piątek, 25 września 2026

Czy ten chłopak rzeczywiście jest idealny?

Co chwilę słyszy się o samotnych dziewczynach, które zostały uduszone albo zadźgane na śmierć we własnych mieszkaniach. Ale to mało prawdopodobne. Nie ma żadnych śladów włamania. Jestem pewna, że nikt nie czai się za drzwiami. No sami powiedzcie, jakie są szanse bycia napadniętą dwukrotnie w ciągu jednego wieczoru? Wkładam klucz do zamka i trochę się z nim mocuję jak zawsze. Po kilku sekundach zmagań drzwi stają otworem. 
Często, gdy słyszę o autorze mnóstwo pozytywnych opinii, potem sama się rozczarowuję. Za to moja druga książka Freidy McFadden tylko potwierdziła moje przypuszczenia co do jej twórczości. Choć i pierwsza mi się podobała, ta wypada zdecydowanie lepiej. W przypadku tej autorki twórczość zdecydowanie zasługuje na miano fenomenu. I cały czas usiłuję odpowiedzieć sobie na pytanie, jak to się dzieje. 

Sydney Shaw to zwyczajna dziewczyna, która jak każda z nas marzy o tym, by w końcu znaleźć sobie przyzwoitego faceta. Po niezliczonych rozczarowaniach na randkach z aplikacji, opuściła już poprzeczkę do minimum i nie szuka ideału. Gdy jednak przypadkiem poznany chłopak okazuje się nim być, jest przeszczęśliwa. Przystojny, inteligentny i w dodatku lekarz. Do tego świetnie im się układa i uwielbiają spędzać ze sobą czas. Sydney dopiero po upływie czasu zaczyna mieć wątpliwości. Zwłaszcza, że nie tak dawno w mieście miały miejsce morderstwa, których sprawca wybierał ofiary właśnie umawiając się na randki. Czy ten wprost idealny mężczyzna może coś ukrywać?

I nawet teraz, gdy wiem, jaka jest niebezpieczna, nie byłbym w stanie jej skrzywdzić. I ona o tym wie. Ale ja i ona to skończona sprawa. Nie będzie już moją dziewczyną. Nie pocałuję jej. Nie stracimy ze sobą dziewictwa. Nie pobierzemy się, nie będziemy mieli dzieci i nie zestarzejemy się razem. Nadal będę o niej myślał. Chodź postaram się jak najrzadziej. (...) teraz marzę jedynie o tym, by znaleźć się jak najdalej od niej. Nie pozwolę jej się zniszczyć. Jestem ponad to.

W powieści mamy trzy przyjaciółki - Bonnie, Gretę i Sydney. Nie są już nastolatkami i nie w głowach im imprezy. Każda pragnie tylko szczęśliwej przyszłości z kimś, kto będzie ją kochał. Nie chodzi o ideał - wystarczy ktoś, z kim można spędzić spokojny wieczór i po prostu czuć się dobrze. Greta jest w szczęśliwym związku, a Bonnie i Sydney umawiają się na randki przez aplikację stworzoną dla mieszkańców Nowego Jorku. Każda z nich jest inna, ale da się je lubić - takie normalne sympatyczne dziewczyny. 

Narracja w powieści jest dwutorowa - historię opowiada Sydney i pewien chłopak, którego poznajemy zaczynając od wydarzeń z jego przeszłości, jednocześnie cały czas zastanawiając się, gdzie autorka umieści go w historii dziewczyn i czy to on będzie tym czarnym charakterem. Rozdziały są krótkie i często kończone w momencie największego napięcia, przez co zostajemy z pytaniami w głowie i szybko zaczynamy kolejny rozdział. Lubię ten zabieg, wprowadza nieco grozy do powieści i niejednokrotnie przyprawia o gęsią skórkę. 

Trzeba przyznać, że zakończenie jest nieoczywiste. Autorka robi wszystko, by nas zmylić, i w moim przypadku w końcu jej się udało - mniej więcej pod koniec książki uznałam, że stanie się to, czego można było się spodziewać. I wtedy zaczęło się dziać coś zupełnie innego.

