poniedziałek, 6 lipca 2026

Podobno czasem lepiej, aby marzenia się nie spełniały

Podobno czasem lepiej, aby marzenia się nie spełniały. Bo mogą okazać się naszym najgorszym koszmarem.

"Córki moru" to moje przypadkowe odkrycie, po opisie stwierdziłam że nie do końca mój klimat ale się skuszę. Czy książka spełniła moje oczekiwania? 

Każdy z nas ma marzenia i pragnie, by się spełniły. Nikt z nas nie przewiduje, że mogą one zmienić nasze życie w koszmar. Matylda pragnęła jedynie życia i kariery w wielkim mieście, i tego jedynego, który jak ona będzie kochał książki. I to wszystko dostała. Z czasem jednak partner zaczął posuwać się wobec niej do przemocy i zapragnęła uciec od tego życia, choć myślała, że nie ma takiej możliwości. Przypadkiem trafia do małej malowniczej wioski na Podlasiu, jeszcze wtedy nie mając pojęcia o historii tego miejsca. Czy będzie mogła tam w spokoju odpocząć i zebrać myśli? Jeszcze nie wie, że jej historia połączy się w tym miejscu z historiami innych kobiet, które doświadczyły zła, o którym nie sposób zapomnieć...

Chciałam jej powiedzieć o tylu rzeczach, o których nigdy nie zdążymy powiedzieć matkom, zanim umrą. Widziałam jednak, że mama jest w innym świecie. Nawet nie zapytała, gdzie byłam. Wzięła mnie na kolana i wąchała moje włosy. Zawsze, gdy to robiła, zaczynała płakać po cichu, żebym nie usłyszała. Ale dziecko wie, gdy matka płacze. To matki nie wiedzą, kiedy dziecko tłumi łzy. Nigdy odwrotnie.

Czasem zdarza nam się wierzyć w duchy czy upiory. Takie złe, które przychodzą, by nas wystraszyć czy skrzywdzić. Lubimy zło przypisywać tym właśnie upiornym istotom. Może dlatego, że nie chcemy wierzyć, że źródłem zła może być tylko i wyłącznie człowiek? Ktoś, kto mieszka obok, wzorowy sąsiad czy sąsiadka, znajomy czy znajoma, zabawni mili i tacy, którzy z chęcią pomagają innym. A my i tak lubimy wierzyć w opowieści nie z tego świata. Taką właśnie mocną wymowę ma ta lektura. 

Gdy Matylda odpoczywa sobie w pięknej miejscowości na Podlasiu, my cały czas drżymy o jej życie. Poznajemy też opowieści kobiet, które mieszkały tam wcześniej. Opowieści te sięgają aż do czasów wojny.  Wszystkie jednak są powiązane. Tylko tyle mogę zdradzić. Mamy zatem kilka bohaterek. Każda z nich opowiada w ciekawy, poruszający sposób. Dosłownie wzięłam tę książkę do ręki i przepadałam na kilka godzin. Cały czas gdzieś z tyłu głowy miałam lęk o główną bohaterkę. Wymowa książki też mocno do mnie trafiła. Może poza zakończeniem, które moim zdaniem trochę kłóci się tu z całością. Ale przy takiej ilości pozytywnych wrażeń to jeszcze do przełknięcia. 

Książka nie do końca w moim klimacie, ale okazała się strzałem w dziesiątkę. Thriller, trochę wątków historycznych, trochę horroru. Podejmuje tematykę zła, które ludzie wyrządzają sobie wzajemnie i które nigdy nie zostaje zapomniane. Porusza mocno. Przekaz trafia dokładnie tam, gdzie powinien. Autorka zapowiada kolejną część, mam nadzieję, że dorówna pierwszej.


Moja ocena 9/10

Agata Sosnowska, Córki moru

Ilość stron: 405

Wydawnictwo: SQN

Data premiery: 11.02.2026

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Fakty i mity, z którymi zmaga się każdy rodzic

Na początku swojej rodzicielskiej drogi nikt nie ma pojęcia, na co się pisze. Dlatego też szukamy rad u zaufanych osób. Problem w tym, jeśli otoczenie daje rady nawet wtedy, gdy są one niechciane, zbędne bądź zwyczajnie wprowadzają w błąd. Niektóre nawet powtarzają się tak często, że już weszły do kanonu, choć niekoniecznie są słuszne czy pomocne. Na pewno je znacie. Chcę z niektórymi się rozprawić, bo też słyszałam bardzo dużo na początku swojej drogi, a niektóre zamiast pomagać tylko siały niepotrzebne wątpliwości. Oto niektóre z nich.

