Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Muza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 lipca 2020

Wszystko, czego kiedykolwiek chciałaś, jest po drugiej stronie strachu

Świat jest pełen ludzi, którzy mają jakieś tajemnice. w gruncie rzeczy nikt nie jest tym, na kogo wygląda.

„Ostatni lot" to kolejny thriller psychologiczny, który stał się hitem. Książka polecana na Instagramie, złego słowa o niej nie słyszałam. Musiałam sprawdzić i ja, co takiego w niej jest.

Claire wydaje się mieć idealne życie. Jest żoną bogatego i znanego polityka. O Evie nie wiemy nic. Dwie kobiety, które chcą uciec przed przeszłością, przypadkiem się spotykają. I wtedy nadarza się ku temu okazja. Postanawiają sobie w tej ucieczce pomóc i wymieniają się biletami lotniczymi. Czy uda im się tak po prostu zostawić za sobą bagaż dotychczasowych doświadczeń i zacząć nowe życie z czystą kartą?

Teraz widzę, że właśnie tak rozumują przestępcy. Wmawiamy sobie, że inni przyparli nas do muru, a my tylko reagowaliśmy, współdziałaliśmy i walczyliśmy o przetrwanie. I jesteśmy tak przekonujący, że w końcu zaczynamy sami w to wierzyć.



Dużym plusem była nieprzewidywalna fabuła. Zaczynając tę książkę zupełnie nie wiedziałam, co może się wydarzyć. Stopniowo zagłębiamy się w przeszłość bohaterek poszukując tam odpowiedzi na pytanie, co skłoniło je do tak dramatycznego kroku, jakim była ucieczka przez zamianę miejsc w samolotach. Poznając trudną przeszłość bohaterek szukamy też odpowiedzi na pytanie, czym właściwie jest tożsamość, jak determinuje nasze życie i czy jest sposób, by od niej uciec zostawiając przeszłość za sobą.

Pochwała należy się autorce za wykreowanie postaci bohaterek. Claire jako ofiara przemocy domowej opowiada o swoich przeżyciach tak przekonująco, że z przejęciem czytamy o jej sytuacji. Eva również ma bagaż doświadczeń. Błędy przeszłości, które zdeterminowały całe dalsze życie. Nie wszystko da się naprawić.

Choć fabuła mnie zaciekawiła, to tempo narracji było dla mnie zbyt wolne. Czekałam na to, co wydarzy się dalej, ale napięcia w książce mi brakowało. Dopiero pod koniec zaczyna się więcej dziać i wtedy się wciągnęłam na dobre. Sama końcówka zaskoczyła mnie pozytywnie. Było kilka zwrotów akcji i niespodzianek.

Ostatni lot to wielowątkowy i prowokujący do myślenia thriller psychologiczny. Historia jest ciekawa, choć jej potencjał moim zdaniem nie został w pełni wykorzystany. Brakowało mi napięcia, które sprawia, że z niecierpliwością przewraca się kolejne strony.

Moja ocena: 6/10

Julie Clark, Ostatni lot
Ilość stron: 438
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 3.06.2020

sobota, 6 czerwca 2020

Piekło jest puste, a wszystkie diabły są tutaj...

       To coś innego, czym już od dawna się brzydzę – powierzchowne związki między ludźmi. Nienawidzę relacji, w których nie ma miejsca ani na miłość, ani na człowieczeństwo. Na żaden rodzaj czułości i bliskości. w których najważniejsze są władza i chęć zaspokojenia własnych  potrzeb. Czy to wystarczy, żeby zabić? 

      Wybaczcie moją śladową obecność na blogu w ostatnich dniach, ale będzie tak jeszcze do końca czerwca, bo pisanie pracy i przygotowania do obrony zajmują dużo czasu. a jednocześnie na półce czeka tyle ciekawych książek, że ciężko się skupić na obowiązkach 😁Gdy pierwszy raz usłyszałam o tej książce, już wiedziałam, że to lektura dla mnie. Dużo sobie też po niej obiecywałam. Czy słusznie?
       Nika ma za sobą trudną przeszłość. Tragiczne wydarzenia, których doświadczyła, nie pozostały bez wpływu na jej psychikę. Gdy już udaje jej się pewne sprawy uporządkować, przeprowadza się, kupuje pensjonat w Gdyni i próbuje wieść spokojne i poukładane życie. Ale, jak się okazuje, czeka ją tam jeszcze niejedna rewelacja z gatunku takich, których lepiej nie doświadczać. Pewnego wieczoru zauważa, że kobieta wynajmująca u niej pokój znika razem z zamaskowanym mężczyzną, który zabrał ją do swojego samochodu, odjechał i ślad po niej zaginął. Ta sytuacja nie daje jej spokoju. Czy rzeczywiście to widziała, czy tylko jej się wydawało? Może to efekt uboczny alkoholu i leków? Postanawia sama dotrzeć do prawdy i dowiedzieć się, kim była tajemnicza kobieta, która na czas pobytu nie podała jej nawet swoich prawdziwych danych.

