Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2026

Trudne wybory, a raczej "Wybór diabła"

        Oj dawno mnie tu nie było. Chciałam trochę odpocząć od mediów społecznościowych i skupić się tylko na dziecku. Tłumaczyłam sobie, że na pisanie nie ma czasu. Jednak brakowało mi tego bardzo, więc zamierzam już wrócić do regularnego pisania i odwiedzania blogów. Będzie też więcej nowych treści, innych niż dotychczas, ale o tym przekonacie się już z czasem. Recenzje oczywiście będą dalej.

Nocne urojenia mają to do siebie, że znikają o poranku, kiedy powraca najgorszy z koszmarów - rzeczywistość.

        Długo czekałam z przeczytaniem ostatniej części serii kultowej już serii o Kubie Sobańskim. Nie miałam też wobec niej wielkich oczekiwań, w końcu to już dziewiąta część serii, a ile można pisać o jednym bohaterze. Myślałam, że może być trochę nudno, ale jak się okazało niesłusznie.

       Kuba ma na sumieniu już niejedno życie. I choć w pewnym stopniu udało mu się uniknąć konsekwencji, musi się liczyć z tym, że jego czyny nie pozostają bez echa. W tej serii wróci jego dawna znajoma, która dzieli z nim mroczne sekrety i której powrót może być dla Kuby tragiczny w skutkach. Zgłasza się ona do kancelarii Dony Sabinowskiej, dziewczyny Kuby, która nie ma pojęcia o tym, co łączy tych dwoje. Z tego ponownego spotkania po latach nie może wyniknąć nic dobrego. Z kolei na życie Dony też czyha pewien człowiek, którego działania Kuba będzie musiał powstrzymać. W tej części również i sam Kuba będzie bał się o swoje życie...

        Jeśli ktoś już zdążył się polubić z głównym bohaterem, jego mroczną duszą, a raczej jak mawia sam Kuba - jej brakiem - i jego nietypowymi "przygodami", to bez wahania może przeczytać kolejną część serii. Sama przyznaję, że jest w nim coś zwyczajnego, a jednocześnie niezwykłego - jakbyśmy czytali o przyjacielu, którego los nie pozostaje nam obojętny, szli razem z nim tą pokręconą drogą, którą sobie obrał, gdzieś w głębi ducha ciesząc się, że nasza codzienność jest o wiele mniej skomplikowana. 


Moja ocena: 7/10

Adrian Bednarek, Wybór diabła

Ilość stron: 455

Wydawnictwo: Zaczytani

Data premiery: 24.10.2025

piątek, 20 września 2024

Przygód psychopatki cz. 2 - Stella. Oblicza zemsty

Tak, jak obiecałam, spieszę by podzielić się z Wami opinią o drugiej części przygód tytułowej Stelli. Wydaje się, że po tak dobrze poprowadzonej pierwszej części już nic nie może zaskoczyć. A jednak...

Jak sam tytuł wskazuje, ta książka jest przepełniona chęcią zemsty. Pytanie tylko - kto się na kim zemści? Stella, chce się wyprowadzić z rodzinnej Częstochowy, postanawia jeszcze na jakiś czas zostać, bo planuje zemstę na kimś, kogo obwinia za wszystkie swoje dotychczasowe krzywdy i niepowodzenia - to tak nie wchodząc w konkrety, bo za wiele bym zdradziła. Wie jednak z czym to się wiąże, a pobyt za kratkami przeraża ją chyba najbardziej. Pewnego dnia dostaje dość nietypowe "zlecenie". I choć rozsądek każe odmówić, oferowana za nie ilość pieniędzy jest zbyt przekonująca. I tutaj, jak można się spodziewać, zaczynają się schody. Nic już nie jest pewne, sama Stella nie jest gotowa na to, co finalnie ją czeka. A my przekonujemy się, że zemsta może być różnie pojmowana. 

Stella już nie jest wystraszoną nastolatką, pracuje nad morderczymi zapędami i w pewnym stopniu udaje jej się wypracować opanowanie. Staje się troszkę bardziej przewidywalna, ale nie nudna. Choć można się pokusić o stwierdzenie, że druga część nie dorównuje pierwszej, to nadal jest ciekawie.  Pojawia się więcej bohaterów, których musimy rozpracować - w pierwszej części dominowała tylko Stella. Bohaterowie zgotowali nam tak złożoną intrygę, że nie mogłam przewidzieć, jak akcja potoczy się dalej. Choć akcja nie pędzi jak w pierwszej części, to dalej w napięciu czekamy na rozwój wydarzeń. I ciągle coś zaskakuje, gdy już myślimy, że sytuacja jest opanowana. I jak to zwykle w tych thrillerach bywa, na koniec dostajemy mocny akcent i zostajemy rozczarowani, że to już końcówka. Bo w głowie jeszcze pojawiają się pytania. 

Tym razem mogę śmiało powiedzieć, że z książką miło spędziłam czas. Nie jest tak brutalnie jak w pierwszej części (czyżbym liczyła na więcej?), ale i tak mocnych scen nie brakuje. Tym razem wszystko jest bardziej wyważone, spokojniejsze, ale i tak docenicie tę lekturę, bo dzieje się sporo. I na pewno da do myślenia. Kiedyś spotkałam się ze stwierdzeniem, że zemsta jest kobietą. Tu mamy do czynienia z niejedną zranioną kobietą. Czy to nie brzmi jak mieszanka wybuchowa? Przede wszystkim przekonacie się, jak wyrafinowany sposób na odegranie się na swoim przeciwniku może wymyślić człowiek, którego duma, poczucie wartości i wszystko, co było w życiu ważne, zostało mu odebrane. 

Dla fanów thrillerów będzie to kolejna pozycja obowiązkowa. 


Moja ocena: 7/10

Adrian Bednarek, Stella. Oblicza zemsty

Ilość stron: 424

Wydawnictwo: Zaczytani

Data premiery: 10.05.2024

piątek, 13 września 2024

Stella. Narodziny psychopatki - recenzja

Trafiłam na tę książkę w Empiku, buszując w dziale z sensacją i kryminałem i pomyślałam - czemu nie? Wyobraźcie sobie tylko reakcję mojego chłopaka, gdy po siedmiotomowej serii o diable tego samego autora sięgnęłam po książkę "Stella. Narodziny psychopatki"... Ale cóż, czytając Bednarka jeszcze się nie zawiodłam, więc i tym razem spodziewałam się czegoś dobrego. 

Stellę poznajemy w bardzo młodym wieku. Już wtedy wychowuje ją wujek, który dobrodusznie uwolnił ją od pobytu w sierocińcu. Jednak w rzeczywistości nie wszystko jest takie piękne na jakie może wyglądać. Wujek w zamian za dach nad głową i wyżywienie już w wieku piętnastu lat zwerbował ją do prostytucji. Bez skrupułów. Wmawiając, że ta droga będzie dla niej odpowiednia. I kiedy trzeba używając mocniejszych środków przekazu. Pogodziła się z tym, jednak pewnego dnia jeden z klientów namówił ją do czegoś, co otworzyło puszkę Pandory. Od tego momentu Stella będzie mierzyć się z czymś o wiele gorszym niż do tej pory.

Przyglądamy się dziewczynie, która z czasem odsłania nam coraz więcej szczegółów, także że swojej przeszłości. I z każdą stroną coraz bardziej intryguje. Choć nie jest to książka, którą można czytać do poduszki (wiem, przekonałam się, pół bezsennej nocy za mną), to mimo wszystko nie można jej przerwać, zostawić czy cisnąć w kąt i poszukać sobie innej lektury. "Stella" porusza zakamarki duszy, o których nie mamy pojęcia. Patrzymy na tragedię dziecka, która nie pozostaje bez wpływu też na dorosłe życie. Ale nie jesteśmy tam po to, żeby oceniać, co w tym wszystkim było właściwe, co nie, czego można było uniknąć. Zostajemy tylko rzuceni w kołowrotek wydarzeń, których końca nie da się przewidzieć. Czytamy i za każdym razem, gdy sytuacja wydaje się być opanowana dostajemy nową "niespodziankę". Tutaj zdecydowanie nie można narzekać na monotonię. Czasem wręcz miałam wrażenie, że nie nadążam, że tych sensacji jest dla mnie zbyt dużo. A do tego całość napisana jest tak lekko i płynnie, że książkę czyta się bardzo szybko.

Stella to bohaterka z krwi i kości. Choć poznajemy ją od tej najmroczniejszej strony i może się wydawać, że to już na tyle dużo, by stwierdzić, że zna się kogoś dobrze, to jednak zaskakuje na każdym kroku. 

Opisana w tej książce historia jest krótko mówiąc brutalna. Prostytucja nieletniej, morderstwa, intrygi, kłamstwa. Autor nie pozostawia nam żadnych złudzeń czy nadziei na poprawę. Ale i tak najgorsze jest to, co dzieje się w głowie osoby, która mogłaby być rzeczywiście bohaterką takiej historii. Ile mogą się ciągnąć konsekwencje jednego błędu czy zaniedbania? Czy rzeczywiście dostajemy tylko tyle ile jesteśmy w stanie udźwignąć? Czy z każdej chorej sytuacji naprawdę można wyjść? Z tymi pytaniami będziecie zostawieni do samego końca. A żeby było ciekawiej, autor wcale nie spieszy się, by w pierwszej części opowiedzieć wszystko. Dlatego też niebawem pędzę po kolejną. Choć zastanawia mnie co można opisać w kolejnej, gdy pierwsza już rozkłada na łopatki?

Zdecydowanie jest to thriller tylko dla czytelników o mocnych nerwach.


Moja ocena: 9/10

Adrian Bednarek, Stella. Narodziny psychopatki

Ilość stron: 416

Wydawnictwo: Zaczytani

Data premiery: 15.02.2024

piątek, 6 września 2024

Do czego posunie się diabeł, który ma rywala?

