piątek, 18 września 2026

Zły opiekun - dlaczego dostał takie miano?

Był przekonany, że nie został stworzony do tego świata. Z każdym dniem czuł się coraz bardziej jak cień, który ktoś przypadkiem zmaterializował i wrzucił między innych bez jakiejkolwiek instrukcji obsługi. I co gorsza - bez prawa głosu.
Pierwsza część przygód Kornela Malickiego zainteresowała mnie na tyle, by sięgnąć po kontynuację. Nie spodziewałam się nawet, że będzie lepsza, wystarczyłoby, gdyby utrzymała poziom pierwszej części. Czy tak się stało?

Kornel Malicki słynny reportażysta znowu rozpoczyna pracę nad kolejną książką i w tym celu wyjeżdża do Wołkowyi, niewielkiej wsi nad Jeziorem Solińskim. Nieoficjalnie znów próbuje stawić czoło własnej przeszłości. Matka przed ich rozstaniem kazała mu odszukać pewnego człowieka, z którego powodu właśnie tu się zatrzymał. Ma on mieć związek z ich przeszłością. Ten człowiek, jak się okazuje, był też uczestnikiem zbiorowej masakry na obozie szkolnym - pełnił wtedy rolę jednego z opiekunów. Kornel ma zamiar poznać i wyjawić społeczeństwu prawdę o tym, co stało się przed laty. Dlaczego jeden z uczniów wystrzelał część uczestników obozu, a potem sam popełnił samobójstwo?

Nie mogę znieść myśli, że ludzie, którzy od lat przysłaniają mi niebo jak burzowe chmury, są tymi którzy absorbują najwięcej słonecznego ciepła. Ustawiają się przodem do świata, podczas gdy ofiary ich grzechów muszą zbierać się z ziemi ukradkiem, najlepiej tak, by nikogo nie zawstydzać swoim bólem. 

Po dobrej pierwszej części i w większości bardzo pozytywnych recenzjach nie sądziłam, że tak po prostu się rozczaruję. Choć dużo szczegółów co do sprawy masakry w obozie poznajemy już na wstępie, czytając sugerowałam się tym, że pod koniec dostaniemy coś naprawdę mocnego. W końcu po co pisać książkę, której zakończenie już przedstawia się na samym początku? I tu się mocno rozczarowałam. Są owszem pewne intrygi między bohaterami, w efekcie doprowadzają one do tych tragicznych wydarzeń, ale naprawdę dostajemy tylko tyle? Miałam wrażenie, że czytam o niczym. Jedyne, co sprawiło, że dobrnęłam do końca, to postać Michała Kitlera - nastolatka, który czuł się wyobcowany, nielubiany przez rówieśników i prześladowany. Załamał się do tego stopnia, że zabił kilkanaście osób i sam popełnił samobójstwo. Poznajemy go jednak nie jako mordercę, tylko wrażliwego nastolatka, kogoś, kto bardzo potrzebuje pomocy. Możliwe, że gdyby ją otrzymał, do tragedii by nie doszło. Niewątpliwie daje to do myślenia jak burzliwy i trudy bywa ten okres dla młodzieży. Jak często nawet najbliższe osoby nie potrafią dostrzec, że ten młody człowiek woła o pomoc. 

Sam Kornel nieco drażnił mnie już w pierwszej części, ale wtedy było jeszcze ciekawie i przymknęłam na to oko. Tutaj mamy ten sam schemat - reportażysta, który pracuje nad książką, poszukuje materiałów i rozpytuje ludzi, ale bardziej od tego wszystkiego zaaferowany jest swoim osobistym interesem - w tym przypadku znów odszukanie pewnego człowieka i zemsta. Już samo to podejście do sprawy jest dla mnie rażąco nieprofesjonalne, więc nie zdołałam się polubić z tym bohaterem ani przeżywać jego emocji i rozterek. Sam wątek tajemnicy z przeszłości, którą ma znać poszukiwany przez niego człowiek był dla mnie ciekawy i chyba to też zmusiło mnie do dokończenia lektury. Zakończenie też mnie nie zadowoliło, bowiem nie dostajemy pełnej odpowiedzi - autor część znaków zapytania zostawia nam, byśmy sięgnęli po kolejną część. Niestety jest mała szansa, że to zrobię, więc pewnie nigdy się nie dowiem.

Z żalem musze stwierdzić, że nie polubiłam się z tą książką, choć poprzednia część była obiecująca. 


