sobota, 1 maja 2021

Żabkowe opowieści #3, czyli o zboczeniach zawodowych i ważeniu bananów słów kilka

Już gdy zaczynałam pracę, stwierdziłam, że Żabka to nie tylko miejsce pracy – to przede wszystkim styl życia. Kolejne miesiące pracy tylko utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Choć  dostaję tam niezły wycisk i są takie momenty, gdy mam ochotę oświadczyć, że rzucam tę pracę, trzasnąć drzwiami i wyjść, to jednak na nic bym tego nie zamieniła. Bo żeby robić coś przez osiem godzin dziennie, trzeba to choć trochę lubić. A Żabki przecież nie da się nie lubić. Tam życie toczy się swoim rytmem…


Są pytania, na które ciężko znaleźć odpowiedź...

Każdy zawód sprawia, że człowiek ma różne zboczenia zawodowe. Praca w sklepie ma to do siebie, że chcąc nie chcąc obserwujesz ludzi, poznajesz ich nawyki i zapamiętasz mnóstwo rzeczy, których pamiętać nie musisz, bo co prawda nie zmienią twojego życia, ale mimowolnie zostają w głowie. Na przykład to, że pewna starsza pani uwielbia batoniki czekoladowe i będzie zawiedziona, gdy ich akurat zabraknie. Z kolei pan, który przychodzi średnio trzy razy dziennie weźmie Perłę z lodówki i batonika kokosowego. Inny z kolei przyniesie cztery butelki po Tatrze i kupi cztery Tatry w butelce. Natomiast dziewczyna z rudymi włosami kupi zielone Heetsy i dużo słodyczy, przy czym będzie ciężko jej się zdecydować, co wybrać tym razem. A chłopak, który zazwyczaj przychodzi po kanapkę albo bagietkę będzie miał aplikację i trzeba mu przypomnieć, żeby ją zeskanował. I tak dalej... Ile ludzi, tyle dylematów. Jedni mają już sprecyzowane plany zakupowe, wchodzą i wychodzą, jeszcze zanim zdążę wydrukować paragon i się pożegnać. Inni proszą o pomoc w znalezieniu konkretnej rzeczy. Jeszcze inni wchodzą tak zajęci rozmową telefoniczną, że nie zauważają mojej obecności nawet gdy podchodzą do kasy. A niektórzy mają tak długi proces decyzyjny, że oglądają cały dostępny asortyment z wszystkich półek tylko po to, by w końcu wybrać jedną rzecz i wyjść.

Myślisz, że gdy pracujesz w tym samym sklepie już siódmy miesiąc nic, ani tym bardziej nikt, nie może cię zaskoczyć. Wiesz co trzeba robić i kiedy. Starasz się rano przyjść punktualnie, bo pan z pieczywem lubi przyjeżdżać kilka minut przed czasem. Wykształciłeś niesamowitą umiejętność pracy pod presją czasu, zwłaszcza, gdy w niedzielę trzeba zrobić jednocześnie trzy różnej wielkości hot dogi z różnymi sosami i parówkami, a do tego trzy kawy, obsłużyć kilkuosobową kolejkę, a w tak zwanym międzyczasie jeszcze uzupełnić towar na półkach i sprzątnąć zaplecze. Ale jeśli myślisz, że wtedy już nic cię nie zaskoczy, to jesteś w błędzie.

Pewnego dnia przyjdzie taki klient, który zada ci pytanie, na które mimo tak dużej wiedzy o asortymencie, o ludzkich zwyczajach i przede wszystkim tak dużego doświadczenia nie będziesz znać odpowiedzi – „Niech pani na mnie spojrzy i powie, co ja mógłbym wypić, żeby się dobrze czuć?”

 

Bo u was to tylko piwo można kupić

Pewnego razu przyszła pani, która zawsze wymienia butelki po piwie na butelki z piwem. Tym razem jednak wzięła tylko opakowanie jajek, po czym zapytała mnie jeszcze czy mamy na mrożonkach zupę pieczarkową. Po szybkim przejrzeniu zawartości lodówki byłam zmuszona ją rozczarować i powiedzieć, że niestety nie mamy.

– Raz przyszłam nie po piwo… ale wygląda na to, że u was to tylko piwo można kupić – podsumowała śmiejąc się.

Cóż… zupa zupą, ale na brak piwa klienci nie mogą narzekać.

 

Grunt to dobrze wydać resztę

Nawet pomimo ogromnej wiedzy i doświadczenia człowiekowi zdarzają się błędy. Czasami jednak da się nad tym przejść do porządku dziennego i obrócić wszystko w żart.