"Upalna noc na obrzeżach raju jest gęsta i czarna niczym smoła. Gwiazdy zdają się gasnąć, księżyc ma wyblakłą barwę, latarnie są brudne i zużyte. Wszystko dookoła pożera ciemność, dla niektórych sprzymierzeniec, dla większości wróg"

Pisałam Wam już jakiś czas temu o "Pamiętniku diabła" - obecnie jest to siedmiotomowa seria, którą właśnie zakończyłam i nawiązując do ostatniej przeczytanej przeze mnie części tej serii chcę się podzielić wrażeniami. Kubę Sobańskiego - głównego bohatera poznajemy jako dwudziestodwuletniego studenta i czytając wszystkie części jego przygód spędzamy z nim ładnych kilkanaście lat. Czytając początek nie spodziewałam się, że tak się przejmę jego losem, że kolejne części przełknę w okamgnieniu. I co najważniejsze - ucieszę się perspektywą napisania przez autora jeszcze jednego tomu! 

Najpierw krótkie przypomnienie o czym jest seria. Kuba Sobański - tytułowy diabeł, który choć umiejętnie stwarza pozory normalności, nie może być uznawany za przeciętnego. Poznajemy człowieka, który w młodym wieku zaczyna mordować określony typ kobiet. Niestety wraz z upływem czasu jego mordercze żądze nie stają się zaspokojone. Jak sam stwierdził - nie ma duszy. Kończy studia, rozpoczyna pracę w kancelarii prawniczej i broni ludzi podobnych sobie. Tak poznaje Sonię Wodzińską - dziewiętnastolatkę, którą oskarżono o zamordowanie brata. Ku jego zaskoczeniu, ta relacja nie kończy się wraz z zakończonym procesem - okazuje się, że dziewczyna również ma swoje mroczne oblicze. Staje się powierniczką jego sekretów. 

Przeżywamy wraz z nimi mnóstwo wzlotów i upadków, jednak najciekawiej robi się pod koniec. Mam na myśli ostatni tom - "Pokusę diabła". Kuba zmierzy się z trudnościami, jakich jeszcze nie spotkał na swojej drodze. I będzie musiał użyć całkiem innych rozwiązań niż dotychczas. Jego świat niejednokrotnie zatrzęsie się w posadach. 

"Sytuacja, w jakiej się znajduję, uświadamia mi, że życiu na wolności towarzyszy niezliczona liczba pokus. Właśnie poznałem najgorszą z nich, nietykalną. Powinienem się jej oprzeć, zanim będzie za późno. Nie wiem tylko, czy naprawdę tego chcę. Wolność traci na znaczeniu, gdy nie można sięgać po to, czego pragnie się najbardziej."

Na początku serii miałam mieszane uczucia co do bohaterów. Potem stopniowo się do nich przekonywałam. Na koniec tak się z nimi zżyłam, że z radością przyjęłam wiadomość, że autor ma w planach jeszcze jedną część. Przeżywamy z nimi mnóstwo trudnych momentów. Poznajemy z każdej możliwej perspektywy. Szukamy rozwiązań, niejednokrotnie przeżywając szok czy rozczarowanie zwrotem akcji jaki miał miejsce. O ile w pierwszych tomach jeszcze zdarzało mi się nudzić, to im dalej, tym ciekawiej - sensacja goni sensację. I pod tym względem podziwiam autora. Trzeba nie lada wyobraźni, żeby tak długiej sesji nie zaprzepaścić - wręcz przeciwnie - ciągle zaskakując czytelnika stopniować napięcie, żeby na koniec zostawić z głową parującą od mieszanki skrajnych emocji. 

Jeśli komuś ta lektura odpowiada - naprawdę polecam. Jestem zdania, że jeśli coś jest naprawdę dobre, nie trzeba zachęcać - obroni się samo.


Moja ocena: 9/10

Adrian Bednarek, Pokusa diabła

Ilość stron: 512

Wydawnictwo: Zaczytani

Data premiery: 26.10.2023



czwartek, 22 sierpnia 2024

Czym szokuje "Dziwna Sally Diamond"?

Kiedy zobaczyłam polecajkę tej książki na jednym z profili instagramowych, wiedziałam, że nie spocznę, póki jej nie przeczytam. Spodziewałam się czegoś naprawdę spektakularnego. Czy spełniła moje oczekiwania?

"Dziwna Sally Diamond" zaskakuje czytelnika fabułą. Główna bohaterka czterdziestokilkuletnia Sally ma trudną przeszłość, o której dowiadujemy się z czasem coraz więcej. W momencie, gdy ją poznajemy, umarł jej ojciec, a Sally spaliła jego zwłoki. Myśli, że tego właśnie chciał. Po śmierci czyta jego listy, jednak zwlekała z tym zbyt długo. Co takiego chciał przekazać jej ojciec, a czego nie zdążył powiedzieć? 

Sally jest społecznie niedostosowana i kontakt z ludźmi stanowi dla niej wielki problem, ale z czasem udaje jej się to pokonać w pewnym stopniu. W pewnym momencie Sally dostaje pluszowego misia z tajemniczym listem i to stanowi impuls do zainteresowania się jej przeszłością, która nawet dla niej samej nie jest do końca jasna...

Fabuła jest prowadzona z dwóch perspektyw - Sally i jeszcze jednego bohatera z przeszłości, którego opowieść stopniowo rozjaśnia nam postać Sally. Nie mogę też zdradzać zbyt wiele szczegółów z książki, ponieważ jej urok tkwi właśnie w tym, że ma zaskakiwać. Ja sama sięgając po nią, nie znalazłam szczegółowego opisu fabuły - właśnie ta tajemnica mnie zaintrygowała. 

Sally jest jedną z ciekawszych bohaterek z jaką się spotkałam. Poznajemy czterdziestokilkuletnią kobietę, dla której zasady funkcjonowania w społeczeństwie są obce, a empatia jest czymś, co chciałaby wypracować. I poznajemy ją w momencie, gdy robi coś tak kontrowersyjnego, że głośno o tym w mediach. Porównałabym ją do bomby zegarowej - nie panuje nad wściekłością, zachowuje się nieprzewidywalnie i trudno sobie wyobrazić jej reakcję na różne sytuacje. To buduje w książce pewne napięcie - nie umiemy przewidzieć, co może się stać. 

Muszę jednak przyznać, że dla mnie ta książka okazała się niewypałem. Gdy skończyłam czytać, zastanawiałam się jak nazbierała tyle pozytywnych recenzji i wysokich ocen. Może po prostu tylko mi nie przypadła do gustu? Czyżby większość było naciąganych? A może po ich przeczytaniu nabrałam apetytu na coś naprawdę spektakularnego? Nie mogę powiedzieć, że mnie nie zaciekawiła, ale jednak po thrillerze spodziewam się więcej, a ten miał być naprawdę dobry. Nie zaskoczył, nie zszokował, nawet nie wywarł wrażenia na tyle, by zapamiętać go na dłużej. Nawet trudno mi określić, co w tym przypadku poszło nie tak, bo sam pomysł na fabułę miał potencjał. Nie podobało mi się po prostu prowadzenie akcji - było monotonnie i lektura nie wciąga. 

Nie polecam ani nie odradzam - ocenicie sami.


Moja ocena: 5/10

Liz Nugent, Dziwna Sally Diamond

Ilość stron: 384

Wydawnictwo: Znak

Data premiery: 15.05.2024


czwartek, 2 maja 2024

Czy istnieje zabójca doskonały?


„Gdy zostanie zasiane ziarno paniki i jest regularnie podlewane, bardzo szybko rozrasta się z niego nowa roślina. Wychodowana w ciemnościach na martwej glebie nosi nazwę „paniczny strach”. Taka właśnie roślinka wyrosła w Krakowie i wciąż ma tendencję do rozkwitu. Całe miasto drży w obawie przed kolejnym atakiem Rzeźnika Niewiniątek. W lokalach pojawia się coraz mniej dziewczyn. Większość z nich stała się bardzo niechętna do randek. Boją się bycia wytypowanymi na kolejną ofiarę.”

Dziś chcę Wam opowiedzieć o moim najnowszym odkryciu. Nie jest to co prawda żadna nowość, bo pierwsze wydanie tej książki jest z 2014 roku, ale dwa lata temu książka ­– i cała seria, bo „Pamiętnik diabła” jest wstępem do czegoś większego – dostała drugie życie, bo autor napisał serię na nowo, nieco do niej dodając. Zachęcona opisem sięgnęłam po „Pamiętnik diabła”, połknęłam go w kilka dni w drodze do pracy i z pracy, ale nie usatysfakcjonowało mnie to, więc obecnie czytam już kolejną część i coś czuję, że ta obsesja zostanie ze mną do końca serii. Już wyjaśniam dlaczego.

Kuba wydaje się być zwyczajnym chłopakiem. Ma dwadzieścia dwa lata, piękną dziewczynę, studiuje na wymarzonym kierunku. Jednak to wszystko to tylko pozory. Już na wstępie dowiadujemy się z opisu, że mamy do czynienia z seryjnym mordercą. Kuba chce nas zaprosić do swojego świata i co nieco o sobie opowiedzieć. Czy jesteście na to gotowi?

„Wracając, tryskałem radością. Pierwszy raz od lat nie bałem się niczego i wydawało mi się, że jestem jakby szczęśliwy. W głowie układałem sobie plany na przyszłość. Za rok miałem maturę, później chciałem wyjechać jak najdalej. Zacząć nowe życie. W ogóle nie przypuszczałem, że rodzi się we mnie prawdziwy demon. Diabeł przywłaszczał moją duszę w sposób nad wyraz subtelny.”

