wtorek, 31 marca 2020

Gdy miasto zaleje fala zła...

Wbrew idealistycznym twierdzeniom, ludzie na ogół nie zmieniają się na lepsze, lecz rzadko zmieniają się również na gorsze. Choć robią dobre i złe rzeczy pod wpływem emocji, impulsu, chwili, okoliczności.
Po tę książkę sięgnęłam trochę sceptycznie. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorem, co zresztą jest zrozumiałe, bo Powódź to debiutancka powieść Pawła Fleszara. Intrygujący opis i prawie same pozytywne recenzje, jakie się pojawiały, sprawiły, że bardzo chciałam ją poznać.
Kuba popełnia samobójstwo. Jego przyjaciel z młodości – Kris, gdy dowiedział się o tragedii, przyjechał do Krakowa, aby podążać śladami przyjaciela i poszukać odpowiedzi na najważniejsze pytanie: dlaczego? Znajdą się też chętni, który mu w tym pomogą – nieustraszona Marika oraz Kamil, któremu czeluści internetu oraz komputerowe zagadki są nieobce. Wraz z nimi Kris angażuje się w śledztwo, które nieraz sprawi, że zjeżą im się włosy na głowie...
Bał się. Bał się bardziej, niż widząc marniejącego z tygodnia na tydzień tatę. Bardziej niż gdy usłyszał od lekarza, że serce mamy zatrzyma się w ciągu kilku miesięcy. Bardziej, niż trzymając za rękę Natalię rodzącą Szymka i wyjącą, że wychodzące dziecko rozrywa ją na pół.
Chętnie sięgam po powieści z motywem samobójstwa. Zawsze liczę wtedy na ciekawie przedstawiony portret psychologiczny bohatera. Tutaj ten wątek moim zdaniem nie był wystarczająco rozwinięty, a tylko dotknięty. Kuba zostawia list pożegnalny i zdjęcie dziewczyny, które posłuży do dalszych poszukiwań, ale poza tym, gdzie pracował, niewiele się o nim dowiadujemy. Brakowało mi odpowiedzi na pytanie: jakim był człowiekiem i co nim kierowało w jego postępowaniu?
W powieści przewiną się różne nietypowe wątki jak darknet, handel ludźmi, nagrywanie nielegalnych filmów typu snuff – z prawdziwymi scenami morderstw czy gwałtów. Jest to dla mnie plus, ponieważ rzadko spotykam się z takimi motywami w książkach. Tutaj jednak były one moim zdaniem za mało rozwinięte. Miałam wrażenie, że czytając tylko się po tym prześlizgnęłam, o wszystkich kwestiach zostało tylko napomknięte. Chciałam zdecydowanie więcej. Zaś główny wątek kryminalny jest bardzo ciekawy i nawet można by się wciągnąć, gdyby nie to, że było zbyt krótko. Przemknęłam się tylko pomiędzy kolejnymi wydarzeniami, bez większego zaangażowania czy emocji.
Postaci bohaterów nie były dla mnie przekonujące. Kris – wiemy o nim, że jest zawodowym żołnierzem, ma żonę i syna. Marika – typowa zwariowana nastolatka lubiąca się nietypowo ubrać czy umalować, nosząca piercing posiadaczka niewyparzonego języka. Jest jeszcze Kamil, kolega Mariki. Poznajemy go jako speca od informatyki, trochę wycofanego introwertyka, niczym szczególnym się nie wyróżnia. Odniosłam wrażenie, że postaci są takie powierzchownie skonstruowane, trochę zbyt schematyczne. Lubię, gdy w historii mam do czynienia z tak zwanymi bohaterami z krwi i kości, o których czyta się z takim zainteresowaniem, jakby istnieli naprawdę. Tutaj mi tego zabrakło.
Gdy dowiedziałam się, że akcja Powodzi będzie rozgrywać się w Krakowie, już nie miałam wątpliwości, że chcę ją przeczytać.W Krakowie byłam co prawda tylko raz, ale przekonałam się, że jest to piękne miasto, które ma niesamowity klimat. Książka ani trochę tego nie oddaje. Jakiekolwiek opisy są w ilościach śladowych. Nie czułam ani tego miasta, ani powodzi, która miała tam miejsce.
Jeśli szukacie czegoś lekkiego i niedługiego na jeden lub dwa wieczory, bądź szukacie powieści poruszającej nietypowe tematy, to nie zaszkodzi spróbować. Mi jednak nie przypadła do gustu.
Moja ocena: 4/10

