Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 września 2024

Jesienny klimat - z czym się kojarzy?

Dawno nie pisałam nic od siebie, ale myślę, że wrócą posty niezwiązane z tematyką książkową, jak choćby dziś. 

Wstałam, wyjrzałam przez okno na zasnute mgłą osiedle i dopadła mnie nostalgia. Każdy z nas za czymś tęskni i nawet taki drobiazg jak chłodne, prawie jesienne powietrze i mgła może wywołać masę wspomnień. Dla mnie wrzesień to kompletowanie szkolnej wyprawki, szkolne znajomości, wzloty i upadki. Kilka lat później wyjazd na studia, październikowa przeprowadzka do Olsztyna, wielka niewiadoma i wiele obaw, ale trzy lata tam spędzone okazały się być jednym z piękniejszych okresów w moim życiu. Do tej pory wracam tam z sentymentem, odwiedzam stare miejsca, by powspominać. Potem była przeprowadzka do Białegostoku, by dokończyć studia magisterskie, poznać nowych ludzi, przekonać się czym naprawdę jest praca, a w czasach epidemii była też odskocznią i pretekstem do wyjścia z domu i bycia z ludźmi. Praca na co dzień  z klientem, choć nie jest lekka, była dla mnie czymś, w czym się odnajdywałam, poznałam mnóstwo ludzi i charakterów, momentami uśmiałam się do łez, pozostało wiele wspomnień. Przez okres studiów dowiedziałam się również czegoś więcej o sobie i poznałam miłość swojego życia. 

Serce zawsze będzie za czymś tęsknić, jest jak nasza wewnętrzna, indywidualna mapa i kompas w jednym. Ma wyznaczone pokonane już szlaki z zakreślonymi ważnymi punktami i podpowiada ku czemu się kierować dalej, co jest ważne. I ciągle upomina, by żyć tak, żebyśmy niczego nie żałowali. Staram się. Choć było kilka relacji, które w moim życiu się rozpadły, a chciałabym je odbudować. Z każdym dniem jednak staję się silniejsza, nie popełniam tych samych błędów.

To tylko jesienna mgła, a całe życie przepływa przed oczami. A już niedługo jesień będzie mi się kojarzyć z czymś jeszcze. Choć jeszcze nie jestem w stanie wyobrazić sobie z czym - płaczem i śmiechem maluszka? Jakie to będzie uczucie trzymać w rękach cały świat?

Załączyłam zdjęcie z lipcowej sesji. Choć lipiec to jeszcze lato, słoneczniki to dla mnie też symbol późnego lata jak i wczesnej jesieni. 

Lubicie jesień? Jakie macie skojarzenia, gdy przychodzi?


sobota, 1 maja 2021

Żabkowe opowieści #3, czyli o zboczeniach zawodowych i ważeniu bananów słów kilka

Już gdy zaczynałam pracę, stwierdziłam, że Żabka to nie tylko miejsce pracy – to przede wszystkim styl życia. Kolejne miesiące pracy tylko utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Choć  dostaję tam niezły wycisk i są takie momenty, gdy mam ochotę oświadczyć, że rzucam tę pracę, trzasnąć drzwiami i wyjść, to jednak na nic bym tego nie zamieniła. Bo żeby robić coś przez osiem godzin dziennie, trzeba to choć trochę lubić. A Żabki przecież nie da się nie lubić. Tam życie toczy się swoim rytmem…


Są pytania, na które ciężko znaleźć odpowiedź...

