sobota, 29 czerwca 2019

Życie na studiach - oczekiwania vs. rzeczywistość cz. 3, czyli co ta sesja robi z człowiekiem

Co ta sesja robi z człowiekiem... Na ten temat można by mówić bez końca. Kto nie przeżył sesji ni razu, ten nie zrozumie koszmaru studiów. a kto doświadczył tego na własnej skórze, temu nie trzeba opowiadać. Podzielę się z Wami tylko kilkoma przemyśleniami, bo dla niektórych mogą okazać się przydatne.

1. Egzamin? Wyluzuj, będzie można ściągać
Otóż wielu z nas wybiera się na egzamin czy zaliczenie właśnie z takim podejściem. Choć niektórzy prowadzący w żartach przestrzegają nas, by nie przychodzić jak to się kiedyś mówiło „na betona” czyli nic nie umiejąc, a tylko w celu sprawdzenia jakie pytania mogą się pojawić, niestety wielu z nas się do tego nie stosuje. A niektórzy prowadzący też robią wyjątki. Podczas jednego zaliczenia – z przedmiotu do wyboru, czyli czegoś, czego większość z nas nie uwzględnia w swoim napiętym grafiku przygotowań do sesji, a i sami prowadzący luźno do tego podchodzą – byłam świadkiem jak pani prowadząca dała nam cenną radę: tylko postarajcie się ściągać nie gadając, bo nie chce sobie wycieczek po sali robić”. Jak widać nie każde zaliczenie takie straszne.

2. Zerówka? Tylko z wiedzą na poziomie zerowym
To stwierdzenie najlepiej oddaje mój poziom przygotowania do egzaminu zerowego. Materiału było zbyt dużo, nawet zaczynając to czytać tydzień wcześniej, nie zdążyłam z przygotowaniem. Zresztą kto by się tam przejmował zerówką, nie? Zwłaszcza gdy prowadzący nie podjął żadnych kroków, by wyrzucić z sali niefortunnie ściągającego studenta, któremu telefon wypadł z głośnym łoskotem na podłogę. Wszyscy w sali zaczęli się śmiać i bić brawo, łącznie z prowadzącym 😂

3.Jeśli nie wiesz, co zrobić – zrób kawę
Podczas przygotowań do sesji wielu z nas zmaga się z problemami. I to nie tylko związanymi z nadmiarem nauki, ale głównie z tym, jak działa on na nas.
Mi na przykład po dłuższym maratonie czy nawet po krótkim czasie spędzonym nad wyjątkowo nudnymi i niezrozumiałymi notatkami, często zbiera się na przemyślenia życiowe. Wtedy traktuję to już jako znak, że pora zrobić przerwę, albo zakończyć 😁 A gdy nie wiem, co robić, robię kawę. Taką mądrą radę przeczytałam i postanowiłam ją w trakcie sesji wykorzystać. Polecam – działa. Spacer w celu zrobienia kawy jest lepszy niż siedzenie nad notatkami z przedmiotu zaliczeniowego, a myślenie o wszystkim innym niż nauka 😃

4. Wykładowca też człowiek – nikt nie jest nieomylny
Nie zapomnę jak znalazłam się w nielicznym gronie wybrańców, którzy musieli poprawiać ostatnie kolokwium, by zaliczyć ćwiczenia z pewnego przedmiotu. Wielokrotnie się zastanawiałam jak można umieć i nie zdać, ale każdemu czasem zdarza się wpadka. Napisałam poprawę i w napięciu oczekuję na wyniki. Jedno zadanie wykonane wzorcowo, a drugie złą metodą, ale może wystarczy, żeby zaliczyć. Po przesłaniu wyników okazało się, że tylko ja i jeszcze jeden kolega będziemy pisać kolejną poprawę. Załamało mnie to, bo dużo czasu poświęciłam na przygotowania do tego kolokwium, a okazuje się, że muszę pisać kolejny raz. Tego samego dnia postanowiłam się przejść do wykładowcy, bo zobaczyłam, że w systemie mam wstawione zaliczenie z przedmiotu i coś mi tu nie pasowało. Moje przypuszczenia się potwierdziły – pokazał mi moje ocenione na 3.5 kolokwium, a wysyłając nam wyniki, pomylił nazwiska. Jak się okazuje nawet do wykładowców przydaje się cierpliwość 😁
Teraz sesję mam już za sobą, na szczęście obyło się bez terminów wrześniowych. a tym, którzy jeszcze walczą, życzę satysfakcjonujących wyników, a potem udanych wakacji. Obyście mogli powiedzieć to samo, co Zgredek. Trzymajcie się 😊

środa, 26 czerwca 2019

„Zew Cthulhu", czyli groza nie z tego świata, której nie będziecie mieć dosyć

Zew Cthulhu
Autor: Howard Philips Lovecraft
Ilość stron: 300
Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2019
Data polskiej premiery: 1983

