Czasem mam łzy w oczach te małe stópki, gdy mała wybierze książeczkę, gramoli się i siada obok mnie na kanapie. Chciałabym, by zawsze były takie małe, ale wiem, że musi urosnąć jak każdy z nas. Czasem też wzruszam się, gdy jeszcze nie do końca wybudzona, cieniutkim głosikiem mówi "mama" i śpi dalej. Jeśli "mama" to pierwsze słowo po przebudzeniu, to mogę czuć się wyjątkowo. Nawet jeśli potem usłyszę je jeszcze ze sto razy i niekoniecznie będzie wtedy miło. Czasem po prostu patrzę na nią w losowym momencie dnia i nie dowierzam, że stworzyłam kogoś wyjątkowego. A innym razem myślę, że jest taka mała i bezbronna i robię rachunek sumienia, czy dostatecznie o nią dbam.
Kiedyś nie do pojęcia było dla mnie, że wychowanie człowieka może być tak trudne, a jednocześnie takie proste. Małe dziecko chce tylko być bezpieczne i kochane. No może jeszcze najedzone i ciągle czymś zajęte. Nigdy nie przestaje dotykać, eksperymentować, interesować się każdym napotkanym przedmiotem. Gdy tylko wyjdzie na spacer, ma wszystko, czego mu potrzeba. Goni ptaki, zrywa trawę, podziwia mrówki, znajduje patyk i niesie ze sobą przez całą drogę to cenne znalezisko. Nie pozwala ci iść za szybko. Nawet gdy usiądzie na murku i zatrzyma się na chwilę, szuka dla siebie czegoś interesującego. Zatrzymujesz się więc i siadasz obok. I czas w końcu zwalnia. Przestajesz myśleć o liście rzeczy do zrobienia na dziś. Przestaje cię interesować, która jest godzina. Siadasz i zachwycasz się perspektywą wielkiego świata jaką ma ten mały człowiek. Perspektywą świata, w którym każdy robak, źdźbło trawy czy patyk jest tak interesujący, że warto się nad nim pochylić. I myślisz, że gdyby nie ten mały człowiek, wielu rzeczy nie byłoby ci dane dostrzec. Przytulasz to małe ciałko i po prostu jesteś tu i teraz. Zimny poranek przestaje być zimnym porankiem. Nawet pochmurny dzień może być pełen ciepła i radości. Nigdy nie pojmę - jak te dzieci to robią?
Macierzyństwo to same sprzeczności. Nieważne jak byłoby trudne czy wymagające. Koniec końców liczą się i tak tylko te dobre momenty. Właśnie takie, w których czas zwalnia. A macierzyństwo jest ich pełne. I nie ważne jak bardzo dokładnie ktoś mógłby mi to opisać. Myślę, że tych momentów nikt nie jest w stanie opisać.


