poniedziałek, 13 lipca 2026

Macierzyństwo to momenty, w których czas zwalnia

Jak opisać macierzyństwo komuś, kto tego nie doświadczył? Dla mnie macierzyństwo to same sprzeczności. Śmiech i łzy. Radość i smutek. Sukcesy i porażki. Droga wybrukowana miłością do kogoś małego, kto jeszcze nie do końca rozumie ten świat, ale już rozumie czym jest ta miłość.

Czasem mam łzy w oczach te małe stópki, gdy mała wybierze książeczkę, gramoli się i siada obok mnie na kanapie. Chciałabym, by zawsze były takie małe, ale wiem, że musi urosnąć jak każdy z nas. Czasem też wzruszam się, gdy jeszcze nie do końca wybudzona, cieniutkim głosikiem mówi "mama" i śpi dalej. Jeśli "mama" to pierwsze słowo po przebudzeniu, to mogę czuć się wyjątkowo. Nawet jeśli potem usłyszę je jeszcze ze sto razy i niekoniecznie będzie wtedy miło. Czasem po prostu patrzę na nią w losowym momencie dnia i nie dowierzam, że stworzyłam kogoś wyjątkowego. A innym razem myślę, że jest taka mała i bezbronna i robię rachunek sumienia, czy dostatecznie o nią dbam. 

Kiedyś nie do pojęcia było dla mnie, że wychowanie człowieka może być tak trudne, a jednocześnie takie proste. Małe dziecko chce tylko być bezpieczne i kochane. No może jeszcze najedzone i ciągle czymś zajęte. Nigdy nie przestaje dotykać, eksperymentować, interesować się każdym napotkanym przedmiotem. Gdy tylko wyjdzie na spacer, ma wszystko, czego mu potrzeba. Goni ptaki, zrywa trawę, podziwia mrówki, znajduje patyk i niesie ze sobą przez całą drogę to cenne znalezisko. Nie pozwala ci iść za szybko. Nawet gdy usiądzie na murku i zatrzyma się na chwilę, szuka dla siebie czegoś interesującego. Zatrzymujesz się więc i siadasz obok. I czas w końcu zwalnia. Przestajesz myśleć o liście rzeczy do zrobienia na dziś. Przestaje cię interesować, która jest godzina. Siadasz i zachwycasz się perspektywą wielkiego świata jaką ma ten mały człowiek. Perspektywą świata, w którym każdy robak, źdźbło trawy czy patyk jest tak interesujący, że warto się nad nim pochylić. I myślisz, że gdyby nie ten mały człowiek, wielu rzeczy nie byłoby ci dane dostrzec. Przytulasz to małe ciałko i po prostu jesteś tu i teraz. Zimny poranek przestaje być zimnym porankiem. Nawet pochmurny dzień może być pełen ciepła i radości. Nigdy nie pojmę - jak te dzieci to robią?

Macierzyństwo to same sprzeczności. Nieważne jak byłoby trudne czy wymagające. Koniec końców liczą się i tak tylko te dobre momenty. Właśnie takie, w których czas zwalnia. A macierzyństwo jest ich pełne. I nie ważne jak bardzo dokładnie ktoś mógłby mi to opisać. Myślę, że tych momentów nikt nie jest w stanie opisać. 

poniedziałek, 6 lipca 2026

Podobno czasem lepiej, aby marzenia się nie spełniały

Podobno czasem lepiej, aby marzenia się nie spełniały. Bo mogą okazać się naszym najgorszym koszmarem.

"Córki moru" to moje przypadkowe odkrycie, po opisie stwierdziłam że nie do końca mój klimat ale się skuszę. Czy książka spełniła moje oczekiwania? 

Każdy z nas ma marzenia i pragnie, by się spełniły. Nikt z nas nie przewiduje, że mogą one zmienić nasze życie w koszmar. Matylda pragnęła jedynie życia i kariery w wielkim mieście, i tego jedynego, który jak ona będzie kochał książki. I to wszystko dostała. Z czasem jednak partner zaczął posuwać się wobec niej do przemocy i zapragnęła uciec od tego życia, choć myślała, że nie ma takiej możliwości. Przypadkiem trafia do małej malowniczej wioski na Podlasiu, jeszcze wtedy nie mając pojęcia o historii tego miejsca. Czy będzie mogła tam w spokoju odpocząć i zebrać myśli? Jeszcze nie wie, że jej historia połączy się w tym miejscu z historiami innych kobiet, które doświadczyły zła, o którym nie sposób zapomnieć...