     Natura jest piękna, ale bywa też brutalna i bezlitosna. A przede wszystkim zwodnicza. To nie tylko szum morza, śpiew ptaków, pojawienie się na drzewach młodych pąków wiosną, ale i prawa, jakimi się rządzi. A niektóre z nich sprowadzają się do krótkiej puenty: wokół czai się mnóstwo drapieżców – zjadasz albo jesteś zjadany.

       Książka ma kilka mocnych stron. Na uwagę zasługują przede wszystkim ciekawe wątki psychologiczne. Główna bohaterka jest interesującą postacią. Doświadczyła w swoim życiu prawdziwych dramatów, między innymi straty osób, które kochała najbardziej i cierpienia spowodowanego toksyczną relacją z matką. Miewa flashbacki, czyli niekontrolowane migawki z przeszłości, które przychodzą w nieoczekiwanych momentach i mogą zaburzyć funkcjonowanie.
       Tło dla tej historii było po prostu idealne – opuszczony pensjonat w Gdyni, nadmorskie widoki i ta, na pozór niezwiastująca nic złego, cisza po zmroku. Ale nawet tak urokliwa i spokojna okolica ma swoje mroczne sekrety. I potrafi przyprawić o dreszcze. Do tego zachwycił mnie styl pisania autorki. Starannie dobrane słowa, ciekawe opisy, czyta się przyjemnie i można się maksymalnie wciągnąć w opisywaną rzeczywistość.
      Co do samej fabuły – wciąga od samego początku. Śledztwo prowadzone przez główną bohaterkę cały czas ujawnia jakieś niespodziewane fakty, a jednocześnie podsyca naszą ciekawość i chęć poznania rozwiązania tej dziwnej zagadki. Mam mieszane uczucia co do zakończenia, bo spodziewałam się czegoś mocniejszego, ale i tak było niezłe. I przede wszystkim nie udało mi się go przewidzieć.  
       „Bliżej niż myślisz" to jedna z lepszych książek, jakie miałam przyjemność ostatnio przeczytać. Jeśli ktoś nastawia się na dobry thriller psychologiczny z ciekawymi wątkami i niebanalną fabułą, to będzie dobry wybór.
        Moja ocena: 8/10

Ewa Przydryga, Bliżej, niż myślisz
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 20.05.2020

wtorek, 19 maja 2020

Od urodzenia miałem w sobie diabła

        Jaki był motyw popełnianych przez nią zbrodni? „Byli mężczyznami – tłumaczyła z naciskiem Renczi. – Nie potrafiłam znieść myśli, że po tym, jak obejmowali mnie mogliby wziąć w ramiona inną kobietę.”

        Na pierwszy rzut oka okładka mnie zniechęciła. Jaki jest sens czytania o takich potwornościach? – pomyślałam. Ale opis ostatecznie mnie przekonał i postanowiłam zagłębić się w temat.
Zastanawialiście się kiedyś nad problemem seryjnych morderstw? Jak zły musi być człowiek, żeby dopuścić się morderstwa na jednej osobie, a potem jeszcze bez skrupułów powtórzyć to kilka albo kilkanaście razy? Co może go popchnąć do takiego okrucieństwa? I czy analiza przypadków, które miały miejsce do tej pory, może wskazać pewne prawidłowości w tej kwestii? Czy jest coś, co ich wszystkich łączy? Ta lektura pozwoli Wam poszukać odpowiedzi.
        Całość składa się z sześciu rozdziałów. Pierwszy stanowi wprowadzenie w temat. Dowiadujemy się z niego, jak dokładnie definiuje się seryjnego zabójcę, który kraj „wydał” ich najwięcej, oraz czy to zjawisko popularniejsze jest wśród mężczyzn, czy kobiet. Można było się spodziewać, że najwyżej w rankingu znajdą się Stany Zjednoczone, jednak liczby są szokujące – w latach 1900–2006 odnotowano tam aż 3204 seryjnych zabójców. Autorka przybliża nam też popularne pojęcia i określenia związane z tym tematem, a także motywy sprawców. Motywy podzielone są na kilka podstawowych kategorii. W rozdziale drugim poznajemy najpopularniejszych seryjnych morderców, a trzeci przybliża sylwetki seryjnych morderczyń. W kolejnych znajdziemy inne, mniej znane przypadki, a ostatni, najbardziej niepokojący, opisuje sprawy w toku lub do dziś nierozwikłane.