Sprzedawałam tego dnia już chyba piątą paczkę Winstonów niebieskich. Co przychodził człowiek, to dawał 20 złotych, papierosy kosztują 13,99, więc wydawałam 6 złotych i grosz i wszystko się zgadzało. W końcu znowu chłopak przyszedł po Winstony, ale tym razem kończył mi się papier  drukarce fiskalnej. Zapłacił więc za papierosy, ale nie udało mi się w całości wydrukować paragonu, więc zapytałam, czy może być bez i wydałam mu te sześć złotych reszty z groszem. Stwierdził, że nie ma problemu, po czym zamiast odejść od kasy, dalej stał i myślał.

– A ta reszta to dla mnie? – zapytał po chwili namysłu.

– Tak, przecież zapłacił pan 13,99 ­– zastanowiłam się.

– Ale ja płaciłem kartą – powiedział, przyglądając mi się nieufnie.

Cóż, uczciwy człowiek, nie chciał zarobić... Zreflektowałam się, przeprosiłam go i zabrałam pieniądze, co wywołało jego rozbawienie. 

Banany podrożały?

Są rzeczy, których się nie zapomina. Są też sytuacje, które wywołują ogólną wesołość i przez to pamięta się je bardzo, bardzo długo.

Podliczałam pewnemu panu zakupy. Gawędził sobie z szefem jak to zwykle bywa, a ja się im przysłuchiwałam, od czasu do czasu coś wtrącając. Aż w końcu przyszło mi zważyć banany. Podczas wykonywania tej skomplikowanej czynności jestem niezwykle uważna, bo nieraz już się zdarzyło, że klient po odejściu od kasy wracał i skarżył się, że banany strasznie podrożały. Bywa, że zamiast przycisku „waga” wcisnę „ilość” i tym samym zapiszę cały kilogram.

Tym razem wykazałam się ogromną bystrością, ale zorientowałam się dopiero, gdy szef zaczął się śmiać, że ważę banany... jednocześnie trzymając na nich rękę. Waga zgłupiała, ja też i wszyscy śmialiśmy się z mojego wynalazku.


Nazbierało się tego dużo więcej, ale na dzisiaj tyle. Może będę pisać krócej i częściej?

Poprzednie części znajdziecie tutaj:

O tym, jak zostałam dziewczyną z Żabki i dlaczego kocham swoją pracę

O tym, jak radzić sobie w sytuacjach kryzysowych, czyli Żabkowe opowieści #2

16 komentarzy:

  1. Podpisuję się pod pierwszym akapitem jako sprzedawca w niedużym sklepiku osiedlowym sieci "Witaj".

    Praca pod presją czasu – o tak XD

    Też miałam taką sytuację, że klient płacił kartą, a ja mu odruchowo jakąś resztę dawałam. Na szczęście też uczciwy był i mi zwrócił.

    Mi przy ważeniu zdarza się, że kropka nie wejdzie i zamiast 0,125 kg, wychodzi 125 kg. Też przy tym muszę bardzo uważać.

    Ekspedientka pozdrawia ekspedientkę. XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Super się czyta te twoje relacje z pracy :) Takie życiowe, a poprawiające humor. Czekam na kolejne części...

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać, że lubisz i umiesz patrzeć - taka ciekawość ludzi i sytuacji to wielki skarb :) A Ty jeszcze pięknie ubierasz to w słowa... Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam serdecznie ♡
    Wspaniały wpis, świetnie się czyta taki relacje z pracy :) Tym bardziej, że tez pracuję w handlu :)
    Pozdrawiam cieplutko ♡

    OdpowiedzUsuń
  5. Bez wątpienia w każdej pracy zdarzają się jakieś zabawne sytuacje.
    Dobrze, że człowiek był uczciwy i zorientował się, że reszta przecież mu się nie należy jak płacił kartą xD Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawie opowiadasz :)
    Pozdrawiam, fajny post!
    http://artidotum.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. W każdym razie pisz na pewno, świetne opowiastki:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Widzę, że bardzo ciekawie wygląda praca w żabce, chętnie poczytam kolejne posty na ten temat;)

    OdpowiedzUsuń
  9. haha:D praca obfitująca w same smaczki:) tak jest zawsze jak z ludźmi się pracuje:) ja w sklepie obuwniczym pracowałam na studiach i też miałam wesołe historie wtedy:)

    OdpowiedzUsuń
  10. No i znowu się nieźle uśmiałam przy lekturze Twoich opowieści :D Tyle świetnych historii, że można by książkę napisać ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tematy jak najbardziej życiowe. Bardzo się cieszę, że do Ciebie zajrzałam. Takie opowieści pozwolą nam-czytelnikom poznać Twoją pracę od tak zwanej "kuchni"
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też co nieco pracowałam w sklepie i lubiłam obserwować ludzi. Niestety trafiali się i uczciwi i nie uczciwi klienci. Raz jeden gosćciu tak mnie zakręcił i oszukał, że miałam manko na 100 :( Trzeba na takich uważać...

    OdpowiedzUsuń
  13. No to była fajna zabawa bananem. Bym się śmiał. :D

    OdpowiedzUsuń

Przeczytane? Skomentuj, jestem wdzięczna za każdą opinię 😊