poniedziałek, 14 października 2019

Życie na studiach – oczekiwania vs. rzeczywistość cz. 4, czyli o tym, że nie zawsze jest kolorowo

Powrót do studiów i studenckiej rzeczywistości to nie lada wyzwanie. I już na samym początku mogą pojawić się pewne trudności. Pisałam już o tym, że na studiach niejednokrotnie zdarzają się sytuacje, gdy można płakać ze śmiechu. Niestety nie zawsze jest kolorowo. A łzy śmiechu mogą się też zamienić w łzy rozpaczy. Jedno jest pewne – tutaj nie można się nudzić. 


1. Stolarz czy hydraulik? Wszystko jedno
Miałyśmy w pokoju problem z głośno buczącą lodówką. Jedna z nas zgłosiła ten problem do recepcji i jeszcze tego samego dnia po południu pojawił się u nas specjalista, by ją naprawić. Od razu na wstępie usłyszałyśmy: „nie wiem, dlaczego mnie tu przysłali, bo jestem stolarzem... może uznali, że jak lodówka ma drzwi to to jest mebel" 😁Potem obejrzał lodówkę, przesunął ją, by stała w pewnej odległości od szafek i powiedział, żeby tak ją zostawić. O dziwo po wizycie tego pana lodówka pracuje bez zarzutów.

2. Jeśli myślisz, że na wykładzie usiądziesz... nie bądź taki pewny
Z powodu odbywającej się w bibliotece konferencji sala, gdzie zwykle mamy wykłady została zajęta. Do naszej dyspozycji pozostała tylko mniejsza aula wykładowa, która ledwo mogła pomieścić dwie trzecie liczby osób z naszego roku. Gdy już wszyscy zajęli miejsca – łącznie z tymi siedzącymi na podłodze, a prowadzący rozpoczął wykład, dotarł do nas jeszcze jeden spóźniony kolega. Stanął w drzwiach, a prowadzący uśmiechając się powiedział: „Chciałem powiedzieć: proszę zająć miejsce, ale... no niestety", na co sala zareagowała zgodnym śmiechem 😁 Cóż, studenci muszą sobie poradzić w każdych warunkach.

3. Plan ułożony na naszą korzyść? Jak najbardziej
Gdy zobaczyłam swój plan na ten semestr, delikatnie mówiąc trochę się załamałam. Normą są zajęcia od samego rana do piętnastej lub szesnastej, a wolny piątek pozostaje tylko w sferze marzeń. Do tego jeszcze można się z bólem przyzwyczaić. Natomiast niektórzy studenci wykazują nadmierną skłonność do utrudniania sobie życia. I zapytani, kiedy chcemy odrabiać ćwiczenia z dnia w którym nie będzie prowadzącego, decydują się dołożyć je do zajęć tego dnia, gdy mamy trzy wykłady jeden po drugim, co łącznie daje zajęcia od ósmej do osiemnastej bez okienek. Podziwiam za gorliwość, ale gdzie tu znaleźć czas na porządny obiad w tym napiętym grafiku?

4. Najprawdziwsza postać wiary? Tylko na studiach
Miałam okazję niedawno uczestniczyć w rekolekcjach akademickich. Ojciec rekolekcjonista naprawdę przyłożył się do zadania. Udało mu się zainteresować sporą część zebranej społeczności, a zgromadził się taki tłum, że ledwo udało mi się wejść do kościoła. Kazanie często przeplatane było różnymi dowcipami. I tak próbował nam wytłumaczyć między innymi na czym polega wiara. Zanim jeszcze doszedł do sedna sprawy, powiedział tak: „Czym jest najczystsza postać wiary? To jest właśnie ten moment, gdy student stoi pod drzwiami sali egzaminacyjnej... i jedyne, co mu pozostaje, to wiara, że się uda." 😂 Jak widać studia niejednokrotnie tę wiarę w nas wyzwalają.