Paweł Fleszar, Powódź
Liczba stron: 212
Wydawnictwo: Księży Młyn
Data premiery: 24.10.2019

sobota, 28 marca 2020

#Zostańwdomu – czyli o tym, jak Tinder pomaga znaleźć miłość w czasach zarazy

Byłam i dalej jestem zdania, że żadna, choćby nawet najlepiej wymyślona aplikacja, nie da takiej samej możliwości poznania drugiego człowieka jak realne kontakty towarzyskie. Jednak nigdy jeszcze korzystanie z Tindera nie było tak zasadne jak w czasie, gdy zostanie w domu może przesądzić o naszym zdrowiu i życiu, wręcz nawołuje się do ograniczenia kontaktów ze znajomymi i pozostania w domu. Obecnie jesteśmy zmuszeni do bycia online i w zasadzie droga internetowa to jedyna droga, którą możemy załatwić większość potrzeb – rozmowy ze znajomymi online, zakupy online, nauczanie online, msze online. Czegoś jeszcze nie wymieniłam? 

Kilka postów wcześniej pisałam o podrywaniu. Skoro teraz i to przeszło w tryb online, to dzisiaj będzie o typach panów na Tinderze. Swoją drogą z psychologicznego punktu widzenia ciekawym zjawiskiem jest, co potrafią oni wymyślić, żeby zachęcić do siebie płeć przeciwną, używając tylko ograniczonej ilości znaków.  Niektóre teksty wynotowałam sobie, by stworzyć swego rodzaju przewodnik po Tinderze. Zapewne powstało już takich mnóstwo, ale być może moje spostrzeżenia też się komuś przydadzą. Przedstawiam Wam 10 typów osobników na Tinderze, ale najpierw piosenka, która idealnie wpasowała mi się w temat.

1. Poszukiwacz
Najpopularniejszy typ faceta na Tinderze. W końcu każdy w swoim życiu czegoś poszukuje. Jedni drugiej połówki, inni przygód na jedną noc, a jeszcze inni partnerki na wesele. Jednym słowem – każdy szuka szczęścia, lecz w każdym przypadku to szczęście jest inaczej rozumiane. Ten typ łatwo poznać po następujących zwrotach: Szukam prawdziwej miłości, paniom, które szukają przygód dziękuję, Szukam tej jedynej, by dzielić z nią życie i konto na Netflixie (gdzieś czytałam, że są takie opinie, że gdy dzieli się z kimś konto na Netflixie, to znaczy, że związek jest na poważnie), Szukam baby, a nie księżniczki, Szukam żony, bo mi gdzieś uciekła (wyrazy współczucia), Szukam kogoś na miłe wieczory spędzone w fajnej atmosferze. Niektórzy też szukają partnerki z powodów czysto materialnych – Szukam partnerki do programu 500+, bądź innych nieuwzględnionych powyżej – Szukam koleżanki do trójkąta, Szukam dyskretnej kochanki, Szukam dziewczyny, której mógłbym wylizać tyłek. Są też i tacy, którym aplikacja nie służy tylko do szukania partnerki – Szukam przyjaciół, bo nie mam, Potrzebny ratunek, umieram z nudów. Ostatnio zaś pojawił się jeszcze jeden typ poszukiwacza: Przez epidemię brakuje mi kontaktu z ludźmi i świeżego powietrza. Zapraszam na kawę na Skype.

