Nieznośna lekkość bytu
Człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. To tak, jakby aktor grał przedstawienie bez żadnej próby. Cóż może być warte życie, jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym? Dlatego życie zawsze przypomina szkic. Ale nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic to zawsze zarys czegoś, przygotowanie do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, to szkic bez obrazu, szkic do czegoś, czego nie będzie.
wtorek, 6 października 2026
Nieskończenie wiele powodów do uśmiechu
piątek, 2 października 2026
Czy komuś zależało, by ta dziewczyna zaginęła?
Sara była niczym kolorowy motyl, który mógł przypadkiem złapać się w sidła. Podobała się, ciekawiła, fascynowała i to właśnie mogło ją zgubić. Możliwe, że komuś to przeszkadzało. Ludzie są zdolni do najbardziej odrażających czynów, nawet ci, których inni nigdy o to nie posądzają.
"Zaginiona" Anety Kisielewskiej to mój przypadkowy wybór. Podczas moich poszukiwań w bibliotece, leżała na stoisku z ostatnio zwróconymi książkami. Pomyślałam sobie - czemu nie? - zwłaszcza, że opis wpisywał się w mój gust czytelniczy.
Gotował się od emocji. Przestał komukolwiek ufać. Przez tę sprawę nie mógł jeść, kopcił jak miejski komin i zaczął cierpieć na bezsenność. Czuł na sobie ciężar odpowiedzialności. A co, jeśli Sara nie będzie jedyna? Jeśli za parę dni zniknie kolejna dziewczyna?
Kilka rzeczy mi się z tej książce spodobało, ale mimo wszystko jestem na nie. Sama pomysł na fabułę nie zapowiadał się nadzwyczajnie - w końcu większość kryminałów czy thrillerów mówi albo o morderstwie albo o zaginięciu. Skoro już zostało opisane zaginięcie, miałam nadzieję, że będzie nieprzeciętnie, w przeciwnym wypadku książka byłaby po prostu słaba. Niestety, pomimo starań autorki, by zrobić z tego ciekawą i niebanalną historię, moim zdaniem się nie powiodły.
Narracja w książce to ciągłe, nieuporządkowane skakanie po dwóch płaszczyznach czasowych - sprzed i po zaginięciu Sary. Często taki zabieg wprowadza trochę grozy i tajemniczości. Tutaj, co prawda, dowiadujemy się nowych faktów, ale też niekiedy czytamy kilka razy o tym samym i jest to trochę nużące.
Trzeba jednak przyznać, że sam styl autorki jest bardzo skrupulatny i obrazowy, wszystko opisuje bardzo przekonująco, a postaci bohaterów są przemyślane. Główna bohaterka - Sara - ofiara zaginięcia jest nieco kontrowersyjna. Z jednej strony powinniśmy się przejąć jej losem i niecierpliwie czekać na szczęśliwe zakończenie, a z drugiej... jest tak do bólu irytująca, że momentami sama miałam ochotę jej coś zrobić, czy chociaż przemówić do rozumu. Sara jest przedstawiona jako zbuntowana nastolatka, uparta i zaciekle broniąca swoich granic przed rodzicami, szczególnie przed ojczymem, z którym jest na wojennej ścieżce. Jest też uparta i gdy coś postanowi, żadnym sposobem nie da się jej tego wyperswadować. Z jednej strony czytamy z autentycznym zainteresowaniem - historia jest naprawdę realistyczna i mogłaby dotyczyć każdego - a z drugiej strony niektóre działania bohaterki są dla mnie nieracjonalne i nie do zaakceptowania.
Sama fabuła nie jest zbyt oryginalna, ale mogłaby się jeszcze obronić, gdyby została ciekawie poprowadzona. Choć czytałam z zainteresowaniem, to jednak nie można powiedzieć, że jest wciągająca. Liczyłam też na nietypowe zakończenie, a było ono jak dla mnie przewidywalne. Już na początku miałam podejrzenia, kto będzie w tę sprawę zamieszany. Choć co prawda każdy z bohaterów wydaje się coś ukrywać i nie mamy pewności co do ich prawdziwych intencji.
Mimo wszystko jest w tej historii coś, co nie pozwoli o sobie zapomnieć. Zakończenie, choć niezbyt zaskakujące, to do bólu realistyczne i wymowne. Pozostawia nas z myślą, że niewiele trzeba, by wydarzyła się tragedia. I jak niedoskonały jest człowiek. Choć na co dzień tego nie okazuje, ma swoje czułe punkty i niewiele trzeba, by popchnąć go do nieracjonalnych zachowań.
Książka jak dla mnie średnia, ale każdy ma inny odbiór, więc może się też podobać.
Moja ocena: 5/10
Aneta Kisielewska, Zaginiona
Ilość stron: 294
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Data premiery: 13.05.2025
wtorek, 29 września 2026
Wszystko jest kwestią organizacji
Ja wcale nie neguję tego, że bobas to sama słodycz i radość. Każda z nas jest tak skonstruowana, że niezależnie od tego, jak źle czy ciężko by było, i tak będzie patrzeć na swojego bobasa jak na największy cud. I tak ma być. Ale przyznajmy, że są takie dni, gdy odechciewa się wszystkiego.
Brzmi choć trochę znajomo? Oczywiście te wszystkie rzeczy zwykle nie wydarzają się na raz. To tylko przykład, że czasem dobre nastawienie i pozytywne chęci guzik dają, gdy masz naprzeciwko małego wszędobylskiego człowieka, upartego i zdeterminowanego, by osiągnąć swoje małe cele. W głębi ducha cieszysz się z tego, że taki jest, ale czasami po prostu szlag trafia wszystkie twoje zasady idealnego rodzicielstwa, wychodzisz z siebie i stajesz obok. A gdy śpi, analizujesz, co poszło nie tak. I pocieszasz się myślą, że jeszcze będzie szansa, by to zrobić lepiej.
Znacie to stwierdzenie, że wszystko jest kwestią organizacji? Po części tak. Dużo rzeczy można zaplanować i dużo zrobić, ale czy najważniejsze jest to, by wszystko było idealnie zrobione i dopięte na ostatni guzik? Takie priorytety można sobie stawiać, póki nie pojawi się inny priorytet, czyli dziecko. Potem codzienność to już niekiedy jazda bez trzymanki. I choć będziemy się dwoić i troić, cała reszta i tak jest nic nieznacząca, bo to potrzeby małego człowieka są na pierwszym miejscu i to on absorbuje najwięcej naszego czasu. I matka choćby miała milion innych rzeczy do zrobienia, nie pozostanie obojętna na to, że dziecko potrzebuje uwagi, więc kwestia organizacji nijak się ma do rzeczywistości. Sama niekiedy przyłapuję się na tym, że tylko gdy dziecko śpi lub opiekuje się nim druga osoba, jestem w stanie się w pełni skupić, zebrać myśli i wykonywać wszystkie czynności w takim tempie, w jakim bym chciała.
I wiecie jaką mam na to wszystko radę? Żadną. Nie zawsze może być idealnie. Nie zawsze jest nawet dobrze. Czasami jest po prostu wystarczająco. A czasami tylko tak, że plan to przeżyć i iść spać. Ważne, by w tym wszystkim pamiętać, po co to robimy. I w całym tym bałaganie znaleźć choć chwilę, by się zatrzymać i pomyśleć o tym, co dla nas ważne.


