piątek, 16 sierpnia 2019

O przyjaźni słów kilka

Przyjaźń to nie czas liczony w miesiącach, godzinach
Nie kolekcja zdjęć, lecz chwil które pragniesz zatrzymać
Takich jak w piosence Dżemu
Najpiękniejszych z całego życia
Czy takich, w których po prostu płaczesz
Długo nie mogąc opanować śmiechu

To niekończące się rozmowy do późna
O wszystkich gatunkach ludzi i facetów
Opróżnione kubki kawy czy butelki wina
Wspólnie zaśpiewane piosenki
Obejrzane filmy, wymienione książki
A przede wszystkim wymienione myśli

Przyjaciel to ktoś, z kim zwiedzasz najdalsze krańce świata
Nie obawiając się, czy wrócisz z tego cało
Ktoś z kim uda się przetrwać wszystko
Kolokwium, sesję, najnudniejszy wykład
To ktoś przed kim możesz odsłonić swoją duszę
Bo i tak wie o tobie więcej niż możesz powiedzieć
Zna twoje najskrytsze pragnienia
Spojrzy w oczy i wie - potrzebny ci kebab
Z podwójnym mięsem, sosem mieszanym i serem

Przyjaźń to nie tylko różowe okulary
Przez które życie bardziej znośnym się wydaje
Przychodzą też burze, które trzeba przetrwać
Pokłócić się na śmierć i życie
By koniec końców móc powiedzieć
Dziękuję, że  j e s t e ś


Życie bez przyjaciół byłoby nie tylko trudniejsze, ale też smutne i puste. Nikt nie jest samowystarczalny i każdy z nas potrzebuje kogoś  bliskiego. Czym dla Was jest przyjaźń?

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

To mogło spotkać każdego z nas...

