poniedziałek, 30 grudnia 2019

A gdyby jutra miało nie być?

Przed wigilią odszedł nasz sąsiad. Dlatego też w święta podczas rozmów przy obiedzie był taki moment, gdy zastanawialiśmy się, dlaczego życie jest tak krótkie. Jednego dnia jeszcze jesteśmy na tym świecie, a na drugi dzień bliscy i znajomi płaczą nad naszym grobem. Mój tata wypowiedział takie zdanie, które do tej pory mi towarzyszy. Mianowicie teraz ludzie coraz szybciej żyją. Każdy ma telefon, samochód, co pozwala zaoszczędzić mnóstwo czasu, a i tak mamy go niewiele. Zaś nie tak dawno temu ludzie wszędzie chodzili pieszo, a telefon był jeden na kilka domów i z powodzeniem starczało na wszystko czasu. Życie nie miało tak zabójczego tempa, a stres był mniej obecny. Zatem co takiego się zmieniło?
Tak mnie to zastanowiło, bo ilekroć patrzę na swoje życie, to ciągle mi w nim brakuje czasu, na większość rzeczy, które chciałabym zrobić. Lista książek, które chciałabym przeczytać jeszcze w tym życiu osiągnęła już kolosalne rozmiary. Ciągle pojawia się jakiś nowy film czy serial, który muszę obejrzeć. Tyle rzeczy chciałabym się jeszcze nauczyć, ale po prostu nie wiem, od czego zacząć. Zewsząd atakują mnie różne nowe bodźce. A to informacje o wydarzeniach, na których nie mogę nie być, a to o miejscach, które trzeba jeszcze odwiedzić. Tylko jak to wszystko uporządkować, żeby o niczym nie zapomnieć? Przydałby się jakiś zmieniacz czasu. Może to rozwiązałoby sprawę raz na zawsze?
Gdy tak myślę o tej wcale nie tak dalekiej przeszłości, chciałabym, by to wróciło. Byśmy spotkali się rozmawiając, a nie czatując ze sobą czy pisząc smsy. Czasem napisali list. Przeszli wszyscy razem pięć kilometrów pieszo do kościoła na pasterkę w wigilijną noc. Nie zważając na zimno, mróz i śnieg chrzęszczący pod stopami.  A może właśnie ciesząc się, że ten śnieg spadł, bo teraz nie ma nawet białych świąt. Byśmy cieszyli się małymi rzeczami. Po prostu ze sobą byli. Tak, żeby to drugi człowiek był najważniejszy. I potrafili żyć tak, jakby jutra miało nie być. 
Uznałam, że mój widok z okna najlepiej nadaje się na ilustrację do tego posta XD 
Pomyślmy o tym wszystkim w nowym roku. Chcę Wam życzyć, by był on jeszcze bardziej udany niż poprzedni i żebyście doświadczali jeszcze więcej dobra.
Na koniec dodam jeszcze, że właśnie mija rok, odkąd założyłam tego bloga. Dziękuję, że wciąż tu jesteście i czytacie! 😊

piątek, 27 grudnia 2019

Przed świtem jest najciemniej

Noc to także wewnętrzny stan, gdy człowiek nic nie widzi, gdy siedzi w ciemności i chaosie. gdy mieszka w dolinie słabości lub na dnie swych grzechów. Tam również, a może nawet przed wszystkim tam, Bóg lubi przychodzić. Pan Bóg uwielbia przybywać nocą, gdy jest ciemno, zimno i gdy mrok ogarnia nie tylko zmysły, ale i serce. On przychodzi jak nocny złodziej, przebiegle wchodząc w miejsca zamknięte i niedostępne.
Przeczytałam już „Kredziarza" i „Rzeźnika", ale o tym opowiem Wam w późniejszych postach. w przerwie świątecznej postanowiłam trochę odetchnąć od tych „potwornych" książek. Chociaż ta, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć też jest potworna, w pewnym sensie. Lubię wszystko, co mroczne, więc gdy zobaczyłam tytuł „Nocny złodziej", nie mogłam nie przyjrzeć mu się bliżej.
Pewnie już pisałam, ale jeśli tak, to się powtórzę. Cokolwiek bym oglądała czy czytała, to u ojca Adama ma jest to jasny przekaz, który można odnieść do swojego życia i zapada w pamięć. Gdy zaczęłam słuchać jego komentarzy do Pisma Świętego, w końcu coś naprawę zaczęło do mnie docierać 😁 Niektóre wnioski są zaskakujące, inne poruszające. Jego działalność otwiera oczy na wiele spraw, które na pozór wydają się oczywiste, ale dopiero po głębszej analizie, zaczyna do nas docierać cały sens.
„Nocny złodziej” to zapis rekolekcji o. Adama o tym samym tytule. W książce znajdziemy jednak więcej niż na nagraniach dostępnych na YT. Każdy rozdział zakończony jest krótką modlitwą i opatrzony ilustracjami. To wydanie sprawiło, że czułam się jakbym czytała historię na dobranoc. Codziennie wieczorem czytałam jeden rozdział, a wszystkich mamy tam osiemnaście.
     Czuję, że relacje, które buduję w życiu, polegają na tym, że ludzie niby mnie kochają i niby mi coś dają, ale ja cały czas mam poczucie, że wrzucają mi jakieś ochłapy lub tylko trochę tego, co naprawdę mogą mi dać. Ja zaś ciągle szukam kogoś, kto wrzuci mi wszystko, czyli jak to zrobiła ta wdowa, wrzuci mi całe swoje utrzymanie. Szukam kogoś, kto odda mi wszystko, bo sama też chcę komuś ofiarować wszystko, co posiadam.

