poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Mówią, że po ciąży będziesz gruba i brzydka - to ważne byś im nie uwierzyła

Ileż to mądrości zdarzyło mi się przeczytać tu i ówdzie na temat tego, jak ciąża wyniszcza organizm. Często obawa, że po ciąży nadmiar kilogramów zostanie już na zawsze, jest czymś, co zniechęca do samej ciąży. Teraz z perspektywy czasu mam ochotę śmiać się w twarz tym wszystkim autorom, którzy poruszyli tę kwestię. 

Jeśli o mnie chodzi, właściwie ważę nawet mniej niż przed ciążą i nawet pomimo  starań żeby przybrać na wadze, nie udaje mi się to. Na to pewnie składa się wiele czynników. Przede wszystkim mały człowiek zmienia wszystko. U mnie całkowicie zmienił sposób odżywiania. I ani przed ciążą ani w ciąży tak bardzo nie przywiązywałam wagi do tego, co jem. Dopiero od momentu rozpoczęcia rozszerzenia diety u córki. 

Nie wiem jak u Was, ale u mnie rozszerzenie diety u pierwszego dziecka, było niczym uczenie się życia na nowo. Taki niemowlak przecież ma sporo ograniczeń. Żadnej soli do posiłków, tylko lekkie, niesmażone, nietłuste, żadnego przetworzonego mięsa, a cukier też jest zakazany. I tu kiedyś bym się zastanowiła - co w takim razie pozostaje? Okazuje się, że można spełniać te wszystkie wytyczne, jeść smacznie i się najadać. A stwierdzam to, bo w moim przypadku bardzo szybko robienie posiłków dla dziecka zmieniło się w robienie posiłków dla wszystkich. Jeszcze przed etapem rozszerzenia diety, stanie nawet dwadzieścia minut w skupieniu przy kuchni, żeby coś ugotować i nie przypalić, było dla mnie czymś nadludzkim. A tu okazuje się, że trzeba jeszcze codziennie zrobić pełnowartościowe, zdrowe śniadanie i obiad, potem też kolację, można też do tego dodać przekąski i to też nie byle jakie. I najlepiej jeszcze codziennie serwowane było coś innego, bo apetyt takiego małego człowieka jest wybiórczy, szybko się nudzi jednym posiłkiem, jednego dnia coś znika z talerza w całości, a następnego nie pamięta, że mu to smakowało. Pytanie - kiedy znaleźć na to wszystko czas? U nas słoiczki od początku nie były przez dziecko akceptowane, więc zostałam tylko przy samodzielnym przygotowaniu posiłków. Dlatego musiałyśmy znaleźć wspólny język jeśli chodzi o jedzenie, a etap rozszerzania diety i dziecka stał się też rozszerzaniem diety dla mnie. 

Mój jadłospis z dnia na dzień zrewolucjonizował się całkowicie. Posiłki w biegu i zajadanie głodu łatwo dostępnymi słodyczami zastąpiły wspólne zdrowe śniadania. Nawykiem stało się dodawanie warzyw lub owoców do każdego posiłku, no bo przecież dziecko musi jeść zdrowo. Zaczęłam kupować nawet te, o których wcześniej nie miałam pojęcia jak wyglądaja - na przykład awokado, bo okazało się, że mały człowiek je uwielbia. A teraz najlepsze - od roku całkowicie wyłączyłam z diety cukier. Na początku było to wymuszone, bo mały człowiek interesował się i domagał się wszystkiego co je mama, potem trochę z poczucia solidarności - ona nie może, to ja też spróbuję nie jeść słodkiego. Potem zainteresowałam się różnymi źródłami o zdrowym żywieniu, i dedukowałam o szkodliwości cukru. Okazało się, że można bez tego żyć. I dopiero wtedy z mojej listy zakupów znikły całkowicie słodycze i smakowe jogurty, a owoce stały się nie czymś normalnym, a nie tylko sporadycznym dodatkiem do zakupów. Co więcej, nawet udało mi się je polubić, a kiedyś to było nie do pomyślenia, bo jadłam tylko banany i sporadycznie borówki. Ochota na słodkie nie znikła, ale słodycze, w których składzie jest sam cukier zastąpiłam własnymi opartymi na naturalnej słodyczy owoców. I odkąd zobaczyłam, że tak też się da i to też jest smaczne, przechodzę obojętnie obok półek ze słodyczami. 

Swoją drogą to niesamowite, jak marketing jest nakręcony na nakłanianie do spożycia cukru. To samo zło z beznadziejnym składem pod postacią pięknych, kolorowych i najbardziej przyciągających uwagę dzieci opakowań. Nie inaczej jest przy kasach sklepowych. Czasem człowiek jest naprawdę głodny i pojawia się chęć zjedzenia czegoś na szybko, a przy kasie tylko słodkie batony i cukierki. Czemu tak mało się spotyka przekąsek z dobrym składem i bez cukru przy kasach, już nie wspominając o na przykład owocach? Czy to nie dyskryminacja osób które nie chcą lub nie mogą spożywać cukru na przykład ze względów zdrowotnych? Ale to już osobny temat. 

Kwestii ćwiczeń przy odbudowywaniu figury sprzed ciąży tu nie poruszę, bo treningów żadnych nie robię. Codzienny spacer i bieganie za małym człowiekiem od momentu, gdy się obudzi, do momentu gdy zaśnie, na tym etapie jest dla mnie wystarczającym wysiłkiem fizycznym.  

Zatem czy ciąża jakkolwiek wyniszcza organizm? Na pewno jest dużym obciążeniem, tego nie neguję. Ale nie przesądza o tym, że staniemy się grube i brzydkie. Wszystko jest w naszych rękach. A jak to było u Was z powrotem do formy? Czy coś się zmieniło wraz z etapem rozszerzania diety?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytane? Skomentuj, jestem wdzięczna za każdą opinię 😊