czwartek, 16 lipca 2026

"Ciemiężyca" jako studium toksycznych relacji

Współczułam mu i próbowałam zrozumieć, co sprawia, że dla niektórych ludzi jedynym celem życiowym jest gnębienie innych. Jak to działa? I dlaczego ich ofiarami zazwyczaj są najbliżsi? Dlaczego za zamkniętymi drzwiami domów i mieszkań rozgrywają się największe dramaty? Dlaczego ci, którzy powinni się wspierać, urządzają sobie nawzajem piekło?

"Ciemiężyca" to moja pierwsza książka tej autorki, ale na pewno nie ostatnia.

Mamy tu trójkę bohaterów, trzy różne historie życiowe, które w pewnym momencie się splatają. Anka po latach wraca do rodzinnego domu, by zaopiekować się matką, która złamała nogę. Robi to niechętnie przez wzgląd na to, jak wygląda ich relacja. Anka pamięta dawne krzywdy, a żal który pozostał, podczas każdej z rozmów z matką powiększa się, zamiast uciszać. W takich okolicznościach swojego życia poznaje Bartka, przewodnika tatrzańskiego, którego małżeństwo jest na skraju rozpadu przez chorobliwie zazdrosną żonę. Dołącza do nich jeszcze Chrystian, młody barman, który uwikłał się w toksyczną relację z szefową. Chcąc sobie nawzajem pomóc, wpadają na pewien pomysł i zawierają układ. Czy rzeczywiście na nim skorzystają?

Policjanci wyszli, przystanęli na ganku i spojrzeli na Giewont.

- Patrz, jak tu pięknie. - Lasak westchnął. - Takie piękno wokół tych domów, a w środku tyle zła i brudu. Nie masz czasem dość?

Trójka bohaterów, trzy różne historie, opowiadane z różnych perspektyw. Opowiedziane zostały w taki sposób, że miałam wrażenie, że czytam o rzeczywistych, nie zmyślonych postaciach. Anka, na początku nieco irytująca ze swoim dziwnym uzależnieniem od toksycznej matki, zyskała przy lepszym poznaniu. Bartkowi i Chrystianowi nie mam nic do zarzucenia. Cała trójka to ciekawie stworzone postaci, ich tragedie przeżywamy wraz z nimi, ich emocje stają się naszymi emocjami. Lektura jest przez to naprawdę poruszająca i niełatwa. Z każdą stroną bardziej niepokojąca. Napięcie nie ustępuje aż do końca. Nie jest to historia, którą zapomnicie chwilę po odłożeniu książki. Ona wwierca się w głowę i porusza najbardziej czułe struny. I jednocześnie zmusza nas do głębokich refleksji. Takich lektur właśnie potrzeba. 

Książka jest niepokojąco rzeczywistym obrazem tego, co robią z nami toksyczne relacje i toksyczni ludzie. Że tam, gdzie powinna być miłość, a wkrada się coś innego, może być czasem tylko o krok od dramatu. Że czasem właśnie bliskie osoby mogą zgotować nam najgorsze piekło. Codziennie, niestrudzenie, raz za razem, może nie do końca zdając sobie z tego sprawę, wbijać szpilki, aż doprowadzają do ostateczności. Potrzeba właśnie takich lektur. Takich, które uczulają, że choć ludzka psychika potrafi znieść bardzo dużo, każdy ma swoje granice. Takich, które uczulają na to, że nawet na najmniejsze zło nie można pozostać obojętnym. Bo wszystko ma swoje konsekwencje.

"Ciemiężyca" ma wszystko, co powinien mieć dobry thriller psychologiczny. Jeśli nie boicie się mocnych historii, to z pewnością jest coś dla was. 


Moja ocena 10/10

Maria Gąsienica-Zawadzka, Ciemiężyca

Ilość stron: 428

Wydawnictwo Otwarte

Data premiery: 18.06.2025

poniedziałek, 13 lipca 2026

Macierzyństwo to momenty, w których czas zwalnia

Jak opisać macierzyństwo komuś, kto tego nie doświadczył? Dla mnie macierzyństwo to same sprzeczności. Śmiech i łzy. Radość i smutek. Sukcesy i porażki. Droga wybrukowana miłością do kogoś małego, kto jeszcze nie do końca rozumie ten świat, ale już rozumie czym jest ta miłość.

Czasem mam łzy w oczach, patrząc na te małe stópki, gdy mała wybierze książeczkę, gramoli się i siada obok mnie na kanapie. Chciałabym, by zawsze były takie małe, ale wiem, że musi urosnąć jak każdy z nas. Czasem też wzruszam się, gdy jeszcze nie do końca wybudzona, cieniutkim głosikiem mówi "mama" i śpi dalej. Jeśli "mama" to pierwsze słowo po przebudzeniu, to mogę czuć się wyjątkowo. Nawet jeśli potem usłyszę je jeszcze ze sto razy i niekoniecznie będzie wtedy miło. Czasem po prostu patrzę na nią w losowym momencie dnia i nie dowierzam, że stworzyłam kogoś wyjątkowego. A innym razem myślę, że jest taka mała i bezbronna i robię rachunek sumienia, czy dostatecznie o nią dbam. 