Może sam opis brzmi trochę banalnie, ale coś mnie jednak zaciekawiło. Na samym początku miałam mieszane uczucia. Drażniła mnie Julia – dziewczyna Kuby i ich płytkie rozmowy głównie w temacie seksu. Ale nie dałam się łatwo zniechęcić, bo dalej już było lepiej. Sama Julia jak dla mnie nie była zbyt ciekawą postacią w tej książce, ale nie da się powiedzieć, że nie wzbudza emocji, bo taki czytelnik jak ja myśli tylko – ile można mówić o jednym, ten związek jest tak płytki, że pewnie długo nie przetrwa. To tyle jeśli chodzi o dziewczynę głównego bohatera.

Przyjrzę się teraz Kubie. Ze względu na jego relację z Julią na początku traktowałam go z dystansem, ale książka jest jego pamiętnikiem, więc siłą rzeczy zżyłam się z nim w trakcie tej lektury. Można powiedzieć, że jest zabójcą doskonałym. Czytamy o kolejnych zbrodniach, do których się perfekcyjnie przygotowuje, zastanawiając się, czy w końcu zdarzy mu się jakieś potknięcie. W końcu błędy zdarzają się nawet najlepszym. Ale Kuba nie może sobie na to pozwolić. Zaczynamy się też zastanawiać, co go popycha do tak chorych czynów. I długo nie dostajemy odpowiedzi. a gdy się już dowiemy – ta wiedza każe nam spojrzeć na niego z innej perspektywy. Ciężko opisać, co czułam przyglądając się tym, mogę to śmiało powiedzieć chorym akcjom. Bo celem Kuby nie jest tylko pozbawić swoją ofiarę życia. Ale więcej chyba nie mogę zdradzać.

Co do samej fabuły, to nie mam się do czego przyczepić, bo jak już mówiłam wcześniej – zaskoczona byłam, że nie wiadomo kiedy przemknęłam przez te prawie 500 stron. Nie jest monotonnie, ciągle czekamy w napięciu na nagły zwrot akcji. Mnie sam rozwój wydarzeń i w konsekwencji również zakończenie nieźle zaskoczyły, więc na nudę nie będę narzekać.

Możecie się zastanawiać, co autor miał na myśli racząc nas takimi brutalnymi wydarzeniami albo co mają w głowach ludzie, którzy w wolnych chwilach chętnie czytają takie książki. Sama nie wiem, czy kibicowałam Kubie, czy czekałam na jego porażkę. Chyba po prostu przyglądałam się, próbując wyciągnąć wnioski. I podzielę się tym, co mi ta lektura uświadomiła. Przede wszystkim – nasze życie jest krótkie i kruche. Więc musimy je szanować i szanować siebie nawzajem. A druga rzecz – krzywda wyrządzona drugiemu człowiekowi zawsze zbiera okrutne żniwo.  Choć może się wydawać, że nie zrobiliśmy nic złego, czy to była tylko zabawa. Nigdy nie wiemy jak psychika drugiego człowieka sobie z tym poradzi. I nie do końca mam tu na myśli tylko przemoc fizyczną. Bo często też w emocjach mówimy za dużo bez zastanowienia, bądź świadomie krzywdzimy innych swoim słowem.

Książka choć może bardziej na ponure deszczowe wieczory niż na piękną majówkową pogodę to jednak warta jest przeczytania. Naprawdę wywiera wrażenie i pewnie długo nie da o sobie zapomnieć.


sobota, 9 maja 2020

Gdy zostanie tylko jedyne wyjście...

O tym autorze jeszcze nie słyszałam, a że lubię eksperymentować, to postanowiłam się przekonać, czy jego twórczość przypadnie mi do gustu. Ryszard Ćwirlej ma na swoim koncie już dwanaście kryminałów z serii o policjantach z Poznania. Dwunastą, czyli „Jedyne wyjście", miałam przyjemność przeczytać jako pierwszą.
W małym miasteczku niedaleko Poznania zostaje porwany siedemnastolatek, syn bogatego biznesmena. Porywacze żądają okupu. Ojciec na własną rękę próbuje namierzyć porywaczy wykorzystując do tego kontakty z przeszłości, które zdobył, trudniąc się nie do końca legalnym interesami. Jeszcze nie wie, że przeszłość może obrócić się przeciwko niemu... Na trop porywaczy wpada też miejscowa policja. Niebagatelną rolę w całej sprawie odgrywa bystra Aneta Nowak, która oprócz tropienia przestępców uwielbia też jeździć na motocyklu. Wkrótce policjantom przybywa pracy, bo pewna młoda dziewczyna ginie bez wieści zostawiając męża i trzyletnie dziecko. Czy to możliwe, że za porwaniem i zaginięciem stoi ta sama osoba?
Nie do końca wiedziałam, czego mogę się spodziewać. I ta ciekawość na co trafię w tej powieści towarzyszyła mi do samego końca. Czymś, co wyróżnia tę powieść, jest spojrzenie na rolę kobiet we współczesnym świecie i próba walki ze stereotypami. Ile jest zawodów, w których kobiety są postrzegane jako gorsze od mężczyzn, czy nawet wykorzystywane? Tak samo sytuacja miała się w społeczności policji z podpoznańskich miejscowości. Zarówno policjantka Aneta jak i Martyna, rzeczniczka prasowa w policji, niejednokrotnie spotykają się z dyskryminacją ze strony męskiej części policyjnej społeczności. Jednak to właśnie one udowadniają, że potencjał kobiet, choć nie zawsze doceniany, może wnieść zupełnie nowe spojrzenie na sprawę, a niekiedy mieć decydujący wpływ na schwytanie przestępcy.
Powieść skupia się na dwóch głównych wątkach. Pierwszy z nich to porwanie chłopca i ten dość szybko zostaje rozwiązany, za szybko w moim odczuciu. Potem pozostaje już tylko kwestia osób zamieszanych w to porwanie. Jest jeszcze drugi wątek, który mnie zaciekawił bardziej, czyli zaginięcie Karoliny. Nie mogę zdradzić szczegółów, ale zaciekawił mnie ze względu na aktualność poruszonego tam problemu. w tracie czytania domyśliłam się zakończenia, bo natrafiłam na pewną sugestywną wskazówkę, ale kto wie – może to celowy zabieg autora? Końcówka moim zdaniem trochę za krótka i zabrakło mi wyjaśnienia motywu działania sprawcy.
Co do samych bohaterów, to dla mnie było ich zbyt wielu. Do tego akcja ciągle przeskakiwała od jednego do drugiego, tak że momentami chwilę mi zajęło, zanim domyśliłam się, o kim aktualnie czytam. Mamy tam do czynienia z różnymi postaciami i ta różnorodność nie pozwala się nudzić. Autor zagląda w głowy zarówno kobietom jak i mężczyznom, strasznym i młodszym, policjantom i cwaniaczkom trudniącym się zarabianiem na kradzionym towarze. Postaci są dość przekonujące i ciekawie się o nich czyta, choć niektóre elementy były moim zdaniem nieco przerysowane. Przede wszystkim rozmiar alkoholizmu wśród bohaterów. Co drugi, gdy akurat nie pije, to myśli o piciu. I na drugi dzień przychodzi do pracy na kacu, albo jeszcze lepiej lekceważy swoje obowiązki przez zły stan spowodowany nadużyciem alkoholu. Sama postać głównej bohaterki nie do końca mnie przekonała. Nie mam jej nic do zarzucenia, ale czegoś mi w niej zabrakło. Poza pasją związaną z motocyklami, niewiele ją wyróżnia. Owszem jest bystra i szybko pnie się po szczeblach swojej policyjnej kariery. Ale czy to możliwe, żeby mieć w tak krótkim czasie tyle szczęścia?
Całość oceniam dobrze. Niezła rozrywka na przyzwoitym poziomie, a do tego wspomniane wcześniej oryginalne wątki, z którymi wcześniej nie spotkałam się w kryminałach.
Moja ocena: 6/10

Ryszard Ćwirlej, Jedyne wyjście
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 22.04.2020

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Każdy ma w sobie wilkołaka, który ożywa, kiedy zostanie odpowiednio sprowokowany

