wtorek, 29 września 2026

Wszystko jest kwestią organizacji

Dużo się mówi o tym, że macierzyństwo choć trudne jest piękne. Gdy widzimy takiego słodkiego bobasa, chcemy dostrzegać i dostrzegamy tylko pozytywy. W końcu taki mały człowiek to sama słodycz i radość. Na pewno opieka nad takim maluchem nie jest łatwa, ale czy naprawdę wiemy co to oznacza? Choć wiemy, że bycie matką takiego bobasa jest ogromną satysfakcją, to mamy jedynie wyobrażenie - bardziej lub mniej zgodne z rzeczywistością - z czym się to wiąże, dopóki nie będzie nam dane tego doświadczyć.

Ja wcale nie neguję tego, że bobas to sama słodycz i radość. Każda z nas jest tak skonstruowana, że niezależnie od tego, jak źle czy ciężko by było, i tak będzie patrzeć na swojego bobasa jak na największy cud. I tak ma być. Ale przyznajmy, że są takie dni, gdy odechciewa się wszystkiego. 

Zdarzają się takie dni, gdy wszystko jest na nie. Gdy bobo po milionie pobudek, wstaje wypoczęte o piątej nad ranem. Gdy padasz na twarz już rano, a potem jest tylko gorzej. Bo okazało się, że jajecznica, czy co tam ma zjeść na śniadanie, jest nieakceptowalna. Do tego już przy śniadaniu testuje twoją cierpliwość. A za pół godziny robi dramę, bo jednak chce to zjeść. Potem wychodzicie na szybkie zakupy i długi spacer. Zakupy, jak się okazuje, nie są szybkie, bo maluch odkąd odkrył, że w sklepie są małe wózki, wprost idealne do jego potrzeb, już nie chce pokornie siedzieć w swoim wózku czy nawet w dużym koszyku, tylko śmiga po całym sklepie, a gdy próbujesz przytrzymać koszyk, by w coś lub kogoś nie uderzył, denerwuje się, bo wszystko chce robić bez pomocy. W międzyczasie zdążyłaś już odpowiedzieć na milion pytań, kilkanaście razy powtarzając jedną i tą samą rzecz. Bo maluch póki co rozumie więcej, niż potrafi wypowiedzieć, połowy się domyślasz, ale on ma nieustanną potrzebę dialogu. Zaś na spacerze zaczyna biec w swoją stronę, a złapany za rękę denerwuje się, bo przecież w wieku dwóch lat może już wszystko sam. Albo zabiera ze sobą rowerek biegowy, odjeżdża nim pory kawałek od domu i stwierdza, że jest tak zmęczony, że nie da rady iść na własnych nogach. Zaczyna płakać, bo jest już śpiący, a ty choć sama jesteś już tykającą bombą, musisz opanować sytuacje i pomóc mu ogarnąć emocje. Gdy wracasz do domu i kładziesz malucha do łóżka, przypadkiem odzywa się domofon i nagle odechciewa mu się  spać. I chce jeszcze książeczkę. W tym momencie zwykle traciłaś cierpliwość, ale nauczyłaś się, że na przymus nic nie zdziałasz, więc cierpliwie czekasz. Gdy już zaśnie na dobre, okazuje się, że ktoś pod oknem uruchamia kosiarkę, piłę motorową albo inne warczące ustrojstwo i pocieszasz się, że gorzej już nie będzie. Czujnie nasłuchujesz, czy maluch jeszcze śpi. Potem podejmujesz popołudniowy maraton mniej lub bardziej potrzebnych czynności, podczas wykonywania których twoje centrum wszechświata robi wszystko, żeby cię od nich odciągnąć albo spędza chwilę w ciszy, co bywa jeszcze bardziej niepokojące, bo po takiej chwili nie poznajesz własnego mieszkania. Wieczorem, już nawet mimo chęci, zasypiasz podczas czytania książeczki, a dziecko grzecznie usypia razem z tobą. Choć tyle dobrego na koniec. 

Brzmi choć trochę znajomo? Oczywiście te wszystkie rzeczy zwykle nie wydarzają się na raz. To tylko przykład, że czasem dobre nastawienie i pozytywne chęci guzik dają, gdy masz naprzeciwko małego wszędobylskiego człowieka, upartego i zdeterminowanego, by osiągnąć swoje małe cele. W głębi ducha cieszysz się z tego, że taki jest, ale czasami po prostu szlag trafia wszystkie twoje zasady idealnego rodzicielstwa, wychodzisz z siebie i stajesz obok. A gdy śpi, analizujesz, co poszło nie tak. I pocieszasz się myślą, że jeszcze będzie szansa, by to zrobić lepiej.

Znacie to stwierdzenie, że wszystko jest kwestią organizacji? Po części tak. Dużo rzeczy można zaplanować i dużo zrobić, ale czy najważniejsze jest to, by wszystko było idealnie zrobione i dopięte na ostatni guzik? Takie priorytety można sobie stawiać, póki nie pojawi się inny priorytet, czyli dziecko. Potem codzienność to już niekiedy jazda bez trzymanki. I choć będziemy się dwoić i troić, cała reszta i tak jest nic nieznacząca, bo to potrzeby małego człowieka są na pierwszym miejscu i to on absorbuje najwięcej naszego czasu. I matka choćby miała milion innych rzeczy do zrobienia, nie pozostanie obojętna na to, że dziecko potrzebuje uwagi, więc kwestia organizacji nijak się ma do rzeczywistości. Sama niekiedy przyłapuję się na tym, że tylko gdy dziecko śpi lub opiekuje się nim druga osoba, jestem w stanie się w pełni skupić, zebrać myśli i wykonywać wszystkie czynności w takim tempie, w jakim bym chciała.

I wiecie jaką mam na to wszystko radę? Żadną. Nie zawsze może być idealnie. Nie zawsze jest nawet dobrze. Czasami jest po prostu wystarczająco. A czasami tylko tak, że plan to przeżyć i iść spać. Ważne, by w tym wszystkim pamiętać, po co to robimy. I w całym tym bałaganie znaleźć choć chwilę, by się zatrzymać i pomyśleć o tym, co dla nas ważne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytane? Skomentuj, jestem wdzięczna za każdą opinię 😊