2. Dobry kucharz
Szczyci się umiejętnością gotowania. Umiejętność w życiu bardzo przydatna, więc czemu by się tym nie pochwalić. Podobno  faceci są dobrymi kucharzami, ale czy wszyscy? Można go zidentyfikować po zwrotach typu: Robię dobre tagliatelle w sosie brokułowym, czy Zrobię spaghetti i nawet będzie zjadliwe, Robię niezłe gofry i naleśniki. Aczkolwiek i w tym przypadku można trafić na niebezpieczne osobniki. Należy uważać na typ, który oferuje: Będę ci gotować jeśli zostaniesz moją zmywarką.

3. Filozof/poeta
Ile ludzi, tyle dziwnych, zaskakujących, czasami śmiesznych, mniej lub bardziej udanych prób wymyślenia czegoś oryginalnego. W przypadku Tindera jest to temat rzeka. Może ktoś kiedyś napisze książkę o nurtach filozoficznych powstałych na Tinderze? Albo zbierze te wszystkie poetyckie teksty? Dość łatwo jest rozpoznać zarówno poetów jak i filozofów. A oto typowe dla nich zwroty:
Nie potrzebuję skrzydeł, by latać. Potrzebuję ludzi, dzięki którym nie upadnę.
Przez wyzbycie się pożądań i potrzeb możemy oderwać się od świata, stać się mu obcymi i wyzwolić z cierpienia, jakie niesie.
Jestem jaki jestem i cieszę się z tego.
Jeśli myślisz, że przygody bywają niebezpieczne, spróbuj rutyny, to dopiero niebezpieczne.
Ogólnie to spanie jest najważniejsze. Nic nie napiszę, bo kogo to obchodzi, ważne, że piwko w sklepie się chłodzi.
Młody, zadbany ogier, pełen wigoru (jeszcze). Zapraszam na interesujące podróże na moim grzbiecie.

4. Zaradny
Osobnik wykazujący umiejętności niesamowicie przydatne, szczególnie podczas kwarantanny. Zaoferuje ci, że poratuje maseczką, bądź ma zapas makaronu i papieru toaletowego. Są też tacy, którzy twierdzą, że mają talent w zamawianiu żarcia na dowóz, co w obecnych czasach może być umiejętnością na wagę złota.

5. Szczery do bólu
Nie boi się mówić o swoich wadach – Czasem za dużo gadam, Nieudolnie śpiewam pod prysznicem. Nie ma problemów ze szczerym mówieniem, o tym, co czuje czy myśli – Nie oszukujmy się, nawet was nie polubię, po prostu nie mam z kim pić.

6. Pomocny
Już na samym początku znajomości jest gotów zaoferować różnego rodzaju pomoc i zadbać o twoje potrzeby – Jestem otwarty na dzielenie się kontem na Netflixie… dopóki mój kumpel nie zmieni hasła, Mogę naprawić twoje auto albo zrobić spoko obiad (patrz:punkt 2.dobry kucharz). Znajdzie się i taki, co z chęcią wypełni ci ankietę. I to się ceni. Niektórzy też gotowi są posłużyć dobrą radą – Rozmazane zdjęcie? Weź Rutinoscorbin, będzie lepiej.

7. Romantyk
O romantyka na Tinderze nietrudno, z tym, że każdy zna inną definicję romantyzmu. Według słownika języka polskiego romantyk to artysta tworzący zgodnie z założeniami romantyzmu czy w tym przypadku mężczyzna romantyczny, uczuciowy, sentymentalny. Czy na Tinderze można takich znaleźć? To nie ulega wątpliwości. Niejeden napisze, że zagra ci balladę pod oknem na gitarze bądź zabierze cię w podróż dookoła domu i poczęstuje do tego kawą z czajnika (to dopiero romantyk full wypas). Nie brakuje tam też głębokich cytatów jak: Cały świat i wszystko na nim jest piękne, ale najpiękniejsza jest kochająca kobieta.