Niektórzy po prostu byli skazani na zagładę i konsekwentnie do niej dążyli. Co więcej, czerpali z tego dużo przyjemności.
„Rozdanice" to dziesiąty tom sagi o przygodach policjantów z Lipowa, która aktualnie liczy ich już jedenaście.  Wiele osób polecało mi powieści Katarzyny Puzyńskiej jako znakomite kryminały, więc nie mogłam po nią nie sięgnąć.
Na zamarzniętym jeziorze zostaje znalezione ciało nastoletniej dziewczyny. Jest przykryta kocem jak gdyby spała. Ale nie żyje. A to dopiero początek nieszczęść, które mają spotkać w najbliższym czasie mieszkańców Rozdanic. Tego samego dnia w zagadkowych okolicznościach umiera dziennikarka. Była funkcjonariuszka policji, która prawdopodobnie rozmawiała z nią bezpośrednio przed śmiercią, znika bez wieści. Czy nie za wiele się dzieje w tej małej wiosce, w której znajdują się zaledwie trzy domy? Jest jeszcze jeden szczegół, być może bardzo istotny w tym wszystkim, co się dzieje – zbliża się krwawy superksiężyc. Według lokalnych wierzeń i przepowiedni to właśnie wtedy mógł uwolnić się demon, który przybierze postać wilkołaka.
Błysk w oku. Chciwość. Joanna niejednokrotnie widziała w życiu takie spojrzenia. Spojrzenia ludzi gotowych na wszystko. Spojrzenia, które jasno mówiły, że nie potrzebujemy mitycznych stworów i demonów. Każdy ma w sobie wilkołaka, który ożywa, kiedy zostanie odpowiednio sprowokowany.
Akcja tej powieści obejmuje nieco ponad dwa dni, ale wplecione są w nią liczne retrospekcje, dzięki którym dowiadujemy się szczegółów, które uzupełniają nasz ogląd na sprawę. Narracja jest trzecioosobowa, ale każdy rozdział skupia się na wydarzeniach z perspektywy jednego z bohaterów. Zaś bohaterów mamy tutaj bardzo dużo. Podeszłam do tej lektury nieco sceptycznie, bo myślałam, że przez nieznajomość poprzednich części pogubię się i tutaj, ale znalazłam wystarczająco dużo objaśnień i bez problemu zapamiętałam, kto jest kim i jakie relacje łączą go z resztą bohaterów.
Mimo że w powieści mamy wielu różnych bohaterów, to są przedstawieni na tyle przekonująco, że chce się o nich czytać. Każdy z nich wnosi coś do tej historii, dlatego warto czytać uważnie, bo każdy szczegół, który przed nami odkrywają może naprowadzić na rozwiązanie.
Na początku czytania trochę wysiłku i cierpliwości wymagało ode mnie opanowanie tej ilości bohaterów i przyzwyczajenie się do stylu pisania autorki. Nie sprawia on kłopotów i jest nawet przyjemny, ale zanim się na dobre wciągnęłam, początek wymagał cierpliwości. Za to pod koniec już nie mogłam się oderwać.
Mamy tu mocno rozbudowany wątek kryminalny. Coś dla fanów niebanalnych zakończeń i skomplikowanej fabuły. Przy takiej ilości bohaterów i możliwych rozwiązań naprawdę trudno było się domyślić zakończenia. Oprócz wątku kryminalnego poruszonych jest też sporo wątków obyczajowych i psychologicznych, w tym miedzy innymi wykorzystywanie seksualne dzieci. Jako że w powieściach często szukam ciekawych wątków psychologicznych, to był to dla mnie duży plus.
Podobało mi się to, że autorce na kartach tej jednej powieści udało się poruszyć tyle wątków i każdy z nich dostatecznie rozwinąć. Czasem ma się wrażenie lekkiego chaosu, ale w ostateczności wszystko układa się w spójną i logiczną całość. Klimat mroku i tajemniczości, który opanował Rozdanice, to również odzwierciedlenie mroku, który czai się w zakamarkach ludzkich serc. I w każdej chwili może stamtąd wyjść, więc musimy być czujni.
Z czystym sumieniem mogę polecić tę powieść entuzjastom dobrych kryminałów. Jest to głęboka i wielowymiarowa opowieść, myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. a ja jeszcze nie raz z chęcią wrócę do twórczości tej pani.
Moja ocena: 7/10

Katarzyna Puzyńska, Rozdanice
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Prószyński i S–ka
Data premiery: 29.01.2019

wtorek, 31 marca 2020

Gdy miasto zaleje fala zła...

Wbrew idealistycznym twierdzeniom, ludzie na ogół nie zmieniają się na lepsze, lecz rzadko zmieniają się również na gorsze. Choć robią dobre i złe rzeczy pod wpływem emocji, impulsu, chwili, okoliczności.
Po tę książkę sięgnęłam trochę sceptycznie. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorem, co zresztą jest zrozumiałe, bo Powódź to debiutancka powieść Pawła Fleszara. Intrygujący opis i prawie same pozytywne recenzje, jakie się pojawiały, sprawiły, że bardzo chciałam ją poznać.
Kuba popełnia samobójstwo. Jego przyjaciel z młodości – Kris, gdy dowiedział się o tragedii, przyjechał do Krakowa, aby podążać śladami przyjaciela i poszukać odpowiedzi na najważniejsze pytanie: dlaczego? Znajdą się też chętni, który mu w tym pomogą – nieustraszona Marika oraz Kamil, któremu czeluści internetu oraz komputerowe zagadki są nieobce. Wraz z nimi Kris angażuje się w śledztwo, które nieraz sprawi, że zjeżą im się włosy na głowie...
Bał się. Bał się bardziej, niż widząc marniejącego z tygodnia na tydzień tatę. Bardziej niż gdy usłyszał od lekarza, że serce mamy zatrzyma się w ciągu kilku miesięcy. Bardziej, niż trzymając za rękę Natalię rodzącą Szymka i wyjącą, że wychodzące dziecko rozrywa ją na pół.
Chętnie sięgam po powieści z motywem samobójstwa. Zawsze liczę wtedy na ciekawie przedstawiony portret psychologiczny bohatera. Tutaj ten wątek moim zdaniem nie był wystarczająco rozwinięty, a tylko dotknięty. Kuba zostawia list pożegnalny i zdjęcie dziewczyny, które posłuży do dalszych poszukiwań, ale poza tym, gdzie pracował, niewiele się o nim dowiadujemy. Brakowało mi odpowiedzi na pytanie: jakim był człowiekiem i co nim kierowało w jego postępowaniu?
W powieści przewiną się różne nietypowe wątki jak darknet, handel ludźmi, nagrywanie nielegalnych filmów typu snuff – z prawdziwymi scenami morderstw czy gwałtów. Jest to dla mnie plus, ponieważ rzadko spotykam się z takimi motywami w książkach. Tutaj jednak były one moim zdaniem za mało rozwinięte. Miałam wrażenie, że czytając tylko się po tym prześlizgnęłam, o wszystkich kwestiach zostało tylko napomknięte. Chciałam zdecydowanie więcej. Zaś główny wątek kryminalny jest bardzo ciekawy i nawet można by się wciągnąć, gdyby nie to, że było zbyt krótko. Przemknęłam się tylko pomiędzy kolejnymi wydarzeniami, bez większego zaangażowania czy emocji.
Postaci bohaterów nie były dla mnie przekonujące. Kris – wiemy o nim, że jest zawodowym żołnierzem, ma żonę i syna. Marika – typowa zwariowana nastolatka lubiąca się nietypowo ubrać czy umalować, nosząca piercing posiadaczka niewyparzonego języka. Jest jeszcze Kamil, kolega Mariki. Poznajemy go jako speca od informatyki, trochę wycofanego introwertyka, niczym szczególnym się nie wyróżnia. Odniosłam wrażenie, że postaci są takie powierzchownie skonstruowane, trochę zbyt schematyczne. Lubię, gdy w historii mam do czynienia z tak zwanymi bohaterami z krwi i kości, o których czyta się z takim zainteresowaniem, jakby istnieli naprawdę. Tutaj mi tego zabrakło.
Gdy dowiedziałam się, że akcja Powodzi będzie rozgrywać się w Krakowie, już nie miałam wątpliwości, że chcę ją przeczytać.W Krakowie byłam co prawda tylko raz, ale przekonałam się, że jest to piękne miasto, które ma niesamowity klimat. Książka ani trochę tego nie oddaje. Jakiekolwiek opisy są w ilościach śladowych. Nie czułam ani tego miasta, ani powodzi, która miała tam miejsce.
Jeśli szukacie czegoś lekkiego i niedługiego na jeden lub dwa wieczory, bądź szukacie powieści poruszającej nietypowe tematy, to nie zaszkodzi spróbować. Mi jednak nie przypadła do gustu.
Moja ocena: 4/10

Paweł Fleszar, Powódź
Liczba stron: 212
Wydawnictwo: Księży Młyn
Data premiery: 24.10.2019

wtorek, 24 marca 2020

To nie diabeł, to potwór

Przysięgam, nie chciałem, żeby do tego doszło. a teraz myślę, że to, co się wydarzyło owego mroźnego poranka, zapoczątkowało całe pasmo nieszczęść i śmierci, które zesłało na nas niebo.
Z zapałem wzięłam się za czytanie ostatniej części tej serii. Po dobrej drugiej części i dobrych recenzjach liczyłam na wiele. Może niekoniecznie na to, że książka powali mnie na kolana, ale przynajmniej dobrze spędzę z nią czas.
Co nas czeka tym razem? Prawdziwy armagedon. Nowo opublikowana powieść „Władcy czasu" staje się prawdziwym hitem. Czytają ją wszyscy. Zaś potem niewinni ludzie zaczynają ginąć w identyczny sposób jak bohaterowie na kartach powieści. Otrucie trudno dostępną trucizną, zamurowanie i utopienie w okrutny sposób. Śledczy są całkiem zdezorientowani i nie wiedzą od czego zacząć. Udaje im się zlokalizować, skąd powieść została wysłana do wydawcy i podążają tym tropem. Czeka ich niestety jeszcze mnóstwo niespodzianek, odkryją tajemnice sięgające jeszcze czasów średniowiecza.
Nie wiem, ile razy można zaczynać życie od nowa, ale podejrzewam, że kiedyś w końcu człowiek stwierdza, że brakuje mu na to sił.
Akcja toczy się na dwóch głównych płaszczyznach: w teraźniejszości oraz w średniowieczu, kiedy to żył bohater „Władców czasu" – hrabia don Vela. Przeniesiemy się do czasów, gdy Vitoria była oblegana przez  wrogie wojska, ale nie tylko działania zbrojne odbierały kolejne ludzkie życia. Pojawiają się oczywiste podobieństwa między tymi zabójstwami i obecną sytuacją w miasteczku. Do pewnego momentu dobrze się czytało, ale potem wydarzenia z obu płaszczyzn czasowych zaczęły mi się mieszać. Mnóstwo było też bohaterów i nietypowych imion do zapamiętania, co w moim odczuciu znacznie utrudniało odbiór i było zbyt męczące. Kolejny raz spotykam się z taką konstrukcją powieści, gdzie akcja toczy się w teraźniejszości oraz na kartach innej książki. Takie dwa w jednym. I tym razem, podobnie jak wcześniej, nie przypadło mi to do gustu.
Początek mnie bardzo zaciekawił. Od pierwszych stron dużo się dzieje. Mamy tam  zbrodnie o niespotykanym charakterze dokonane ze szczególnym okrucieństwem i do tego jeszcze wzorowane na wydarzeniach z powieści. Dodatkowo intryguje ten wątek z przeszłości. Co obecne wydarzenia w miasteczku mogą mieć wspólnego z tymi rozgrywającymi się w średniowieczu?
Po tym ciekawym początku przez długi czas miałam wrażenie, że nie dzieje się praktycznie nic. Niewiele postępów w śledztwie. Za to opisanych jest dużo wydarzeń, które w moim odczuciu niewiele wnosiły do fabuły. O ile początek był porywający i chciało się czytać dalej, to z każdą stroną mój zapał systematycznie malał, a pod koniec czytania oscylował już wokół zera. Wręcz musiałam się spiąć, żeby dociągnąć lekturę do końca.
Zakończenie mnie nie urzekło ani trochę. Moim zdaniem wyjaśnienie wątku kryminalnego mocno przekombinowane. Zbyt dużo zbiegów okoliczności, przez co wyjaśnienie wydaje się mało prawdopodobne.
W tej powieści mamy o wiele mniej wątków obyczajowych niż w poprzednich częściach. Niewiele się dowiadujemy o życiu prywatnym bohaterów, a szkoda, bo w drugiej części fajnie się czytało o tym, co słychać u Krakena.  Tutaj poznajemy mnóstwo bohaterów, ciężko się skupić na tym, co najważniejsze. W przeciwieństwie do poprzednich części w trzecim tomie niewiele było momentów, które mnie poruszyły czy wywołały jakiekolwiek emocje. Przez pół książki się nudziłam. Miałam wrażenie, że to jakiś totalny chaos, można się pogubić. Spodobał mi się za to jeden wątek psychologiczny, który został ciekawie poprowadzony, ale nie mogę zdradzić jaki.
Pomimo tylu pozytywnych opinii ta historia jakoś do mnie nie przemówiła.
Moja ocena: 5/10

Eva Garcia Saenz de Urturi, Władcy czasu
          Seria: trylogia białego miasta (Cisza białego miasta, Rytuały wody)
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 26.02.2020

wtorek, 17 marca 2020

Los ma bardzo zły gust i okropne poczucie humoru

Zdruzgotany, przygnębiony poruszałem się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, gdzie podłoga, po której stąpałem, nie była tak twarda, a wiejący wiatr tak zimny. Dryfowałem w totalnej nieświadomości, bo nie chciałem przyjąć do świadomości tego, co się dzieje. Niczego. Nie chciałem stamtąd wracać.
Po przeczytaniu Ciszy białego miasta zrobiłam sobie krótką przerwę, po której z ogromną ciekawością wróciłam, by przekonać się, co tym razem autorka zgotuje naszym bohaterom. Czy kontynuacja  serii dorównała jej pierwszej części?
Podobnie jak w pierwszej części spotkamy się tu z rytualnymi morderstwami. Ale tutaj to jeszcze bardziej osobliwy rytuał. Zgodnie z nim ofiarę tego obrzędu palono, wieszano i topiono jednocześnie. W ten sposób ginie dziewczyna, którą prowadzący śledztwo Kraken znał z obozu. Zarówno oni jak i trójka przyjaciół Krakena brali udział jeszcze jako nastolatkowie. Tego, co się tam wydarzyło nigdy nie zapomniał, a w związku z obecnymi wydarzeniami będzie musiał jeszcze raz odświeżyć pamięć. Jaki motyw kieruje nieuchwytnym mordercą? Czy sprawca poprzestanie na jednej ofierze, czy może czeka ich powrót do przeszłości? Nad Vitorią zawisła groźba kolejnych morderstw. Tym razem zagrożone są osoby mające zostać rodzicami. W tym Kraken i jego partnerka. Kto będzie następny na liście?
Teraz, z perspektywy, czasu wiem, że to zlecenie zapoczątkowało niemożliwą do powstrzymania serię horrorów, stało się kolejnym ogniwem ciągnącego się od paleolitu łańcucha przemocy, (...). Ale wtedy tego nie wiedziałem, nie mogłem wiedzieć. Powtarzam to sobie do dziś, każdej nocy, żeby móc zasnąć.
Ta książka do najłatwiejszych nie należy. Jeśli liczycie na szybką i przyjemną lekturę, to może się nie sprawdzić. Znaczy przyjemna jest, ale nie ukrywam, że początek był ciężki. Zajęło mi trochę czasu, zanim wgryzłam się w te opisy, które na początku mnie irytowały. Niektóre wydawały się być tylko zbędnym przedłużaniem. Było dużo scen, które moim zdaniem można by spokojnie pominąć. Ja chciałam, żeby od razu się działo. Za to później moja cierpliwość została wynagrodzona.
Akcja, podobnie jak w pierwszej części, toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych. Lata 2016 - 2017, kiedy to policja ściga tajemniczego sprawcę morderstw oraz 1992 - 1993, kiedy to miał miejsce pewien obóz archeologiczny, a to, co się tam wydarzyło jest kluczowe dla wydarzeń opisanych w powieści. Przeskakując między tymi dwiema płaszczyznami, stopniowo poznajemy coraz więcej szczegółów, które pomogą nam w rozwiązaniu zagadki.
Z czasem wszystko nabiera kształtów. Każda strona wnosi do tej historii coraz więcej, aż w końcu akcja nabiera takiego tempa, że sama ledwo nadążałam. Mamy tam kilku możliwych podejrzanych i kilka przypuszczeń co do motywu, ale śledczym na niewiele się to zdaje, bo rozwiązanie zagadki okaże się być tam, gdzie się go zupełnie nie spodziewają. A jeśli ich czeka niejedno zaskoczenie, to czemu czytelnik miałby się nudzić? Po kolei łączymy fakty, rozwiązujemy tajemnice i dochodzimy do prawdy. Niepewność towarzyszy nam aż do ostatniej strony.
W tej powieści zostało poruszonych też wiele ważnych wątków obyczajowych. W dużej mierze historia skupia się wokół perypetii głównego bohatera i kwestii jego ojcostwa. Poznamy też  innych ojców i matki. Czy każdy z nich dobrze spełnia swój obowiązek? Postawa niektórych z nich słusznie budzi nasz sprzeciw. Przychodzi nam się zmierzyć z problemem wykorzystywania seksualnego dzieci oraz nieodwracalnych szkód na psychice, które przez to powstają. Jako że ten problem jest ciągle i niezmiennie aktualny, ukazanie go  w tej historii to dla mnie duży plus.
Na uwagę zasługuje też podobnie jak w pierwszej części niezwykły klimat, w którym utrzymana jest powieść. Opisy wcale nie są takie długie, a dzięki nim możemy się poczuć jak byśmy spacerowali uliczkami hiszpańskiego miasteczka Vitoria, oglądali zabytki i kosztowali lokalnych przysmaków.
Pierwsza część była moim zdaniem dobra, ale druga zaciekawiła mnie trochę bardziej. Śledztwo jest bardziej złożone, napotyka więcej problemów, mamy dużo zaskakujących zwrotów akcji, przez co fabuła jest bardziej pokręcona, ale jak dla mnie to duży plus. Nie odniosłam wrażenia, że jest ona w jakiś sposób naciągana. U samych bohaterów też się dużo dzieje. Niespodzianki, które wychodzą w trakcie śledztwa nie raz wstrząsną ich życiem. 
„Rytuały wody” to udana kontynuacja serii o rytualnych morderstwach w Vitorii. Dostajemy naprawdę ciekawy kryminał, do tego utrzymany w wyjątkowym klimacie. Jeśli podobała Wam się pierwsza część, to naprawdę warto. A jeśli ktoś nie przeczytał, to polecam zacząć od pierwszej, bo bez jej znajomości można się pogubić. A teraz, gdy już oceniłam książkę, mogę cenić okładkę. Przyznacie mi rację, że okładki tej serii są śliczne?
Moja ocena: 7/10

Eva Garcia Saenz de Urturi, Rytuały wody
Seria: trylogia białego miasta, tom 2 (Cisza białego miasta - recenzja)
Liczba stron: 544
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 30.10.2019

poniedziałek, 10 lutego 2020

Nie da się zła przykryć nowym złem

Porzuć nadzieję, że będzie to kolejne z prostych opowiadań, na których końcu wszystko się pięknie wyjaśni. Może dowiesz się, kto był mordercą, a kto ofiarą, ale w ustach pozostanie mdły posmak pytań i cierpki smak niedopowiedzeń. Łatwo powiedzieć, że się rozumie czyjeś motywacje. Łatwo powiedzieć, że usprawiedliwione zło to dobro, tylko że kopnięte w tylną część ciała.
Tu nic nie będzie łatwe.
Ta książka intrygowała mnie od kiedy o niej usłyszałam po raz pierwszy. Dlatego trudno się dziwić, że gdy zobaczyłam ją w bibliotece w zasięgu wzroku, nie mogłam się powstrzymać, żeby jej nie przygarnąć. A weszłam tam z zamiarem tylko oddania książek…. Jak to ja 😁
Dramat Słowackiego, choć napisany wieki temu, dalej jest aktualny w swojej wymowie i dalej inspiruje twórców. Co czyni go uniwersalnym? Miłość i zbrodnia. One były, są i zawsze będą aktualne. I nigdy nie zostaną do końca zbadane. Miłość to niebezpieczne uczucie. Nigdy nie wybiera. Czasami staje się furtką do osiągnięcia celu. Zawsze sprawia, że tracimy kontrolę. A wtedy już tylko krok dzieli nas od szaleństwa. Może dlatego właśnie miłość i zbrodnia często idą w parze. Szczególnie w tej lekturze. Obecna „Balladyna” to zbiór opowiadań, w których miłość i zbrodnia są nierozłączne.
(...) zastanawiał się nad genezą zbrodni. Gdyby cofnąć się, myślał, pójść wstecz, krok po kroku ku przyczynom? Gdyby odliczyć, jak w dziecięcej wyliczance, wszystkie kroki? Może tam, na początku, znalazłby przyczynę? Motyw? Ziarno zła? Może jest tak, myślał, że to tam na początku, wszystko się nie zaczyna lecz kończy? Może pozornie czysta kartka, na jakiej zapisuje się nasze imię po narodzinach, nadpisuje się – jak kod komputerowy – na tym, co było przed?
Przeczytacie kilka opowiadań o różnej tematyce z wątkiem kryminalnym. Niektóre krwawe, inne mniej. Zupełnie nie spodziewałam się, że tak wciągają. Niektóre sprawią, że włosy staną Wam na głowie. Albo będziecie musieli przerwać lekturę i ochłonąć. I każde skłoni do zatrzymania się i chwili refleksji. „Balladynę" dobrze jest czytać powoli, delektując się każdą kolejną stroną, wtedy łatwiej odczytać ten niepokojący przekaz. Opowiadania są krótkie i treściwe. A także pełne symboliki i treści nawiązujących do dramatu Słowackiego, więc pomaga dobra znajomość dzieła klasyka.
Akcja dwóch z nich rozgrywała się w Toruniu. Czytając można się zakochać w tym mieście. Bohaterowie są różni. Z niektórymi mogłam się utożsamiać, z innymi nie. W jednej z historii są to dwie studentki, które razem mieszkają, w innej przywódcy szajki trudniącej się nielegalnym interesem, w jeszcze innej siostry bliźniaczki, które spędziły dzieciństwo w domu dziecka. Zbrodnia różne ma oblicza. A miłość jest jeszcze bardziej nieprzewidywalna.
„Balladyna” to wielowymiarowe dzieło o niesamowitej wymowie. Opowiadania inspirowane historią dwóch sióstr, z których jedna zabiła drugą, pozwolą Wam z różnych perspektyw i oczami najróżniejszych bohaterów spojrzeć na złożoność relacji międzyludzkich, zastanowić się nad genezą zbrodni i być może wyciągnąć niepokojące wnioski. Co jest tym zapalnikiem, który pcha nas ku popełnianiu okrutnych czynów? Tak niewiele trzeba, by stać się zabójcą. Tak samo jak niewiele trzeba by się zakochać albo doświadczyć zranienia. A od tego już niedługa droga do szaleństwa…

– Jak ktoś mógł komuś odrąbać głowę?
– Normalnie. Na przykład nożem do tapet. Pytanie brzmi, jak można kogoś zabić, zakopać, odkopać, odrąbać głowę, potem ją wrzucić do rowu i... wskoczyć na jego miejsce.

Jeśli macie choć trochę czasu, a ta problematyka wydaje się Wam choć trochę interesująca, koniecznie sięgnijcie po „Balladynę” i pozwólcie sobie na chwilę zadumy. Ta książka „robi” naprawdę dobrą robotę!
Moja ocena: 10/10

Czornyj M., Grzegorzewska G., i in., Balladyna
Liczba stron: 434
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 30.10.2019

piątek, 17 stycznia 2020

On wrócił i chce się bawić...

Wydaje nam się, że chcemy poznać prawdę, ale w rzeczywistości interesuje nas tylko ta wersja, która nam pasuje. Taka już jest ludzka natura. Zadajemy pytania i mamy nadzieję, że usłyszymy odpowiedzi, które chcemy usłyszeć. Problem w tym, że prawdy nie można sobie wybrać. Prawda ma to do siebie, że po prostu jest. Można jedynie dokonać wyboru, czy w nią uwierzyć, czy nie.
Są takie książki, do których długo nie możemy się przekonać. Ale są i takie, które raz zobaczone w Empiku nie dają spokoju, dopóki się ich nie weźmie i nie przeczyta. „Kredziarz" należy do tych drugich właśnie. Taka miłość od pierwszego wejrzenia. Czy ta książka spełniła moje oczekiwania?
Ed ze swoimi kolegami i koleżanką ma specjalny szyfr, który zna tylko ich paczka. Gdy chcą sobie przekazać wiadomość, rysują ludzki kredą. Każdy uczestnik zabawy ma swój kolor. Ale pewnego dnia pojawiają się ludziki w kolorze, którego żadne z nich nie miało. Jedna zbrodnia goni drugą. Ludzki rysowane kredą to ich zapowiedź. Ed coraz częściej widzi nie tylko kredowe ludziki, ale też inne niepokojące rzeczy. Pytań pojawia się coraz więcej, ale odpowiedzi nie. Niektóre odpowiedzi będzie im dane poznać dopiero po upływie czasu. Niestety nie będą one takie, jakich by się spodziewali...
Nikt nie jest przygotowany na śmierć. Na jej ostateczność. Jesteśmy przyzwyczajeni do kontroli na własnym życiem. Wydaje nam się, że możemy je przeciągnąć w czasie. Ale ze śmiercią nie ma żadnych targów. Żadnych rozpaczliwych próśb, żadnego odwołania do wyższej instancji. Śmierć to śmierć i to ona trzyma w garści wszystkie atuty. Nawet jeśli uda się ją oszukać, drugi raz na ten sam blef się nie nabierze.
Gdy tylko zaczęłam czytać, zauważyłam, że Kredziarz jest podobny do „Szeptacza”, czy raczej odwrotnie, bo to Kredziarz powstał pierwszy. Jest to powieść utrzymana dokładnie w takim klimacie jaki lubię. I choć tutaj nie drżałam za każdym razem, gdy podczas mojego czytania ktoś niespodziewanie wchodził do pokoju, to i tak było dość niepokojąco. Potwornie. A nawet, co bardzo mi się spodobało - groteskowo. Narrator jest niezwykle bystrym i inteligentnym człowiekiem, niejednokrotnie czyni różne ciekawe spostrzeżenia, które na długo mogą utkwić w pamięci. Znalazłam tam mnóstwo cytatów, które sobie zapisałam, jeden z nich szczególnie mnie urzekł i pozwolę sobie go przytoczyć, bo jak żyję, to z takim zdaniem się jeszcze nie spotkałam – „Wielebny Martin wyglądał tak, jakby twarz miała mu się zsunąć z czaszki" Moim zdaniem opis idealnie pasujący do sytuacji, która miała miejsce w książce 😂 Ale oszczędzę Wam spoilerów.
Książka jest utrzymana w przyjemnym stylu. Gdy zaczyna się czytać, ciężko jest się oderwać. Jak już wspomniałam, pytań pojawi się dużo i każdy kolejny rozdział przynosi nową zagadkę. W tej książce nie ma miejsca na nudę. Trzeba jedynie uważnie czytać, bo wydarzeń jest dużo i zdarzało mi się trochę tam gubić.
Pod koniec akcja trochę siada, a zakończenie... Czegoś mi tam zabrakło. Takie bez fajerwerków i efektów specjalnych. Po prostu poznajemy odpowiedzi na pytania, których w trakcie akcji pojawia się mnóstwo. Chociaż była jedna scena, która mnie zupełnie rozłożyła na łopatki. I chociażby dlatego warto było przeczytać.
Co mi przyszło do głowy po przeczytaniu tej książki? Myślimy, że za każdą tajemniczą zbrodnią czy złem stoi potwór. Jakiś bliżej niezidentyfikowany obiekt, który może nie mieć nic wspólnego z tym światem. Ale uważajcie - najstraszniejsze jest to, że każdy potwór może mieć ludzką twarz. To może być ktoś, kto jest wśród nas. Bo przecież nigdy do końca nie poznamy ludzi, którzy nas otaczają.
Moja ocena: 7/10
  
C. J. Tudor, Kredziarz
Ilość stron: 382
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2017

piątek, 10 stycznia 2020

Ludzie nie rodzą się potworami, lecz takimi czyni ich świat

Puste kwartały przypominały o dawnej zabudowie, a pospiesznie wznoszone bloki powstawały na świeżych cmentarzyskach. Życie wyrastało na życiu minionym. Taka jest odwieczna kolej rzeczy. Śmierć, narodziny i znowu śmierć. Przy czym śmierć zawsze wygrywa.
Moja mama mówiła, że po tej książce, nie można spać – uprzejmie ostrzegła mnie pani, która mi ją wypożyczała. – i lepiej nie jeść podczas czytania. Po takiej rekomendacji nabrałam wątpliwości, czy rzeczywiście jest to odpowiednia lektura dla mnie. Ale tylko chwilę się nad tym zastanowiłam, bo ciekawość była silniejsza. Zatem czy „Rzeźnik” to rzeczywiście jedna wielka masakra?
Kilkadziesiąt niezwykle brutalnych zbrodni, w tym głównie dzieci. W miejscu, w którym mieszkał Rzeźnik z Nabuszewa do tej pory nikt nie mieszka...  Co może skłonić człowieka do robienia takich okrucieństw? Jak można aż tak zbłądzić w życiu? Gdyby jeszcze uznał swoją winę, ale on do końca uważał, że nie zrobił nikomu krzywdy. Czy ktoś, kto posunął się do takich czynów, to dalej człowiek? Ta książka to przepustka do tego, by zajrzeć do umysłu potwora i spróbować zrozumieć, co się tam dzieje. Ale co się widziało, to zostanie w głowie już na zawsze...

     Czy to mógł zrobić człowiek? Ten ktoś nie może być człowiekiem, wysoki sądzie. Proszę, niech jego również posiekają na takie kawałki. Czy istnieje taka kara wśród tych waszych najdoskonalszych przepisów? Niech ten skurwysyn poczuje to samo, co czuła moja żona!

