Są dni, kiedy zwyczajnie mamy wszystkiego dosyć. Gdy mamy ochotę zamknąć się w pokoju, zostać w łóżku
z kocem, książką i dobrą kawą i nie wychodzić z niego przez cały dzień.
Z pewnością każdy z nas ma takie gorsze dni, gdy energii do działania
po prostu nie ma, ale też każdy z nas inaczej sobie z nimi radzi. Jeden z
klientów zdradził mi swoją receptę, co robić, gdy ma się zły dzień. A co mi daje siłę do działania w takich momentach?
Myśl,
że w mojej pracy być może też spotkam kogoś, kto będzie miał równie zły
dzień jak ja i będzie potrzebował właśnie mojej pomocy, bo nikt inny
nie będzie w stanie tego zrobić. Miałam ostatnio taki przypadek. Chłopak
przyszedł kupić wodę, przy okazji zauważył, że mamy w sprzedaży białe Snickersy,
co go niezwykle zadowoliło. Zapytał jak długo jeszcze będą dostępne, po
czym bez dłuższego namysłu położył mi na ladzie siedem sztuk. ,,Pani
się śmieje, ale one są naprawdę dobre - powiedział. - Ja ogólnie
słodyczy nie jadam, ale to edycja limitowana. Zawsze jak widzę gdzieś
białe Snickersy,
to biorę większą ilość, chowam sobie do szuflady i jak mam gorsze dni,
tak jak dzisiaj, to sobie jednego wyjmuję". Stwierdziłam, że to dobry
pomysł, po czym sama też kupiłam kilka. Zrobiło mi się ciepło na serduchu, że mogłam komuś pomóc, nawet jeśli to oznacza zwykłe sprzedanie Snickersa. Czasem nawet jeden biały Snickers może poprawić komuś zły dzień.
Czasami
również spotkam kogoś, kto jest rozczarowany albo wręcz przeciwnie -
zadowolony z czegoś i właśnie ze mną zechce się tym podzielić. Jeden
klient przy okazji zakupów, przypomniał sobie, że jego syn napisał list
do Mikołaja, co stanowi dla niego kłopot. "A wie pani, że mój syn w tym
roku napisał list do Mikołaja? Ale dzisiaj jest dwudziesty, a napisał z
datą osiemnastego, taki cwany. No i jak tu teraz z tego wybrnąć, co mu
kupić?"
Inny
z kolei przyszedł i poprosił o całą kratę piwa EB. Lekko skonsternowana,
bo to moja pierwsza taka transakcja w ciągu całej kariery, mówię, że nie
będę miała całej, tylko pół, po czym zaczęłam jeszcze zgarniać całą
zawartość z półki, ale całej kraty i tak nie wypełniłam, więc zapytałam,
czy mam ją dopełnić innym piwem. Na co on odpowiada: "Pewnie, dołoży
pani jeszcze kilka butelek Żywca, bo szwagier bardzo lubi piwo.”
Zadowolona, że tym samym uszczęśliwię nie tylko mojego klienta, ale i
jego szwagra, sprzedałam mu kratę piwa jednocześnie dokonując zwrotu
butelek, które przyniósł na wymianę i zamknęłam paragon, pewna, że to
już wszystko. Klient jednak zapytał, czy doliczyłam kaucję za skrzynkę.
Oczywiście nie zrobiłam tego, bo to pierwsza moja taka transakcja.
Dzwonię do szefowej, żeby mi powiedziała,
jak to zrobić, po czym wyszukałam w systemie kasowym produkt
"transporter żywiec" i dodaję go do paragonu, a system pokazuje mi
komunikat o treści: "opakowanie nie może rozpoczynać paragonu". Czytam
go na głos, a szefowa rozbawiona mówi, że najpierw muszę nabić piwo a
dopiero transporter. Szkoda, że nie wiedziałam tego, zanim sprzedałam to piwo. Mimo wszystko udało się dokończyć zakupy.
Gdy
dzień przed wigilią skończyłam zmianę, znajomy zapytał mnie, czy
spotkałam dziś Mikołaja. On tego dnia w drodze do pracy spotkał Mikołaja
i dostał lizaka. Przez chwilę zrobiło mi się przykro, gdy pomyślałam
sobie o tym ciężkim dniu. W tym czasie większość ludzi jest już w domach i są zajęci przygotowaniami do świąt, a do sklepu
wpadają tylko, gdy czegoś jeszcze zabraknie. Taka cisza jest dość
przygnębiająca, bo lubię codzienny rozgardiasz, ale zapewne każdy
wieczór przed wigilią tak wygląda. Mikołaja może nie spotkałam, ale czy
naprawdę nie spotkało mnie tego dnia nic dobrego? Spotkałam chłopaka,
który zdradził mi swój sposób na gorsze dni. Spotkałam ludzi, którzy nie
zapomnieli złożyć mi świątecznych życzeń. Niektórzy zapytali,
jak mija dzień, czy zwyczajnie się uśmiechnęli. Choć może to nic
wielkiego, utwierdza mnie w przekonaniu, że to, co robię jest potrzebne, mimo że czasami zwyczajnie brakuje mi energii. Zaś na pytanie czy
spotkałam Mikołaja, mogę śmiało odpowiedzieć, że tak.
Bo
czy tylko Mikołaj może robić dobre uczynki? Czy tylko Mikołaj jest
odpowiedzialny za wywoływanie radości i tylko raz w roku? Czemu na co
dzień nie zawsze pamiętamy o tym, żeby być życzliwym dla innych, ale w
ten wigilijny wieczór wszystko się zmienia? Zastanawialiście się kiedyś,
dlaczego tak jest? Dlaczego w tej jeden wieczór w roku wszystkie urazy i
spory przestają mieć znaczenie i jest w nas tyle chęci niesienia dobra,
że nie wiemy jak sobie z tym poradzić? Za to właśnie lubię święta. Ale
czy na co dzień nie moglibyśmy przyjąć podobnej postawy? I choć nie
ubieramy choinki codziennie, a Mikołaj pracuje niestety tylko
raz w roku, może da się zrobić coś, by ludzie wokół nas czuli się
wyjątkowo każdego dnia, a nie tylko przez jeden wieczór w roku? Myślę,
że każdy z nas może postarać się zastąpić Mikołaja.
Mam
jeszcze mnóstwo śmiesznych i mniej śmiesznych historii z Żabki, bo jak
zwykli mawiać pracownicy - kto w Żabce pracuje, ten w cyrku się nie
śmieje. Dziś jednak trochę bardziej na poważnie chciałam. Wesołych świąt
i wszystkiego dobrego w nowym roku, kochani!