Moja ocena: 5/10

Marcel Moss, Zły opiekun

Ilość stron: 366

Wydawnictwo Filia

Data premiery: 22.04.2026

wtorek, 15 września 2026

Nie toleruję słowa nie, zawsze dostaję to, co chcę

Jedną z rzeczy, które nigdy nie przestaną mnie zadziwiać w byciu mamą, jest to jak szybko mały człowiek chłonie wiedzę. I natychmiast naśladuje wszystko, co zauważy.

Odkurzałam. Córka zwykle trochę się bawi, trochę mnie obserwuje i biega za mną z wózkiem albo ze swoim odkurzaczem. Mamy w odkurzaczu wymienne końcówki, m. in do dywanów, które trzymamy w szafce. I gdy kończyłam odkurzać podłogę, mała mnie uprzedziła, wyciągnęła z szafki szczotkę do dywanów i mi podała. Dużo rzeczy robimy razem, chociażby razem wyciągamy naczynia ze zmywarki, ale odkurzałam zawsze sama, więc zdziwiłam się, że zrobiła z własnej inicjatywy, bez mojego polecenia. Nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać, jak to dziecko szybko się uczy i we wszystko chce się angażować. 

Córka ma jedną ulubioną piosenkę, której chce słuchać w kółko i często się przy niej wygłupiamy. Ostatnio zauważyłam, że z łatwością powtarza najdziwniejsze gesty, które wymyślę dobrze się przy tym bawiąc. To samo dotyczy zabawy i najróżniejszych czynności, wszystko musi robić jak mama albo tata, a gdy coś sprawia jej trudność, nie rezygnuje - najpierw posyła mamę, by to zrobiła. 

Ta zdolność uczenia się i powtarzania widoczna jest nie tylko podczas zabawy, ale też przy czynnościach, które wykonujemy na co dzień. Jeśli mówię, że muszę się napić, córka szybciej ode mnie biegnie po swoją butelkę. Gdy pokażę, że swędzi mnie nos, sama "martwi się", też "twierdzi" że swędzi ją nos i zaczyna go drapać. Gdy myszka w bajce jest smutna, bo się zgubiła, córka też robi się smutna i czasem ma łzy w oczach i decyduje, że nie chce już oglądać takiej smutnej książeczki. Choć w tym wieku ciężko jeszcze mówić o empatii, to czasem myślę, że to dziecko czuje i rozumie emocje i potrzeby innych lepiej niż niejeden dorosły. 

Zaskakujące, jak już rozumie prawie wszystko, o czym rozmawiamy - gdy tylko o czymś wspomnę - będziemy się usypiać - zdarza się, że sama biegnie, pokazuje, żeby wsadzić ją do wózka i rozłożyć oparcie. Szkoda że nie działa to we wszystkich przypadkach. Chociażby na komendę - "nie wchodzimy na zjeżdżalnię pod prąd" czy "nie wyrzucamy jedzenia z talerza". Podejrzewam, że to dlatego, że dzieci nie mają w słowniku słowa "nie", czy też po prostu je pomijają w odbiorze naszych wypowiedzi. 

Zaskakujące, ale też rozczulające, że już takie maluchy zaczynają rozumieć ten świat i chcą we wszystkim uczestniczyć i głośno manifestują swoje niezadowolenie, gdy im tego zabronimy. Chcą tak po prostu być częścią naszego świata, naśladować we wszystkim, spędzać z nami każdą chwilę (nawet do tego stopnia, że są zrozpaczone, gdy pójdziemy sami do toalety). Codziennie tym samym pokazują nam, że bycie rodzicem może być piękne tak po prostu. Że nie potrzeba niesamowitych wydarzeń, żeby każdy dzień był dobrym dniem. Wystarczy Twoja obecność i czas. I chwila wspólnej zabawy. 

Czym Wasze pociechy ostatnio Was zaskoczyły?

piątek, 11 września 2026

Co się stało w ciągu siedmiu dni?







Czas spędzony w domu nieco mnie wycisza. Rozmowa z bratem, wieczór przed telewizorem z ojcem - to wszystko jest zwyczajne i bezpieczne. Działa na mnie kojąco. Kiedy wieczorem układam się do snu, moja dusza jest nieco lżejsza. Czuję jednak, że coś się zbliża.
Pierwsza część serii o detektywie Belmoncie zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, więc sięgnęłam też po "Siedem dni" myśląc, że ta książka będzie przynajmniej na zbliżonym poziomie. Czy się nie pomyliłam?