8. Sprytny i wybitny
Tak zwany chłopak do tańca i do różańca. Ma wiele różnych zainteresowań a także uważa, że posiadł wiele ważnych umiejętności jak: gra na instrumentach, śpiewanie, pisanie wierszy (patrz: punkt 3.filozof/poeta), gotowanie (patrz: punkt 2.dobry kucharz), czy wiele innych. Jednak zdarzają się tu dość specyficzne osobniki, które trochę odstają od tej kategorii. Poniżej przykłady jak je zidentyfikować.
Mam pełne uzębienie i prawo jazdy. Jak się napiję, to bywam zabawny.
Mam większy tyłek od twojego, lubię tańczyć do kubańskiej salsy, gotować lepiej niż Gordon Ramsay.
Posiadam instrukcję obsługi świrów.
Lubię jeść, pić, oddychać i mrugać.
Lubię wstawać o 5 rano w celu skorzystania z ubikacji. W wolnych chwilach odwiedzam różnego rodzaju supermarkety celem nabycia czerwonego bądź złotego trunku w szklanej 700 ml butelce. Pozdrawiam serdecznie i liczę na fortunny odzew ze strony jejmości.

9. Buntownik/Anarchista
Uważa, że aplikacja randkowa to dobre miejsce, by wyrazić swoje niezadowolenie z faktu, że żyje, wylewać życiowe rozczarowania czy po prostu narzekać – Ten świat jest gównem pier*******. Roz******** go z chęcią, ale nie mam odpowiednich narzędzi; Dla wszystkich, którym nie pasuje moje 180cm – nie podoba się to wyp********; Kiedyś będę normalny, ale póki co jestem młody. Niektórzy nawet na wstępie skutecznie do siebie zniechęcają – Nie musisz być mądra, nawet ładna, nawet wcale mogłoby cię nie być. Ale jak już jesteś to trudno.

10. Kreatywny i zaskakujący
Próbuje zaskoczyć na różne sposoby, żeby przyciągnąć twoją uwagę. Stara się rzucić tekst, który tak ci da do myślenia, że nie będziesz spała po nocach zastanawiając się, co poeta miał na myśli (patrz: również punkt 3. filozof/poeta). Typowe dla niego zwroty to na przykład:
Dokąd nocą tupta jeż?
Czy znacie legendę o niemym Michałku, który tak żuł gumę, że oślepł?
Moja dusza jest jak sumienie faszysty (tutaj to naprawdę się zaniepokoiłam),
W święta słucham kolęd Zbigniewa Stonogi.
Ten osobnik też chętnie też podzieli się faktami ze swojego dzieciństwa – Jak byłem mały to jadłem danonki bez łyżeczki, a czasem rzuci wyzwanie – Pokaż cycki, dam ci pączka.*
________
*z tym jedzeniem to jest ciekawa kwestia. Jeszcze gdy ktoś lubi pączki, to jestem w stanie zrozumieć, ale jak zrozumieć takiego, który pisze: Nie lubię jeść pączków? Są też tacy, którzy konkretnie piszą: Jeśli nie masz nic przeciwko pizzy hawajskiej to się dogadamy, bądź zapytani o to, czy lubią kebaby  wykazują niesamowity entuzjazm.

Tekst ma być tylko i wyłącznie żartobliwy, więc mam nadzieję, że nikogo nie obraziłam i dobrze się bawiliście. Jeśli jednak kogoś obraziłam, to uwzględnię wszelkie zażalenia 😁 Czy lista jest kompletna? O typach panów na Tinderze już było, więc może teraz pora na panie? A jakie jest Wasze zdanie na temat tego wynalazku?