          Gdy coś idzie nie tak, często się zniechęcamy. Studia uczą, że tak nie wolno. Nieważne jak i nie ważne, czy znajdziesz czas – doba ma niestety tylko dwadzieścia cztery godziny, w ciągu których musimy znaleźć też czas na wszystko pozostałe – musisz zaliczyć. Dlatego odrzucasz wszystkie pytania filozoficzne typu: „co ja robię na tych studiach”, czy „może by tak to wszystko rzucić i wyjechać na koniec świata” i po prostu bierzesz się za robotę. Życzę Wam wytrwałości, która przyda się, by przetrwać, a sama po raz enty siadam do pisania pracy, bo terminy gonią. Trzymajcie się! 😊

czwartek, 10 października 2019

Przystępujemy do kontrataku

– Koniec pomiatania kancelarią Żelazny & McVay. Przystępujemy do kontrataku.
– I jak mamy zamiar go wyprowadzić?
– Kultywując najszlachetniejsze tradycje naszej firmy.
– Będziemy łgać, przeinaczać fakty, naginać prawdę, stosować manipulacje i zastraszać ludzi?
– Lepiej bym tego nie ujęła.
 „Zaginięcie” Remigiusza Mroza to drugi tom serii thrillerów prawniczych z Joanną Chyłką. Zawsze dość sceptycznie podchodziłam do twórczości tego autora. Choć słyszałam o jego książkach dużo pozytywnych opinii, jakoś ciężko było mi się do niego przekonać. Ale że ostatnimi czasy polubiłam czytelnicze eksperymenty i sięgam po różne gatunki, to postanowiłam sprawdzić, czy książki pana Mroza rzeczywiście są takie, jak się o nich słyszy i na czym polega ich fenomen.
W "Zaginięciu" niezmordowana dwójka prawników – Joanna Chyłka i jej podopieczny Kordian – zmierzy się ze sprawą, która nieźle wstrząśnie kancelarią prawniczą Żelazny & McVay. Zaginęła trzyletnia dziewczynka. Sprawa ta nie ma żadnego logicznego wyjaśnienia zważywszy na to, że w domu przez całą noc zamknięte były drzwi i okna oraz włączony alarm. Ewentualny sprawca mógł dostać się do domu jedynie przez okno na poddaszu, ale i tam nie było widocznych śladów włamania. Porwanie dla okupu? Zabójstwo? Policja nie może wpaść na żaden trop, a obrońcy rodziny Szlezyngierów nie mają żadnych dowodów mogących świadczyć o ich niewinności. Wszystko wskazuje na to, że dziecko rozpłynęło się w powietrzu. Czy i z tego Chyłka i Kordian dadzą radę wybronić swoich klientów?
Na początku trudno było mi się wczuć w ten klimat. Trochę obawiałam się też, czy rozpoczęcie serii od drugiej części jest dobrym pomysłem i czy się nie pogubię bez znajomości pierwszego tomu. Szybko jednak odrzuciłam te obawy. Z każdą stroną chce się więcej i więcej. Historia staje się coraz bardziej zawikłana i jest ciekawie. Pod koniec robi się naprawdę gorąco. Choć potyczki prawnicze to nie do końca mój świat, to mimo wszystko dobrze się bawiłam przy tej lekturze. Wszystko za sprawą postaci bohaterów. Joanna Chyłka to mecenas, której żadna sprawa nie straszna i z każdej wychodzi zwycięsko. Ma charyzmatyczną osobowość, jest uparta, nieugięta, a jej niewyparzony język i umiejętność znalezienia ciętej riposty w każdej sytuacji niewątpliwie pomagają jej radzić sobie w wielu trudnych sytuacjach, z których musi wyjść obronną ręką. Aplikant Kordian Oryński, dla którego Chyłka jest patronką, niestrudzenie radzi sobie z jej docinkami, ale w ich relacji widać sympatię. Często byłam świadkiem dialogów, przy których można było się szczerze uśmiać. Ta dwójka jest niesamowita.

Joanna mruknęła coś pod nosem, a zaraz potem zjawił się kelner z dwoma gorącymi daniami.
– Vegetariana dla kogo? – zapytał z uśmiechem patrząc na Chyłkę.
– Dla ciamajdy – odparła, wskazując na chłopaka. – Ja nałogowo przyjmuję mięcho.
– Prawdziwy z  niej drapieżnik – dodał Kordian.
– Kultywuję tradycje przodków – zaoponowała. – Pierwsi homo sapiens żywili się dużą zwierzyną łowną.
– Gówno prawda. Próbki odchodów sprzed pięćdziesięciu tysięcy lat z Alicante udowodniły, że jadali bulwy, orzechy, jagody i mnóstwo innych rzeczy.
Kelner sprawiał wrażenie skołowanego, gdy stawiał drugą pizzę na stole.
– Smacznego – rzucił tylko i czym prędzej się oddalił.