Zaintrygował mnie taki zamysł na książkę. Skąd się wzięło to porównanie Boga do złodzieja? Przecież to ostatnie skojarzenie, które mogłoby nam przyjść do głowy. Spodziewałam się, że zostaną tu poruszone ciężkie tematy. I rzeczywiście tego nie brakowało. Książka dotyka różnych mrocznych zakamarków naszej duszy. Jest mowa o samotności, ludzkich słabościach, braku nadziei. Czytamy fragmenty z Pisma Świętego, a następnie dotyczące ich rozważania. Zaskakujące jest to jak wszystkie idealnie do siebie pasują. Do tej metafory Boga złodzieja, który przychodzi wtedy, gdy zupełnie nie jesteśmy na to przygotowani i wchodzi tam, gdzie się go nie spodziewamy. Bóg chce działać w naszym życiu, nawet wtedy, gdy myślimy, że już wszystko stracone.
Może ta książka pozwoli Wam inaczej spojrzeć na różne płaszczyzny swojego życia, które mogą wymagać naprawy. Pomoże dostrzec to, co najciemniejsze i dotrwać do świtu. „Nocny złodziej” to zaskakujące, ale przede wszystkim ciekawe spojrzenie na Boga i człowieka. Daje nadzieję na trudne momenty w życiu. Jednak muszę przyznać, że niezależnie od tego jak dobra byłaby książka, to ja i tak wolę treści przekazywane przez ojca Adama w wersji na YT 😊

Adam Szustak OP, Nocny złodziej
Ilość stron: 260
Wydawnictwo: Stacja7
           Data premiery: 31.10.2019

poniedziałek, 23 grudnia 2019

Życzenia świąteczne

Choinka mruga lampkami
Dając nadzieję na lepsze
Bo w święta wszystko jest lepsze,
Piękniejsze, doskonalsze, niezwykłe
Chociaż na tę krótką chwilę
Bo Bóg się narodził
I nas wszystkich jednoczy
Tego wieczoru, raz w roku
Przy wigilijnym stole
W sercach panuje pokój i radość
Życzymy sobie wzajemnie wszystkiego, co najlepsze
Byśmy byli zdrowi, szczęśliwi, spełnieni
Przez tę krótką chwilę mając nadzieję, że tak będzie
Tego wieczoru, raz w roku
Nawet dla wędrowca jest miejsce gotowe
Szkoda, że to wszystko
Dzieje się tylko raz w roku

      Już lada chwila święta. Mnóstwo przygotowań po to, by móc zobaczyć pierwszą gwiazdkę i zasiąść przy wigilijnym stole. W ten jeden wieczór w roku wszyscy się jednoczymy i wszystko jest inne. To w ten wieczór jak w żaden inny towarzyszy nam nadzieja, że będzie lepiej. Że wszystko się naprawi, a problemy uda się rozwiązać. Przynajmniej większości z nas towarzyszy ta nadzieja. Ale nie dla wszystkich święta są czasem nadziei i miłości. Nie każdy jej doświadcza tak jak powinien. Niedawno na Kortowie miało miejsce dramatyczne wydarzenie. Studentka z sąsiedniego akademika skoczyła z okna po tym jak krzyczała, że nienawidzi ludzi i woli rozmawiać z duchami. Miało to miejsce około pierwszej nad ranem. Wtedy spałam, ale moja współlokatora słyszała zabierającą ją karetkę.
Usłyszałam o tym, gdy wróciłam z wigilii w wolontariacie. Po tym jak podzieliłam się ze znajomymi opłatkiem, zaśpiewaliśmy kolędy i zdążyłam już poczuć nadchodzące święta. Jak się okazuje nie dla wszystkich będą to radosne święta. Co może skłonić człowieka do tak ostatecznej decyzji? Jak zwykle reagujemy na takie wydarzenia? Mi nie chciało się w to wierzyć. Gdy słyszymy o tragediach, które rozgrywają się gdzieś daleko, jest to pewien szok, ale nie uderza nas tak mocno jak w sytuacji, gdy coś złego dzieje się zaraz obok. Sąsiadka. Może mijałam ją gdzieś w sklepie czy na ulicy. Potrzebowała pomocy i nikt tego nie zauważył? Dlaczego tak się stało?
W pewien sposób mnie to doświadczenie zmieniło. Od teraz inaczej patrzę na otaczających mnie ludzi. z większą życzliwością. Każdy z nas przeżywa swoją wewnętrzną walkę. Choć zgrywamy twardzieli i nie lubimy o tym mówić, każdy w mniejszym lub większym stopniu przeżywa życiowe trudności. Nie oceniajmy innych zbyt łatwo. Nawet jeśli kogoś nie lubimy, jest inny czy irytujący, postarajmy się po prostu to uszanować. Nie zdajemy sobie sprawy jak nasze postępowanie może wpłynąć na innych. Mamy moc budować, ale też niszczyć. Słowa mogą kogoś zranić, dotknąć. Nie warto nikomu utrudniać tej życiowej walki.
Z jednej strony nadchodzące święta, wigilia na której podzieliłam się opłatkiem z ludźmi, którzy są dla siebie życzliwi, a zaraz potem dowiaduję się o tragedii, która wynika z czegoś zupełnie przeciwnego. Z niedostatku miłości. A tego w święta nikt nie powinien odczuć. Otwórzmy się na innych, by każdy mógł poczuć się kochany. Nikt z nas nie powinien zostać sam w tym trudzie codziennego życia. Bądźmy dla siebie przyjaciółmi nie tylko od święta. Może właśnie sąsiad bądź sąsiadka czuje się tak bardzo samotna, że rozważa odebranie sobie życia?

Na koniec chcę Wam życzyć, by te święta przyniosły dobro, radość i miłość. Żeby nikt z nas nie czuł się samotny.