Gdybym nie miała za sobą przeszłości, do której nie chcę wracać wspomnieniami, nigdy nie wybiegłabym w czarną noc. Sprawdziłabym, co dzieje się w piwnicy, bo tak jak on uważałabym, że to jakiś zwierzak dostał się do środka. Ale ja wiem, że to nie był kot, kuna czy gronostaj, tylko on mnie odnalazł.
Po przeczytaniu „Trzeciej", która spodobała mi się tak bardzo, że od tej pory biorę w ciemno wszystko, co wyjdzie z pod pióra Magdy Stachuli, to że sięgnę po „Oszukaną" było już tylko kwestią czasu. Gdy w końcu dostałam ją w swoje ręce, zachwyciło mnie ładne wydanie i szarozielona, zapowiadająca mroczny klimat okładka z wypukłymi zdobieniami. Czy i treść była równie zachwycająca?
Już na samym początku dowiadujemy się, że przeszłość Leny skrywa tajemnice, których dziewczyna nie może nikomu wyjawić, bo boi się konsekwencji. Nie robi sobie żadnych zdjęć i nie wrzuca do sieci, bo nikt nie może jej namierzyć. Ciągle przed czymś ucieka. Ukrywa się. Tęskni za życiem jakie wiodła jeszcze rok temu, choć oceniała je jako nudne i ubogie w kontakty towarzyskie. Studiowała na kierunku, który nie odpowiadał jej zainteresowaniom. Jeden dzień, który miał być początkiem czegoś nowego, lepszego, stał się początkiem końca. Jedno kłamstwo, jedna zła decyzja, której skutków nie można było do końca przewidzieć, i życie staje się koszmarem. Jaką mroczną tajemnicę skrywa Lena? Co takiego ją spotkało? Te pytania już od samego początku będą Was niepokoić. I serce nie raz zabije Wam mocniej.
Są kłamstwa i Kłamstwa. Małe, niewinne i nieszkodliwe w skutkach oraz takie, które mogą zniszczyć czyjeś życie. Kłamać każdy może. Komu w takim razie można ufać, a komu nie? Ta książka będzie przestrogą, żeby dwa razy się zastanowić, zanim w coś uwierzycie.
(...) mój umysł już kiedyś wydeptał ścieżkę do granicy zbocza. Mimo że terapeuci, leki i matka, zasiali w zrytych miejscach nową trawę, ja doskonale wiedziałem, którędy pójść, by znowu stanąć nad przepaścią. Niestabilność emocjonalna to stan umysłu, z którego się nie wyrasta. 
Wydarzenia nie są przedstawione chronologicznie. Narracja obejmuje perspektywę trzech osób. Stopniowo dowiadujemy się, jakie powiązania są między nimi i jakie tajemnice skrywają przed sobą nawzajem. Jeśli spodziewajcie się, że będzie to przeciętna historia, jakich wiele, to rozwieję Wasze wątpliwości. W miarę rozwoju wydarzeń, gdy już myślimy, że cokolwiek się wyjaśniło, ciągle pojawiają się nowe okoliczności, historia okazuje się coraz bardziej zagmatwana.  Nie można spocząć, dopóki nie doczyta się do końca. A zakończenie tej książki pozostawi smutek jak po stracie najlepszego przyjaciela i chęć na więcej.
Sami bohaterowie są wykreowani tak, że choć to tylko postaci książkowe, wydają się mieć duszę. Daleko im do  ideału – poznajemy ich niedoskonałości, lęki, obawy, oraz tajemnice, które po wyjściu na jaw zmieniają bieg wydarzeń. Jedyne, do czego można się przyczepić to to, że Lena czasami bywa denerwująca ze swoim ciągłym rozpamiętywaniem przeszłości. Ale nie czepiam się, bo nie wiem, co ja myślałabym będąc na jej miejscu. Poza nawet ją polubiłam.
W tej pozycji znalazłam wszystko, czego można oczekiwać od dobrego thrillera. To książka z gatunku tych, po otwarciu których zupełnie traci się rachubę czasu. Styl pisania autorki jest staranny i obrazowy, przez co czyta się płynnie i przyjemnie. Idealnie zbudowane napięcie, zagadki, których z każdym kolejnym rozdziałem przybywa, zamiast się roozstrzygać i stopniowe dochodzenie do prawdy. Dzieje się tam tyle, że moi znajomi łapali się za głowę, gdy pokazywałam im tylko wybrane urywki z książki. Całości dopełniają bohaterowie, którzy wydają się rzeczywistymi i niepokój bijący z każdej kolejnej strony. Ta książka nie da Wam spokoju, dopóki nie przeczytacie do końca, a i na długo potem nie da o sobie zapomnieć 😊
Jeśli opis choć trochę Was zaciekawił, ale jeszcze się zastanawiacie, czy warto sięgnąć po tę książkę, to powiem jak zwykł mawiać mój prowadzący na ćwiczeniach – ja na Waszym miejscu nawet minuty bym się nie zastanawiała 😁 Przeczytałam i z niecierpliwością czekam na kolejną książkę pani Magdy.
Moja ocena: 9/10

Magda Stachula, Oszukana
Ilość stron: 366
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data premiery: 15 maja 2019

piątek, 9 sierpnia 2019

Co może być zapisane w wodzie?

