piątek, 9 października 2026

Kto i dlaczego umrze za sześć godzin?

Co pcha ludzi do zabicia drugiego człowieka? - Pytanie zawisło w ciszy. - Myślicie, że nie potrafilibyście zabić? 

Mieliście kiedyś tak, że w książce, która przez dłuższy czas była wręcz odpychająca, w końcu coś zaskakuje i to bardzo pozytywnie? "Umrzesz za sześć godzin" to właśnie przykład takiej książki. 

Wyrafinowane morderstwa wstrząsają Warszawą. Ktoś więzi ofiary, dając im przed śmiercią do rozwiązania zagadki, dzięki którym mogą odgadnąć szyfr i się uwolnić. Ofiary nie są przypadkowe. Bardzo szybko wychodzi na jaw, że ciąg morderstw związany jest z zamkniętą sprawą sprzed dziesięciu lat. Dlaczego ktoś próbuje w tak drastyczny sposób wrócić do przeszłości i nakierować policję na coś, co już zostało wyjaśnione? Czy chodzi o zemstę? Czy śledczy zdążą w porę powstrzymać Człowieka Zagadkę?

Zawsze starał się kontrolować emocje. Nie dać się przez nie kierować. Nawet jeśli coś go intensywnie poruszało, zanim zaczął działać pod wpływem tej emocji, zmuszał się, by nabrać dystansu. Bo to nie było tak, że wszystko da się kontrolować albo że to łatwe. Natomiast czas gasił pożary.

Jako całość książkę oceniam średnio. Fabuła bardzo mi się spodobała, ale dopiero w połowie stała się interesująca. Niecodzienne morderstwa połączone z zagadkami. Para głównych bohaterów to dwóch policjantów, których dzieli znaczna różnica wielu, co nie pozostaje bez wpływu na ich relację. Niełatwo im się współpracuje, ale pomaga świadomość, że mogą na siebie liczyć niezależnie od sytuacji. Na początku w ogóle nie byli przekonujący, wręcz denerwowały mnie ich powiedzonka i nawyki. Z czasem jednak stali się bardziej znośni. Nie na tyle by ich polubić. Moim zdaniem nie są to postaci dobrze skonstruowane. Owszem, jest nieco opisana sfera ich życia prywatnego, ale jak dla mnie zbyt ubogo i mało przekonująco. A to, co najbardziej autor nam uwypukla na temat tych postaci to denerwujące nawyki jak żucie niezapalonego papierosa czy ciągle wtrącanie tego samego powiedzenia, na które ciągle jest zwracana nasza uwaga. Wszystko jest do przyjęcia, ale jeśli powtarza się co kilka zdań, staje się irytujące. I mimo tego, że historia zapowiadała się dobrze, przez te opisy bohaterów przez pierwszą połowę książki walczyłam, żeby jej nie porzucić. 

Wracając do fabuły - w drugiej części książki przestałam zwracać uwagę na denerwujących bohaterów, bo zrobiło się nieco ciekawiej. Mamy w końcu zwrotu akcji, zaczynamy niepokoić się o losy potencjalnych ofiar. Typujemy mordercę, choć im dalej się zagłębiamy w treść, tym więcej podejrzanych zostaje wykluczonych, i wszystko wydaje się być coraz bardziej zagmatwane. Autor coraz mocniej trzyma nas w niepewności aż do samego końca. Zakończenie też mi się podobało. Nieoczywiste, takie, którego nie sposób się domyślić. I poruszające. 

Najbardziej chyba jednak spodobało mi się to, że ta książka ma też drugie dno - jest to nie tylko ciekawa historia, ale też skłania do przemyśleń. Zadajemy sobie pytanie o to, czym jest sprawiedliwość. I czy definicja sprawiedliwości, którą znamy jest słuszna. Kto może wymierzać sprawiedliwość i dlaczego coś, co zostanie uznane za sprawiedliwe przez właściwe do tego organy, dla niektórych jest krzywdzące? Czy wobec tego człowiek sam może wymierzyć sprawiedliwość? Te i jeszcze kilka innych pytań będą Wam towarzyszyć podczas lektury. 

Jeśli choć trochę zainteresował Was opis fabuły, nie zniechęcajcie się początkiem, bo dalej jest ciekawie. A może to celowy zabieg, że akcja na dobre wciąga dopiero w połowie? Zdecydujecie sami. Dla mnie była to jedna z tych książek, które pamięta się na długo. 


Moja ocena: 6/10

Janusz Onufrowicz, Umrzesz za sześć godzin 

Ilość stron: 424

Wydawnictwo Prozami

Data premiery: 13.02.2025

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz