poniedziałek, 18 listopada 2019

Czytanie pomaga, a nawet... leczy? – o niezliczonych korzyściach płynących z czytania

Są takie książki, które otwierają kryptę. Opowiadają o strasznych wydarzeniach, ukazują  brutalną rzeczywistość taką jaka jest, bez zbędnych upiększeń. Są też takie, które czytamy, gdy potrzebujemy ciepłych słów wsparcia, a one świetnie się w tym sprawdzają, niosąc ukojenie dla naszej duszy. Po jakie książki chętniej sięgamy i dlaczego? Jaki wpływ mają na nas książki, które czytamy? Czy czytanie może być dla nas lecznicze? Niedawno skończyłam lekturę wydania specjalnego Charakterów – „Czytanie pomaga a nawet leczy" i znalazłam tam kilka ciekawostek.
Na zdjęciu jest jeszcze kilka książek, które miałam przyjemność dostać jako nagrodę od redakcji Charakterów". Brałam udział w konkursie Po(moc) książki". Moim zadaniem było w dowolnej formie napisać o książce, która pomogła mi zrozumieć drugiego człowieka albo znaleźć rozwiązanie problemu. Jest taka książka, która pomogła mi zrozumieć pewnego człowieka i zainspirowała do napisania opowiadania, a ta książka to Ciemno, prawie noc" Joanny Bator. Opowiadanie może opublikuję na blogu kiedyś, ale dzisiaj zajmiemy się tematem książek. Wybrałam kilka ciekawostek, bo nie sposób opisać wszystkiego, o czym przeczytałam. Intryguje mnie też ta książka „100 snów, które wszyscy mamy, i co one znaczą”. Jeśli znajdę w niej coś ciekawego, to też się z Wami podzielę.
Żyjemy nie tylko swoim życiem, ale też życiem ludzi, którzy byli przed nami. Nawet jeśli go nie znamy, nie pamiętamy, ono ciągnie się za nami do trzeciego pokolenia. czasami dłużej. Zamiecione pod dywan samobójstwa i niewyjaśnione śmierci, przemoc i rozpacz, której doświadczyli inni, wychodzą w symptomach, cielesnych dolegliwościach, autoimmunologicznych chorobach czy uporczywym poczuciu, że trzeba wracać do tych samych motywów, tych samych symboli, jak u mnie. Jako pisarka jestem tą, która otwiera kryptę.
Joanna Bator, Jestem tą, która otwiera kryptę, Charaktery Extra 3/2019
Czego szukamy w książkach?
Literatura piękna oddziałuje na przeżywanie emocji, ponieważ oswaja z różnymi trudnościami, pozwala spojrzeć na nie z różnych punktów widzenia. Umożliwia nie tylko uświadomienie sobie własnych emocji i zrozumienie ich źródła, ale też zrozumienie emocji innych ludzi. Literatura uruchamia również wyobraźnię i marzenia. Czytając możemy postawić się w różnych sytuacjach i zastanowić, jak byśmy się zachowali. W ten sposób lepiej poznajemy siebie i swoje potrzeby psychiczne. 
Każdy ma indywidualne potrzeby czytelnicze, które wynikają z tego, w jakiej sytuacji życiowej się znajdujemy. Zdarza się, że świadomie sięgamy po książkę silnie poruszającą, trudną, dotyczącą ważnej dla nas problematyki po to, by przepracować bolesny temat i zmierzyć się z nim w kontrolowanych, bezpiecznych warunkach. Sięgając po daną lekturę nie zawsze jednak jesteśmy świadomi, co nami kieruje – czasami wybieramy książkę zgodnie z naszymi nieświadomymi, ale aktualnymi potrzebami.
Kiedy szukamy odpowiedzi na pytanie, dlaczego chętnie sięgamy po literackie historie, powinniśmy wziąć pod uwagę, że nasze życie i my sami jesteśmy... opowieścią. Opowieścią, którą „piszemy" samodzielnie, dla siebie i dla innych.
Agata Hiacynta Świątek, Czego szukamy w książkach,  Charaktery Extra 3/2019
Czy mówi o Tobie książka, którą czytasz? 
Moi rodzice często się niepokoją widząc na moim biurku kolejną książkę z mroczną okładką czy umieraniem w tytule. A znajomi różnie reagują, gdy na wykłady przynoszę tego typu zdobycze. Ale czy thrillery, horrory i inne potworne" książki są złe? I czy czytanie o zjawiskach niewyjaśnionych, morderstwach, seryjnych zabójcach w jakiś sposób źle wpływa na psychikę? Wręcz przeciwnie.
Powieści grozy czy thrillery spełniają funkcję wentyla emocjonalnego. Wyrzucają nas ze strefy komfortu i konfrontują ze wszystkim co złe i sprzeczne z naturalnym porządkiem rzeczy. Pozwala nam to rozładować nagromadzone napięcie emocjonalne i zobaczyć w nowym świetle własne trudności. Ile razy czytając horror oddychamy z ulgą, że nasze życie jest bardziej przewidywalne i poukładane niż życie bohatera tej historii... Kryminały zaś skłaniają nas do przewidywania kolejnych kroków bohaterów lub odtwarzania niejasnych ciągów wydarzeń, mogą więc stymulować myślenie analityczne.