Każdy zawód sprawia, że człowiek ma różne zboczenia zawodowe. Praca w sklepie ma to do siebie, że chcąc nie chcąc obserwujesz ludzi, poznajesz ich nawyki i zapamiętasz mnóstwo rzeczy, których pamiętać nie musisz, bo co prawda nie zmienią twojego życia, ale mimowolnie zostają w głowie. Na przykład to, że pewna starsza pani uwielbia batoniki czekoladowe i będzie zawiedziona, gdy ich akurat zabraknie. Z kolei pan, który przychodzi średnio trzy razy dziennie weźmie Perłę z lodówki i batonika kokosowego. Inny z kolei przyniesie cztery butelki po Tatrze i kupi cztery Tatry w butelce. Natomiast dziewczyna z rudymi włosami kupi zielone Heetsy i dużo słodyczy, przy czym będzie ciężko jej się zdecydować, co wybrać tym razem. A chłopak, który zazwyczaj przychodzi po kanapkę albo bagietkę będzie miał aplikację i trzeba mu przypomnieć, żeby ją zeskanował. I tak dalej... Ile ludzi, tyle dylematów. Jedni mają już sprecyzowane plany zakupowe, wchodzą i wychodzą, jeszcze zanim zdążę wydrukować paragon i się pożegnać. Inni proszą o pomoc w znalezieniu konkretnej rzeczy. Jeszcze inni wchodzą tak zajęci rozmową telefoniczną, że nie zauważają mojej obecności nawet gdy podchodzą do kasy. A niektórzy mają tak długi proces decyzyjny, że oglądają cały dostępny asortyment z wszystkich półek tylko po to, by w końcu wybrać jedną rzecz i wyjść.

Myślisz, że gdy pracujesz w tym samym sklepie już siódmy miesiąc nic, ani tym bardziej nikt, nie może cię zaskoczyć. Wiesz co trzeba robić i kiedy. Starasz się rano przyjść punktualnie, bo pan z pieczywem lubi przyjeżdżać kilka minut przed czasem. Wykształciłeś niesamowitą umiejętność pracy pod presją czasu, zwłaszcza, gdy w niedzielę trzeba zrobić jednocześnie trzy różnej wielkości hot dogi z różnymi sosami i parówkami, a do tego trzy kawy, obsłużyć kilkuosobową kolejkę, a w tak zwanym międzyczasie jeszcze uzupełnić towar na półkach i sprzątnąć zaplecze. Ale jeśli myślisz, że wtedy już nic cię nie zaskoczy, to jesteś w błędzie.

Pewnego dnia przyjdzie taki klient, który zada ci pytanie, na które mimo tak dużej wiedzy o asortymencie, o ludzkich zwyczajach i przede wszystkim tak dużego doświadczenia nie będziesz znać odpowiedzi – „Niech pani na mnie spojrzy i powie, co ja mógłbym wypić, żeby się dobrze czuć?”

 

Bo u was to tylko piwo można kupić

Pewnego razu przyszła pani, która zawsze wymienia butelki po piwie na butelki z piwem. Tym razem jednak wzięła tylko opakowanie jajek, po czym zapytała mnie jeszcze czy mamy na mrożonkach zupę pieczarkową. Po szybkim przejrzeniu zawartości lodówki byłam zmuszona ją rozczarować i powiedzieć, że niestety nie mamy.

– Raz przyszłam nie po piwo… ale wygląda na to, że u was to tylko piwo można kupić – podsumowała śmiejąc się.

Cóż… zupa zupą, ale na brak piwa klienci nie mogą narzekać.

 

Grunt to dobrze wydać resztę

Nawet pomimo ogromnej wiedzy i doświadczenia człowiekowi zdarzają się błędy. Czasami jednak da się nad tym przejść do porządku dziennego i obrócić wszystko w żart.

Sprzedawałam tego dnia już chyba piątą paczkę Winstonów niebieskich. Co przychodził człowiek, to dawał 20 złotych, papierosy kosztują 13,99, więc wydawałam 6 złotych i grosz i wszystko się zgadzało. W końcu znowu chłopak przyszedł po Winstony, ale tym razem kończył mi się papier  drukarce fiskalnej. Zapłacił więc za papierosy, ale nie udało mi się w całości wydrukować paragonu, więc zapytałam, czy może być bez i wydałam mu te sześć złotych reszty z groszem. Stwierdził, że nie ma problemu, po czym zamiast odejść od kasy, dalej stał i myślał.