Zaczyna się tak niewinnie. Migawki z życia bohatera, sceny, które nie mają żadnego większego znaczenia, po prostu wspomnienia, które ukształtowały psychikę bohatera. Był żołnierzem walczącym na froncie I wojny światowej. Otrzymał kilka medali za swoje zasługi, ale też stracił nogę. I zobaczył wiele rzeczy, których nie dane było mu już zapomnieć do końca życia. Jak dokonała się w nim ta okrutna zmiana? Jak to się stało, że z zasłużonego bohatera zmienił się w potwora? Gdzie leży granica? Te pytania towarzyszyły mi przez całą lekturę.
Narracja w pierwszej osobie zrobiła swoje. Czujemy jakbyśmy patrzyli na świat oczami potwora i razem z nim podejmowali kolejne decyzje. Jesteśmy świadkami jego przemiany i kolejnych dokonywanych okrucieństw. Tylko że nie możemy powiedzieć stop. z tej historii płynie smutna prawda – nic nie dzieje się bez przyczyny. Zło rodzi zło. Jeśli jeden człowiek jest zdolny wyrządzić go aż tyle i to bez skrupułów, to co się stanie, jeśli wszyscy zaczniemy odpowiadać złem na zło? Były takie momenty, w których chciałam przerwać lekturę, bo myślałam, że już nie dam rady, i zastanawiałam się, jaki jest sens wyciągania na światło dzienne takich brutalnych czynów jednego człowieka. Ale może to jest dla nas dobra przestroga?
Podczas czytania tej historii jesteśmy świadkami nie tylko drastycznych scen. One wręcz zapierają dech w piersiach. Albo mrożą krew w żyłach, jak kto woli. z tego względu odradzam książkę bardzo wrażliwym osobom. i naprawdę nie polecam jeść w trakcie czytania, bo grozi to zwróceniem posiłku. Jeśli zaś lubicie nie tylko mocne wrażenia, ale też wymowne lekcje historii, takie, których się nie zapomina, to ta książka jest lekturą obowiązkową. Warto jednak dobrze się zastanowić, bo ta książka ma w sobie coś magnetycznego. Gdy zaczniecie czytać, może być już za późno…
Moja ocena: 8/10

Max Czornyj, Rzeźnik
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 14.08.2019

piątek, 6 grudnia 2019

Obsesja różne ma oblicza...

Czy naprawdę powiedziała sobie, naprawdę uwierzyła, że przeszłość już przeminęła? Nigdy nie przeminie, pomyślała. To się nigdy nie skończy. Tych duchów nie da się egzorcyzmować.
I po raz kolejny losy jakiegoś zabójcy skrzyżowały się z jej losami.

Czasami książka przez przypadek trafia w moje łapki i okazuje się, że to był jeden z lepszych wyborów. Tak właśnie było z „Obsesją" Nory Roberts.
Czy może być coś gorszego niż uświadomienie sobie, że mieszkasz pod jednym dachem z potworem?  Naomi miała niecałe dwanaście lat, gdy odkryła tajemnice swojego ojca – takie, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Po tych traumatycznych przejściach już na zawsze będzie innym człowiekiem, niezależnie od tego, jak bardzo chciałaby uciec od przeszłości. Wyprowadza się daleko od rodzinnego domu i kupuje duży dom z pięknym widokiem na wodę. Jest to miejsce wprost idealne dla rozwijania pasji jaką jest fotografia. W jej życiu pojawia się mężczyzna, który może je zmienić na zawsze. I w tym momencie, gdy pozornie udało jej się zacząć nowe życie, przeszłość uderza ze zdwojoną siłą. Bo nigdy nie można jej tak po prostu zostawić za sobą... Prawda?

Promienie słońca rozjaśniają twoje włosy. Światło poranka. Stoisz na sklejce i pracujesz, oświetla cię słońce, a ja czuję, jakby mnie ktoś zrzucił z cholernego klifu. Tak więc nigdzie nie jedziesz, możesz skreślić to z listy.

Naomi jest samotniczką. Spędza dużo czasu na robieniu zdjęć, jest w tym dobra i nieźle zarabia na swojej pasji. Postać głównej bohaterki w dużej mierze wpływa na to jak poprowadzona została narracja – spotkamy tam wiele opisów, które w mojej opinii są w tej książce dużym plusem – ciekawym doświadczeniem było spojrzeć na piękne widoki okiem fotografa, by wydobyć z nich całą głębię.
"Obsesja" to świetne połączenie wątków romansowych i kryminalno–thrillerowych. Jest to ciepła, przyjemna powieść, ale też nie zbyt przesłodzona, bo tego w romansach nie lubię. Naomi i Xander to dwie różne osobowości, które mogą stworzyć ciekawą parę. Ona jest ostrożna i nieufna, bo tego nauczyły ją życiowe doświadczenia. Nikogo nie dopuszcza do tajemnicy, którą nosi w sobie od dzieciństwa, bo uważa, że z jej powodu nie zasługuje na miłość. Ale czy na miłość można zasługiwać lub nie? Xandier to przystojny gitarzysta i lider zespołu. Jeden z tych, co to mogą przebierać w kobietach. Jednak nigdy jeszcze nie był w związku na poważnie. Intryguje go tajemniczość Naomi. Zamierza dowiedzieć się prawdy, choćby nawet była najbardziej bolesna. Co zrobi, gdy mu się uda?
Jednocześnie w tej historii nie brakuje mroku i lęk o życie bohaterów jest ciągle obecny podczas czytania. Jedyne do czego można się przyczepić to to, że akcja jest trochę nierówna. w jednym momencie dostajemy dużo wrażeń, potem przez dłuższy czas niewiele się dzieje, potem znowu czytamy w napięciu i tak w kółko. Zagadka, jaką autorka stawia nam do rozwiązania jest trudna, ale myślę, że co poniektórym uda się domyśleć zakończenia. Mimo wszystko mnie ono usatysfakcjonowało.
Obsesja to genialne studium tego, na ile nasza przeszłość nas determinuje. o zmianach, które zachodzą w człowieku, gdy spotyka go w życiu tragedia i o tym, ile wewnętrznej siły musimy mieć w sobie, by umieć się temu przeciwstawić i zostawić przeszłość za sobą. a także o tym, że nie każdemu to się udaje.
Była to moja pierwsza i z pewnością nie ostatnia powieść tej autorki. z chęcią sięgnę po kolejne jej pozycje. Książka idealnie się sprawdzi podczas długich jesiennych wieczorów. Gdy będziecie mieli ochotę na thriller, ale taki niekoniecznie mrożący krew w żyłach, zmieszany z historią romantyczną w idealnych proporcjach. Po prostu książkę, przy której można się dobrze zrelaksować 😊
Moja ocena: 7/10

Nora Roberts, Obsesja
Ilość stron: 560
Wydawnictwo: Edipresse Książki
           Rok wydania: 2016 

piątek, 15 listopada 2019

Cisza, która krzyczy

Czasami wystarczy nadstawić ucha i słuchać. Ci, którzy zetknęli się z mordercą, często mają sporo do powiedzenia, tyle że my, śledczy, nie traktujemy ich poważnie, uważamy się za ekspertów, chociaż nie znamy napastników ani ofiar, w przeciwieństwie do ich otoczenia.
O tej książce złego słowa jeszcze nie było. Cisza białego miasta jest wstępem do trylogii Białego miasta, a niedługo swoją premierę będą miały Rytuały wody, czyli jej drugi tom. Planowałam ją przeczytać już jakiś czas temu, ale jako że dopiero niedawno doczekałam się na swoją kolej w bibliotece, a w międzyczasie jeszcze zrobiło się o niej głośno przed premierą kontynuacji, to nie pozwoliłam jej zbyt długo leżeć na półce i wzięłam się do roboty.
W hiszpańskim miasteczku Vitoria grasuje morderca doskonały. Podwójne morderstwa. Perfekcyjny plan, brak śladów i brak tropów, które mogłyby na niego naprowadzić policję. Jakby tego wszystkiego było mało, jego wyszukany, można by nawet powiedzieć rytualny sposób zabijania, o którym w mediach coraz głośniej, budzi grozę w całej Vitorii. Kilku podejrzanych, ale śledztwo wciąż stoi w miejscu. Identyczne zabójstwa miały miejsce dwadzieścia lat temu. Czy tajemniczy morderca sprzed lat powrócił po kolejne niczego niespodziewające się ofiary?
    Czasami po prostu tak się dzieje. Tracisz głowę. Tracisz głowę, dla kogoś, dla kogo nie powinieneś. Nie ma to nic wspólnego z twoją wolą, zamiarami ani tym, czy to odpowiednia osoba. Winę ponoszą pewne feromony, jakiś ulotny czynnik, nienamacalny, ale rzeczywisty. i teraz właśnie się tak działo. Bo chociaż byłem niby taki wyemancypowany i niezależny, to nasłuchiwałem tupotu jej butów, odgłosu jej truchtu, który potrafiłem rozpoznać, kiedy zbliżała się ciemnymi ulicami naszej cichej Vitorii.
Na początku miałam i dalej mam mieszane uczucia co do tej książki. Trudno się czyta, zanim człowiek się przyzwyczai do ilości opisów, które tam są zawarte. Autorka zabiera nas w podróż do hiszpańskiego miasteczka Vitoria. Spacerując jego uliczkami podziwiamy architekturę i poznajemy kulturę mieszkańców. Duża ilość opisów, jeśli ktoś je lubi, można zaliczyć na plus, bo książka jest przez to niesamowicie klimatyczna. Czytając niemalże stajemy się częścią tamtego świata. Ja jednak wolę jak akcja przeważa nad opisami, a przynajmniej je równoważy. Tutaj zaś momentami myślałam, że czytam świetnie napisaną obyczajówkę, urozmaiconą nieco rozbudowanym i skomplikowanym wątkiem kryminalnym.
Trudno mi jednoznacznie ocenić tę historię - momentami bardzo wciągała, innym razem znowu miałam ochotę ją odłożyć. Pod koniec jednak wciągnęła mnie na tyle, że musiałam zarwać noc, żeby natychmiast poznać zakończenie. A gdy skończyłam, zabrakło mi słów, by to opisać, tak mną to wstrząsnęło. To, że zakończenie zwala z nóg to bardzo mało powiedziane. Ono może całkowicie wywrócić nasz świat. Zmusi Was, by jeszcze raz przewartościować, to, co się w życiu liczy. Pozwoli zwrócić uwagę na rzeczy najważniejsze. Wstrząsające i jednocześnie piękne przesłanie niesie ze sobą „Cisza białego miasta". Zastanawiam się, dlaczego w tytule użyto słowa cisza. W Vitorii bowiem cisza niewiele ma z ciszą wspólnego. Ona krzyczy.
Nie można jednoznacznie powiedzieć, czy książka była dobra czy zła. Choć momentami nudziłam się niesamowicie, to po przeczytaniu całości stwierdzam, że jest to kawał dobrej roboty i niesamowita powieść. Z pewnością sięgnę po kolejne części, bo seria zapowiada się obiecująco. Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że „Ciszę białego miasta” warto przeczytać. Jest to oryginalna historia, która zapisze się w pamięci na długo.
Moja ocena: 7/10

Eva Garcia Saenz De Urturi, Cisza białego miasta
Seria: trylogia Białego miasta, tom: 1
Ilość stron: 576
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 27.02.2019

poniedziałek, 16 września 2019

Jaki sekret skrywa Lisia dolina?