Leczenie książkami
Terapeutyczna moc literatury opiera się na odnajdywaniu w niej cząstki samego siebie. W kilku miastach w Polsce m. in. w Krakowie i we Wrocławiu organizowane są kursy biblioterapeutyczne. Taka sesja może mieć charakter zarówno indywidualny jak i grupowy. Biblioterapeuta najczęściej proponuje lekturę, którą uczestnicy spotkań czytają samodzielnie przed zaplanowanym spotkaniem lub wspólnie w jego trakcie, a następnie dyskutują na temat treści, bohaterów, ich działań i zachowań. Nawet jeśli taka forma terapii nie okaże się do końca skuteczna, to jest to możliwość do kontaktu z ludźmi, czy nawiązania nowych przyjaźni. I co najważniejsze – nie posiada skutków ubocznych. 

Czy fani książek to wymierający gatunek?
Statystyki w tej kwestii niestety nie są entuzjastyczne. Od kilku lat tylko co trzeci Polak deklaruje, że przeczytał w roku chociaż jedną książkę. Ciekawym zjawiskiem jest, że mimo tego, że coraz mniej czytamy, przybywa osób kupujących książki, zarówno te papierowe, jak i elektroniczne. Nie czekamy aż książkę pożyczą nam znajomi czy udostępni ją biblioteka. Blisko co druga osoba posiada w domu do 50 książek, które nie są podręcznikami, a jedynie 14 procent Polaków ma w domu mniej niż 10 pozycji.

Książki są funkcją społeczną! 
Często towarzyszy nam taki stereotyp, że książki są dla samotników. Takich co to zamiast wyjść do ludzi wolą się zaszyć w kąciku z książką. Wcale nie musi tak być. Często to właśnie książka jest pretekstem do rozmowy, a po jej przeczytaniu mamy nieodpartą potrzebę podzielenia się z kimś wydarzeniami których byliśmy świadkiem. Zresztą sama często przyłapuję się na tym, a raz nawet przyłapała mnie wykładowczyni, bo zamiast skupić się na wykładzie, streszczałam przyjaciółce „Ciszę białego miasta" i z przejęciem opowiadałam o rytualnych morderstwach. Na szczęście prowadząca wykazała się pełnym zrozumieniem: Ja rozumiem, że jest mnóstwo innych ciekawszych tematów, ale teraz mamy wykład" 😁
„Książki są najlepszym pretekstem do podjęcia rozmowy. Czytanie jest w ogóle funkcją społeczną, bo przeczytasz książkę i idziesz do ludzi porozmawiać o tym, co przeczytałeś." – mówi w wywiadzie Maria Dąbrowska Majewska, prezes Fundacji Zmiana i inicjatorka ogólnopolskiego programu Biblioteki Sąsiedzkie. Program ten działa od lipca 2012 roku i polega na tworzeniu bibliotek przez mieszkańców osiedli miasteczek i wsi. Sama pomysłodawczyni tej inicjatywy zajmuje się czytaniem książek ludziom przebywającym w więzieniach. Okazje się, że książki w więzieniach są zniszczone, a zasoby nieodnawiane od lat, zaś korzysta z nich aż 80 procent więźniów.