        „Zamek” Holmesa przypominał dom grozy rodem z hollywoodzkich filmów. Były tam sekretne przejścia pośród plątaniny korytarzy i klatek schodowych, wytłumione pomieszczenia, pokoje bez okien, a nawet komora gazowa. (…). Dokładna liczba ofiar (…) pozostaje nieznana, a może wynosić od dziewięciu do ponad dwustu. Sam zainteresowany – który wypowiedział na swój temat pamiętne słowa: „Od urodzenia miałem w sobie diabła” – przyznał się do dwudziestu siedmiu zabójstw.”

        Książka napisana jest prostym i zrozumiałym językiem. Odbiór ułatwia też forma, jaką jej nadano – wszystkie informacje przekazane są w postaci pytań i odpowiedzi. Pozwala to uniknąć zbyt wielu rewelacji na raz. Całość stanowi rzetelne i podane w ciekawy sposób opracowanie tematu na podstawie dostępnej literatury.
        Nie była to dla mnie lektura łatwa i nie da się przeczytać jej szybko. Choć nie znajdziemy w niej żadnych wyszukanych opisów zbrodni typowych dla powieści, które mają za zadanie podziałać na wyobraźnię, a jedynie przedstawione fakty, to na wyobraźnię i tak to działa.  Książka jest naprawdę mocna i tylko dla wytrwałych. Autorka kolejno przybliża przypadki seryjnych morderstw. Jedne bardziej zajmujące, inne mniej, jedne typowe, inne tak dziwaczne czy brutalne, że włos się jeży na głowie. W przypadku niektórych motywy jasne i oczywiste, ale są i takie które na zawsze pozostaną zagadką. Co człowiek, to inna sytuacja – jeśli człowiek to w tym przypadku odpowiednie pojęcie… Nie wszyscy zostali pociągnięci do odpowiedzialności, a przynajmniej nie w takim stopniu jak powinni i nie za wszystkie dokonane morderstwa. Niektórych przypadków morderstw nie udało się połączyć ze sprawcami. A ludzie ginęli, nierzadko cierpiąc przy tym okrutne męki. I co najbardziej niepokojące – niektóre sprawy do dziś zostały nierozwikłane. Część ujętych sprawców poniosła karę śmierci, innym zasądzono dożywocia czy wielokrotne wyroki więzienia nawet do kilkuset lat, ale niektórzy nie ponieśli wystarczającej kary, a nawet wcale nie zostali ukarani. Są tacy, którzy jeszcze do dziś przebywają w więzieniach, a może nawet i tacy, którzy przebywają na wolności. No i zapewne to jeszcze nie koniec. Bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś z naszego otoczenia nie pójdzie w ich ślady. Jedno jest pewne – nikomu takiemu nie chciałabym wejść w drogę.
        Dla osób choć trochę zainteresowanych tematem to będzie prawdziwa gratka, jednak lektura do łatwych nie należy. Nie nadaje się do przeczytania w jeden wieczór czy jako lekka i przyjemna historia na dobranoc. Mimo wszystko warto się pokusić o zajrzenie do niej. Daje szeroki ogląd na sprawę i skłania do zastanowienia.

Michelle Kaminsky, Seryjni mordercy
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 6.05.2020

sobota, 9 maja 2020

Gdy zostanie tylko jedyne wyjście...