Być może widzę upiory – pomyślał, kuląc się pod kołdrą. – Być może w moim życiu zetknąłem się ze zbyt wieloma okropnościami, wziąłem na siebie nazbyt wielką winę. To dlatego wszystko, co złe i przerażające, traktuję jako coś, co musi mieć związek ze mną.
Charlotte Link to znana i lubiana niemiecka autorka, która ma na swoim koncie już kilkanaście powieści kryminalnych. Jako że ostatnio coraz częściej o niej słyszę, postanowiłam się zapoznać z jej twórczością. Wybór padł na „Lisią dolinę", bo opis mnie zaciekawił, choć nawet w połowie nie przygotował mnie na to, z czym będę musiała się zmierzyć, czytając tę powieść.
Wielokrotnie powtarzający się schemat. Porwana kobieta, torebka i kluczyki zostawione w samochodzie, a po ofierze ani śladu. A została tylko przez pół godziny na parkingu, podczas gdy jej mąż wyszedł na spacer z psem. Potem już jej nie zobaczył. Ślad po niej zaginął, upływają lata, a policja jest w tej sprawie bezradna. Nikt nie wie, że Ryan Lee, skazany za ciężkie pobicie kryminalista i sprawca porwania skrywa tajemnicę, którą ma zamiar zabrać ze sobą do grobu... Co stało się z żoną Matthew Willarda? I czy to tylko wina przypadku, że po upływie niecałych trzech lat, gdy o Vanessie dalej nie ma wieści, schemat się powtarza?
Najbardziej przerażająca była świadomość, że istotnie można tak pogrążyć się w bagnie, iż w którymś momencie nie sposób się już z niego wydostać. Od życia otrzymuje się mnóstwo możliwości, by zacząć wszystko od nowa, lecz kiedyś się to kończy. Człowiek myśli sobie, że już zawsze tak będzie, lecz w pewnej chwili pojmuje, że przegapił swoją ostatnią szansę. Że od tej pory czeka go tylko jedno nieszczęście za drugim, i że nie sposób tego uniknąć.
Powieść została ciekawie skonstruowana. Historia opowiadana jest z perspektywy kilku osób, które poznajemy jedna po drugiej, co przywiodło mi na myśl „Sklepik z marzeniami" Kinga. Lubię taki sposób narracji, bo nie można się przy tym nudzić. Choć na początku bohaterowie mogą się mylić, to potem, gdy poznajemy ich lepiej, nie ma z tym problemu. Na początku wiemy, kto popełnił przestępstwo. I poznajemy całą historię też z jego perspektywy, co pozwala postawić się na jego miejscu. Przeżyć to, co on i zobaczyć jak skomplikowana stała się sytuacja i jak efektem domina jedno przewinienie pociąga za sobą drugie. Nawet, gdy podejmie się decyzję, by w końcu odciąć się od wyrządzania zła, zmienić się i stać lepszym, to to zło i tak wraca i nie daje o sobie zapomnieć.
To książka z gatunku tych, które gdy się zaczyna czytać, trudno choć na chwilę przestać. Już od pierwszych stron robi się ciekawie. Jakimś niepojętym dla mnie sposobem autorka sprawiła że czyta się szybko i przyjemnie, i choć cały czas towarzyszy nam napięcie i niepokój – zgodzę się ze stwierdzeniem, że jest to książka dla ludzi o mocnych nerwach –  to książki nie sposób odłożyć. Mocny początek sprawia, że w napięciu czytamy dalej, cały czas spodziewając się, że wydarzy się coś złego. Zawiodłam się jedynie przy końcówce. Spodziewałam się jakiegoś mocnego uderzenia na sam koniec, a opis sytuacji w jakiej znalazła się bohaterka, zaczął mi się niemiłosiernie dłużyć.
Postaci bohaterów zostały bardzo przekonująco wykreowane. Mamy wrażenie, że na  kartach tej książki czytamy o prawdziwych ludziach z krwi i kości, a nie tylko bohaterowie książki. Ich problemy i rozterki zostały opisane w ciekawy sposób. Wielokrotnie natrafiałam na fragmenty, w których autorka odnosząc się do wydarzeń z książki, zawiera inspirujące, warte zapisania myśli.
Byłam zaskoczona jak szybko poradziłam sobie z przeczytaniem tej książki, bo jej rozmiary raczej zapowiadały dłuższą lekturę. Ale gdy już zacznie się czytać, chce się więcej i więcej. Jestem zadowolona i jeszcze nie raz sięgnę do powieści tej autorki. Polecam każdemu, kto szuka porządnie napisanego kryminału.
Moja ocena: 7/10

Charlotte Link, Lisia Dolina
Ilość stron: 488
Wydawnictwo Sonia Draga
Rok wydania: 2013

poniedziałek, 9 września 2019

Gdy pojawia się uczucie, gra robi się niebezpieczna

Czuła że to, co się między nimi dzieje, jest niebezpieczną grą i nie ma nic wspólnego z zagrożeniem jakie wokół nich krąży. z przestępcami sobie poradzi, nie była jednak pewna czy podoła narastającym w niej uczuciom.
Ta książka to był w moim przypadku czytelniczy eksperyment. Połączenie kryminału i historii miłosnej, po prostu byłam ciekawa. Emilia Wituszyńska zadebiutowała powieścią, o której od razu zrobiło się głośno. Czy moje spotkanie z autorką było udane?
Znany aktor i niepokorna policjantka. Dwa zupełnie różne światy i trudne charaktery. Czy to nie jest mieszanka wybuchowa? On jest w niebezpieczeństwie, gdy jego wpływowy znajomy zostaje zamordowany, a ona ma zapewnić mu całodobową ochronę. Pościgi, mafijne porachunki i zagrożenie życia to jeszcze nic w porównaniu z niebezpiecznym uczuciem, które wywiązuje się między nimi. Do czego to wszystko zmierza?
      Wypadł przez bramkę i idąc jej śladem, wrzucił torbę do tyłu. Zajął miejsce na fotelu pasażera, bo dziewczyna siedziała już za kierownicą i grzała silnik. Przemek spojrzał na nią i przez chwilę rozglądał się wokół. Miał wrażenie, że gra w jakimś cholernym filmie akcji, bo to niemożliwe, by wszystko działo się tak szybko. Jednakże nigdzie nie dostrzegł kamer i reżysera, tylko, tylko wciskającą pedał gazu ciemnowłosą dziewczynę, która z piskiem opon odjechała spod domu.
Gdy przeczytałam kilka początkowych stron na których autorka nie stroniła od przekleństw i kolokwializmów, zaczęłam powątpiewać, czy to był dobry wybór. Zwykle drażni mnie to w książkach, ale gdy czytałam dalej, przyzwyczaiłam się i stwierdziłam, że tutaj taki język pasuje, a nawet bywa zabawny. Bez tego postaci nie byłyby opisane wiarygodnie. A bohaterów mamy bardzo wyrazistych. Policjantka, która jak na przedstawicielkę tego zawodu przystało jest uparta i radzi sobie w każdej sytuacji, a także ma niewyparzony język i nie obawia się wprost wypowiadać swoich myśli. Aktor, który podobnie jak ona ma trudny charakter i nie obce mu są słowne potyczki, do których coraz częściej między nimi dochodzi. Momentami zachowują się jak dzieci, ale nawet ich polubiłam.
Co jeszcze mamy w tej książce? Trzeba by raczej spytać, czego tam nie ma. Ileż tu się działo! To nieprawdopodobne, ile wydarzeń można opisać w przeciągu nieco ponad trzystu stron. Ciekawie rozwijająca się historia miłosna. Mówiąc historia miłosna nie mogę przyznać, że było tam pełno ociekających seksem scen na miarę „50 twarzy Greya”.  Za to tutaj wszystko było wyważone. Były też sceny niczym z romantycznej sielanki, zwroty akcji, niepokój i zagrożenie życia, morderstwa, pościgi, porachunki mafijne… Rozrywka niczym w dobrym kinie akcji. Do tego czyta się szybko. Styl lekki, może niezbyt wyszukany, ale czyta się po prostu dobrze i przyjemnie.
Choć to nie mój gatunek, to jestem na tak. Obawiałam się, że będzie to tandetna i zupełnie nieprzekonująca historyjka miłosna z kryminałem w tle, ale zaskoczyłam się i tym razem pozytywnie. Czytanie ten książki jest niezłą rozrywką na jeden, góra dwa wieczory. Momentami zabawna, innym razem trzymającą w napięciu. Będziecie z zapartym tchem przekładać kolejne strony i nie obejrzycie się zanim przeczytajcie do końca. Jedno jest pewne – nie da się przy niej nudzić!
Moja ocena: 7/10

Emilia Wituszyńska, Niebezpieczna gra
Ilość stron: 312
Wydawnictwo Kobiece
Data premiery: 15 maja 2019