Czytanie to moc korzyści dla najmłodszych
Wiele znalazłam w tym numerze artykułów na temat czytania dzieciom i korzyści z tego płynących. Naukowcy ustalili, że dzieci, które dużo czytają, mają lepiej zintegrowane mózgi od tych, które preferują kontakt z mediami ekranowymi. Przypuszcza się zatem, że nauka czytania i pisania odgrywa ważną rolę w ogólnym wzroście poziomu integracji struktur mózgowych. Czytanie dla najmłodszych może również pełnić funkcję leczniczą. W profilaktyce dysleksji rozwojowej należy ćwiczyć z dziećmi powtarzanie rymowanek i wierszyków. Nie tylko okazują się być pomocne, ale rozwijają też zdolność koncentracji, czyli wspomagają pamięć i stymulują rozwój procesów poznawczych, bardzo ważnych dla uczenia się. 
Pierwszym i podstawowym sposobem wspierania dzieci w czytaniu jest głośne czytanie książek dla przyjemności. Większość rodziców rezygnuje z tej formy spędzania czasu z dzieckiem w momencie, gdy nauczy się ono czytać. Jest to jednak duży błąd. Do 12. roku życia dziecko o wiele więcej rozumie z tekstu czytanego na głos przez kogoś innego.
        Ciekawym pomysłem promowania czytelnictwa w szkołach jest zaproponowana przez jednego z autorów przerwa na lekturę w szkole: 15 – 20 minut, w ciągu których wszyscy w szkole czytają wybraną przez siebie lekturę. Jest to o tyle skuteczne, że dzieci mogą zobaczyć czytających dorosłych, a to najlepszy przykład, by zachęcić je do czytania. 
Wiele motywów ludzkich zachowań jest niejasnych, a sytuacje są niejednoznaczne. Życie społeczne jest niesamowicie skomplikowane. Czytając lub opowiadając dziecku historie, wprowadzamy je w uproszczone schematy ludzkiego odczuwania myślenia i działania – pomagamy mu zrozumieć ten skomplikowany świat, który go otacza i złożoność ludzkich zachowań. Baśnie i historyjki czytane dzieciom nie tylko uczą, co jest dobre, a co złe, ale też kształtują ich empatię.

Czytanie vs. dzisiejsze realia
Jednym powodów, dla których coraz mniej czytamy, jest duży wybór czynności, które wymagają znacznie mniej skupienia i wysiłku, a także mogą dostarczyć nam przyjemności w znacznie krótszym czasie – oglądanie filmów, przeglądanie stron internetowych, komunikatory społecznościowe. Neuronaukowcy udowadniają jednak, że celowe skupienie, a więc takie, jakiego wymaga czytanie książki, pochłania znacznie mniej energii niż skakanie od zadania do zadania – gdy na przykład czytamy artykuł w internecie, wyskakuje nam okienko, które zachęca do przeczytania też następnego, klikamy w okienko i czytamy coś innego. Co więcej – po godzinie rozmyślania albo głębokiego czytania jesteśmy mniej wyczerpani pod względem neurochemicznym, a zatem bardziej gotowi, by stawić czoła wyzwaniom umysłowym. Jednak obecnie, gdy wokół siebie mamy nieskończoną ilość "rozpraszaczy" zaangażowanie w czytanie to ciągła walka.

