sobie i iść za ich głosem. Ale same się nie spełnią - działanie jest jeszcze ważniejsze 😊 A film zdecydowanie polecam obejrzeć. Nie było tam miejsca na nudę, a niektóre teksty wypowiadane przez bohaterów czy sceny z filmu rozbawiły mnie do łez. 

sobota, 16 marca 2019

Dostrzec najważniejsze

Otwórz oczy
I nie błądź dłużej jak ślepiec
Zauważ że wyszło słońce
źródło fotografii: https://joemonster.org/art/42214
Że poranna kawa smakuje dziś lepiej
Że kolega, którego nie lubisz
Uśmiechnął się do ciebie
Zachwyć się drzew zielenią
I kwiatów wiosennych zapachem
Po prostu wdychaj ten świat
Aż się nim zachłyśniesz
Usłysz szum wiatru w gałęziach
I słowa szeptane codziennie
Czy nawet gesty mówiące
Kocham cię jak nikogo na świecie
Tak ważny przekaz, a tak trudno go zrozumieć
Zatrzymaj się, patrz i słuchaj
Pielęgnuj w sobie dziecko
Ten właśnie dziecinny zachwyt nad światem
I rozglądaj się uważnie
Bo w szczegółach tkwi siła
A jeśli nie zwrócisz uwagi
Znikną z pamięci na zawsze
__________________________________________

Wiersz napisany już dwa lata temu. Kiedyś od kogoś usłyszałam, że jest wyjątkowy, więc postanowiłam się nim pochwalić. I pozdrowić tego kogoś 😊
Wiersz powstał po tym, jak przeczytałam pewien artykuł o specyfice działania ludzkiej pamięci. Zapamiętujemy tylko rzeczy, na które zwrócimy uwagę, to znaczy pochylimy się nad nimi na dłuższą chwilę. Nie zapamiętamy drobiazgów, które umykają nam w pośpiechu niezauważone. A czasami takie małe rzeczy mają ogromne znaczenie. W końcu sztuka szczęścia polega na tym, by umieć się nimi cieszyć.
Zgadzacie się z tym, co napisałam? Czy może macie jakieś inne sprawdzone recepty na szczęście?

środa, 16 stycznia 2019

Jak w nieszczęściu znaleźć szczęście?

