piątek, 28 sierpnia 2026

Kto i dlaczego ma obsesję?

Obsesja Natashy Preston to moje pierwsze spotkanie z autorką. Nie miałam za dużych oczekiwań co do tej książki. Na wątek z nagrywaniem vlogów i działalności w social mediach trafiłam po raz pierwszy i byłam ciekawa jak autorka go wykorzysta w tej powieści, która sądząc po opisie zapowiadała się trochę mrocznie. 

Connie jest sławna. Ale nie jest to dla niej powód do dumy, wręcz przeciwnie. Mama regularnie nagrywa vlogi z udziałem jej i jej siostry, które stały się bardzo popularne. Pod nieobecność mamy i siostry, które wyjeżdżają na dwa tygodnie, dziewczyna zostaje sama z poczuciem, że dzieje się coś niepokojącego. W okolicy giną nastolatki. Czuje, że jej też może coś grozić.

Miało być mrocznie, a nie było. Nie było nawet przyzwoicie na tyle, żebym czytała z jakimkolwiek zainteresowaniem.  Naprawdę dawno się tak nie wynudziłam podczas czytania książki. Przez dwie trzecie lektury nie działo się praktycznie nic ciekawego. Zastanawiam się jak to możliwe, że mimo to dobrnęłam do końca. Owszem, główna bohaterka opowiada nam o swoich lękach, które nie są bezzasadne, ale całość skupia się tylko na tym. Na jej lękach, poczuciu bezradności i w dużej mierze tylko domysłach, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. W trakcie pojawił się jeden wątek, który zaczęłam śledzić z zainteresowaniem, ale to wszystko. I plus za zakończenie - zostało ciekawie rozegrane. To zdecydowanie za mało, by uznać książkę za choć trochę interesującą. 

Sama główna bohaterka w moim odczuciu taka nijaka. Nawet nie powiem, że irytująca, bo żadnych emocji we mnie nie wzbudziła. Przez większą część lektury jest tylko mowa o jej lęku w związku z tym, że została sama w domu na czas podróży mamy i siostry. Przypuszcza też, że ktoś ją śledzi i może chcieć zrobić krzywdę. Mamy tylko przypuszczenia, które ani trochę nie są przekonujące. 

Sam styl pisania całkiem przyjemny, więc czytało mi się dobrze, ale fabuła ani trochę nie wciąga. 

Myślę, że ta historia mogłaby być o wiele lepsza, bo sam pomysł na fabułę był ciekawy. Liczę na to, że trafię jeszcze na lepsze książki tej autorki, bo nie chcę się zniechęcać po przeczytaniu tej jednej. 


Moja ocena: 4/10

Natasha Preston, Obsesja

Ilość stron: 320

Wydawnictwo Feeria Stories

Data premiery: 11.03.2026 

wtorek, 25 sierpnia 2026

Dziecko to mistrz zachwytu i zachwycania

Jak już wspominałam wcześniej, w macierzyństwie nieustannie coś mnie zaskakuje. Czas spędzony z dzieckiem, choć bywa trudny, to jest też wyjątkowy. Po części dlatego, że każda chwila, którą przeżywamy, jest ostatnią. Dziś masz przed sobą niesforną i energiczną dwulatkę, ale nim się obejrzysz będzie już dorosła. Gdybyś miała jednak wybrać tylko jedną rzecz, którą w spędzaniu czasu z dzieckiem lubisz najbardziej, co by to było? Ja osobiście mam takich rzeczy mnóstwo.