Rozpisałam się dzisiaj, ale i tak udało mi się przedstawić tylko wybrane fakty, o których przeczytałam. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i dobrnęliście do końca 😁 Trzymajcie się i do następnego!

piątek, 15 listopada 2019

Cisza, która krzyczy

Czasami wystarczy nadstawić ucha i słuchać. Ci, którzy zetknęli się z mordercą, często mają sporo do powiedzenia, tyle że my, śledczy, nie traktujemy ich poważnie, uważamy się za ekspertów, chociaż nie znamy napastników ani ofiar, w przeciwieństwie do ich otoczenia.
O tej książce złego słowa jeszcze nie było. Cisza białego miasta jest wstępem do trylogii Białego miasta, a niedługo swoją premierę będą miały Rytuały wody, czyli jej drugi tom. Planowałam ją przeczytać już jakiś czas temu, ale jako że dopiero niedawno doczekałam się na swoją kolej w bibliotece, a w międzyczasie jeszcze zrobiło się o niej głośno przed premierą kontynuacji, to nie pozwoliłam jej zbyt długo leżeć na półce i wzięłam się do roboty.
W hiszpańskim miasteczku Vitoria grasuje morderca doskonały. Podwójne morderstwa. Perfekcyjny plan, brak śladów i brak tropów, które mogłyby na niego naprowadzić policję. Jakby tego wszystkiego było mało, jego wyszukany, można by nawet powiedzieć rytualny sposób zabijania, o którym w mediach coraz głośniej, budzi grozę w całej Vitorii. Kilku podejrzanych, ale śledztwo wciąż stoi w miejscu. Identyczne zabójstwa miały miejsce dwadzieścia lat temu. Czy tajemniczy morderca sprzed lat powrócił po kolejne niczego niespodziewające się ofiary?
    Czasami po prostu tak się dzieje. Tracisz głowę. Tracisz głowę, dla kogoś, dla kogo nie powinieneś. Nie ma to nic wspólnego z twoją wolą, zamiarami ani tym, czy to odpowiednia osoba. Winę ponoszą pewne feromony, jakiś ulotny czynnik, nienamacalny, ale rzeczywisty. i teraz właśnie się tak działo. Bo chociaż byłem niby taki wyemancypowany i niezależny, to nasłuchiwałem tupotu jej butów, odgłosu jej truchtu, który potrafiłem rozpoznać, kiedy zbliżała się ciemnymi ulicami naszej cichej Vitorii.
Na początku miałam i dalej mam mieszane uczucia co do tej książki. Trudno się czyta, zanim człowiek się przyzwyczai do ilości opisów, które tam są zawarte. Autorka zabiera nas w podróż do hiszpańskiego miasteczka Vitoria. Spacerując jego uliczkami podziwiamy architekturę i poznajemy kulturę mieszkańców. Duża ilość opisów, jeśli ktoś je lubi, można zaliczyć na plus, bo książka jest przez to niesamowicie klimatyczna. Czytając niemalże stajemy się częścią tamtego świata. Ja jednak wolę jak akcja przeważa nad opisami, a przynajmniej je równoważy. Tutaj zaś momentami myślałam, że czytam świetnie napisaną obyczajówkę, urozmaiconą nieco rozbudowanym i skomplikowanym wątkiem kryminalnym.
Trudno mi jednoznacznie ocenić tę historię - momentami bardzo wciągała, innym razem znowu miałam ochotę ją odłożyć. Pod koniec jednak wciągnęła mnie na tyle, że musiałam zarwać noc, żeby natychmiast poznać zakończenie. A gdy skończyłam, zabrakło mi słów, by to opisać, tak mną to wstrząsnęło. To, że zakończenie zwala z nóg to bardzo mało powiedziane. Ono może całkowicie wywrócić nasz świat. Zmusi Was, by jeszcze raz przewartościować, to, co się w życiu liczy. Pozwoli zwrócić uwagę na rzeczy najważniejsze. Wstrząsające i jednocześnie piękne przesłanie niesie ze sobą „Cisza białego miasta". Zastanawiam się, dlaczego w tytule użyto słowa cisza. W Vitorii bowiem cisza niewiele ma z ciszą wspólnego. Ona krzyczy.
Nie można jednoznacznie powiedzieć, czy książka była dobra czy zła. Choć momentami nudziłam się niesamowicie, to po przeczytaniu całości stwierdzam, że jest to kawał dobrej roboty i niesamowita powieść. Z pewnością sięgnę po kolejne części, bo seria zapowiada się obiecująco. Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że „Ciszę białego miasta” warto przeczytać. Jest to oryginalna historia, która zapisze się w pamięci na długo.
Moja ocena: 7/10

