Cierpienie związane z przeszłością jest najgorsze, bo tak jak ona nie odwracalne. W pewnym momencie człowiek nabiera do niego dystansu, ale ono wciąż w nim tkwi. Nie da się go wyrwać z korzeniami..
Nieznośna lekkość bytu
Człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. To tak, jakby aktor grał przedstawienie bez żadnej próby. Cóż może być warte życie, jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym? Dlatego życie zawsze przypomina szkic. Ale nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic to zawsze zarys czegoś, przygotowanie do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, to szkic bez obrazu, szkic do czegoś, czego nie będzie.
piątek, 14 sierpnia 2026
O tym, do czego może prowadzić desperacja
wtorek, 11 sierpnia 2026
Macierzyństwo to też sztuka odpuszczania
Ostatnio trafiłam na tekst, który dał mi nieco do myślenia. Mianowicie była mowa o tym, że w obecnych czasach macierzyństwo jest dużo trudniejsze niż kiedyś. A wszystko to dlatego, że kiedyś rządziły inne zasady, a dziś inne. Punktem wyjścia, który został tam wymieniony, było to, że kiedyś dziecko od rana do wieczora biegało po podwórku, brudziło się, bawiło swobodnie, robiło to, na co miało ochotę. W obecnych czasach natomiast zabiera się dzieciom "podwórka", które autor tekstu utożsamiał z taką niczym nieograniczoną swobodą poznawania świata, w zamian to dziecko sadza się na kanapie, dostaje telewizor, smartfon czy tablet, na którym ogląda bajkę, tym samym nie wymagając uwagi i zaangażowania rodzica. Kiedyś wychowanie nie było tak wymagające, dziecko miało podwórko i było szczęśliwe. Dziś, choć czasem angażujemy już najmłodsze dzieci w najróżniejsze, często drogie, zajęcia rozwojowe czy sensoryczne, wcale nie oznacza to, że dzieci rozwijają się lepiej. I zamiast dać takiemu dziecku spokój i czas na samodzielny, swobodny rozwój, wozimy potem od jednego specjalisty do drugiego, czekamy w kolejkach i udręczeni narzekamy jakie to macierzyństwo jest ciężkie. A nasi znajomi patrząc na to, nie chcą decydować się na dzieci.
Pomyślałam, że może i ten autor ma trochę racji. W kwestii ekranów się nie wypowiem, bo moje dziecko ekranów dziecko nie ogląda i nie będzie oglądać jak najdłużej. Ale postanowiłam zwrócić uwagę na to, jak wpływa na moje dziecko czas spędzany na świeżym powietrzu. Nie jest tajemnicą, że dzieci po zabawie na świeżym powietrzu śpią lepiej. Gdy mam dużo czasu i spędzam większość dnia z dzieckiem na podwórku - a zdarza się to, gdy jesteśmy u moich rodziców na wsi - mała po takim dniu przesypia całą noc bez wybudzania się, co na co dzień się nie zdarza. Stąd moje przypuszczenie, że to właśnie to "podwórko", o którym wcześniej była mowa odgrywa tu kluczową rolę.
Druga kwestia - w obecnych czasach podejście do wychowania się bardzo zmieniło. A co za tym idzie, więcej oczekuje się od młodych rodziców. My sami jako rodzice, też więcej od siebie oczekujemy. Każdy zna słynne powiedzonko rodziców i dziadków - "kiedyś tego nie było i też było dobrze", które jest odpowiedzią na wszystkie kwestie, z którymi starsze pokolenie się nie zetknęło w kwestii wychowania dziecka. Przykładem niech będą słodycze w diecie dziecka. Dziś żelazną zasadą jest, że dziecko do roku nie może spożywać cukru ze ze względu na jego szkodliwy wpływ na mały organizm. Zaleca się też unikanie spożycia cukru przynajmniej do drugiego, a nawet do trzeciego roku życia dziecka. A kiedyś? Większość babć pewnie zgodzi się z tym, że kiedyś nie istniała granica wieku, od której w diecie dziecka może pojawić się cukier. Takie przykłady można wyliczać i wyliczać. Nie tylko w kwestii rozszerzania diety. Obecnie dużo jest nowych wytycznych, które często są punktem spornym - jak nosić niemowlaka, jak powinno wyglądać łóżeczko, czy raczej jak nie powinno, czy podawać dziecku smoczek i kiedy odsmoczkować, jak i kiedy odpieluchować malucha, czy chodzik jest szkodliwy czy nie, i tak dalej, i tak dalej. Czasem mam wrażenie, że na każdym kroku jest jakieś "ale". Że na wszystko co robię, są jakieś normy, które powinnam spełnić. I że jest ich więcej, niż jestem w stanie przyswoić. I o tym właśnie chciałam dzisiaj mówić.