Detektyw Faith po głośnej sprawie mordercy znad rzeki pracuje z nowym partnerem, a Harry Belmont odpoczywa na swoim odludziu. Gdy jednak ginie dziennikarz znany z krytyki policyjnych działań, w tym działań samego Belmonta, Harry Belmont postanawia wrócić do swojej policyjnej pracy i zająć się tą sprawą. Okazuje się jednak, że łatwo nie będzie. Śmierć dziennikarza to dopiero początek serii tajemniczych i okrutnych morderstw, które wstrząsają miastem. Faith Adams, jej nowy partner oraz Harry Belmont muszą działać szybko, bo z dnia na dzień pojawiają się kolejne zwłoki. Z czasem pytań przybywa, a sprawy nie udaje się ani trochę pchać do przodu, Czy uda im się zatrzymać to, co się dzieje i zamknąć sprawcę? Kto mógł się dopuścić tak okrutnych rzeczy?

Żałuję, że częściej z nią nie rozmawiałem, kiedy jeszcze było to możliwe. Pocieszające jest jedynie to, że mama nie musi być świadkiem tego, co dzieje się z jej synem. Czy gdyby żyła, wszystko wyglądałoby inaczej? Prawdopodobnie tak, ale nigdy nie można mieć pewności. Zło odzywa się w człowieku w różnych okolicznościach.

Początek książki był zupełnie nieprzekonujący. Sam początek śledztwa wydawał się zwyczajny. Do tego wzajemne docinki bohaterów przy każdej możliwej okazji. Ja naprawdę rozumiem, że mają ciężkie charaktery i mogą się wzajemnie nie lubić, ale czytanie wzajemnych obelg i opisów co kilka akapitów mnie nieco irytuje. I jeszcze narracja, w której nie unika się wulgaryzmów, ale to już znałam z pierwszej części. Na szczęście to wszystko, co mogę tej książce zarzucić. 

Całość mimo wszystko oceniam bardzo dobrze. Śledztwo, choć na początku nic na to nie wskazywało, było naprawdę trudne i złożone. Mamy tu w końcu do czynienia z brutalnym morderstwem kilkorga ludzi, a zaczyna się od czegoś, co można by podciągnąć pod zwykłe potrącenie przez samochód. Do tego nasi policjanci muszą działać szybko, bo ten, kto zabija ciągle jest w grze. Choć pewnie w innych kryminałach mamy podobne zagadki, tutaj pojawia się jeszcze pewien ciekawy motyw, ale za wiele nie mogę powiedzieć. 

Postaci bohaterów są takie jak zapamiętałam je z pierwszej części - gburowaty i niestroniący od niekonwencjonalnych metod, a jednocześnie doświadczony Harry Belmont oraz Faith Adams - ambitna i oddana pracy policjantka, która zawsze potrafi mu się odgryźć. Choć ta ich wzajemna niechęć jest momentami irytująca i infantylna, to właśnie to wyróżnia tę książkę spośród innych powieści, a samych bohaterów czyni dla nas bardziej rzeczywistymi. Można zatem stwierdzić, że mimo wszystko są to bardzo ciekawe postaci. Możemy też ich dość dobrze poznać, bo autorka opisuje ich życie prywatne, ale w żaden sposób nie zakłóca to wątku śledztwa, bo zachowuje równowagę i umiejętnie oddziela te wątki. 

Historia nim się obejrzałam, bardzo mnie wciągnęła. Do tego autorka nie skupia się za mocno na opisach, więc tempo akcji tej powieści jest szybkie. Książkę można przeczytać w jeden wieczór. Na pewno też na długo zapadnie Wam w pamięć, bo historia zdecydowanie wyróżnia się na tle innych kryminałów. Do tego ciekawie przedstawiony profil mordercy. Zakończenie też oceniam bardzo dobrze. Różne tropy przez całą powieść rzucały cień na różnych podejrzanych i śledczy naprawdę musieli się nieźle nakombinować, a że tropów było mało, w dużej mierze zdani byli też na własną intuicję.

Książka jak najbardziej warta polecenia.


Moja ocena: 7/10

Katarzyna Bester, Siedem dni

Ilość stron: 347

Wydawnictwo Zaczytani

Data premiery: 20.05.2026