I muszę przyznać, że coś w tym jest, bo niejednokrotnie łapię się na tym, że jako mama funkcjonuję o wiele inaczej, niż gdy nie miałam jeszcze dziecka. Oto kilka rzeczy, które wcześniej były mi obce.
1. Zapominanie vs. zapamiętywanie
Czasami zastanawiam się, czy zamknęłam mieszkanie na klucz lub wyłączyłam gaz, ale z łatwością, o jaką nigdy bym się nie podejrzewała zapamiętuję wierszyki, by potem, gdy mała nie chce jeszcze zasypiać, opowiedzieć jej jeszcze jakiś wierszyk - bardzo ułatwia to sprawę z zasypianiem, a co za tym idzie bardzo ułatwia mi życie. Jeśli tak dalej pójdzie, niedługo będę recytować chociażby cały dorobek Tuwima i Brzechwy. Chyba jednak to twierdzenie o utracie pamięci nie jest do końca prawdziwe?
2. Rozumienie bez użycia słów
Każda mama spędzając najwięcej czasu ze swoim dzieckiem rozumie je najlepiej. Na początku płacz jest jedynym narzędziem komunikacji i uczymy się go właściwie odczytywać, aż opanujemy to do perfekcji. Może wydawać się, że ten etap jest najtrudniejszy. Nic bardziej mylnego. Potem okazuje się, że jesteśmy zmuszone stworzyć całkowicie nowy słownik. Dowiadujemy się że chociażby samo "ba-ba" może mieć kilka znaczeń w zależności od kontekstu. Do tego dochodzi też czasem język migowy, który też musimy się uczyć rozumieć. Bo mały człowiek, porozumiewając się w tym wymyślonym rzez siebie języku, patrzy ci wyczekująco w oczy i właśnie zrozumienia oczekuje. Nie mówiąc już o tym, że irytuje się, gdy musi kilka razy powtórzyć, a gdy okaże się, że go nie rozumiemy, może być to dla niego rozczarowaniem tak dużym, że skwituje to głośnym płaczem. Sytuacja wygląda nieco inaczej, gdy nasza pociecha zacznie mówić. Ale potem z kolei okazuje się, że może rozmawiać zawsze, o każdej porze i bez ustanku. Sami zdecydujcie więc, który etap jest najłatwiejszy.
3. Cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość
O tym już pisałam, ale w tym kontekście nie sposób o tym nie wspomnieć. Sięgając pamięcią wstecz, widzę jak bardzo musiałam tę cechę wypracować. Nie, nie wypracować, to zasługa tego małego człowieka. Nic tak nie wzmacnia cierpliwości jak przebywanie z dzieckiem. Tłumaczenie po kilka razy, codziennie tej samej rzeczy, by potem ono spojrzało ci w oczy i z radością zrobiło dokładnie przeciwnie, niż powiedziałaś. Cierpliwość i opanowanie - tylko to może nas uratować.
4. Miłość zdefiniowana na nowo
Tu też się pewnie powtórzę, ale nie da się w tym kontekście nie wspomnieć o miłości. Skoro nasz mózg zmienia się na potrzeby bycia matką, to może chemia w mózgu też ma w tym jakiś udział? Tak czy inaczej kochamy, jak nigdy do tej pory nie byłyśmy zdolne. Więź z dzieckiem jest czymś, czego nie sposób opisać.
5. Menu godne mistrza kuchni
Wiele czynności robię szybciej i lepiej, niż zanim zostałam mamą. Numer jeden, oczywiście przygotowanie posiłków. A co za tym idzie nieodłączne pytanie, które każda z nas słyszy w głowie pewnie codziennie lub nawet kilka razy dziennie - "co dziś na śniadanie/obiad/kolację?" Z czasem jako mamy zaczynamy mieć w głowie coraz więcej przepisów na posiłki, które się sprawdzają, a przy tym są szybkie i proste w wykonaniu. I przede wszystkim - nie bez powodu ktoś stwierdził, że macierzyństwo to w dużej mierze smażenie placków czy naleśników - może dlatego, że są chętnie zjadane i nie zajmują dużo czasu. Nie myślałam, że kiedyś dojdę w tym do takiej wprawy, a nawet będę znać po kilka awaryjnych przepisów, które dziecko zawsze chętnie zje.
6. Wbudowany planer wszystkiego
Na początku macierzyństwa jesteśmy chodzącym chaosem. Cała dotychczasowa rutyna przestaje istnieć, gdy pojawia się mały człowiek. To on wymusza zbudowanie jej na nowo. Śpimy niewiele, jemy od czasu do czasu, ugotowanie posiłku to coś, co jest ponad nasze możliwości. A chwila da siebie to coś, czego często zwyczajnie nie ma. Z czasem jednak wszystko zaczyna się zmieniać. Czy raczej my adaptujemy się do nowych warunków. W końcu wypracowujemy całkiem nową rutynę. Taką która odpowiada zarówno nam i dziecku. Bez problemu planujemy każdy dzień tak, by znaleźć czas na wszystko, co chcemy zrobić, jak też czas na odpoczynek. Uczymy się wybierać, co jest najważniejsze. Jak nigdy przedtem zaczynamy rozumieć, że czasem trzeba odpuścić, bo w ograniczonym czasie nie da się zrobić wszystkiego. I świat się przez to nie zawali.
7. Mniejsze zapotrzebowanie na sen
Śpimy różnie, w zależności od tego jak śpi dziecko. I czy trafimy na malucha, który lubi spać czy nie. Czasami nie śpimy w ogóle, czasami w znikomych ilościach, czasami dłużej, ale wtedy często z wybudzeniami co jakiś czas. Są też podobno rodzice, którzy dość szybko zaczynają przesypiać noce. Pewne jest jedno - każdy z nas chciałby należeć do tej ostatniej grupy. Zmierzam do tego, że kiedyś sypiałam zwykle od ośmiu do dziesięciu godzin i bywało, że byłam niewyspana. Obecnie, nie licząc naprawdę bardzo krótkiego epizodu przesypiania całych nocek, choć bywa, że obudzę się kilka razy w nocy, nawet nie śmiem pomyśleć, że jestem niewyspana. Czuję się wyspana i w pełni sił, a nawet jeśli nie, zwykle kawa poprawia ten stan. A kiedy i to nie pomaga - patrzę na swoje dziecko i już wiem, że siły mi nie może zabraknąć. Swoją drogą - jak one to robią, że ruszają się od kiedy otworzą oczy, do momentu gdy zasną, nie narzekając na zmęczenie, przeciwnie gimnastykując się tak, że dorosły po godzinie takiej zabawy nie miałby już sił?
8. Większe zapotrzebowanie na kofeinę
Coś, z czym nie da się dyskutować. Kawa przestaje być tylko kawą. Zaczyna być wsparciem emocjonalnym i lekarstwem na gorsze momenty. Choć bywa, że ciężko znaleźć na nią chwilę, a co gorsza, ciężko wypić w całości ciepłą, i tak się nie poddajemy.
Te i pewnie jeszcze wiele innych rzeczy to nieodłączna część bycia mamą. Czy coś jeszcze dodałybyście do tej listy?


