piątek, 24 lipca 2026

Gdy wyrok okaże się niesłuszny

Największe potwory zawsze wydają się takie nieszkodliwe. Miłe, a nawet pociągające. Ona nie zamierza jednak popełnić tego błędu i poddać się złu, jakkolwiek pięknie będzie wyglądało. Nie, zło umie się kamuflować, jest podstępne i dlatego tak często cię zaskakuje.

Zachęcona pierwszym spotkaniem z autorką, które było udane - po przeczytaniu "Dziewczyny z pokoju 12", nie wahałam się sięgnąć po jej kolejną książkę. Czy i tutaj się nie zawiodłam?

Jess cały czas żyje w cieniu tragedii, jaką było zabójstwo jej matki, gdy ona była jeszcze mała i nie mogła pamiętać sprawcy. Gdy po latach spotyka się z nią człowiek podejrzewany przed laty o to zabójstwo, mimo początkowego lęku bierze sprawy w swoje ręce i postanawia dowiedzieć się, co takiego ten człowiek wie w sprawie śmierci matki. Zwłaszcza, że ten twierdzi, że wie, kto to zrobił. Im bardziej angażuje się we własne śledztwo, tym więcej informacji na temat jej własnej rodziny wychodzi na światło dzienne. Niekoniecznie takich informacji, które chciałaby usłyszeć... Czy doprowadzi ją to w końcu do odpowiedzi, czy tylko bardziej skomplikuje życie?

Tyle się słyszy o ludziach, którzy popełniają straszliwe zbrodnie, choć są uczynnymi sąsiadami, dobrymi mężami czy żonami. Filarami lokalnych społeczności. Co to znaczy? Ludzie udają, abyśmy uwierzyli, że są lepsi niż naprawdę.

Jedyne, co mi się w tej książce spodobało i sprawiło, że dotrwałam do końca to sposób opowiadania. Sama historia jest opowiedziana w taki sposób, że może zainteresować. Narracja jest dwutorowa - z perspektywy zamordowanej matki i z perspektywy Jess, co sprawia, że czyta się szybko. Niespiesznie, strona po stronie autorka dawkuje nam napięcie, by pod koniec zszokować rozwiązaniem historii. Podrzuca też kilka fałszywych tropów, które rzeczywiście mogą zmylić. Mnie jednak ta historia ani trochę nie przekonała.

Po pierwsze, sam zarys fabuły już wydał mi się nieco abstrakcyjny. Przebrnęłam przez początek, który niesamowicie się dłużył, dopiero z czasem coś się zaczęło dziać, choć nie tyle, bym zdołała się wciągnąć. Wychodzi na jaw coraz więcej nowych faktów, ale sama główna bohaterka jest nieco irytująca z tym obsesyjnym poszukiwaniem prawdy i ciągłym wypytywaniem jednego członka rodziny po drugim. Brakuje mi u niej tej warstwy emocjonalnej, która w thrillerach psychologicznych jest istotna. Ciężko wczuć się w jej postać. Momentami miałam wrażenie, jakby te całe poszukiwania nie dotyczyły jej osobiście. Podobnie zresztą jak z drugą bohaterką - matką Jess - druga postać, której ani nie polubiłam ani nie znienawidziłam, dobrnęłam jedynie do końca, by poznać zakończenie. A i pojawił się jeszcze człowiek, przed laty uznany za winnego zbrodni. Naprawdę chciałam mu współczuć, czy choć trochę się przejąć jego losem. Mimo że nieco się dowiadujemy o nim i o jego przeszłości, pozostał dla mnie postacią zupełnie bezbarwną, podobnie jak reszta bohaterów. 

Sama historia, choć może wydać się szokująca, mi wydała się odrobinę naciągana. Nie mówię, że była to całkowicie nieudana lektura, bo czytało się nawet przyjemnie, nie mam zarzutów do samego stylu autorki, a to duży plus, ale ani fabuła, ani bohaterowie nie byli dla mnie przekonujący. 


Moja ocena 6/10

Kathryn Croft, Zanim wydasz wyrok

Ilość stron: 376

Wydawnictwo Mova

Data premiery: 28.01.2026 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytane? Skomentuj, jestem wdzięczna za każdą opinię 😊