– A ta reszta to dla mnie? – zapytał po chwili namysłu.

– Tak, przecież zapłacił pan 13,99 ­– zastanowiłam się.

– Ale ja płaciłem kartą – powiedział, przyglądając mi się nieufnie.

Cóż, uczciwy człowiek, nie chciał zarobić... Zreflektowałam się, przeprosiłam go i zabrałam pieniądze, co wywołało jego rozbawienie. 

Banany podrożały?

Są rzeczy, których się nie zapomina. Są też sytuacje, które wywołują ogólną wesołość i przez to pamięta się je bardzo, bardzo długo.

Podliczałam pewnemu panu zakupy. Gawędził sobie z szefem jak to zwykle bywa, a ja się im przysłuchiwałam, od czasu do czasu coś wtrącając. Aż w końcu przyszło mi zważyć banany. Podczas wykonywania tej skomplikowanej czynności jestem niezwykle uważna, bo nieraz już się zdarzyło, że klient po odejściu od kasy wracał i skarżył się, że banany strasznie podrożały. Bywa, że zamiast przycisku „waga” wcisnę „ilość” i tym samym zapiszę cały kilogram.

Tym razem wykazałam się ogromną bystrością, ale zorientowałam się dopiero, gdy szef zaczął się śmiać, że ważę banany... jednocześnie trzymając na nich rękę. Waga zgłupiała, ja też i wszyscy śmialiśmy się z mojego wynalazku.


Nazbierało się tego dużo więcej, ale na dzisiaj tyle. Może będę pisać krócej i częściej?

Poprzednie części znajdziecie tutaj:

O tym, jak zostałam dziewczyną z Żabki i dlaczego kocham swoją pracę

O tym, jak radzić sobie w sytuacjach kryzysowych, czyli Żabkowe opowieści #2

środa, 7 października 2020

Wejdź do szafy!

Wraz z końcem przerwy wakacyjnej wracam do pisania. Sporo się u mnie ostatnio dzieje, ciężko znaleźć chwilę, żeby zebrać myśli. Nowe studia, nowe miasto, nowi ludzie. W pewnym sensie też nowa ja. Nieraz się zastanawiam, jak to jest, że w każdym miejscu zostawiamy cząstkę siebie. Jak to możliwe, że w każdym miejscu coś zostawiamy, a jednocześnie życie toczy się dalej. Ludzie, miejsca, wspomnienia i emocje, które nam towarzyszyły już na zawsze zostaną związane z tym miejscem. Niekiedy mam wrażenie, że czas biegnie zbyt szybko. Że to, co dobre, zbyt szybko mija i pozostaje pustka. Ale właśnie ta pustka jest potrzebna, by odkryć siebie na nowo. 

A co to znaczy odkryć siebie? Gdy pewnego razu przechodziłam wzdłuż rynku, zaczepił nas chłopiec. Robił wywiad, który potrzebny mu był do szkolnego projektu, i zadał mojemu znajomemu serię dziwnych i dziwniejszych pytań. Jedno z nich brzmiało: „Kim chcesz być w przyszłości?” Zazwyczaj wtedy nasze myśli wędrują ku różnym podniosłym ideom. Lekarzem, prawnikiem, architektem, księgowym. Chcę pomagać ludziom, chcę być sławny, chcę być szanowany. Ale czy te pragnienia nie przysłaniają nam czegoś istotnego? Tutaj, co mnie zastanowiło, padła po prostu odpowiedź: „sobą”. Można pomyśleć, ot nic nadzwyczajnego. Tylko kiedy tak naprawdę jesteśmy sobą? Przy rodzicach? Na uczelni? w pracy? Wśród znajomych? Każda sytuacja to pewien zestaw oczekiwań, pewna rola, jak w teatrze. Posłuszna córka, dobra koleżanka, pracownik starający się o awans, kumpel próbujący zaimponować znajomym. A gdzie jest miejsce na to „ja” prawdziwe? 