Długo wahałam się z sięgnięciem po Lovecrafta aż w końcu ostatecznie namówił mnie znajomy, od którego dostałam zbiór opowiadań. w takim wypadku już nie mogłam nie spróbować 😊 Choć może nie jest to lekka i przyjemna lektura, to skutecznie mi urozmaiciła stresujące przygotowania do sesji, przez co nauka do egzaminów stała się mniejszym złem. Zew Cthulhu to zbiór pięciu najbardziej znanych opowiadań Howarda Philipsa Lovecrafta, który został okrzyknięty mistrzem opowieści niesamowitej, zaś teraz sama miałam okazję się przekonać, że nie bez powodu.
„Skądś dobiegło mnie tykanie zegara. Powszedni, zwyczajny dźwięk, lecz zarazem przypomniał, że okolica, w której się znalazłem ma jeszcze jedną bulwersującą właściwość: jest zgoła pozbawiona życia zwierzęcego. (...) w lesie nie słychać nawet zwykłych nocnych pokrzykiwań dzikiej zwierzyny. Pomijając złowieszczy szmer dalekich, niewidocznych strumieni, panowała tu absolutna, nienormalna, międzyplanetarną wręcz cisza. Cóż za nieuchwytny gwiazdowy mór poraził tę zapadłą okolicę?"
Co byście powiedzieli na dawkę wydarzeń osadzonych w naszym świecie, ale mających swoje korzenie gdzieś poza nim? Co jeśli świat, który znamy, to tylko mała cząstka tego, co jeszcze nieodkryte i niezbadane, a zarazem przejmujące najczystszą grozą? Czytając te opowiadania zobaczycie tę właśnie wersję świata, do którego wkradł się pierwiastek zła w najgorszej możliwej postaci - zła, które przenika do naszego małego, na pozór bezpiecznego świata, by go zniszczyć z kretesem. Jesteście gotowi, by to zobaczyć? Jeśli tak, to oddajcie się w ręce tego niesamowitego pisarza, by dostać porcję grozy podaną w najbardziej niezwykłej postaci.
„Całe gospodarstwo - drzewa, budynki, nawet trawa i zioła, których nie zdążyła jeszcze uśmiercić szara skruszałość - mieniło się ohydną, nieokreśloną mieszaniną barw. Zwieńczone językami nieczystych płomieni gałęzie prężyły się ku niebu, migotliwe strużki potwornego ognia rozpełzały się po kalenicach domu, obory i szop. Wszystko pochłaniała bezkształtna świetlistość, bezwymiarowa tęcza tajemnej studziennej trucizny - wrząca, czarująca, chwytna, pazerna, roziskrzona, wyprężona i złowieszczo kipiąca gamą kosmicznych, nierozpoznawalnych barw."
Jeśli chodzi o treść to tylko tyle mogę zdradzić. Każde opowiadanie przedstawia inną mroczną historię, choć wszystkie łączy jeden wątek. Czytając je nie raz będziecie z poczuciem trwogi przewracać kolejne strony, by poznać najmroczniejsze historie, jakie dane będzie Wam sobie wyobrazić. i pomimo uczucia niepokoju, którego nie raz zaznacie, nie będziecie w stanie jej odłożyć nieskończonej. Choć to nie do końca typ prozy, po którą lubię sięgać, to uważam, że warto się z opowiadaniami tego pisarza zapoznać. Klimat, w który się przenosimy w czasie spędzonym z tą książką trudno oddać słowami, więc nawet nie próbuję. Tego trzeba po prostu doświadczyć. Ma się poczucie obcowania z czymś nieziemskim i trudnym do wypowiedzenia, zaś autorowi udało się to świetnie ubrać w słowa.  Jedyne, co może utrudniać czytanie, to pojawiające się gdzieniegdzie archaizmy, bądź inne słownictwo specjalistyczne, którego znacznie musiałam sprawdzać. I były momenty, w których miałam dość czytania i chciałam książkę ostatecznie odłożyć, bo opisy momentami wydawały się przydługie, ale jednak chęć poznania całości zwyciężyła.
Jeśli ktoś jeszcze się zastanawia nad jej przeczytaniem, to stwierdzam, że naprawdę warto. Szczególnie jeśli lubicie fantastykę bądź literaturę grozy. Albo ciekawe połączenie jednego i drugiego 😊
Moja ocena: 7/10

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Zamknąć serce w klatce

Czymże jest miłość?
Czy to słowo można zdefiniować?
Już kilka razy myślałam, że kocham
Lecz to wrażenie znikło
Niczym sen który znika, gdy się budzę co rano
Wraca zaś bolesna świadomość
Że wszystko jest jak wczoraj
Pytam się zatem jak to możliwe
Bo żyłam przekonaniem, że miłość nie ma końca
Że nad losem ludzi czuwa przeznaczenie
Że dwie osoby trafiają na siebie
Odkrywając wzajemnie to, co potrzebne i piękne
Dopasowanie choć nie idealne, ale możliwie najlepsze
I każde love story kończy się happy endem
Już kilka razy myślałam, że jestem kochana
I słyszałam bicie serca
Które tłukło się w klatce próbując wyfrunąć
Karmione nadzieją, że w końcu się uda
Mogłabym je wypuścić
Lecz wiem, że i tak wróci
Rozorane świeżymi bliznami
Za każdym razem coraz słabsze
I do kochania mniej zdolne
Pytam się zatem jaki sens ma miłość?
Czy ona nie jest tylko pustym słowem?

_______________
Egzaminy już za mną, teraz tylko czekam na wyniki. A dzisiaj prezentuję Wam skutek uboczny mojej nauki do egzaminów. Jak widać sesja może mieć też pozytywne skutki i działać na człowieka twórczo 😀 W ciągu tych kilku dni napisałam kilka wierszy z cyklu: co ta sesja robi z człowiekiem 😁
Zgadzacie się z tymi przemyśleniami, czy może macie inne? Czym według Was jest miłość? Jak można ją zdefiniować?