wtorek, 8 września 2026

Siedem rzeczy, które tylko rodzice zrozumieją

Dziecko zmienia wszystko - naszą codzienność, rutynę, dotychczasowy tryb życia, ale też priorytety. Nieraz zdarzyło mi się pomyśleć, że są takie rzeczy, których wcześniej jako ktoś, kto nie ma dzieci, nigdy bym nie zrozumiała. Tak, są rzeczy, które mogą wydawać się głupie lub śmieszne, ale gdy rozmawiamy o nich z innym rodzicem, okazuje się, że to nic nadzwyczajnego i dotyczy wielu z nas. Oto kilka z nich.

1. Cieszą nas nietypowe rzeczy 
Wiele razy przyłapałam się na tym, że weszłam do sklepu z myślą, że coś sobie kupię, a finalnie kupiłam coś dla dziecka. Nawet gdy chodzę po galerii bez założenia, że coś kupię, często kończy się tak, że kupuję jakiś drobiazg, który córka sobie upatrzyła. W końcu czego się nie robi dla tego uśmiechu. Czasem bywa tak, że gdy widzę coś ładnego dla córki, zapominam po co sama przyszłam. I już przestałam z tym walczyć.  Jako rodziców nie tak bardzo interesują nas wyprzedaże, o wiele bardziej promocje na pampersy, ciuszki czy akcesoria dla dzieci. Tylko rodzice zrozumieją, że gdy dziecko się na jakiejś czynności zafiksuje, może to robić bez ustanku, dopóki nie znajdzie sobie nowej pasji, która znów pochłonie je bez reszty. U nas ostatnio jest to robienie baniek mydlanych. Dlatego też niedawno przyłapałam się na tym jak bardzo cieszyłam się z promocji na płyn do baniek mydlanych. Nie ma to jak zrobić zapasy czegoś, co dziecko uwielbia, nie?

2. Najbardziej oczywiste, czyli zmęczenie
Zmęczenie, gdy jest się rodzicem to inny wymiar zmęczenia. Zanim zostałam mamą też bywałam zmęczona, ale fakt faktem wstawałam i kładłam się spać o której chciałam i przesypiałam całą noc, więc teraz już zmęczeniem bym tego nie nazwała. Teraz mam obok kogoś, kto poza czasem swojej drzemki nieustannie jest w ruchu, nieustannie mnie zagaduje, bierze za rękę i zaprasza do zabawy albo wyciąga na spacer. Także nie dość, że wykształciłam oczy z tyłu głowy, to przez większość czasu jestem skupiona i czujna, bo mały człowiek ma zadziwiającą zdolność pakowania się w tarapaty, gdy tylko zniknie z oczu. Ale mimo to, że mam prawo być o wiele bardziej zmęczona niż dawniej, to mam też o wiele większą siłę do działania. Dziwnym trafem, gdy rano patrzę w te oczy, zapominam, że nie chciało mi się wstawać. I jest jeszcze jeden plus - wcześniej ciężko było mi się zmusić do regularnej aktywności fizycznej - obecnie... chyba nigdy wcześniej nie robiłam regularnie tyle kroków, co teraz.

3.Granicą zaczyna być tylko wyobraźnia 
Będąc mamą robię mnóstwo rzeczy, które dawniej byłyby dla mnie niekomfortowe. Zwłaszcza, że nigdy nie lubiłam się wyróżniać czy zwracać na siebie uwagi. Teraz jestem mamą małego człowieka, który nawiązuje kontakt z każdą napotkaną osobą, bądź inne osoby próbują nawiązać kontakt z nim - "O, jakie śliczne dziecko", "A czemu tak uciekasz mamie?", a na spacerze zatrzymuje się w najróżniejszych miejscach w poszukiwaniu skarbów, staje obok kałuży i wrzuca do niej wszystko, co znajdzie w pobliżu lub szuka najdłuższego patyka, żeby sobie z nim pospacerować, ciągnąć go po ziemi, więc już nic mnie nie zdziwi. 

4. Czas, a raczej jego ciągły deficyt
Choć jako mama z zarządzaniem czasem radzę sobie o wiele lepiej niż zanim miałam dziecko, to trzeba przyznać, że czas z macierzyństwie jest dobrem deficytowym, szczególnie ten czas tylko dla siebie. A gdy już mam tą chwila dla siebie, mija gdy tylko zdążę usiąść z kawą i chwilę odsapnąć.

