Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 grudnia 2020

Bez żadnych hamulców?

Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdybyśmy wszyscy robili dokładnie to, na co mamy w danym momencie ochotę? Mówili w każdej sytuacji nie to, co wypada, ale to, co naprawdę chcemy powiedzieć? Gdyby żadne hamulce społeczne nie obowiązywały? Obejrzałam ostatnio świetny film, który dał mi do myślenia na ten temat.

źródło: https://www.filmweb.pl/film/Oblicze+mroku-2018-790925/photos/783958

Oblicze mroku to thriller, którego główną bohaterką jest Maria. Nieśmiała dziewczyna, nieodnajdującą się w gronie rówieśników z liceum. Pewnego dnia, gdy podczas toalety mówi do swojego odbicia w lustrze, zauważa, że przestało ono przypominać jej odbicie. Dziewczyna w lustrze porusza się w inny sposób i z czasem zaczyna również jej odpowiadać. Gdy Maria już nie radzi sobie z otaczającą ją rzeczywistością i problemami, które za bardzo ją przytłaczają, jej „bliźniaczka” proponuje pewne kuszące rozwiązanie. Zamieniają się miejscami. Od tej pory Maria ma nieograniczone możliwości. Może się odegrać na rówieśnikach za wyrządzone jej krzywdy. W końcu ma odwagę by powiedzieć to, co długo leżało jej na sercu i zrobić to, co podpowiada jej serce, niekoniecznie rozsądek... Czy wobec takiego obrotu sprawy, Maria zyska czy straci? Czy może jednak jej chaotyczne zachowanie pociągnie za sobą tragiczne konsekwencje?

„Oblicze mroku” bardzo mi się spodobało. Fani mrożących krew w żyłach i przerażających historii mogą się nieco rozczarować, ale i tak warto. Odebrałam go przede wszystkim jako ważną życiową lekcję. Ile razy wyrzucamy sobie, że czegoś nie zrobiliśmy, bo w tej jednej chwili zabrakło nam odwagi? Ile razy po tym zastanawiamy się, co by było gdyby? Jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy wtedy nie posłuchali głosu rozsądku, a tego nieśmiałego głosiku, który czai się gdzieś w podświadomości? Czy miałoby to dobre skutki, czy wręcz przeciwnie? A może nie warto do tego już wracać? Czasu i tak nie cofniemy, to pewne. Może czasem warto być wdzięcznym za to, że posłuchaliśmy głosu rozsądku? Kto wie, co mogłoby się stać w przeciwnym wypadku...

poniedziałek, 11 listopada 2019

Nie ma ludzi czarno-białych, czyli cała prawda o człowieku

Niedawno udało mi się obejrzeć film pt. "Boże Ciało" w reżyserii Jana Komasy. Pewnie większość z Was już o nim słyszała, bo premiera była mocno nagłośniona. Film ten opowiada o chłopaku, który chce zostać księdzem, ale w przeszłości był karany, nie może uzyskać na to zgody. Co mu pozostaje? Pewnego dnia trafia do przypadkowej parafii i zaczyna podszywać się pod kapłana.
W trakcie oglądania niejednokrotnie zadawałam sobie pytanie, gdzie leży granica. I przede wszystkim – czy dostaniemy jakąś jednoznaczną ocenę postaci głównego bohatera? Otóż nie. Siedzimy  z niepokojem śledząc losy księdza, który jak się okazuje robi dla ludzi wiele dobra. Udało mu się ostatecznie zażegnać spór, który dzielił parafian latami. Udało mu się dotrzeć do ich serc. Pokochali go. Jak ostatecznie się skończy ta historia? Czy zostanie ukarany za to, że odprawiał msze i przejął obowiązki księdza nie mając do tego uprawnień? Czy może to dobro, które zrobił, zostanie mu w jakiś sposób wynagrodzone? Tutaj się rozczarowałam. Film nie daje odpowiedzi. Siedzę i z napięciem oglądam, wreszcie widzę tylko napis końcowe.
       I to tyle? – chciałoby się zapytać. O co w tym wszystkim chodziło? Jak należy to odebrać i zrozumieć? Doszłam do wniosku, że to niejasne zakończenie mówi więcej, niż można się spodziewać. Mamy tam przedstawioną historię człowieka. Nie księdza, zbrodniarza, tylko po prostu człowieka. Jednocześnie film opowiada całą prawdę o każdym z nas. Człowiek bowiem ma to do siebie, że chce kochać i chce czynić dobro. A jak mu to wychodzi? Nie zawsze tak, jak powinno. W życiu każdego z nas są rzeczy i czyny, których żałujemy, czy nawet słowa, które chciałoby się cofnąć. Mimo tego zła, które kładzie się cieniem na naszym życiu, staramy się postępować dobrze – przebaczać, pomagać, kochać. Gdzie umiejscowić tę granicę między dobrem a złem w naszym życiu? Nie ma takiej granicy.  Nic nie jest jednoznaczne. Nawet o kimś, kogo uważamy za zwyrodnialca, nie zawsze można jednoznacznie powiedzieć, że jest złym człowiekiem. I odwrotnie – ktoś, kto wydaje nam się być ideałem bez skazy, również ma swoje słabe strony. I o tym właśnie mówił ten film

