poniedziałek, 27 lipca 2020

Wszystko, czego kiedykolwiek chciałaś, jest po drugiej stronie strachu

Świat jest pełen ludzi, którzy mają jakieś tajemnice. w gruncie rzeczy nikt nie jest tym, na kogo wygląda.

„Ostatni lot" to kolejny thriller psychologiczny, który stał się hitem. Książka polecana na Instagramie, złego słowa o niej nie słyszałam. Musiałam sprawdzić i ja, co takiego w niej jest.

Claire wydaje się mieć idealne życie. Jest żoną bogatego i znanego polityka. O Evie nie wiemy nic. Dwie kobiety, które chcą uciec przed przeszłością, przypadkiem się spotykają. I wtedy nadarza się ku temu okazja. Postanawiają sobie w tej ucieczce pomóc i wymieniają się biletami lotniczymi. Czy uda im się tak po prostu zostawić za sobą bagaż dotychczasowych doświadczeń i zacząć nowe życie z czystą kartą?

Teraz widzę, że właśnie tak rozumują przestępcy. Wmawiamy sobie, że inni przyparli nas do muru, a my tylko reagowaliśmy, współdziałaliśmy i walczyliśmy o przetrwanie. I jesteśmy tak przekonujący, że w końcu zaczynamy sami w to wierzyć.



Dużym plusem była nieprzewidywalna fabuła. Zaczynając tę książkę zupełnie nie wiedziałam, co może się wydarzyć. Stopniowo zagłębiamy się w przeszłość bohaterek poszukując tam odpowiedzi na pytanie, co skłoniło je do tak dramatycznego kroku, jakim była ucieczka przez zamianę miejsc w samolotach. Poznając trudną przeszłość bohaterek szukamy też odpowiedzi na pytanie, czym właściwie jest tożsamość, jak determinuje nasze życie i czy jest sposób, by od niej uciec zostawiając przeszłość za sobą.

Pochwała należy się autorce za wykreowanie postaci bohaterek. Claire jako ofiara przemocy domowej opowiada o swoich przeżyciach tak przekonująco, że z przejęciem czytamy o jej sytuacji. Eva również ma bagaż doświadczeń. Błędy przeszłości, które zdeterminowały całe dalsze życie. Nie wszystko da się naprawić.

Choć fabuła mnie zaciekawiła, to tempo narracji było dla mnie zbyt wolne. Czekałam na to, co wydarzy się dalej, ale napięcia w książce mi brakowało. Dopiero pod koniec zaczyna się więcej dziać i wtedy się wciągnęłam na dobre. Sama końcówka zaskoczyła mnie pozytywnie. Było kilka zwrotów akcji i niespodzianek.

Ostatni lot to wielowątkowy i prowokujący do myślenia thriller psychologiczny. Historia jest ciekawa, choć jej potencjał moim zdaniem nie został w pełni wykorzystany. Brakowało mi napięcia, które sprawia, że z niecierpliwością przewraca się kolejne strony.

Moja ocena: 6/10

Julie Clark, Ostatni lot
Ilość stron: 438
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 3.06.2020

wtorek, 30 czerwca 2020

Miłość może zmienić życie w piekło

Porto jest miastem, które stopniowo popada w ruinę, może dlatego czuję się tu tak dobrze: idealnie oddaje to, co dzieje się z moją duszą.

Tej książki byłam ciekawa, od kiedy zobaczyłam pierwsze zapowiedzi. Z twórczością p. Magdy Stachuli już zdążyłam się zaprzyjaźnić i fanom thrillerów psychologicznych nie trzeba jej przedstawiać. „Idealna", „Trzecia", „W pułapce" i „Oszukana" zrobiły na mnie dobre wrażenie, więc względem jej nowej książki miałam ogromne oczekiwania. Czy i tym razem trafiła w moje gusta?