5. Lęki
Wraz z dzieckiem rodzą się lęki i niektóre z nich zostają na zawsze, jak lęk czy obawa o bezpieczeństwo dziecka. W końcu nie jesteśmy już odpowiedzialni tylko za siebie, a pojawia się ktoś kto polega tylko i wyłącznie na nas. Tylko rodzice zrozumieją, jak wiele energii trzeba poświęcić, by takiego człowieka, którego wszędzie pełno i nie cofnie się przed niczym, utrzymać przy życiu. 
Jest jeszcze lęk wywoływany jest przez płacz dziecka. Choć wiemy, że na początku to jedyne narzędzie komunikacji, płacz zawsze wywołuje nieprzyjemne odczucia i sprawia, że chcemy natychmiast pomóc, choćby chodziło tylko o drobnostkę. 
I jeszcze jeden z gorszych leków - lęk przed wybudzeniem z drzemki. Dla mnie nie ma nic gorszego, niż za krótka drzemka malucha. Raz, że nie zdążę się zregenerować, dwa marudny mały człowiek to marudny mały człowiek - wymaga o wiele więcej zasobów energii. Co innego wyspany, którego cieszy wszystko i chętnie zrobi wszystko, co zaproponujesz. 

6. Zmiana sposobu patrzenia na wiele rzeczy 
Gdy stajemy się rodzicami, zupełnie inne rzeczy stają się dla nas ważne. Uczymy się też patrzenia z dystansem na wszystko inne, co do tej pory nas zajmowało. Kiedyś mogła być to praca, pieniądze, nowa pasja czy znajomi. Spędzając większość czasu przy opiece nad dzieckiem, w swoim wolnym czasie, którego nie mamy już tyle, co wcześniej, robimy tylko te rzeczy, które są naprawdę wartościowe i warte naszej uwagi. Potrafimy z tych mniej ważnych zrezygnować. 

7. Zmiana charakteru 
My stwarzamy dziecko, ale nie bez powodu mówi się też, że to dzieci stwarzają nas.  Uczymy się stawiania dobra innego człowieka ponad swoje i cierpliwości, jakiej tylko małe niesforne, władające rączki we wszystko i często wybuchające płaczem dziecko potrafi nauczyć. Ze zdumieniem odkrywamy, że stajemy się wersją siebie, której wcześniej nie znaliśmy - tą lepszą wersją. Kimś, kto wie, że to, na czym mu najbardziej zależy, to wszystko co najlepsze dla tego małego człowieka. Kimś, kto ma w sobie więcej spokoju i pozytywnych myśli. W końcu musimy być oparciem dla tego małego człowieka. 

Czy macie takie rzeczy, które zrozumieć mogą tylko inni rodzice? Co jeszcze dodalibyście do tej listy?

piątek, 4 września 2026

Lekcja pierwsza: nie ufaj nikomu

Na mojej skroni pulsuje żyła. Dopuszczam możliwość, że rzuci się na mnie i mnie zabije, zanim dokończymy tę rozmowę. Zanim mój mąż przyzna się, że robił to, co robił, gdy go obserwowałam. Jakaś część mnie chciałaby, żeby tak się stało. 
Przyznam, że czasem, gdy mam zły dzień lubię sięgnąć po taką mroczną historię pełną ciemnych charakterów i wydarzeń, które mogą wstrząsnąć. Pozwala mi to nabrać dystansu i choć może to nienajlepszy sposób, by ogarnąć złe samopoczucie, to w pewien sposób daje ukojenie, w końcu zawsze mogło być gorzej. Okazało się, że "Nauczyciele" to właśnie jedna z takich historii, choć wcale się na to nie zapowiadało.

Eve i Nathaniel to na pozór przykładne małżeństwo. Oboje pracują jako nauczyciele. I tylko oni wiedzą, że ich związek już od dawna nie jest taki jak powinien być. Jakby tego było mało, do ich grup trafia Addie - uczennica znana w liceum Caseham ze skandalu - plotkowano wtedy, że ma romans z nauczycielem. Jest jednak coś jeszcze gorszego, co Addie ukrywa. Eve niepokoi się, że nie można jej ufać i przestrzega przed nią męża. Czemu ta szesnastolatka ma opinię dziewczyny, która przynosi problemy?
Jestem taką szczęściarą. Mam piękny dom, satysfakcjonującą pracę i męża, który jest miły, łagodny i niesamowicie przystojny. A jednak gdy Nate wyprowadza samochód na drogę i włącza się do ruchu, kierując się w stronę szkoły, mogę myśleć jedynie o tym, że mam nadzieję, że jakaś ciężarówka przejedzie na czerwonym świetle, zmiecie naszą hondę i zabije nas oboje na miejscu. 
Kiedyś zdarzyło mi się obejrzeć "Trudne sprawy" czy "Szkołę". Tu mamy kombinację właśnie takich dramatów na miarę tych seriali, ale w zdecydowanie lepszym i wydaniu i z głębszym przekazem. No i jest to thriller, więc trochę Wami wstrząśnie. Trochę to mało powiedziane, bo w tej książce naprawdę źle się dzieje i niejedno życie jest zagrożone.