Wczoraj podczas przygotowywania kolacji, córka, jak to zwykle bywa, chciała pomóc. Układała więc pokrojone warzywa na blaszce siedząc na blacie kuchennym. Ja w tym czasie patrzyłam, jaką radość sprawia jej każdy kolejny kawałek, który bierze do rączki i z jakim zapałem je układa. Choć było ich na tyle dużo, że mogłaby się znudzić i iść do innej zabawy, to nie przerywała sobie, dopóki nie ułożyła wszystkich. Gdybym miała wybrać, co najbardziej kocham w spędzaniu czasu z dzieckiem, to byłoby właśnie to. Małe rączki dziecka, które chcą zaangażować się we wszystko, co robisz, nawet jeśli to jeszcze ponad jego możliwości. Zapał, jaki towarzyszy każdej wykonywanej przez nie czynności. Radość z tego, co robi, nawet jeśli to są tylko proste rzeczy. Stuprocentowe zaangażowanie i skupienie. Dziecko wykonując daną czynność jest tylko tu i teraz, nic poza tym się nie liczy, włada w to całe serce. I jeszcze ta ciągła chęć naśladowania wszystkiego, co robisz. Przy dosłownie każdej czynności. Niesamowite, a czasem bywa zabawne. 

Jemy śniadanie, słońce świeci i zapowiada się ładny dzień. Mała siedzi naprzeciwko i zadowolona wybiera kawałki owoców z owsianki. Złapałam się na tym, że coraz częściej dostrzegam takie małe, pozornie nic nie znaczące drobiazgi. Nauczyłam się żyć wolniej i doceniać małe rzeczy. To chyba dzięki niej. Dzieci są mistrzami w zachwycie nad małymi rzeczami. Ulubiona przekąska, coś nowego, co znajdzie na spacerze, czy zwyczajna sytuacja, o której opowiada potem z takim zachwytem, jakby przeżyła coś niezwykle fascynującego. Najpiękniejsze, co może być. 

Idziemy się usypiać. Córka od jakiegoś czasu zabiera ze sobą do sypialni dwa pluszaki, jednego bierze ze sobą do łóżka, a drugiego mi daje i każe z nim spać. Oprócz tego bierze jeszcze dwie butelki wody - da siebie i dla mamy. Kocham też to, że choć takie małe dziecko, skupia się głównie na swoich potrzebach, myśli też o Tobie. Że idąc do sypialni, niesie dwa pluszaki i jednego oddaje Tobie, myśląc, że też będziesz go potrzebować. Oprócz swojej butelki wody, próbuje złapać też Twoją, choć jest cięższa. Bo skoro ono będzie chciało pić przed snem Ty pewnie też. Mało tego, opiekuje się nawet lalką czy pluszakiem i to najlepiej jak potrafi. Przytula, całuje, usypia, czyta książeczki. Wzruszają mnie takie drobiazgi, które dzieci robi same z siebie, choć nikt ich tego nie uczy.

To tylko kilka losowych przykładów, bo jest ich znacznie więcej i nie sposób wymienić wszystkiego, nawet nie będę próbować. Co Wy najbardziej doceniacie w czasie spędzonym z dziećmi?

piątek, 21 sierpnia 2026

Jak bardzo można skrzywdzić dziecko?

Ludziom się wydaje, że czas leczy rany i te zadane w serce prędzej czy później zawsze się goją. Tylko co w sytuacji, gdy tragedia, której doświadczamy, dosłownie nam to serce rozrywa? Niby jak poskładać je do kupy po takiej traumie? 
Po książki tego autora już dawno nie sięgałam, bo zawsze miałam po nich niedosyt, czegoś mi tam brakowało. Gdy zobaczyłam "Porzucone dziecko", uznałam, że to jest ten moment, by spróbować ponownie.

Kornel jako dziecko doświadczył chyba wszystkiego, co najgorsze, a potem został wywieziony z dala od domu i porzucony. Obecnie jest autorem bestsellerowych reportaży, ma nastoletnią córkę, a jego żona jest chora na raka. Do Cisowic, małej miejscowości w sąsiedztwie Bieszczad, gdzie znajduje się dobre hospicjum, sprowadza go choroba żony, ale także... chęć zemsty za wszystkie traumy, których doświadczył jako dziecko. I co najbardziej niepokojące - wydaje się być zdolny do wszystkiego. 