O tym, że często próbujemy trzymać się założonych przez siebie norm, jakby to one wszystko definiowały. Jakbyśmy bez nich byli złymi rodzicami. Dopiero z czasem zaczynamy rozumieć, że rodzicielstwo to nie konkurs, kto zrobi wszystko idealnie. To nie jest też wyścig, kiedy dziecko zacznie chodzić i mówić, i jak szybko się rozwija w porównaniu do rówieśników. Że choć będziesz się starać, nie zawsze wszystko wyjdzie i to jest w porządku. Że jeśli bobas raz ominie drzemkę, naprawdę nic się nie stanie. Że jeśli raz przesunie się pora posiłku, czy dziecko w ogóle go odmówi, też świat się nie zawali. Że nie jest możliwe, żeby w swoim życiu nie zjadł choć trochę piasku, czy bakterii. Że nie każdy posiłek musi być idealny czy zjedzony do końca, bo nawet jeśli bobas uzna, że przez jakiś czas do przeżycia wystarczy mu woda i ogórki, to też jest w porządku.
Nazwałam to sztuką odpuszczania. Dopiero gdy nauczyłam się odpuszczać w niektórych kwestiach i nabrałam dystansu do tego, co robię jako mama, mogę się tak naprawdę cieszyć z bycia mamą. Nie krytykujmy się same przed sobą za każdą drobnostkę. Skupiajmy się na tym, co istotne. Macierzyństwo to nie są sztywne zasady. Bardzo często macierzyństwo to sztuka kompromisów i skutecznych negocjacji. Zrozumieć drugiego człowieka to sztuka, ale zrozumieć człowieka, który mówi w sobie tylko znanym języku, potrzebuje naszej pomocy, by radzić sobie z emocjami i często ma niekontrolowane wahania nastroju, to już wyższa szkoła jazdy. Dlatego nie jest możliwe, by wszystko szło idealnie. Dajmy sobie i dziecku prawo do bycia nieidealnymi. Wtedy możemy być spokojniejsze i szczęśliwsze.
Czy u Was też takie podejście się sprawdza? Co robicie zgodnie z zasadami, a co odpuszczacie?
piątek, 7 sierpnia 2026
O czym może opowiadać fiolet?
Całe życie czekała na nie wiadomo co. Na jakiegoś księcia z bajki, który podaruje jej cały świat. A ona przecież nie potrzebuje całego świata. Wystarczyłby jej mały skrawek. Chciałaby tylko stąd wyjść i poczuć, że ma całe życie przed sobą. Chciałaby położyć się w swoim łóżku, poczuć zapach świeżej pościeli, włączyć film i jeść popcorn. I dzielić z kimś ten moment. Z kimś, kto nigdy nie podniesie na nią głosu. Z kimś, kto okaże jej czułość i zawsze będzie miał czas oraz chęć, by przygotować jej kanapkę z serem i pomidorem.
Po kilku kilometrach zrównał się ze zmiażdżonym na bocznej barierce pojazdem. Medycy właśnie wyciągali ze środka kobietę. Oczy miała zamknięte, a z czoła ciekła jej krew. "Może przeżyje, a może ktoś dziś umrze za życia na wieść o jej śmierci. Jakie to wszystko jest dziwne", myślał Leopold, jadąc dalej. "Wydaje nam się, że wszystkie nasze sprawy są takie ważne, że rzeczywistość załamie się, jeśli czegoś nie zrobimy, jeśli coś zawalimy, jeśli czemuś nie sprostamy. Wszystkiego się boimy, a najbardziej tego, co pomyślą o nas inni. A tymczasem któregoś dnia wjeżdżamy na obwodnicę, by okrążyć miasto, i okrążamy własne życie. Już nigdy do niego nie wracamy, a rzeczywistość nie załamuje się mimo to, że pewne rzeczy pozostają nieukończone. Mimo to, że my zostajemy nieukończeni. Tak po prostu.