1. Nie noś, bo przyzwyczaisz

Chyba najczęściej powtarzany młodym rodzicom tekst. Najbardziej kontrowersyjny i mi osobiście najbardziej podnoszący ciśnienie. Bo przecież to oczywiste, że małe dziecko potrzebuje bliskości i noszenie odpowiednio do jego potrzeb jest wskazane. Nie, nie przyzwyczai się - z czasem samo będzie schodzić z rąk, żeby pobiegać o własnych siłach, bo to stanie się o wiele atrakcyjniejsze. "Usypianie na rękach? Będziesz tak nosić i usypiać jeszcze kilka lat" - to też słyszałam równie często. Bzdura. Dziecko z czasem samo zaczęło wchodzić do łóżeczka i zasypiać. Gdy będzie gotowe, nauczy się samodzielnego zasypiania bez zbędnych kombinacji i zamartwianie się ani zastanawianie, czy robię dobrze nic tu nie pomoże. Nic nie zastąpi ani dziecku ani nam tych wspólnych chwil, dlatego mówię to, co sama chciałabym usłyszeć od wszystkich ciotek i innych osób udzielających mi dobrych rad - "noś tyle, ile to możliwe i ciesz się tym czasem". 

2. Nie jedz orzechów, bo dziecko będzie bolał przez to brzuch 

Tak, nie jedz orzechów, gruszek, kapusty, nabiału, najlepiej pozostać przy samym chlebie i wodzie, żeby nie zaszkodzić dziecku. Naprawdę kłamstwo powtarzane wielokrotnie może wydawać się prawdą, a gdy zaczynałam karmić piersią każdy mi mówił, co mogę jeść a czego nie, nawet inne mamy. Do tego stopnia, że sama zaczynałam mieć wątpliwości, czy czegoś nie wykluczyć z diety. Podczas gdy dieta matki karmiącej nie istnieje. Ważne jest tylko, by była zróżnicowana i bogata w niezbędne składniki odżywcze. 

3. Pierwsze trzy miesiące są najgorsze, potem już z górki.

Bzdura. Na każdym etapie rozwoju dziecka rodzica czekają jakieś wyzwania. Moja położna mawiała, że stopień trudności rośnie. I rzeczywiście - pierwsze trzy miesiące dla młodych rodziców są najgorsze, bo dziecko tylko płacze, nie komunikuje jasno swoich potrzeb, nie wiemy jak się z nim obchodzić. Jednak po tym czasie wcale nie jest łatwiej. Gdy już poradzimy sobie z początkowymi trudnościami, zaczyna się rozszerzanie diety, ząbkowanie, w końcu przemieszanie i wywracanie domu do góry nogami. A gdy już nawet i to ogarniemy, zacznie się odpieluchowanie i można tak pewnie wyliczać i wyliczać. Teraz, gdy moja dwulatka robi awanturę o, dajmy na to, źle postawioną hulajnogę, zastanawiam się, czemu myślałam, że trzy pierwsze miesiące życia dziecka są najtrudniejsze i co mi wtedy nie pasowało? Dziecko to nieustanne wyzwanie i to jest piękne. Jeśli przetrwamy trzy pierwsze miesiące, te trudności magicznie nie znikną. Nieraz tęsknię też za czasem, gdy dziecko było jeszcze malutkie, wcale nie był to taki zły czas. 

4. Każda matka wie, co jest najlepsze dla jej dziecka. 

Uważam, że to prawda. Jako matki, które spędzają najwięcej czasu ze swoją pociechą, same wiemy najlepiej, czego one potrzebują - nie umniejszając oczywiście ojcom, którzy też spędzają jakościowy czas z dzieckiem - na swój sposób, tak jak matce nie jest to dane. 

Każdy płacz dziecka to jakiś komunikat. Jeśli poznajesz jego język od pierwszych chwil życia nikt nie może wiedzieć lepiej, czego ono potrzebuje, nawet jeśli ma większe doświadczenie w opiece nad dziećmi. I nawet jeśli ciocia, babcia czy koleżanka wychowała już dwójkę, trójkę czy szóstkę nie znaczy, że jest nieomylna i ma zasób wiedzy pozwalający rozwiązać każdy problem. W większości przypadków warto po prostu zaufać swojej intuicji. Nawet jeśli na samym początku jest trudno. Z czasem nauczyłam się skutecznie odczytywać każdy komunikat od tego małego człowieka. A gdy stał się już bardziej komunikatywny, dogadujemy się jeszcze lepiej. Niemniej jednak warto w tym wszystkim postawić na swoją intuicję - nie raz się o tym przekonałam. 