Anitę i Adama znamy z "Idealnej". Do idealnego małżeństwa im daleko. Po burzliwym czasie, jaki mają za sobą, trudnych doświadczeniach i bezskutecznych staraniach o dziecko w końcu im się udaje. Mogłoby się wydawać, że wreszcie ich życie zacznie się układać. Jednak historia zatacza koło i Anita znowu jest w niebezpieczeństwie. Pewnego dnia w jej skrzynce ląduje czerwona koperta z kompletem bielizny w środku. Mogłaby przypuszczać, że to prezent od męża, gdyby nie to, że stanik jest o trzy rozmiary za duży. Niby tylko niewinna przesyłka, ale w jej głowie znowu pojawiają się te same pytania. Kto próbuje ją zastraszyć? Czy to znowu ta sama osoba? I najważniejsze – co ją czeka tym razem?
Jak ująć to wszystko w słowa, te myśli, które przelewają się nieustannie w mojej głowie? Nie potrafię nad nimi zapanować. A może nie chcę? To one zawsze były moją ucieczką, pozwalały znaleźć się tam, gdzie w danej chwili chciałam być. Podróżowałam w wyobraźni, ale czym ona różni się od rzeczywistości. I tu, i tu wszystko trwa chwilę. Wrażenie, smak, zapach, dotyk mijają bezpowrotnie, jakie więc ma znaczenie dla wspomnień, czy naprawdę coś przeżyliśmy, czy działo się to jedynie w naszej głowie?

Anitę i Adama znamy z pierwszej części. O ile w pierwszej z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów, to tutaj nie zapałałam do nich sympatią. Anita irytowała mnie ciągle rozpaczając jak ciężko jest jej być matką i narzekając na brak zaangażowania ze strony męża. Z jednej strony trudno było jej się dziwić – Adam naprawdę nie świecił przykładem wzorowego męża i ojca. Egoista, dbający tylko o siebie i swoje potrzeby. Najbardziej zaciekawiła mnie postać Roberta, przyjaciela Anity, ale jaką rolę odegra w tej historii nie mogę zdradzić.

Zaczyna się całkiem niewinnie. Najpierw przesyłka, potem niepokojące wiadomości. Na początku akcja toczy się wolno, co w thrillerach jest typowe. Całość jest dobrze przemyślana. Autorka stopniowo buduje napięcie, z czasem akcja przyspieszy tak, że książkę trudno będzie odłożyć. Jednak widziałam dużo podobieństw do pierwszej części i to mi przeszkadzało, bo nastawiłam się na coś całkiem innego. Za to w połowie zrobiło się ciekawiej, a zakończenie było naprawdę niezłe.

Czy miłość naprawdę potrafi zmienić życie w piekło? Nad uczuciami nie zawsze da się zapanować. A to może mieć niekiedy poważne konsekwencje.

Całość historii oceniam dobrze, jednak spodziewałam się po tej książce czegoś więcej. Więcej emocji, napięcia, zwrotów akcji. Działo się sporo, ale miałam wrażenie, że niektóre wydarzenia są nieco naciągane i ciężko było mi się wczuć w tę historię. Poza tym odczuwalne było podobieństwo do poprzedniej części. Mimo wszystko fanom thrillerów psychologicznych książka się spodoba. Czyta się szybko i przyjemnie.

Moja ocena: 6/10

Magda Stachula, Strach, który powraca
Ilość stron: 364
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data premiery: 1.07.2020

sobota, 27 czerwca 2020

Każdy koniec jest początkiem

Prędzej czy później przychodzi taki dzień, kiedy kończy się wszystko. Mawiają, że każdy koniec to początek. Ale ja nie lubię zakończeń, rozstań, pożegnań. Zresztą kto je lubi? Choć po nich życie toczy się po nich dalej, to już nie jest takie samo. Ludzie, których spotykamy, doświadczenia czy wyzwania, z jakimi przyjdzie nam się mierzyć, zmieniają nas na zawsze. Moja promotorka podczas jednego z ostatnich spotkań powiedziała, żeby próbować odnaleźć siebie. Wszystko, co robimy, w większym lub mniejszym stopniu nas do tego zbliża. Życie jest sumą doświadczeń. Wszystko, co robimy, w pewien sposób nas kształtuje.