Zupełnie nie rozumiem ludzi, którzy skupiają się tylko na tym, co w ich życiu idzie nie tak. Takie podejście to dobry początek dla depresji. Mi już udało się oduczyć ciągłego narzekania i Wam też to polecam. Choć nie jest to łatwe, warto spróbować. Kiedyś ktoś powiedział mi, że jestem człowiekiem w czepku urodzonym i zawsze mam szczęście w nieszczęściu. Staram się właśnie z tej perspektywy patrzeć na to, co mi się w życiu przytrafia.
Nasze szczęście w dużej mierze zależy od tego jak myślimy o sobie i swoim życiu. Bo jak można być szczęśliwym, gdy już od samego rana wszystko idzie nie tak? Spójrzmy na prosty przykład. Wstałam pięć minut za późno, przez co uciekł mi autobus, nie dość, że dojechałam na dworzec w ostatniej chwili, to jeszcze pakowałam się w takim pośpiechu, że zapomniałam słuchawek, w autobusie powrotnym do domu był taki tłok, że byłam ostatnią osobą, której udało się do niego wsiąść i mało brakowało a musiałabym czekać do jutra, by w ogóle wyjechać z Olsztyna. Miałam taki okropny dzień, że już może być tylko gorzej, ale... Stop. Nie można tak nakręcać tej spirali narzekania. Wystarczy spojrzeć na to z drugiej strony. Udało mi się wstać na tyle wcześnie, by w ogóle zdążyć dojechać na dworzec. Dzięki życzliwości kierowcy, byłam ostatnią osobą, która wsiadła do autobusu powrotnego i udało mi się dojechać do domu. Dzisiaj naprawdę miałam szczęście. Od razu brzmi lepiej, prawda? Więc jak widać - postrzeganie danej sytuacji jest tylko naszym wyborem. Dlatego warto patrzeć na to, co nas spotyka z tej drugiej, lepszej strony.
Mój prowadzący na ćwiczeniach stwierdził, że w ekonomii szczęście to pojęcie względne. Często czujemy się szczęśliwi bądź nie porównując się z innymi. Na przykład dwa tysiące wypłaty może być szczytem marzeń dla kogoś kto nigdy nie pracował, ale dla kogoś, kto całe życie zarabiał dziesięć tysięcy, nie będzie to satysfakcjonujące. Lub jeśli ja zarabiam dwa tysiące i jest to dla mnie wystarczająco, ale sąsiad zarabia więcej, to automatycznie czyni mnie nieszczęśliwą. Inny przykład z dzisiaj: dostałam 4.5 z zaliczenia i byłam zadowolona, że tak dobrze mi poszło... dopóki nie dowiedziałam się, że koleżanka, która siedziała obok i pisała ze mną, mając podobne odpowiedzi, dostała 5 xd W życiu czeka nas mnóstwo takich sytuacji, dlatego powinniśmy skupiać się na tym, co nam daje szczęście, a nie na porównywaniu się z innymi.
Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jakie mogą być skutki narzekania? Według niektórych badań, narzekamy z częstotliwością nawet raz na minutę w ciągu przeciętnej rozmowy. „Gderanie daje nam poczucie bycia lepszym. Każde narzekanie jest osądzaniem wybranej części rzeczywistości. a będąc sędzią, czujemy się po prostu lepsi – to nie my jesteśmy wtedy oceniani. Lubimy narzekać. Gderamy prawie na wszystko. Na ceny, na rząd, na pogodę, sąsiadów, bliskich, a nawet na samych siebie. Przecież sąsiadowi lepiej się powodzi, ma lepszą pracę, żonę, a urzędnicy dostają pieniądze za nic nierobienie, a Ty tak ciężko pracujesz. Narzekanie łączy ludzi” – podsumowuje Beata Jurasz, coach, autorka książki „Uwolnij ptaka”.
Narzekanie zaś, chociaż pozwala chwilowo poczuć się lepiej, negatywnie wpływa na nasz mózg, a tym samym pracę i zdrowie - pisze psycholog dr Travis Bradberry, autor bestsellerowej książki "Inteligencja Emocjonalna 2.0" Mózg uwielbia efektywność i nie chce wykonywać więcej pracy, niż musi. Dlatego, kiedy powtarzamy jakąś czynność, na przykład narzekanie, neurony rozgałęziają się w stronę innych neuronów, by ułatwić przepływ informacji. Dzięki temu w przyszłości powtarzamy daną czynność o wiele łatwiej, czasem nawet możemy sobie nie zdawać z tego sprawy. Nasz mózg w ten sposób sam programuje się na narzekanie. Według badań naukowców z Uniwersytetu Stanforda narzekanie zmniejsza hipokamp - część mózgu odpowiedzialną m.in. za rozwiązywanie problemów, inteligencję i pamięć. To głównie ten obszar jest niszczony przez chorobę Alzheimera.
Dr Bradberry wskazuje przy tym, że nawyk narzekania można przejąć też od innych osób. Mózg bowiem „w naturalny i nieświadomy sposób" niejako „odbija" nastroje osób dookoła nas, szczególnie tych, z którymi spędzamy sporo czasu. Narzekanie porównywane jest nawet niekiedy do biernego palenia. nie musimy sam tego robić, by odczuć chorobowe efekty tej czynności. Musimy więc być ostrożni w spędzaniu czasu z osobami, które na wszystko narzekają. Narzekający chcą, by inni ludzie do nich dołączyli, bo wtedy sami czują się lepiej.
Na szczęście jest sposób, który pozwala łatwo i szybko powstrzymać się od narzekania. Jak radzi dr Bradberry, należy kultywować w sobie postawę wdzięczności. Kiedy tylko czujemy, że chcemy narzekać, należy od razu skupić uwagę na czymś, za co jesteśmy wdzięczni i zastanowić się nad tym przez chwilę. Używając często tej metody sprawimy, że w końcu stanie się ona nawykiem, a nasz mózg sam przeprogramuje się na pozytywne myślenie.
          Narzekajmy jak najmniej, moi drodzy :) A dobrym sposobem, by się tego wyzbyć jest ciągle pytanie się: co dobrego mnie w życiu spotkało? Od tego warto rozpoczynać każdą rozmowę.