Może to właśnie narracja, a może sposób kreowania postaci przez autorkę - opowiada o ich losach w taki sposób, że chętnie o nich czytamy i mamy wrażenie jakby istnieli naprawdę. A może coś jeszcze innego, ale to już moja druga książka i też ma "to coś", co dostarcza nam naprawdę dobrej rozrywki i sprawia, że książkę pochłaniamy w mgnieniu oka. 

Ta książka to, oprócz naprawdę dobrej rozrywki, też ostrzeżenie dla nas. Że nie każdy jest tym, za kogo go uważamy. Niektórzy pod maską zwyczajności i dobrych manier, ukrywają swoją mroczną stronę. I naprawdę łatwo jest ulec pozorom, dlatego musimy uważnie wybierać, komu ufać, a komu nie. 

"Jej chłopak" to historia, której bohaterką mogłaby być każda z nas, a zatem uniwersalna w odbiorze i może dlatego tak przejmująca. Choć czyta się ją szybko i przyjemnie, jest to zdecydowanie coś dla fanów historii z dreszczykiem. 


Moja ocena: 8/10

Freida McFadden, Jej chłopak

Ilość stron: 440

Wydawnictwo Czwarta Strona

Data premiery: 29.07.2026

wtorek, 22 września 2026

Zwolnić na chwilę

Wiecie, co jest dla mnie najbardziej irytujące w byciu mamą? Bycie w ciągłym niedoczasie. Dosłownie. Nie zawsze - są takie dni, że wszystko ogarniam śpiewająco. Ale są też takie, że nim zdążę zrobić kawę, potem wyjść na spacer jest już południe. A nim zdążę ogarnąć jakiś obiad, a potem kolację, jest już prawie dwudziesta. Czy ktoś może mi odpowiedzieć na pytanie - dlaczego ten czas ucieka tak szybko? Idealnym rozwiązaniem byłoby gdybyśmy razem z dzieckiem w pakiecie dostawali dwie godziny w ciągu doby więcej... Albo pięć. Szkoda, że taka opcja nie jest możliwa. 

Może właśnie dlatego ten czas tak szybko mija. Ciągle biegniemy. Choć próbujemy zwolnić, potem obowiązki zasypują nas ze zdwojoną siłą. Codziennie dzielimy czas między zabawę z dzieckiem a ogarnianie wszystkiego innego. Z różnym skutkiem, bo mały człowiek tak często podejmuje decyzję za nas, przychodzi, bierze za rękę i zaprasza do zabawy lub wskakuje na ręce. 

Dla malucha zegarek nie istnieje. Natomiast my mrugamy na chwilę i okazuje się, że ten mały człowiek ma już dwa lata. Że już dwa lata codziennie kładzie się spać w naszej sypialni i budzi obok rano. Że już przez dwa lata mamy obok siebie tę jedyną w swoim rodzaju małą istotkę. Już dwa lata widzimy ten uśmiech i te oczy. A wydaje się, że znaliśmy je od zawsze. Dwa lata a już zamiast bobasa, który tylko leży i macha rączkami mamy małego człowieka, którego nogi ciągle gdzieś niosą. Dwa lata wspólnych zabaw i przytulasów.  Spontanicznego śmiechu i wielkich dramatów Małych zachwytów nad wielkim światem, który bez tego małego człowieczka byłby pusty i ponury. Długo lub niedługo, ale jesteśmy wdzięczni za ten czas jak za nic innego w świecie. 

Dla mnie te dwa lata to o wiele więcej niż oczekiwałam. Nie byłam w stanie sobie nawet wyobrazić, że przez tak krótki czas, tyle się zmieni. Będę bogatsza o tyle doświadczeń, a ten mały człowiek, który się ze mną nie rozstaje będzie najmilszym i najsłodszym towarzyszem. 

Nie będzie to nic odkrywczego, jeśli powiem - cieszmy się chwilą, bo te maluchy tak szybko rosną. A czas po prostu ucieka. Przerażające, ale też piękne, bo nic się nie wydarzy dwa razy. Dlatego ważne jest by umieć się czasem na chwilę zatrzymać i dostrzec to wszystko, co mamy. Nie tylko ten raz w roku. 

piątek, 18 września 2026

Zły opiekun - dlaczego dostał takie miano?