Zawsze cię to ciekawiło. Kiedy byłaś młodsza, fascynował cię sam fizyczny akt, jego trzewia, sama kwintesencja. Ciągle pytałaś: czy to boli? Długo boli? Uderzyć w wodę z takiej wysokości, ciekawe, jakie to uczucie? Poczułabyś, że pęka ci kręgosłup? Dużo mniej myślałaś o reszcie, o tym, ile odwagi trzeba, żeby wejść na szczyt skały czy stanąć na brzegu i nie zatrzymać się, zrobić jeszcze ten jeden krok.
Do tej książki byłam bardzo sceptycznie nastawiona. „Dziewczyny z pociągu" nie czytałam, bo słyszałam o niej dużo negatywnych opinii, ale gdy trafiłam na drugą książkę Pauli Hawkins postanowiłam dać jej szansę. Czy to podejście było udane?
Historia osnuta jest wokół zdarzeń, które rozegrały się w pewnym miejscu nas rzeką umownie przez mieszkańców nazwanym Topieliskiem. Widziało ono już śmierć kilku kobiet, a teraz zostaje znalezione kolejne ciało. Nel Abbot nie żyje, skoczyła – rozeszła się wieść po okolicy. Ile z tych śmierci było samobójstwami i co je łączy? Czy aby na pewno Nel Abbot skoczyła? Co ją do tego popchnęło i dlaczego miałaby zostawiać piętnastoletnią córkę? Powoli odrywając zagadkowe okoliczności towarzyszące śmierci kobiet, zaczynamy też odkrywać zagadki, jakie może skrywać ludzka psychika. Zauważamy też tajemnice z przeszłości bohaterów, które odkryte mogą zniszczyć życie. Ta książka również dobrze obrazuje, jak ciężko jest czasami zrozumieć drugą osobę, a także jak przez brak dialogu i zwykle nieporozumienia można chować urazę latami, aż będzie za późno by cokolwiek zrobić.
Ale czy to, co zrobił, było aż takie straszne? Gdyby rzeczywiście był potworem, zimnym, okrutnym i pozbawionym uczuć, zwodziłby ją dalej, dla pozoru. Przecież leżałoby to w jego interesie. Nie, nie był złym człowiekiem. Po prostu jeśli już kochał, to kochał bez reszty, ale co w tym złego?
Historia opowiadana jest z perspektywy kilku różnych bohaterów, ale mimo tego, co o niej czytałam – niektórym to bardzo przeszkadzało i twierdzili, że gubią się w tej historii – mi nie sprawiło to większych problemów. Wymaga tylko nieco skupienia. Wątkiem, który łączy te wszystkie punkty widzenia jest miejsce zwane Topieliskiem.
Po przeczytaniu pierwszych kilku stron miałam wrażenie, że ta książka ma ciężki styl i będzie wymagająca. Skrupulatne opisy, ich nagromadzenie zapowiadało, że nie będzie to książka, przez które można szybko przebrnąć. Szybko jednak zmieniłam zdanie. Taki sposób narracji nie pozwalał się oderwać od książki. Ma się poczucie, że za chwilę coś nieoczekiwanego się wydarzy. Bohaterów otacza jakaś tajemnicza aura. Takie wrażenie miałam do dwóch trzecich objętości książki. Potem, gdy większość wątków się wyjaśniła, zrobiło się nudno i zastanawiałam się, dokąd ta akcja dalej zmierza. Czytałam tylko dlatego, że nie lubię zostawiać niedokończonych książek i miałam wrażenie, że nic ciekawego się już nie wydarzy. Muszę przyznać, że nie miałam racji – warto było doczytać do końca.
Gdy sprawdzałam opinie o książce na lubimy czytać i jedna z pierwszych, na którą się natknęłam brzmiała „O Boże, jakie to było złe", a kolejne wcale nie były lepsze, pomyślałam sobie, że może nie był to najlepszy wybór i nie będę mieć co do tej książki zbyt dużych oczekiwań. Skoro ma takie oceny, to muszą być ku temu powody. Jest to typowy thriller psychologiczny. Nie przypadnie do gustu czytelnikom, którzy od książki oczekują dynamicznej akcji i ciągłego napięcia. Za to poznajemy tutaj mroczną historię, pełną zagadek– również tych, które skrywa ją umysły bohaterów  – i krok po kroku, sukcesywnie odkrywamy prawdę.
Wśród innych thrillerów tę pozycję wyróżnia staranny język, bardzo mroczny nastrój oraz odpowiadające mu opisy i ciągły niepokój, który nawet na chwilę Was nie opuści 😊
To historia opowiedziana została w tak pokręcony sposób, że do samego końca nie można być niczego pewnym. Cały czas podejrzewane przeze mnie okoliczności śmierci bohaterek ulegały zmianie. Historia sama w sobie nie robi piorunującego wrażenia, można by nawet uznać ją za przeciętną, taką której nie pamięta się zbyt długo. Na uwagę zasługuje natomiast sposób w jaki została opowiedziana i myślę, że dlatego warto się pokusić o jej przeczytanie. Jeśli ktoś lubi typowe thrillery psychologiczne i pasjonuje go złożoność ludzkiej psychiki, będzie zadowolony z tej lektury.
Moja ocena: 6/10

Paula Hawkins, Zapisane w wodzie
Ilość stron: 364
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2017