To tylko kilka kontrowersyjnych kwestii, które każda z nas zapewne rozważała. Co jeszcze dodalibyście do tej listy, a co pominęłam? O czym jeszcze chcielibyście poczytać?

poniedziałek, 22 czerwca 2026

Kto był mordercą z pokoju 12?

Nie mogłam spać - mówię, wyciągając kubek z szafki. Przyglądam się jego twarzy i orientuję się, że patrzę na zupełnie obcą osobę. Może wygląda tak samo, ale nie jest tym samym człowiekiem. Wiem to na pewno. Czuję to.

Tę książkę wybrałam nieprzypadkowo. Polecana była przez Małgorzatę Sobczak, autorkę serii kolory zła, którą bardzo polubiłam. W związku z tym miałam spore oczekiwania. Czy ta książka je spełniła?

Zaczyna się dosyć zwyczajnie. Alice została zamordowana w pokoju hotelowym. Podejrzane jest jednak to, że hotel mieścił się niedaleko jej domu. Co zatem mogła tam robić? Dla głównej bohaterki Hannah była to zupełnie obca kobieta, więc ta sprawa powinna być jej obojętna, ale nie jest. Od samego początku towarzyszy jej dziwne przeczucie. W kieszeni marynarki męża znajduje kartę hotelową, więc już na samym początku pojawia się przypuszczenie, że miał romans z zamordowaną kobietą. Hanah rozpoczyna własne śledztwo, podczas którego każdy z jej bliskich wydaje się być podejrzany.

Ivy cię potrzebuje. Zawsze, kiedy się tak poczujesz, przypomnij sobie, że ta dziewczynka, która tam biega, potrzebuje swojej mamy. Bez wszystkiego innego sobie poradzi. Bez Deana. Bez twojej mamy. Bez Poppy. Ale bez ciebie nie, Sarah.

Tak się wciągnęłam, że przeczytałam tę książkę o wiele szybciej, niż planowałam. Mało kiedy trafiam na książkę, którą dosłownie czyta się jednym tchem, a to jest właśnie jedna z tych. Co się na to składa? 

Autorka powoli wprowadza nas w świat bohaterów, który został odwzorowany z dbałością o każdy szczegół. Czytając o bohaterach, miałam wrażenie, że czytam o czymś, co wydarzyło się naprawdę. Postaci bohaterów, ich rozterki i emocje były jak rzeczywiste. 

Co do samej akcji, to choć zaczyna się niewinnie, od początku czułam się zaintrygowana. Im dalej, tym autorka jeszcze bardziej miesza w głowie. Z czasem zaczęłam podejrzewać wszystkich, a przecież każdy nie mógł być mordercą. Lektura cały czas trzyma w niepewności i nie da się jej odłożyć przed poznaniem zakończenia. Nawet pod koniec, gdy już wydaje się, że zagadka jest rozwiązana, okazało się, że nie miałam racji. Tutaj niczego, ale to absolutnie niczego nie będziecie pewni. 

Zwykle podczas czytania książki, szukam czegoś dla siebie, czegoś, co mogłabym zapamiętać na dłużej, jakiejś prawdy uniwersalnej. Tutaj właściwie czegoś takiego nie było. Może poza jednym - świat jest bardzo skomplikowanym miejscem i czasem każdy z nas ma swoją wersję prawdy. Musimy być czujni na to komu ufamy, kogo uważamy za przyjaciela, a kogo skreślamy ze swojego życia, czasem nie mając ku temu wyraźnych podstaw. 

Ta książka naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła. Taki dobry, napisany z dbałością o każdy szczegół kryminał. Nie mam mu nic do zarzucenia i co najważniejsze - wciąga jak mało który. Może znaczna część książek jest w pewien sposób interesująca i wciąga, ale "Dziewczynę z pokoju 12" będziecie czytać z zapartym tchem całkowicie zapominając o Bożym świecie. Z chęcią też sięgnę po pozostałe książki autorki. 


Moja ocena 9/10

Kathryn Croft, Dziewczyna z pokoju 12

Ilość stron: 360

Wydawnictwo Mova

Data premiery: 12.02.2025