Eva Garcia Saenz De Urturi, Cisza białego miasta
Seria: trylogia Białego miasta, tom: 1
Ilość stron: 576
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 27.02.2019

poniedziałek, 11 listopada 2019

Nie ma ludzi czarno-białych, czyli cała prawda o człowieku

Niedawno udało mi się obejrzeć film pt. "Boże Ciało" w reżyserii Jana Komasy. Pewnie większość z Was już o nim słyszała, bo premiera była mocno nagłośniona. Film ten opowiada o chłopaku, który chce zostać księdzem, ale w przeszłości był karany, nie może uzyskać na to zgody. Co mu pozostaje? Pewnego dnia trafia do przypadkowej parafii i zaczyna podszywać się pod kapłana.
W trakcie oglądania niejednokrotnie zadawałam sobie pytanie, gdzie leży granica. I przede wszystkim – czy dostaniemy jakąś jednoznaczną ocenę postaci głównego bohatera? Otóż nie. Siedzimy  z niepokojem śledząc losy księdza, który jak się okazuje robi dla ludzi wiele dobra. Udało mu się ostatecznie zażegnać spór, który dzielił parafian latami. Udało mu się dotrzeć do ich serc. Pokochali go. Jak ostatecznie się skończy ta historia? Czy zostanie ukarany za to, że odprawiał msze i przejął obowiązki księdza nie mając do tego uprawnień? Czy może to dobro, które zrobił, zostanie mu w jakiś sposób wynagrodzone? Tutaj się rozczarowałam. Film nie daje odpowiedzi. Siedzę i z napięciem oglądam, wreszcie widzę tylko napis końcowe.
       I to tyle? – chciałoby się zapytać. O co w tym wszystkim chodziło? Jak należy to odebrać i zrozumieć? Doszłam do wniosku, że to niejasne zakończenie mówi więcej, niż można się spodziewać. Mamy tam przedstawioną historię człowieka. Nie księdza, zbrodniarza, tylko po prostu człowieka. Jednocześnie film opowiada całą prawdę o każdym z nas. Człowiek bowiem ma to do siebie, że chce kochać i chce czynić dobro. A jak mu to wychodzi? Nie zawsze tak, jak powinno. W życiu każdego z nas są rzeczy i czyny, których żałujemy, czy nawet słowa, które chciałoby się cofnąć. Mimo tego zła, które kładzie się cieniem na naszym życiu, staramy się postępować dobrze – przebaczać, pomagać, kochać. Gdzie umiejscowić tę granicę między dobrem a złem w naszym życiu? Nie ma takiej granicy.  Nic nie jest jednoznaczne. Nawet o kimś, kogo uważamy za zwyrodnialca, nie zawsze można jednoznacznie powiedzieć, że jest złym człowiekiem. I odwrotnie – ktoś, kto wydaje nam się być ideałem bez skazy, również ma swoje słabe strony. I o tym właśnie mówił ten film