niedziela, 6 października 2019

Znajomi? A może nieznajomi

Pewnie wielokrotnie zastanawiacie się nad tym, jakie tajemnice skrywają otaczający nas ludzie. Czy oni mogą mieć przed nami sekrety? Przecież spędzamy z nimi tyle czasu i tak wiele o nich wiemy. Prawdą jest, że nigdy nie będzie nam dane do końca poznać drugiego człowieka. Zresztą jak możemy do tego dążyć, skoro nawet samych siebie do końca nie znamy. Ludzie, którzy nas otaczają - znajomi, rodzina, nawet najbliższy przyjaciel czy partner - każdy z nich ma coś, o czym nikt nie wie i nigdy nie będzie wiedzieć.


Do przemyśleń na ten temat zmusił mnie film (Nie)znajomi, który niedawno widziałam w kinie. Siedmioro przyjaciół na wspólnej kolacji. Rozmowy, żarty miła atmosfera. W pewnym momencie pada pomysł, by zagrać w grę. Gra polegała na tym, że do końca kolacji wszystkie ich telefony leżą widoczne na stole, każdy SMS jest odczytywany na głos, a każde przychodzące połączenie - odbierane na głośnomówiącym. Mimo początkowych oporów, koniec końców wszyscy przystają na ten pomysł. To przecież tylko jeden wieczór, a gdy już padło wyzwanie, każde z nich chce udowodnić, że nie ma nic na sumieniu. Ale czy rzeczywiście tak jest? Na jaw wychodzą wszystkie drobne grzeszki, a nawet tajemnice, które powodują, że kolacja kończy się łzami, głośną i burzliwą wymianą zdań i trzaskaniem drzwiami. Okazuje się, że każdy z nich miał coś do ukrycia, a jednocześnie dowiedział się czegoś szokującego o kimś, kto siedział obok.
Czego uczy nas ten przykład? Przede wszystkim pokazuje, że szczerość to wartość na wagę złota. Zamiast milczeć, samotnie rozprawiając się z problemami, powinniśmy po prostu o nich porozmawiać. To niewiarygodne jak wiele może zmienić szczera rozmowa. Zwyczajne opowiedzenie, o tym, co czujemy, może przynieść rozwiązanie problemu, z którym zmagamy się całe lata. Może niektóre tajemnice powinny wyjść na jaw? Zabawa, o której mowa w filmie zmusiła bohaterów do szczerości. Polały się łzy, padły wyzwiska, małżonkowie oraz znajomi dowiedzieli się o sobie rzeczy, których jeszcze kilka godzin temu nawet nie podejrzewali. Czy w efekcie było to dla nich złe? Można to różnie interpretować, ale myślę, że ostatecznie wyszło im to na dobre.. Ta burza, choć gwałtowna, pomogła oczyścić atmosferę. Może nie do końca dobrowolnie, ale w końcu szczerze porozmawiali, a wszystkie kłamstwa wyszły na jaw. To pozwoliło im spojrzeć inaczej – tym razem we właściwy sposób na swoją sytuację, zastanowić się nad istotnymi dla nich kwestami i poszukać rozwiązania problemów.
Film jest warty polecenia, bo naprawdę porusza i na długo zostaje w głowie. Gdy go obejrzymy, nasuwa się jeszcze jedno pytanie – czy taka zabawa od czasu do czasu mogłaby i nam przynieść pożytek, czy raczej szkodę? 😊
Na koniec jeszcze piosenka – nie bezpośrednio związana z tematem, ale jakoś mi tu pasuje. I ostatnio za mną chodzi. Trzymajcie się! 😊