Nieżyjący już ks. Pawlukiewicz użył symbolicznego obrazu. Dopiero, gdy wejdziemy do szafy, pobędziemy sami w swoim towarzystwie i znajdziemy chwilę na refleksję, wtedy jesteśmy sobą. Często boimy się tego, bo mogą dojść do głosu rzeczy dawno zapomniane. W codziennym zabieganiu ciężko jest wygospodarować ten czas na „wejście do szafy". Ale może warto?

piątek, 21 sierpnia 2020

Zrozumieć ten świat

Tak różni, choć tacy sami

Budujemy granice

Otaczamy się murami

Zamykamy pokoje na klucz

Zamykamy serca, by nie powstały tam dziury

Jednocześnie próbując załatać te stare

Odwracamy wzrok, spoglądając w ekran

Odpisując na wiadomość, która nie może poczekać

Słowa zamieniamy na czaty

Znika gdzieś uśmiech w literach

Nie patrzymy w oczy, które mówią wszystko

Odwracamy wzrok, by walczyć lub uciekać

Jednocześnie tak bardzo potrzebując drugiego człowieka

Czy ktoś może wyjaśnić zatem

Jak zrozumieć mechanizmy rządzące tym światem?

_________

 Też czasem macie wrażenie, że internet zamiast ułatwiać komunikację, niekiedy utrudnia ją? Co by się stało, gdyby na jakiś czas komunikatorów internetowych zabrakło? Czy nasze relacje wyglądałyby inaczej? Lepiej?

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Cuda w Olsztynie ogłaszają!

Co cudownego wydarzyło się dzisiaj w Olsztynie? 6 stycznia to jedyny taki dzień poza Kortowiadą, gdy wstrzymana zostaje komunikacja miejska, a ludzie wychodzą na ulice, by razem świętować. Tylko raz w roku jest okazja, by wyruszyć w Orszaku trzech króli, dlatego jest to dla mieszkańców wielkie wydarzenie i gromadzi tłumy. Są jednak i tacy, którzy mają mniej entuzjastyczne podejście do tego pomysłu.
Szłam w orszaku czerwonym, który wyruszał spod kościoła Matki Bożej Saletyńskiej w Olsztynie. Przewodził mu król Baltazar na koniu. Towarzyszył nam już podczas mszy siedząc pod ołtarzem. Ksiądz zażartował, że nasz Baltazar to nie poganin, bo nawet przyjął komunię świętą. Przed mszą ksiądz zachęcał, żeby się poprzebierać w czerwone stroje, żeby nasz orszak nie okrył się hańbą jako ten najgorszy i najsłabiej ubrany. Ja nie musiałam, bo kurtkę i tak miałam w odpowiednim kolorze. A nawet i rękawiczki. I tym razem nawet wygodne buty.
Okazało się jednak, że nasz orszak wcale nie okrył się hańbą, bo jako pierwsi dotarliśmy na miejsce spotkania, czyli pod budynek ratusza, zaś trasę do przejścia mieliśmy najdłuższą ze wszystkich trzech, bo prawie dwa i pół kilometra. Nie pytajcie jak to się stało – to kolejny z cudów tego dnia. A tak na serio to dlatego, że mszę mieliśmy godzinę wcześniej i wyruszyliśmy pierwsi.
Gdy wracałam, byłam świadkiem dość nieprzyjemnej rozmowy na przystanku autobusowym. Dwóch panów, z których jeden uczestniczył w orszaku, a drugi był przeciwnikiem tego wydarzenia. Stwierdził, że nie widzi w tym wszystkim najmniejszego sensu. Oświadczył, że nie wierzy, bo Boga nie ma. Gdyby był, nie wydarzyłaby się tragedia w Australii i wiele innych. Gdzie jest w tych wszystkich wydarzeniach Bóg? Myślę, że na to pytanie każdy indywidualnie powinien znaleźć odpowiedź. Aczkolwiek smuci mnie trochę, że pada ono w takim kontekście i że ten pochód, w którym trudno dopatrzyć się czegoś złego spotyka się z tak negatywnymi komentarzami, również w internecie. Moim zdaniem jest coś pięknego w tym wspólnym chodzeniu, przebieraniu się i śpiewaniu kolęd. A nawet jeśli komuś się to nie podoba, to po co od razu komentarze w stylu: „kościół wyprał im mózg”? Uważam, że każdy ma prawo do własnych przekonań.
Dzisiaj tak krótko, bo już powoli przestawiam się na tryb „student przed sesją” (kilka zaliczeń w tygodniu i kilka projektów do zrobienia, w dodatku wszystko na raz), co w praktyce oznacza ogromny deficyt czasu. Ale gdy tylko znajdę chwilę, nadrobię zaległości 😉 Trzymajcie się!