Był przekonany, że nie został stworzony do tego świata. Z każdym dniem czuł się coraz bardziej jak cień, który ktoś przypadkiem zmaterializował i wrzucił między innych bez jakiejkolwiek instrukcji obsługi. I co gorsza - bez prawa głosu.
Pierwsza część przygód Kornela Malickiego zainteresowała mnie na tyle, by sięgnąć po kontynuację. Nie spodziewałam się nawet, że będzie lepsza, wystarczyłoby, gdyby utrzymała poziom pierwszej części. Czy tak się stało?

Kornel Malicki słynny reportażysta znowu rozpoczyna pracę nad kolejną książką i w tym celu wyjeżdża do Wołkowyi, niewielkiej wsi nad Jeziorem Solińskim. Nieoficjalnie znów próbuje stawić czoło własnej przeszłości. Matka przed ich rozstaniem kazała mu odszukać pewnego człowieka, z którego powodu właśnie tu się zatrzymał. Ma on mieć związek z ich przeszłością. Ten człowiek, jak się okazuje, był też uczestnikiem zbiorowej masakry na obozie szkolnym - pełnił wtedy rolę jednego z opiekunów. Kornel ma zamiar poznać i wyjawić społeczeństwu prawdę o tym, co stało się przed laty. Dlaczego jeden z uczniów wystrzelał część uczestników obozu, a potem sam popełnił samobójstwo?

Nie mogę znieść myśli, że ludzie, którzy od lat przysłaniają mi niebo jak burzowe chmury, są tymi którzy absorbują najwięcej słonecznego ciepła. Ustawiają się przodem do świata, podczas gdy ofiary ich grzechów muszą zbierać się z ziemi ukradkiem, najlepiej tak, by nikogo nie zawstydzać swoim bólem. 

Po dobrej pierwszej części i w większości bardzo pozytywnych recenzjach nie sądziłam, że tak po prostu się rozczaruję. Choć dużo szczegółów co do sprawy masakry w obozie poznajemy już na wstępie, czytając sugerowałam się tym, że pod koniec dostaniemy coś naprawdę mocnego. W końcu po co pisać książkę, której zakończenie już przedstawia się na samym początku? I tu się mocno rozczarowałam. Są owszem pewne intrygi między bohaterami, w efekcie doprowadzają one do tych tragicznych wydarzeń, ale naprawdę dostajemy tylko tyle? Miałam wrażenie, że czytam o niczym. Jedyne, co sprawiło, że dobrnęłam do końca, to postać Michała Kitlera - nastolatka, który czuł się wyobcowany, nielubiany przez rówieśników i prześladowany. Załamał się do tego stopnia, że zabił kilkanaście osób i sam popełnił samobójstwo. Poznajemy go jednak nie jako mordercę, tylko wrażliwego nastolatka, kogoś, kto bardzo potrzebuje pomocy. Możliwe, że gdyby ją otrzymał, do tragedii by nie doszło. Niewątpliwie daje to do myślenia jak burzliwy i trudy bywa ten okres dla młodzieży. Jak często nawet najbliższe osoby nie potrafią dostrzec, że ten młody człowiek woła o pomoc. 

Sam Kornel nieco drażnił mnie już w pierwszej części, ale wtedy było jeszcze ciekawie i przymknęłam na to oko. Tutaj mamy ten sam schemat - reportażysta, który pracuje nad książką, poszukuje materiałów i rozpytuje ludzi, ale bardziej od tego wszystkiego zaaferowany jest swoim osobistym interesem - w tym przypadku znów odszukanie pewnego człowieka i zemsta. Już samo to podejście do sprawy jest dla mnie rażąco nieprofesjonalne, więc nie zdołałam się polubić z tym bohaterem ani przeżywać jego emocji i rozterek. Sam wątek tajemnicy z przeszłości, którą ma znać poszukiwany przez niego człowiek był dla mnie ciekawy i chyba to też zmusiło mnie do dokończenia lektury. Zakończenie też mnie nie zadowoliło, bowiem nie dostajemy pełnej odpowiedzi - autor część znaków zapytania zostawia nam, byśmy sięgnęli po kolejną część. Niestety jest mała szansa, że to zrobię, więc pewnie nigdy się nie dowiem.

Z żalem musze stwierdzić, że nie polubiłam się z tą książką, choć poprzednia część była obiecująca. 


Moja ocena: 5/10

Marcel Moss, Zły opiekun

Ilość stron: 366

Wydawnictwo Filia

Data premiery: 22.04.2026