wtorek, 19 marca 2019

I nawet kiedy wszystko się wali... — krótka rozprawa o szczęściu

Mówiłam już o szczęściu w ostatnim poście. Niedawno jednak miałam okazję obejrzeć  film pt. „Całe szczęście" i o nim też opowiem, bo wyniosłam z niego kilka ważnych lekcji. Wydawałoby się, że to tylko niepozorna komedia, ale jak się okazuje przez zabawę też można się wiele nauczyć, bo film skłania do życiowych przemyśleń. Właśnie nimi chciałabym się podzielić. i znowu: jeśli ktoś nie oglądał, a chce obejrzeć, to ostrzegam, że będzie trochę szczegółów zdradzających treść.
Kończy się gwałtowna burza, w której na szczęście nikt nie zginął, choć Robert popłynął na poszukiwania zaginionego synka, bo podejrzewał, że mógł wpaść na pomysł, by popływać. Bardzo wymowne są słowa, jakie padają w zakończeniu. Ojciec pyta synka, co będzie dalej, bo dziadek zamknął rodzinny biznes, jego wyrzucili z pracy, a Marta nie wyjechała tak jak planowała. A mały z uśmiechem podsumowuje to jednym krótkim zdaniem – „I całe szczęście". Nie zawsze to, co wydaje się być dla nas porażką, w efekcie rzeczywiście nią jest. Nawet zwolnienie z pracy może być okazją do znalezienia lepszej, czy odkrycia swojej pasji.
Czytałam kiedyś w pewnym czasopiśmie list, nie pamiętam o czym był, ale w tym momencie przypomniał mi się przykład, który był w nim podany. W kontekście tego, że los lubi z nami pogrywać i czasami to, co uważamy za nieszczęście czy życiową porażkę może obrócić się na naszą korzyść. Pewnemu mężczyźnie spłonął dom. Stracił więc cały swój dobytek. Czy można sobie wyobrazić większą tragedię? Z czasem jednak okazało się, że w miejscu, gdzie postawiony był dom, ukryty został majątek kilkukrotnie swoją wartością przewyższający wartość domu. Tam było to omówione w kontekście wiary — że nie można wątpić nawet, gdy przydarzy nam się taka tragedia, bo nigdy nie wiadomo, czy Bóg w swoim zamyśle nie ma dla nas czegoś lepszego niż dotychczas. Nawet przykre wydarzenia, których doświadczamy teraz, mogą w dłuższej perspektywie przynieść nam korzyści, choć z obecnego punktu widzenia nie jesteśmy w stanie tego dostrzec. Tak jak z tym domem i ukrytymi pod nim skarbami.
Wracając jednak do filmu — dzieci, choć jeszcze niewielkie mają doświadczenie życiowe, czasami potrafią dostrzec to, czego my dorośli nie widzimy. Czasami nam się wydaje, że nic w życiu idzie nam nie tak jak powinno. Ojciec Roberta zamknął prowadzoną przez kilka lat firmę. Od pokoleń w ich rodzinie prowadzono sklep z rybami. Wydawałoby się, że to to, co lubił i daje mu szczęście, ale czy faktycznie tak było? Okazało się, że nie, skoro postanowił sprzedać sklep i w końcu zrobić, to na co zawsze miał ochotę - wyruszyć w podroż swoich marzeń. Ta scena ma symboliczną wymowę. Oczywiście nie chcę w tym miejscu przekonywać Was, że rzucenie pracy i wyjechanie w podróż dookoła świata uczyni każdego szczęśliwym, nie to miałam na myśli :D Jednak stanowi to dobry przykład, że czasem warto odciąć się od wszystkiego, co dotychczas było naszą codziennością i szukać nowej drogi, która da nam szczęście. W końcu życie mamy tylko jedno. Szkoda marnować czas na coś, co nie daje nam satysfakcji.
I jeszcze jedno - marzenia są ważne. To one determinują to, kim chcemy być i jak widzimy siebie w przyszłości. Warto zaufać sobie i iść za ich głosem. Ale same się nie spełnią - działanie jest jeszcze ważniejsze 😊 A film zdecydowanie polecam obejrzeć. Nie było tam miejsca na nudę, a niektóre teksty wypowiadane przez bohaterów czy sceny z filmu rozbawiły mnie do łez. 