poniedziałek, 18 lutego 2019

A po sesji... rozmyślania filozoficzne nad losem studenta

Ostatnio było mnóstwo postów z ciekawostkami psychologicznymi, więc pora trochę zmienić tematykę. Co nie znaczy, że jeszcze do tego nie wrócę  obecnie w przygotowaniu mam artykuł o depresji i kilka innych ciekawych tematów w zanadrzu. Niedawno wyszło wydanie specjalne „Charakterów” — „Wszystko, co trzeba wiedzieć o depresji u nastolatków”, więc podzielę się ciekawymi faktami na ten temat.

Gdy wracałam z zajęć pogoda tak dopisywała, że już czuć wiosnę w powietrzu. Przeszłam się  na spacer nad jezioro, żeby zrobić kilka zdjęć. Coraz więcej ludzi spędza czas na świeżym powietrzu, czemu trudno się dziwić  dziś zrobiło się już dość ciepło, oby tylko tak dalej :) Po zakończeniu semestru zimowego, gdy już pogoda zaczyna dopisywać, nie mogę się doczekać Kortowiady i myślę, że nie tylko ja. Zresztą nie tylko Kortowiada — w Olsztynie wiosną będzie się dużo działo — będę miała okazję iść miedzy innymi na koncert Sariusa czy Linkin Park.
Sesja już za mną, wczoraj z przyjaciółką świętowałyśmy jej pozytywne zakończenie. To jest w tych całych studiach najlepsze — przed sesją intensywna nauka (w niektórych przypadkach to tylko i wyłącznie przed sesją)  zakuć, zdać, zapomnieć czy może raczej "zapić, zdać, zapomnieć", jak to słusznie ujęła moja prowadząca na seminariach 😁Po sesji natomiast można odetchnąć przynajmniej na chwilę, i znowu jest okazja by pić — wzorowy student, jeśli się postara, to takową zawsze znajdzie. Oczywiście z tym piciem to taki żart. Ale po trudach sesji można sobie pozwolić na wino albo piwo i rozmyślania filozoficzne nad losem studenta xd 
Podczas przygotowań do sesji odkryłam jeszcze jeden zaskakujący fakt. Nic tak nie wyzwala kreatywności w człowieku jak nauka do egzaminu. Przynajmniej ja tak mam, że gdy próbuję się uczyć, zazwyczaj robię po drodze mnóstwo innych rzeczy, żeby nie zasnąć nad notatkami — piję kawę, słucham radia czy przeglądam internet. I jak na złość — w takich momentach, gdy mam najmniej czasu na pisanie, do głowy przychodzi mi najwięcej pomysłów na kolejne posty. Czy to nie jest przypadkiem jakaś złośliwość losu?
A dzisiaj już początek nowego semestru. I tutaj stwierdzenie o tym, że najgorszy dzień tygodnia to poniedziałek zaczyna nabierać sensu, gdy wraz z początkiem tygodnia i nowego semestru trzeba wstać na zajęcia na ósmą i siedzieć na nich aż do piętnastej. Na szczęście piątki mamy całkowicie wolne, więc warto się pomęczyć.
W tym semestrze zaczniemy też stawiać pierwsze kroki w pisaniu pracy. Zaczynają się seminaria, inna forma pracy na zajęciach, coś czego do tej pory nie było. Będzie okazja, by pogłębić swoje zainteresowania i dowiedzieć się więcej na interesujące nas tematy.
Na dzisiaj tyle, już niedługo postaram się Was zaskoczyć ciekawymi faktami o depresji. Trzymajcie się 😊 I przypominam o zakładce „Prośby skargi i zażalenia”, jeśli jest jakiś temat, o którym jeszcze chcielibyście przeczytać na tym blogu.
PS. Niedawno w związku z planowanym usunięciem platformy Google+ powstała też grupa na Facebooku: Kobiety Blogerki — fajna sprawa, można znaleźć wiele ciekawych blogów i wymieniać się komentarzami. Grupa dopiero się rozrasta, jeśli ktoś ma ochotę, to dołączajcie.