Pielęgniarka wręczyła mi otuloną ręcznikiem Patrycję: różowiutką, grzecznie śpiącą dziewczynkę z gładziutką skórą. Wydawała się tak delikatna, że bałem się jej dotknąć, by jej nie uszkodzić. Wreszcie przemogłem się i przyłożyłem czubek palca do wierzchu jej malutkiej dłoni. I nagle ogarnął mnie chłód, a w sali zgasło światło. Stałem tam sam z córką i nasłuchiwałem biegających w mroku bestii. Rechotały triumfalnie, dając mi do zrozumienia, że tak naprawdę nigdy się od nich nie uwolniłem. One zawsze we mnie były: przyczajone na dnie duszy, czekające na idealny moment, by ponownie zaatakować i odrzuć mnie z nadziei na to, że kiedyś będę mógł normalnie żyć. 
Książka w moim odczuciu bardzo dobra. Znalazłam w niej to, co lubię najbardziej, czyli powody do zastanowienia nad kilkoma istotnymi kwestiami. Porusza bowiem bardzo ważny i ciężki temat jakim są dziecięce traumy, a z drugiej strony odpowiedzialne, czy raczej w tym przypadku nieodpowiedzialne rodzicielstwo, które może mieć zgubne konsekwencje. Zwraca uwagę na to, że każdy z nas, a dziecko w szczególności, do życia potrzebuje zaspokojenia potrzeb takich jak miłość i bezpieczeństwo. I gdy tego nie doświadcza, a zamiast tego doświadcza całego wachlarza negatywnych emocji i lekkomyślnych i krzywdzących zachowań rodziców, ciągnie się to potem za nim przez całe życie. Temat ważny, bo o takich rodzicach wiele się teraz słyszy. Nasuwa się więc pytanie - czy stajemy się coraz bardziej nieczuli na krzywdę, szczególnie krzywdę dzieci, które w żaden sposób przed tym się nie obronią?

Jest jeszcze drugi, nie mniej ważny temat - chęć zemsty takiego właśnie skrzywdzonego dziecka. Przez całą lekturę z niepokojem patrzymy, jak ta potrzeba zemsty dojrzewa i podpowiada bohaterowi rozwiązania jego zdaniem idealne, które planuje zmienić w czyny. I zadajemy sobie pytanie - do czego człowiek z tak wyniszczoną psychiką jest zdolny? Czy istnieje zemsta doskonała? 

Kornel jest bohaterem ciekawym i nieprzewidywalnym. Doświadcza szeregu różnych emocji i przechodzi przez najróżniejsze - w tym też te najgorsze wydarzenia życiowe. O wszystkim się dowiadujemy, ale nie od razu. Autor długo pozostawia to w tajemnicy, stopniowo odkrywając przed nami karty. Umiejętnie manipuluje czytelnikiem i jego emocjami. Podobała mi się ta ciągła niepewność i ciekawość, co będzie dalej.

Byłabym skłonna ocenić lekturę wysoko, ale znalazłam kilka mankamentów. Pierwsze, co mi się nie spodobało, to narracja z punktu widzenia małego dziecka, która sprawia, że początkowo czyta się dziwnie. Dla mnie trochę abstrakcyjne było łączenie w narracji z przeszłości języka małego dziecka i człowieka dorosłego. Na szczęście miało to miejsce tylko na początku książki. Mam też trochę zarzutów do głównego bohatera. Momentami w moim odczuciu jego działania były nieco naciągane i abstrakcyjne. Nawet mając wzgląd na jego traumy, momentami nie potrafiłam mu współczuć, a wręcz odpychało mnie to, co robi. 

Mimo tych mankamentów, ogółem książka wypada naprawdę dobrze. Jest to mocna historia, można nawet powiedzieć jazda bez trzymanki. Porusza trudne i jednocześnie bardzo istotne życiowe kwestie, a oprócz tego jest to historia z morałem.  A do tego kończy się tak, że wręcz wymusza sięgnięcie po kolejną część, czyli w najlepszy możliwy sposób - nie wiem jak Wy, ale ja lubię takie tajemnicze zakończenia. 


Moja ocena 7/10
Marcel Moss, Porzucone dziecko
Ilość stron: 351
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 24.09.2025