Historia jest ciekawa i dobrze dopracowana. Nawet dla niewtajemniczonych w świat prawniczy nie będą problemem pojawiające się tam pojęcia, bo wszystko, co konieczne, jest objaśnione. Przy okazji można się też dowiedzieć ciekawych rzeczy.
Na początku ciężko mi było się wczuć w tą lekturę, ale potem, gdy przeczyta się początek, chce się więcej i więcej. Nie spodziewałam się, że to powiem, ale ta seria uzależnia. Radzę liczyć się z tym, że na jednym przeczytanym tomie się nie skończy 😁
Moja ocena: 8/10

Remigiusz Mróz, Zaginięcie
Ilość stron: 507
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2015

niedziela, 6 października 2019

Znajomi? A może nieznajomi

Pewnie wielokrotnie zastanawiacie się nad tym, jakie tajemnice skrywają otaczający nas ludzie. Czy oni mogą mieć przed nami sekrety? Przecież spędzamy z nimi tyle czasu i tak wiele o nich wiemy. Prawdą jest, że nigdy nie będzie nam dane do końca poznać drugiego człowieka. Zresztą jak możemy do tego dążyć, skoro nawet samych siebie do końca nie znamy. Ludzie, którzy nas otaczają - znajomi, rodzina, nawet najbliższy przyjaciel czy partner - każdy z nich ma coś, o czym nikt nie wie i nigdy nie będzie wiedzieć.


Do przemyśleń na ten temat zmusił mnie film (Nie)znajomi, który niedawno widziałam w kinie. Siedmioro przyjaciół na wspólnej kolacji. Rozmowy, żarty miła atmosfera. W pewnym momencie pada pomysł, by zagrać w grę. Gra polegała na tym, że do końca kolacji wszystkie ich telefony leżą widoczne na stole, każdy SMS jest odczytywany na głos, a każde przychodzące połączenie - odbierane na głośnomówiącym. Mimo początkowych oporów, koniec końców wszyscy przystają na ten pomysł. To przecież tylko jeden wieczór, a gdy już padło wyzwanie, każde z nich chce udowodnić, że nie ma nic na sumieniu. Ale czy rzeczywiście tak jest? Na jaw wychodzą wszystkie drobne grzeszki, a nawet tajemnice, które powodują, że kolacja kończy się łzami, głośną i burzliwą wymianą zdań i trzaskaniem drzwiami. Okazuje się, że każdy z nich miał coś do ukrycia, a jednocześnie dowiedział się czegoś szokującego o kimś, kto siedział obok.
Czego uczy nas ten przykład? Przede wszystkim pokazuje, że szczerość to wartość na wagę złota. Zamiast milczeć, samotnie rozprawiając się z problemami, powinniśmy po prostu o nich porozmawiać. To niewiarygodne jak wiele może zmienić szczera rozmowa. Zwyczajne opowiedzenie, o tym, co czujemy, może przynieść rozwiązanie problemu, z którym zmagamy się całe lata. Może niektóre tajemnice powinny wyjść na jaw? Zabawa, o której mowa w filmie zmusiła bohaterów do szczerości. Polały się łzy, padły wyzwiska, małżonkowie oraz znajomi dowiedzieli się o sobie rzeczy, których jeszcze kilka godzin temu nawet nie podejrzewali. Czy w efekcie było to dla nich złe? Można to różnie interpretować, ale myślę, że ostatecznie wyszło im to na dobre.. Ta burza, choć gwałtowna, pomogła oczyścić atmosferę. Może nie do końca dobrowolnie, ale w końcu szczerze porozmawiali, a wszystkie kłamstwa wyszły na jaw. To pozwoliło im spojrzeć inaczej – tym razem we właściwy sposób na swoją sytuację, zastanowić się nad istotnymi dla nich kwestami i poszukać rozwiązania problemów.
Film jest warty polecenia, bo naprawdę porusza i na długo zostaje w głowie. Gdy go obejrzymy, nasuwa się jeszcze jedno pytanie – czy taka zabawa od czasu do czasu mogłaby i nam przynieść pożytek, czy raczej szkodę? 😊
Na koniec jeszcze piosenka – nie bezpośrednio związana z tematem, ale jakoś mi tu pasuje. I ostatnio za mną chodzi. Trzymajcie się! 😊