Był przekonany, że nie został stworzony do tego świata. Z każdym dniem czuł się coraz bardziej jak cień, który ktoś przypadkiem zmaterializował i wrzucił między innych bez jakiejkolwiek instrukcji obsługi. I co gorsza - bez prawa głosu.
Pierwsza część przygód Kornela Malickiego zainteresowała mnie na tyle, by sięgnąć po kontynuację. Nie spodziewałam się nawet, że będzie lepsza, wystarczyłoby, gdyby utrzymała poziom pierwszej części. Czy tak się stało?
Kornel Malicki słynny reportażysta znowu rozpoczyna pracę nad kolejną książką i w tym celu wyjeżdża do Wołkowyi, niewielkiej wsi nad Jeziorem Solińskim. Nieoficjalnie znów próbuje stawić czoło własnej przeszłości. Matka przed ich rozstaniem kazała mu odszukać pewnego człowieka, z którego powodu właśnie tu się zatrzymał. Ma on mieć związek z ich przeszłością. Ten człowiek, jak się okazuje, był też uczestnikiem zbiorowej masakry na obozie szkolnym - pełnił wtedy rolę jednego z opiekunów. Kornel ma zamiar poznać i wyjawić społeczeństwu prawdę o tym, co stało się przed laty. Dlaczego jeden z uczniów wystrzelał część uczestników obozu, a potem sam popełnił samobójstwo?
Nie mogę znieść myśli, że ludzie, którzy od lat przysłaniają mi niebo jak burzowe chmury, są tymi którzy absorbują najwięcej słonecznego ciepła. Ustawiają się przodem do świata, podczas gdy ofiary ich grzechów muszą zbierać się z ziemi ukradkiem, najlepiej tak, by nikogo nie zawstydzać swoim bólem.
Po dobrej pierwszej części i w większości bardzo pozytywnych recenzjach nie sądziłam, że tak po prostu się rozczaruję. Choć dużo szczegółów co do sprawy masakry w obozie poznajemy już na wstępie, czytając sugerowałam się tym, że pod koniec dostaniemy coś naprawdę mocnego. W końcu po co pisać książkę, której zakończenie już przedstawia się na samym początku? I tu się mocno rozczarowałam. Są owszem pewne intrygi między bohaterami, w efekcie doprowadzają one do tych tragicznych wydarzeń, ale naprawdę dostajemy tylko tyle? Miałam wrażenie, że czytam o niczym. Jedyne, co sprawiło, że dobrnęłam do końca, to postać Michała Kitlera - nastolatka, który czuł się wyobcowany, nielubiany przez rówieśników i prześladowany. Załamał się do tego stopnia, że zabił kilkanaście osób i sam popełnił samobójstwo. Poznajemy go jednak nie jako mordercę, tylko wrażliwego nastolatka, kogoś, kto bardzo potrzebuje pomocy. Możliwe, że gdyby ją otrzymał, do tragedii by nie doszło. Niewątpliwie daje to do myślenia jak burzliwy i trudy bywa ten okres dla młodzieży. Jak często nawet najbliższe osoby nie potrafią dostrzec, że ten młody człowiek woła o pomoc.
Sam Kornel nieco drażnił mnie już w pierwszej części, ale wtedy było jeszcze ciekawie i przymknęłam na to oko. Tutaj mamy ten sam schemat - reportażysta, który pracuje nad książką, poszukuje materiałów i rozpytuje ludzi, ale bardziej od tego wszystkiego zaaferowany jest swoim osobistym interesem - w tym przypadku znów odszukanie pewnego człowieka i zemsta. Już samo to podejście do sprawy jest dla mnie rażąco nieprofesjonalne, więc nie zdołałam się polubić z tym bohaterem ani przeżywać jego emocji i rozterek. Sam wątek tajemnicy z przeszłości, którą ma znać poszukiwany przez niego człowiek był dla mnie ciekawy i chyba to też zmusiło mnie do dokończenia lektury. Zakończenie też mnie nie zadowoliło, bowiem nie dostajemy pełnej odpowiedzi - autor część znaków zapytania zostawia nam, byśmy sięgnęli po kolejną część. Niestety jest mała szansa, że to zrobię, więc pewnie nigdy się nie dowiem.
Z żalem musze stwierdzić, że nie polubiłam się z tą książką, choć poprzednia część była obiecująca.
Moja ocena: 5/10
Marcel Moss, Zły opiekun
Ilość stron: 366
Wydawnictwo Filia
Data premiery: 22.04.2026

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Przeczytane? Skomentuj, jestem wdzięczna za każdą opinię 😊