Chciałam jej powiedzieć o tylu rzeczach, o których nigdy nie zdążymy powiedzieć matkom, zanim umrą. Widziałam jednak, że mama jest w innym świecie. Nawet nie zapytała, gdzie byłam. Wzięła mnie na kolana i wąchała moje włosy. Zawsze, gdy to robiła, zaczynała płakać po cichu, żebym nie usłyszała. Ale dziecko wie, gdy matka płacze. To matki nie wiedzą, kiedy dziecko tłumi łzy. Nigdy odwrotnie.

Czasem zdarza nam się wierzyć w duchy czy upiory. Takie złe, które przychodzą, by nas wystraszyć czy skrzywdzić. Lubimy zło przypisywać tym właśnie upiornym istotom. Może dlatego, że nie chcemy wierzyć, że źródłem zła może być tylko i wyłącznie człowiek? Ktoś, kto mieszka obok, wzorowy sąsiad czy sąsiadka, znajomy czy znajoma, zabawni mili i tacy, którzy z chęcią pomagają innym. A my i tak lubimy wierzyć w opowieści nie z tego świata. Taką właśnie mocną wymowę ma ta lektura. 

Gdy Matylda odpoczywa sobie w pięknej miejscowości na Podlasiu, my cały czas drżymy o jej życie. Poznajemy też opowieści kobiet, które mieszkały tam wcześniej. Opowieści te sięgają aż do czasów wojny.  Wszystkie jednak są powiązane. Tylko tyle mogę zdradzić. Mamy zatem kilka bohaterek. Każda z nich opowiada w ciekawy, poruszający sposób. Dosłownie wzięłam tę książkę do ręki i przepadałam na kilka godzin. Cały czas gdzieś z tyłu głowy miałam lęk o główną bohaterkę. Wymowa książki też mocno do mnie trafiła. Może poza zakończeniem, które moim zdaniem trochę kłóci się tu z całością. Ale przy takiej ilości pozytywnych wrażeń to jeszcze do przełknięcia. 

Książka nie do końca w moim klimacie, ale okazała się strzałem w dziesiątkę. Thriller, trochę wątków historycznych, trochę horroru. Podejmuje tematykę zła, które ludzie wyrządzają sobie wzajemnie i które nigdy nie zostaje zapomniane. Porusza mocno. Przekaz trafia dokładnie tam, gdzie powinien. Autorka zapowiada kolejną część, mam nadzieję, że dorówna pierwszej.


Moja ocena 9/10

Agata Sosnowska, Córki moru

Ilość stron: 405

Wydawnictwo: SQN

Data premiery: 11.02.2026

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Fakty i mity, z którymi zmaga się każdy rodzic

Na początku swojej rodzicielskiej drogi nikt nie ma pojęcia, na co się pisze. Dlatego też szukamy rad u zaufanych osób. Problem w tym, jeśli otoczenie daje rady nawet wtedy, gdy są one niechciane, zbędne bądź zwyczajnie wprowadzają w błąd. Niektóre nawet powtarzają się tak często, że już weszły do kanonu, choć niekoniecznie są słuszne czy pomocne. Na pewno je znacie. Chcę z niektórymi się rozprawić, bo też słyszałam bardzo dużo na początku swojej drogi, a niektóre zamiast pomagać tylko siały niepotrzebne wątpliwości. Oto niektóre z nich.