Sądząc po opisie historia może wydawać się nieco banalna i przewidywalna - tu się po części zgodzę. Do pewnego momentu akcja toczy się dokładnie tak, jak bym się tego spodziewała, gmatwa się dopiero nieco później. Nie zepsuło mi to jednak radości z czytania. Autorka prowadzi narrację bardzo ciekawie. Książka ma to coś, co po prostu zmusza, by czytać dalej. Może to, że autorka nie próbuje na siłę budować napięcia, po prostu powoli wprowadza nas w historię bohaterów, cały czas pozostawiając jakieś niedopowiedzenia. Gdy już myślimy, że więcej się nie wydarzy, nagle zmienia się wszystko.

Dużym plusem dla mnie jest też narracja pierwszoosobowa z różnych perspektyw. Mamy tu też perspektywę Addie, czyli szesnastolatki. Zawsze ostrożnie podchodzę do książek, gdzie mamy nastolatkę czy nastolatka jako narratora, bo bywa, że jest sztucznie albo nudno. Tutaj jednak bohaterka była dość przekonująca.

Kolejnym plusem były dla mnie bardzo przekonujące portrety psychologiczne bohaterów. Każda z postaci była naprawdę przemyślana i odwzorowana z dbałością o każdy szczegół. Nate - przystojny nauczyciel angielskiego i poeta, z pozoru miły i oddany uczniom, jednak jak każda z postaci w tej książce skrywa coś więcej. Eve - nielubiana przez uczniów, surowa i wymagająca nauczycielka matematyki - kto z nas nie miał takiej w szkole?  Jednak nawet ona okazuje się być nieprzewidywalna. I Addie - uczennica, która oddałaby wszystko, by być w szkole niewidzialna, jednak ani trochę jej to nie wychodzi. Problemy, których doświadcza w środowisku szkolnym cierpliwie znosi, bo wie, że nie to jest najgorsze. Można powiedzieć, że każda z postaci nie do końca jest tym, kim się wydaje. Lubię takich bohaterów, których zachowania ciężko przewidzieć.

Może nie wybitna historia, gdyż jak wspominałam, z początku trochę przewidziałam, co będzie się działo, ale naprawdę bardzo dobra. I zdecydowanie na długo zapada w pamięć. Na pewno przeczytam więcej książek tej autorki, bo ta pozycja bardzo wyróżnia się spośród thrillerów psychologicznych, które do tej pory poznałam. Czy pozostałe jej książki też są dobre, czy lepsze?


Moja ocena: 8/10

Freida McFadden, Nauczyciele

Ilość stron: 434

Wydawnictwo Czwarta Strona

Data premiery: 27.08.2025 


wtorek, 1 września 2026

Po to tak naprawdę zostałam mamą, czyli o przesypywaniu piasku słów kilka

Często chodzimy z córką na plac zabaw. Zawsze to chwila odpoczynku dla rodzica, a dziecko może się wybiegać przed drzemką. I ostatnio, gdy tak sobie siedziałam i patrzyłam, coś do mnie dotarło.

Niby to tylko huśtawka, zjeżdżalnia, piaskownica i czasem jeszcze karuzela, ale dzieci potrafią tam wymyślać naprawdę przeróżne zabawy. Najbardziej lubię, gdy dzieci bawią się w dużej grupie, wszystkie razem, starsze angażują młodsze. Czasem jednak zdarza się,  że jesteśmy same. Jednego razu córka wymyśliła, że będzie nosić piasek z piaskownicy wiaderkiem i wsypywać na karuzelę. A gdy już coś wymyśli, ma zajęcie na dłuższy czas, więc nie ingeruję i nie przeszkadzam. I gdy tak siedziałam na tej karuzeli, a ona biegła z wiaderkiem piasku patrząc wprost na mnie, w końcu dotarło do mnie, czym jest to całe macierzyństwo. Ta radość, zapał i niewinne oczy, gdy Twoja pociecha biegnie w Twoim kierunku. Uświadomiłam sobie, że to właśnie po to zostałam mamą. By codziennie na nowo doświadczać czegoś, co dla tego małego człowieka jest w danej chwili najważniejsze. Nawet jeśli na ten moment jest to tylko przesypywanie piasku z miejsca w miejsce. Bo dla niej to w tym momencie wszystko. Za kilka lat to już będą inne aktywności i problemy. Teraz ten maluch chce, by być z nim w tym jego małym świecie. I zawsze patrzy z taką ufnością, że cokolwiek innego zaprząta Twoją głowę, w tym momencie przestaje się liczyć. 

Może to właśnie to jest sensem macierzyństwa? Chwile, gdy uświadamiasz sobie, jak bardzo ten mały człowiek na Tobie polega. Nie tylko, gdy płacze i jest mu źle. Chce żebyś mu towarzyszyła we wszystkim, co postanowi. Dostrzegała małe sukcesy, była wsparciem, po prostu była obecna. I byś w tej zwyczajnej codzienności zawsze umiała spojrzeć z zachwytem na człowieka, którego stworzyłaś. I tym samym codziennie na nowo utwierdzała się w przekonaniu, że to najlepsze co mogłaś w życiu zrobić.