piątek, 22 lutego 2019

Miłość różne ma oblicza, czyli krótka rozprawa o bałaganie zwanym życiem

Oglądaliście może „Planetę Singli 3”? Jeśli nie, a macie ochotę, to nie czytajcie tego wpisu, bo będzie zawierał spoiler. Tam w zakończeniu pada taka myśl, którą na długo zapamiętam. Gdy już płonie budynek, w którym odbywała się impreza, goście, rodzice i państwo młodzi patrzą na tę scenę w zamyśleniu, a na koniec bohaterka wypowiada bardzo mądre słowa podsumowania.
Parafrazuję, bo dokładnie nie zapamiętałam, ale brzmi to mniej więcej tak: Gdy już kwiaty i wszystko inne spłonie, zostanie to co najważniejsze — wy dwoje i wtedy okaże się, czym tak naprawdę jest wasza miłość. Ukazana była też scena jak bohaterowie biorą w końcu ślub, jednak nie jest to taki ślub, jakim go sobie wyobrażali na początku. Wszystko miało być przecież idealnie dograne. Ona miała mieć piękną białą suknię i idealny makijaż. On — najmodniejszy garnitur. Przyjęcie, goście, zespół i inne drobiazgi, o które należało zadbać. Wszystko miało być idealne, takie jak sobie wymarzyli. Pytanie: co poszło nie tak? Dlaczego ta impreza weselna zamieniła się w koncert rockowy i zrobił się jeden wielki bałagan? Dlaczego ona miała rozmazany makijaż, a on garnitur w kolorze dojrzałego banana, do tego jeszcze mocno poplamiony, a jego twarz była posiniaczona i zakrwawiona? 

źrodło: www.filmweb.pl
          Ta scena może jest trochę przerysowana, ale uświadamia nam jedną istotną rzecz. Nasze życie nie musi być idealne, takie jak sobie wymarzyliśmy. Właściwie to w tym bałaganie, który nazywamy życiem rzadko kiedy można liczyć na jakieś uporządkowanie, nie mowa już o idealności. Z miłością jest tak samo. Najpierw czekamy na przysłowiowego księcia na białym koniu — faceta idealnego pod każdym względem. Nie dość, że musi być mądry, przystojny, zabawny, to jeszcze najlepiej bogaty, ma jeździć nie koniem, tylko wypasionym sportowym wozem. No i oczywiście musi rozumieć nas bez słów i nie sprawiać żadnych kłopotów. Tylko pytanie brzmi: czy ideały istnieją? W realnym życiu czekanie na księcia z bajki nigdy nie zakończy się powodzeniem. A wiecie dlaczego? Może jest nim ten Antek, sąsiad z naprzeciwka, który zawsze przepuszcza cię w drzwiach i tak ładnie się uśmiecha? A może Tomek, który pamiętał o twoich urodzinach? Może warto zwrócić na niego uwagę? Ale biorąc pod uwagę wcześniejsze kryteria, od razu odrzucasz tę opcję, no bo przecież nie jest ani ładny ani mądry i co najważniejsze — nie jeździ ani białym koniem ani sportowym wozem. To tak w uproszczeniu, ale część z nas właśnie myśli podobnie. Mam rację? 
Potem wyobrażamy sobie idealny ślub i wesele. Tak jak to zaplanowali bohaterowie "Planety singli" — idealnie zorganizowany i dopracowany w każdym szczególe. Często zapominamy, co jest w tym wszystkim najważniejsze. Nie to, jak wypadniemy i ilu będzie gości. Nie to jak pięknie będziemy wyglądać. I nawet nie to, ile pieniędzy wydamy, podczas całej organizacji. Ważne jest tylko to uczucie, które łączy dwie osoby.
Film zmusił mnie jeszcze do zastanowienia się nad kwestią naszych marzeń. To, o czym marzymy, często jest motywacją dla naszych działań. Czy jednak czasami nie jest tak, że wymagamy od życia zbyt wiele? Stawiamy sobie poprzeczkę zbyt wysoko. Chcemy mieć wszystko na raz — wykształcenie, satysfakcjonującą i dobrze płatną pracę, idealnego partnera, rodzinę i dzieci. w tym pośpiechu opierającym się na myśleniu o przyszłości często zapominamy o tym, by być tu i teraz. I że możemy być szczęśliwi nawet jeśli coś pójdzie nie tak jak chcemy. W życie często wkrada się przypadek i może w nim dużo zamieszać. W jednej chwili wszystko może wywrócić się do góry nogami, a nasze misterne plany mogą spełznąć na niczym. Nie zapominajmy o tym, by cieszyć się każdą drobną rzeczą, zamiast ciągle pędzić ku czemuś lepszemu.
A na koniec piosenka, która mówi o miłości, ale w dość zwyczajny sposób, pozbawiony typowego dla tego gatunku idealizowania i podniosłych zwrotów. Zakochałam się w niej od pierwszego przesłuchania 😊