Jedną z rzeczy, które nigdy nie przestaną mnie zadziwiać w byciu mamą, jest to jak szybko mały człowiek chłonie wiedzę. I natychmiast naśladuje wszystko, co zauważy.
Odkurzałam. Córka zwykle trochę się bawi, trochę mnie obserwuje i biega za mną z wózkiem albo ze swoim odkurzaczem. Mamy w odkurzaczu wymienne końcówki, m. in do dywanów, które trzymamy w szafce. I gdy kończyłam odkurzać podłogę, mała mnie uprzedziła, wyciągnęła z szafki szczotkę do dywanów i mi podała. Dużo rzeczy robimy razem, chociażby razem wyciągamy naczynia ze zmywarki, ale odkurzałam zawsze sama, więc zdziwiłam się, że zrobiła z własnej inicjatywy, bez mojego polecenia. Nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać, jak to dziecko szybko się uczy i we wszystko chce się angażować.
Córka ma jedną ulubioną piosenkę, której chce słuchać w kółko i często się przy niej wygłupiamy. Ostatnio zauważyłam, że z łatwością powtarza najdziwniejsze gesty, które wymyślę dobrze się przy tym bawiąc. To samo dotyczy zabawy i najróżniejszych czynności, wszystko musi robić jak mama albo tata, a gdy coś sprawia jej trudność, nie rezygnuje - najpierw posyła mamę, by to zrobiła.
Ta zdolność uczenia się i powtarzania widoczna jest nie tylko podczas zabawy, ale też przy czynnościach, które wykonujemy na co dzień. Jeśli mówię, że muszę się napić, córka szybciej ode mnie biegnie po swoją butelkę. Gdy pokażę, że swędzi mnie nos, sama "martwi się", też "twierdzi" że swędzi ją nos i zaczyna go drapać. Gdy myszka w bajce jest smutna, bo się zgubiła, córka też robi się smutna i czasem ma łzy w oczach i decyduje, że nie chce już oglądać takiej smutnej książeczki. Choć w tym wieku ciężko jeszcze mówić o empatii, to czasem myślę, że to dziecko czuje i rozumie emocje i potrzeby innych lepiej niż niejeden dorosły.
Zaskakujące, jak już rozumie prawie wszystko, o czym rozmawiamy - gdy tylko o czymś wspomnę - będziemy się usypiać - zdarza się, że sama biegnie, pokazuje, żeby wsadzić ją do wózka i rozłożyć oparcie. Szkoda że nie działa to we wszystkich przypadkach. Chociażby na komendę - "nie wchodzimy na zjeżdżalnię pod prąd" czy "nie wyrzucamy jedzenia z talerza". Podejrzewam, że to dlatego, że dzieci nie mają w słowniku słowa "nie", czy też po prostu je pomijają w odbiorze naszych wypowiedzi.
Zaskakujące, ale też rozczulające, że już takie maluchy zaczynają rozumieć ten świat i chcą we wszystkim uczestniczyć i głośno manifestują swoje niezadowolenie, gdy im tego zabronimy. Chcą tak po prostu być częścią naszego świata, naśladować we wszystkim, spędzać z nami każdą chwilę (nawet do tego stopnia, że są zrozpaczone, gdy pójdziemy sami do toalety). Codziennie tym samym pokazują nam, że bycie rodzicem może być piękne tak po prostu. Że nie potrzeba niesamowitych wydarzeń, żeby każdy dzień był dobrym dniem. Wystarczy Twoja obecność i czas. I chwila wspólnej zabawy.
Czym Wasze pociechy ostatnio Was zaskoczyły?

Rozbawiło mnie to, że córka doskonale rozumie wszystkie polecenia, dopóki nie pojawia się w nich słowo „nie”. Z tym naśladowaniem rodziców też coś jest — dzieci potrafią wychwycić i powtórzyć rzeczy, na które dorosły nawet nie zwróciłby uwagi. I chyba właśnie dlatego trzeba trochę uważać na własne zachowanie, bo mały obserwator zapamiętuje znacznie więcej, niż nam się wydaje.
OdpowiedzUsuń