Co chwilę słyszy się o samotnych dziewczynach, które zostały uduszone albo zadźgane na śmierć we własnych mieszkaniach. Ale to mało prawdopodobne. Nie ma żadnych śladów włamania. Jestem pewna, że nikt nie czai się za drzwiami. No sami powiedzcie, jakie są szanse bycia napadniętą dwukrotnie w ciągu jednego wieczoru? Wkładam klucz do zamka i trochę się z nim mocuję jak zawsze. Po kilku sekundach zmagań drzwi stają otworem.
I nawet teraz, gdy wiem, jaka jest niebezpieczna, nie byłbym w stanie jej skrzywdzić. I ona o tym wie. Ale ja i ona to skończona sprawa. Nie będzie już moją dziewczyną. Nie pocałuję jej. Nie stracimy ze sobą dziewictwa. Nie pobierzemy się, nie będziemy mieli dzieci i nie zestarzejemy się razem. Nadal będę o niej myślał. Chodź postaram się jak najrzadziej. (...) teraz marzę jedynie o tym, by znaleźć się jak najdalej od niej. Nie pozwolę jej się zniszczyć. Jestem ponad to.
W powieści mamy trzy przyjaciółki - Bonnie, Gretę i Sydney. Nie są już nastolatkami i nie w głowach im imprezy. Każda pragnie tylko szczęśliwej przyszłości z kimś, kto będzie ją kochał. Nie chodzi o ideał - wystarczy ktoś, z kim można spędzić spokojny wieczór i po prostu czuć się dobrze. Greta jest w szczęśliwym związku, a Bonnie i Sydney umawiają się na randki przez aplikację stworzoną dla mieszkańców Nowego Jorku. Każda z nich jest inna, ale da się je lubić - takie normalne sympatyczne dziewczyny.
Narracja w powieści jest dwutorowa - historię opowiada Sydney i pewien chłopak, którego poznajemy zaczynając od wydarzeń z jego przeszłości, jednocześnie cały czas zastanawiając się, gdzie autorka umieści go w historii dziewczyn i czy to on będzie tym czarnym charakterem. Rozdziały są krótkie i często kończone w momencie największego napięcia, przez co zostajemy z pytaniami w głowie i szybko zaczynamy kolejny rozdział. Lubię ten zabieg, wprowadza nieco grozy do powieści i niejednokrotnie przyprawia o gęsią skórkę.
Trzeba przyznać, że zakończenie jest nieoczywiste. Autorka robi wszystko, by nas zmylić, i w moim przypadku w końcu jej się udało - mniej więcej pod koniec książki uznałam, że stanie się to, czego można było się spodziewać. I wtedy zaczęło się dziać coś zupełnie innego.
Może to właśnie narracja, a może sposób kreowania postaci przez autorkę - opowiada o ich losach w taki sposób, że chętnie o nich czytamy i mamy wrażenie jakby istnieli naprawdę. A może coś jeszcze innego, ale to już moja druga książka i też ma "to coś", co dostarcza nam naprawdę dobrej rozrywki i sprawia, że książkę pochłaniamy w mgnieniu oka.
Ta książka to, oprócz naprawdę dobrej rozrywki, też ostrzeżenie dla nas. Że nie każdy jest tym, za kogo go uważamy. Niektórzy pod maską zwyczajności i dobrych manier, ukrywają swoją mroczną stronę. I naprawdę łatwo jest ulec pozorom, dlatego musimy uważnie wybierać, komu ufać, a komu nie.
"Jej chłopak" to historia, której bohaterką mogłaby być każda z nas, a zatem uniwersalna w odbiorze i może dlatego tak przejmująca. Choć czyta się ją szybko i przyjemnie, jest to zdecydowanie coś dla fanów historii z dreszczykiem.