wtorek, 24 marca 2020

To nie diabeł, to potwór

Przysięgam, nie chciałem, żeby do tego doszło. a teraz myślę, że to, co się wydarzyło owego mroźnego poranka, zapoczątkowało całe pasmo nieszczęść i śmierci, które zesłało na nas niebo.
Z zapałem wzięłam się za czytanie ostatniej części tej serii. Po dobrej drugiej części i dobrych recenzjach liczyłam na wiele. Może niekoniecznie na to, że książka powali mnie na kolana, ale przynajmniej dobrze spędzę z nią czas.
Co nas czeka tym razem? Prawdziwy armagedon. Nowo opublikowana powieść „Władcy czasu" staje się prawdziwym hitem. Czytają ją wszyscy. Zaś potem niewinni ludzie zaczynają ginąć w identyczny sposób jak bohaterowie na kartach powieści. Otrucie trudno dostępną trucizną, zamurowanie i utopienie w okrutny sposób. Śledczy są całkiem zdezorientowani i nie wiedzą od czego zacząć. Udaje im się zlokalizować, skąd powieść została wysłana do wydawcy i podążają tym tropem. Czeka ich niestety jeszcze mnóstwo niespodzianek, odkryją tajemnice sięgające jeszcze czasów średniowiecza.
Nie wiem, ile razy można zaczynać życie od nowa, ale podejrzewam, że kiedyś w końcu człowiek stwierdza, że brakuje mu na to sił.
Akcja toczy się na dwóch głównych płaszczyznach: w teraźniejszości oraz w średniowieczu, kiedy to żył bohater „Władców czasu" – hrabia don Vela. Przeniesiemy się do czasów, gdy Vitoria była oblegana przez  wrogie wojska, ale nie tylko działania zbrojne odbierały kolejne ludzkie życia. Pojawiają się oczywiste podobieństwa między tymi zabójstwami i obecną sytuacją w miasteczku. Do pewnego momentu dobrze się czytało, ale potem wydarzenia z obu płaszczyzn czasowych zaczęły mi się mieszać. Mnóstwo było też bohaterów i nietypowych imion do zapamiętania, co w moim odczuciu znacznie utrudniało odbiór i było zbyt męczące. Kolejny raz spotykam się z taką konstrukcją powieści, gdzie akcja toczy się w teraźniejszości oraz na kartach innej książki. Takie dwa w jednym. I tym razem, podobnie jak wcześniej, nie przypadło mi to do gustu.
Początek mnie bardzo zaciekawił. Od pierwszych stron dużo się dzieje. Mamy tam  zbrodnie o niespotykanym charakterze dokonane ze szczególnym okrucieństwem i do tego jeszcze wzorowane na wydarzeniach z powieści. Dodatkowo intryguje ten wątek z przeszłości. Co obecne wydarzenia w miasteczku mogą mieć wspólnego z tymi rozgrywającymi się w średniowieczu?
Po tym ciekawym początku przez długi czas miałam wrażenie, że nie dzieje się praktycznie nic. Niewiele postępów w śledztwie. Za to opisanych jest dużo wydarzeń, które w moim odczuciu niewiele wnosiły do fabuły. O ile początek był porywający i chciało się czytać dalej, to z każdą stroną mój zapał systematycznie malał, a pod koniec czytania oscylował już wokół zera. Wręcz musiałam się spiąć, żeby dociągnąć lekturę do końca.
Zakończenie mnie nie urzekło ani trochę. Moim zdaniem wyjaśnienie wątku kryminalnego mocno przekombinowane. Zbyt dużo zbiegów okoliczności, przez co wyjaśnienie wydaje się mało prawdopodobne.
W tej powieści mamy o wiele mniej wątków obyczajowych niż w poprzednich częściach. Niewiele się dowiadujemy o życiu prywatnym bohaterów, a szkoda, bo w drugiej części fajnie się czytało o tym, co słychać u Krakena.  Tutaj poznajemy mnóstwo bohaterów, ciężko się skupić na tym, co najważniejsze. W przeciwieństwie do poprzednich części w trzecim tomie niewiele było momentów, które mnie poruszyły czy wywołały jakiekolwiek emocje. Przez pół książki się nudziłam. Miałam wrażenie, że to jakiś totalny chaos, można się pogubić. Spodobał mi się za to jeden wątek psychologiczny, który został ciekawie poprowadzony, ale nie mogę zdradzić jaki.
Pomimo tylu pozytywnych opinii ta historia jakoś do mnie nie przemówiła.
Moja ocena: 5/10

Eva Garcia Saenz de Urturi, Władcy czasu
          Seria: trylogia białego miasta (Cisza białego miasta, Rytuały wody)
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 26.02.2020