1. Nie noś, bo przyzwyczaisz

Chyba najczęściej powtarzany młodym rodzicom tekst. Najbardziej kontrowersyjny i mi osobiście najbardziej podnoszący ciśnienie. Bo przecież to oczywiste, że małe dziecko potrzebuje bliskości i noszenie odpowiednio do jego potrzeb jest wskazane. Nie, nie przyzwyczai się - z czasem samo będzie schodzić z rąk, żeby pobiegać o własnych siłach, bo to stanie się o wiele atrakcyjniejsze. "Usypianie na rękach? Będziesz tak nosić i usypiać jeszcze kilka lat" - to też słyszałam równie często. Bzdura. Dziecko z czasem samo zaczęło wchodzić do łóżeczka i zasypiać. Gdy będzie gotowe, nauczy się samodzielnego zasypiania bez zbędnych kombinacji i zamartwianie się ani zastanawianie, czy robię dobrze nic tu nie pomoże. Nic nie zastąpi ani dziecku ani nam tych wspólnych chwil, dlatego mówię to, co sama chciałabym usłyszeć od wszystkich ciotek i innych osób udzielających mi dobrych rad - "noś tyle, ile to możliwe i ciesz się tym czasem". 

2. Nie jedz orzechów, bo dziecko będzie bolał przez to brzuch 

Tak, nie jedz orzechów, gruszek, kapusty, nabiału, najlepiej pozostać przy samym chlebie i wodzie, żeby nie zaszkodzić dziecku. Naprawdę kłamstwo powtarzane wielokrotnie może wydawać się prawdą, a gdy zaczynałam karmić piersią każdy mi mówił, co mogę jeść a czego nie, nawet inne mamy. Do tego stopnia, że sama zaczynałam mieć wątpliwości, czy czegoś nie wykluczyć z diety. Podczas gdy dieta matki karmiącej nie istnieje. Ważne jest tylko, by była zróżnicowana i bogata w niezbędne składniki odżywcze. 

3. Pierwsze trzy miesiące są najgorsze, potem już z górki.

Bzdura. Na każdym etapie rozwoju dziecka rodzica czekają jakieś wyzwania. Moja położna mawiała, że stopień trudności rośnie. I rzeczywiście - pierwsze trzy miesiące dla młodych rodziców są najgorsze, bo dziecko tylko płacze, nie komunikuje jasno swoich potrzeb, nie wiemy jak się z nim obchodzić. Jednak po tym czasie wcale nie jest łatwiej. Gdy już poradzimy sobie z początkowymi trudnościami, zaczyna się rozszerzanie diety, ząbkowanie, w końcu przemieszanie i wywracanie domu do góry nogami. A gdy już nawet i to ogarniemy, zacznie się odpieluchowanie i można tak pewnie wyliczać i wyliczać. Teraz, gdy moja dwulatka robi awanturę o, dajmy na to, źle postawioną hulajnogę, zastanawiam się, czemu myślałam, że trzy pierwsze miesiące życia dziecka są najtrudniejsze i co mi wtedy nie pasowało? Dziecko to nieustanne wyzwanie i to jest piękne. Jeśli przetrwamy trzy pierwsze miesiące, te trudności magicznie nie znikną. Nieraz tęsknię też za czasem, gdy dziecko było jeszcze malutkie, wcale nie był to taki zły czas. 

4. Każda matka wie, co jest najlepsze dla jej dziecka. 

Uważam, że to prawda. Jako matki, które spędzają najwięcej czasu ze swoją pociechą, same wiemy najlepiej, czego one potrzebują - nie umniejszając oczywiście ojcom, którzy też spędzają jakościowy czas z dzieckiem - na swój sposób, tak jak matce nie jest to dane. 

Każdy płacz dziecka to jakiś komunikat. Jeśli poznajesz jego język od pierwszych chwil życia nikt nie może wiedzieć lepiej, czego ono potrzebuje, nawet jeśli ma większe doświadczenie w opiece nad dziećmi. I nawet jeśli ciocia, babcia czy koleżanka wychowała już dwójkę, trójkę czy szóstkę nie znaczy, że jest nieomylna i ma zasób wiedzy pozwalający rozwiązać każdy problem. W większości przypadków warto po prostu zaufać swojej intuicji. Nawet jeśli na samym początku jest trudno. Z czasem nauczyłam się skutecznie odczytywać każdy komunikat od tego małego człowieka. A gdy stał się już bardziej komunikatywny, dogadujemy się jeszcze lepiej. Niemniej jednak warto w tym wszystkim postawić na swoją intuicję - nie raz się o tym przekonałam. 

To tylko kilka kontrowersyjnych kwestii, które każda z nas zapewne rozważała. Co jeszcze dodalibyście do tej listy, a co pominęłam? O czym jeszcze chcielibyście poczytać?