Kiedyś nie do pojęcia było dla mnie, że wychowanie człowieka może być tak trudne, a jednocześnie takie proste. Małe dziecko chce tylko być bezpieczne i kochane. No może jeszcze najedzone i ciągle czymś zajęte. Nigdy nie przestaje dotykać, eksperymentować, interesować się każdym napotkanym przedmiotem. Gdy tylko wyjdzie na spacer, ma wszystko, czego mu potrzeba. Goni ptaki, zrywa trawę, podziwia mrówki, znajduje patyk i niesie ze sobą przez całą drogę to cenne znalezisko. Nie pozwala ci iść za szybko. Nawet gdy usiądzie na murku i zatrzyma się na chwilę, szuka dla siebie czegoś interesującego. Zatrzymujesz się więc i siadasz obok. I czas w końcu zwalnia. Przestajesz myśleć o liście rzeczy do zrobienia na dziś. Przestaje cię interesować, która jest godzina. Siadasz i zachwycasz się perspektywą wielkiego świata, jaką ma ten mały człowiek. Perspektywą świata, w którym każdy robak, źdźbło trawy czy patyk jest tak interesujący, że warto się nad nim pochylić. I myślisz, że gdyby nie ten mały człowiek, wielu rzeczy nie byłoby ci dane dostrzec. Przytulasz to małe ciałko i po prostu jesteś tu i teraz. Zimny poranek przestaje być zimnym porankiem. Nawet pochmurny dzień może być pełen ciepła i radości. Nigdy nie pojmę - jak te dzieci to robią?

Macierzyństwo to same sprzeczności. Nieważne jak byłoby trudne czy wymagające. Koniec końców liczą się i tak tylko te dobre momenty. Właśnie takie, w których czas zwalnia. A macierzyństwo jest ich pełne. I nie ważne jak bardzo dokładnie ktoś mógłby mi to opisać. Myślę, że tych momentów nikt nie jest w stanie opisać. 

poniedziałek, 6 lipca 2026

Podobno czasem lepiej, aby marzenia się nie spełniały

Podobno czasem lepiej, aby marzenia się nie spełniały. Bo mogą okazać się naszym najgorszym koszmarem.

"Córki moru" to moje przypadkowe odkrycie, po opisie stwierdziłam że nie do końca mój klimat ale się skuszę. Czy książka spełniła moje oczekiwania? 

Każdy z nas ma marzenia i pragnie, by się spełniły. Nikt z nas nie przewiduje, że mogą one zmienić nasze życie w koszmar. Matylda pragnęła jedynie życia i kariery w wielkim mieście, i tego jedynego, który jak ona będzie kochał książki. I to wszystko dostała. Z czasem jednak partner zaczął posuwać się wobec niej do przemocy i zapragnęła uciec od tego życia, choć myślała, że nie ma takiej możliwości. Przypadkiem trafia do małej malowniczej wioski na Podlasiu, jeszcze wtedy nie mając pojęcia o historii tego miejsca. Czy będzie mogła tam w spokoju odpocząć i zebrać myśli? Jeszcze nie wie, że jej historia połączy się w tym miejscu z historiami innych kobiet, które doświadczyły zła, o którym nie sposób zapomnieć...

Chciałam jej powiedzieć o tylu rzeczach, o których nigdy nie zdążymy powiedzieć matkom, zanim umrą. Widziałam jednak, że mama jest w innym świecie. Nawet nie zapytała, gdzie byłam. Wzięła mnie na kolana i wąchała moje włosy. Zawsze, gdy to robiła, zaczynała płakać po cichu, żebym nie usłyszała. Ale dziecko wie, gdy matka płacze. To matki nie wiedzą, kiedy dziecko tłumi łzy. Nigdy odwrotnie.

Czasem zdarza nam się wierzyć w duchy czy upiory. Takie złe, które przychodzą, by nas wystraszyć czy skrzywdzić. Lubimy zło przypisywać tym właśnie upiornym istotom. Może dlatego, że nie chcemy wierzyć, że źródłem zła może być tylko i wyłącznie człowiek? Ktoś, kto mieszka obok, wzorowy sąsiad czy sąsiadka, znajomy czy znajoma, zabawni mili i tacy, którzy z chęcią pomagają innym. A my i tak lubimy wierzyć w opowieści nie z tego świata. Taką właśnie mocną wymowę ma ta lektura. 

Gdy Matylda odpoczywa sobie w pięknej miejscowości na Podlasiu, my cały czas drżymy o jej życie. Poznajemy też opowieści kobiet, które mieszkały tam wcześniej. Opowieści te sięgają aż do czasów wojny.  Wszystkie jednak są powiązane. Tylko tyle mogę zdradzić. Mamy zatem kilka bohaterek. Każda z nich opowiada w ciekawy, poruszający sposób. Dosłownie wzięłam tę książkę do ręki i przepadałam na kilka godzin. Cały czas gdzieś z tyłu głowy miałam lęk o główną bohaterkę. Wymowa książki też mocno do mnie trafiła. Może poza zakończeniem, które moim zdaniem trochę kłóci się tu z całością. Ale przy takiej ilości pozytywnych wrażeń to jeszcze do przełknięcia. 

Książka nie do końca w moim klimacie, ale okazała się strzałem w dziesiątkę. Thriller, trochę wątków historycznych, trochę horroru. Podejmuje tematykę zła, które ludzie wyrządzają sobie wzajemnie i które nigdy nie zostaje zapomniane. Porusza mocno. Przekaz trafia dokładnie tam, gdzie powinien. Autorka zapowiada kolejną część, mam nadzieję, że dorówna pierwszej.


Moja ocena 9/10

Agata Sosnowska, Córki moru

Ilość stron: 405

Wydawnictwo: SQN

Data premiery: 11.02.2026