Głodna czarna dziura w jej sercu urosła i pożarła wszystko. Zostawiła Jet tylko blade oczy Billy'ego, to zimne, nieobecne spojrzenie, kiedy od niej odchodził. Kiedy ostatnio go widziała i on ją widział po raz ostatni w życiu.
Co byście zrobili wiedząc, że przed Wami ostatni tydzień życia? Jet z tym właśnie się mierzy. Została napadnięta przez kogoś, kogo działania nie pozostawiły wątpliwości, że życzy jej śmierci. Jednak sprawca nie przewidział, że dziewczyna wyjdzie z tego cało. I pierwszym, o czym pomyśli, będzie odkrycie, kto był jej mordercą. Choć do tej pory ze wszystkim zwlekała i odkładała na później, teraz "później" już nie będzie. Wraz ze swoim przyjacielem z dzieciństwa podejmuje to wyzwanie nie zważając na konsekwencje, bo przecież umiera i nie ma nic do stracenia...
Andrew na zdjęciu nie miał pojęcia o tym, co nadejdzie, po prostu był szczęśliwy, uśmiechnięty, dumny i uwieczniony w tym stanie. Wtedy mama Niny już chorowała, ale żadne z nich jeszcze o tym nie wiedziało. Po zrobieniu tego zdjęcia wszyscy pewnie wrócili do swojego domu na North Street i zjedli odświętną kolację. Dom już nie istniał, podobnie jak rodzina Andrew.
Gdy doszłam do końca, byłam naprawdę zachwycona. I nawet to, co wcześniej uważałam za niedociągnięcia, po poznaniu całości przestało mieć znaczenie. Jet w końcu pokazała swoją prawdziwą twarz, poznajemy ją w wielu wymiarach, więc przestała być nudna. Choć niektóre jej działania są niezrozumiałe i dla mnie absurdalne, to kto wie, czy sama bym się na to nie zdecydowała wiedząc, że zostało mi kilka dni życia? Te właśnie działania dodają i tak już "pokręconej" książce odrobinę szaleństwa. Dlaczego pokręconej? Kiedy dochodzimy do końca, wszystko, ale to absolutnie wszystko, staje do góry nogami. Nikt już nie jest w tym, za kogo go uważaliśmy. Właściwie nic z moich przewidywań się nie sprawdziło, więc mogłam tylko otworzyć oczy ze zdumienia i przyznać, że koniec końców ta książka jednak jest niesamowita.
Jeśli liczycie na krwawy thriller albo typowy kryminał, możecie się nieco rozczarować. Tutaj zabójstwo jest tylko punktem wyjścia dla wielu różnych wątków. Jednak jako całokształt książka zrobiła na mnie naprawdę ogromne wrażenie. I to właśnie ten styl pisania autorki, który na początku jest nieco irytujący, pod koniec bardzo doceniłam. Nie ma tu żadnego popisywania się, wszystko opisane tak lekko, jakby mimochodem, a jednak po mistrzowsku, nawet odrobinę lirycznie momentami. I nie jest to jedna z tych pozycji, które przeczytane zostają na chwilę, a potem szybko odchodzą zapomnienie. Gwarantuję Wam, że zostaje w sercu na długo, a przy okazji zmusza do wielu przemyśleń. Zadacie sobie pytanie, co jest w życiu tak naprawdę ważne. Dostaniecie dowód na to, że udowadnianie innym czegokolwiek to strata czasu. Wszelkie próby udowadniania czegokolwiek sprawiają, że zapominamy, po co żyjemy naprawdę. I zapominamy o tym, co naprawdę ważne. Na pewno choć raz zastanawialiście się też, co tak naprawdę można nazwać miłością. I właśnie tutaj, moim zdaniem, jest ona genialnie zdefiniowana, a właściwie zobrazowana.
Zatem choć pierwsze wrażenie w tym przypadku może być mylne, jeśli zdecydujecie się dać tej lekturze szansę, na pewno zostanie z Wami na długo.
Moja ocena 9/10
Holly Jackson, Nie całkiem martwa
Ilość stron: 454
Wydawnictwo: Must Read
Data premiery: 15.10.2025