poniedziałek, 4 lutego 2019

Jeden wielki miszmasz, czyli zwariowany dzień z życia studentki

Mam już za sobą dwa egzaminy i wydaje się, że to już koniec sesji dla mnie. W końcu czas chwilę odetchnąć przed nowym semestrem. Za mną dwa dni naprawdę ciężkiej pracy włożonej w przygotowania do dzisiejszego egzaminu, który na szczęście poszedł mi dobrze. Wczoraj, siedząc nad notatkami, czułam się strasznie zrezygnowana i nie miałam siły na robienie czegokolwiek. Ale dzisiaj, gdy wstałam i wyjrzałam za okno, zobaczyłam takie piękne widoki, że nawet egzamin przestał mi tak ciążyć.
Wracając z egzaminu, spotkałam pana, który chodził z aparatem po Kortowie i robił zdjęcia, więc nie tylko mnie to zachwycił. Co prawda fotograf ze mnie żaden, ale gdy widzę coś takiego, nie potrafię przejść obok obojętnie.

Schody na Górkę Kortowską. Jeśli ktoś uważa, że w życiu ma zawsze pod górkę, powinien spróbować wejść po tych schodach. 

Kościół w Kortowie

Jak widać, moje sąsiadki zimna się nie boją 😊

I Górka Kortowska, na której studenci urządzają zjeżdżanie na sankach. 


A gdyby ktoś zobaczył dziewczynę biegającą po Olszynie jak wariatka i goniącą tramwaj numer 3, który oczywiście uciekł, bo jakże mogłoby być inaczej — to właśnie ja dzisiaj. Zatrzymywałam się tylko na chwilę, by zrobić zdjęcia, albo... zawiązać buty 😁
Załatwienie wszystkich spraw przed wyjazdem, oddanie książek do dwóch różnych bibliotek, zdążenie na czas na film do Multikina, a potem na autobus powrotny do domu, było nie lada wyzwaniem, ale jak to zwykle bywa - całe moje życie to jeden wielki spontan, a i tak w większości przypadków wszystko idzie po mojej myśli. Do kina dotarłam całe trzy minuty przed rozpoczęciem seansu 😊
Oglądałam "Miszmasz, czyli Kogel Mogel 3" i muszę powiedzieć, że było to świetna rekompensata po tych ciężkich przygotowaniach do sesji. Dawno się tak nie uśmiałam na filmie. Naprawdę był to jeden wielki miszmasz — mnóstwo różnych wątków, połączonych w jedną historię sprawia, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Poza tym dwie poprzednie części to już klasyk, więc nie sposób nie obejrzeć trzeciej. Polecam wszystkim.
Na dzisiaj taki luźny post, dajcie znać w komentarzach, czy chcecie, żeby częściej się takie pojawiały :) W planach mam jeszcze kilka ciekawych pomysłów, które wkrótce zrealizuję, bo ferie oznaczają więcej czasu na bloga.