Miało być co innego, ale... jest taka pogoda, że nie mam na nic energii, zatem moje ambitne plany odłożę na lepszy moment.
Ile jest takich momentów, że chcąc nie chcąc się uśmiechamy? Wczoraj mała przyniosła wielkiego miśka z sypialni, posadziła na kanapie i uczyła go układać klocki, a potem czytała mu książkę. A ja - matka dumna, że doczekała czegoś takiego - rzucam wszystko i patrzę, usiłując nie popsuć scenariusza zabawy. Nie zawsze musimy efektywnie i ambitnie spędzać czas z dzieckiem. Nie zawsze musimy zabiegać o to, by się nie nudziło. Często zdane tylko na własną kreatywność, potrafi się genialnie bawić. I często przez takie właśnie zabawy dziecko odkrywa najwięcej. Uwielbiam to właśnie, tę dziecięcą kreatywność, której jako dorośli już nie mamy. Umieć stworzyć coś z niczego - czuję, że jeszcze dużo się w swoim życiu nauczę obserwując takie właśnie momenty.
Niedużo trzeba, by taki mały człowiek się uśmiechał. Wystarczy poczucie bezpieczeństwa i trochę miłości. Gdybyśmy wszyscy potrafili choć trochę myśleć jak dzieci, świat byłby o wiele weselszym miejscem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Przeczytane? Skomentuj, jestem wdzięczna za każdą opinię 😊