Gdy po trzech latach studiów trzeba spakować swój dobytek, okazuje się, że jest go o wiele więcej niż na samym początku. Nie tylko różnych drobiazgów, których stopniowo przybywało w półkach i szufladach, ale też bagaż doświadczeń jest większy. My jesteśmy bogatsi o różne wspomnienia. Takie, do których zawsze będziemy z chęcią wracać. Jednak ostatnie kilka miesięcy zdalnej edukacji nie było łatwe. Każdy student doświadczył zarówno trudności jak i wielu absurdalnych sytuacji.

 1. Jak w pięć minut stać się najszczęśliwszym człowiekiem
Mieszkam prawie 200 km od Olsztyna. W okresie epidemicznym połączenie bezpośrednie z mojej miejscowości zostało zawieszone do odwołania. Nastawiłam się zatem na sześciogodzinną podróż pociągiem z przesiadką. Taki mamy klimat, ale jakoś trzeba przetrwać. Dzień przed podróżą jeszcze sprawdziłam połączenia i okazało się, że autobus bezpośredni od tego dnia już kursuje. Jeszcze nigdy się tak nie cieszyłam z faktu, że mogę przejechać się tym autobusem. Niesamowite, jak można się nauczyć cieszyć z małych rzeczy.

2. Powiadają, że poczta u nas powolna
Przez to całe zawirowanie z epidemią dostaliśmy wytyczne, żeby prace dyplomowe wraz z dokumentami wysłać do dziekanatu pocztą. Jako że i tak byłam w okolicy, postanowiłam udać się tam osobiście, bo taka opcja, choć mniej pożądana, też była dopuszczalna. Jednak gdy w środę wypada dzień pracy wewnętrznej, w czwartek Boże Ciało, a w piątek okazuje się, że dziekanat jest nieczynny, pozostaje czekać do poniedziałku, albo... wysłać pocztą. Zależało mi na czasie, a do poniedziałku zostać nie mogłam, więc wybrałam drugą opcję. Choć przesyłkę nadałam poleconym priorytetowym w obrębie tego samego miasta, to dopiero na drugi dzień po doręczeniu dostałam sms z potwierdzeniem i cały dzień czekałam w niepewności... Cóż, najważniejsze, że w ogóle dotarła 🤣

3. Gdy jest widoków brak i chce się tylko kląć...
Na ogół na studiach jest ograniczona ilość dopuszczalnych zaliczeń w ciągu dnia i tygodnia. Chyba że nauczanie jest zdalne i jest się studentem trzeciego roku, a konieczność wysłania prac pocztą wymusiła szybsze rozliczenie z uczelnią. Wtedy ograniczeń ilościowych co do zaliczeń nie ma. Mogą się odbywać we wszystkie dni tygodnia, łącznie z niedzielą, nawet kilka razy dziennie. Zaś do jednego testu, który miał trwać 14 minut podchodziliśmy trzy razy przez problemy techniczne. Przynajmniej na brak emocji nie można było narzekać. 😁W takiej sytuacji głębokiego sensu nabierają zacytowane wyżej słowa piosenki… 

4. Obrona? Tylko w stroju bojowym
Nasza grupa miała to szczęście, że mogliśmy podejść do obrony w formie tradycyjnej. O ile formą tradycyjną można nazwać odpowiadanie przez komputer przed komisją znajdującą się w osobnym pokoju. Oczywiście wymagane były też maseczki i rękawice. Jak do tej pory był to najtrudniejszy egzamin, przez jaki przyszło mi przechodzić. Nie tyle sam egzamin, co przygotowania do niego i towarzyszący mu stres. Dość dużo się przygotowywałam, ale gdy usiadłam na krześle, prawie zapomniałam jak się nazywam i jaki mam numer PESEL (a było to wymagane podczas logowania) 🤣


Mimo trudności wszystko zakończyło się pomyślnie, a teraz mogę już na dobre wrócić już do bloga. A już w następnym poście przedpremierowa recenzja książki, którą wywalczyłam w konkursie.