O tym autorze jeszcze nie słyszałam, a że lubię eksperymentować, to postanowiłam się przekonać, czy jego twórczość przypadnie mi do gustu. Ryszard Ćwirlej ma na swoim koncie już dwanaście kryminałów z serii o policjantach z Poznania. Dwunastą, czyli „Jedyne wyjście", miałam przyjemność przeczytać jako pierwszą.
W małym miasteczku niedaleko Poznania zostaje porwany siedemnastolatek, syn bogatego biznesmena. Porywacze żądają okupu. Ojciec na własną rękę próbuje namierzyć porywaczy wykorzystując do tego kontakty z przeszłości, które zdobył, trudniąc się nie do końca legalnym interesami. Jeszcze nie wie, że przeszłość może obrócić się przeciwko niemu... Na trop porywaczy wpada też miejscowa policja. Niebagatelną rolę w całej sprawie odgrywa bystra Aneta Nowak, która oprócz tropienia przestępców uwielbia też jeździć na motocyklu. Wkrótce policjantom przybywa pracy, bo pewna młoda dziewczyna ginie bez wieści zostawiając męża i trzyletnie dziecko. Czy to możliwe, że za porwaniem i zaginięciem stoi ta sama osoba?
Nie do końca wiedziałam, czego mogę się spodziewać. I ta ciekawość na co trafię w tej powieści towarzyszyła mi do samego końca. Czymś, co wyróżnia tę powieść, jest spojrzenie na rolę kobiet we współczesnym świecie i próba walki ze stereotypami. Ile jest zawodów, w których kobiety są postrzegane jako gorsze od mężczyzn, czy nawet wykorzystywane? Tak samo sytuacja miała się w społeczności policji z podpoznańskich miejscowości. Zarówno policjantka Aneta jak i Martyna, rzeczniczka prasowa w policji, niejednokrotnie spotykają się z dyskryminacją ze strony męskiej części policyjnej społeczności. Jednak to właśnie one udowadniają, że potencjał kobiet, choć nie zawsze doceniany, może wnieść zupełnie nowe spojrzenie na sprawę, a niekiedy mieć decydujący wpływ na schwytanie przestępcy.
Powieść skupia się na dwóch głównych wątkach. Pierwszy z nich to porwanie chłopca i ten dość szybko zostaje rozwiązany, za szybko w moim odczuciu. Potem pozostaje już tylko kwestia osób zamieszanych w to porwanie. Jest jeszcze drugi wątek, który mnie zaciekawił bardziej, czyli zaginięcie Karoliny. Nie mogę zdradzić szczegółów, ale zaciekawił mnie ze względu na aktualność poruszonego tam problemu. w tracie czytania domyśliłam się zakończenia, bo natrafiłam na pewną sugestywną wskazówkę, ale kto wie – może to celowy zabieg autora? Końcówka moim zdaniem trochę za krótka i zabrakło mi wyjaśnienia motywu działania sprawcy.
Co do samych bohaterów, to dla mnie było ich zbyt wielu. Do tego akcja ciągle przeskakiwała od jednego do drugiego, tak że momentami chwilę mi zajęło, zanim domyśliłam się, o kim aktualnie czytam. Mamy tam do czynienia z różnymi postaciami i ta różnorodność nie pozwala się nudzić. Autor zagląda w głowy zarówno kobietom jak i mężczyznom, strasznym i młodszym, policjantom i cwaniaczkom trudniącym się zarabianiem na kradzionym towarze. Postaci są dość przekonujące i ciekawie się o nich czyta, choć niektóre elementy były moim zdaniem nieco przerysowane. Przede wszystkim rozmiar alkoholizmu wśród bohaterów. Co drugi, gdy akurat nie pije, to myśli o piciu. I na drugi dzień przychodzi do pracy na kacu, albo jeszcze lepiej lekceważy swoje obowiązki przez zły stan spowodowany nadużyciem alkoholu. Sama postać głównej bohaterki nie do końca mnie przekonała. Nie mam jej nic do zarzucenia, ale czegoś mi w niej zabrakło. Poza pasją związaną z motocyklami, niewiele ją wyróżnia. Owszem jest bystra i szybko pnie się po szczeblach swojej policyjnej kariery. Ale czy to możliwe, żeby mieć w tak krótkim czasie tyle szczęścia?
Całość oceniam dobrze. Niezła rozrywka na przyzwoitym poziomie, a do tego wspomniane wcześniej oryginalne wątki, z którymi wcześniej nie spotkałam się w kryminałach.
Moja ocena: 6/10

Ryszard Ćwirlej, Jedyne wyjście
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 22.04.2020

środa, 29 kwietnia 2020

Każdy ma swoją piętę achillesową

A skoro już wspomniałam o miłości, prawie tak samo trudno jest się przyznać do zakochania jak do odkochania, nie sądzicie? Ale nawet jeśli przestajemy kogoś kochać, nie daje nam to prawa do głoszenia wszem wobec, że miłość nie istnieje.
Choć nie powinno się oceniać książki po okładce, to ta zdecydowanie ma w sobie coś intrygującego. i ten tytuł – „Na progu zła" – który sugeruje coś ciekawego. Lubię thrillery psychologiczne, bo każdy jest jak pudełko z niespodzianką. Nigdy tak naprawdę nie wiadomo, czego się spodziewać, gdy otwieramy książkę. Czy tym razem spotkała mnie miła niespodzianka?
Pewnego dnia Fiona wraca z wyjazdu do domu i zastaje tam firmę przeprowadzkową i obcych ludzi, którzy twierdzą, że kupili ten dom. Dom w którym mieszkała razem z mężem i dziećmi już ładnych parę lat. Czy to możliwe, by doszło do jakiegoś fatalnego nieporozumienia? Fiona próbuje się dodzwonić do męża, ale jego telefon nie odpowiada. Czy ta niepokojąca rzeczywistość, która stała się jej udziałem, to zwykłe nieporozumienie, czy może zaplanowane i dopracowane w szczegółach oszustwo na wielką skalę? Czy z tej sytuacji znajdzie się jakieś rozsądne wyjście?
Nie miałem zatem innego wyjścia, tylko zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. Teraz widzę, że tak właśnie rozumują przestępcy. Wmawiamy sobie, że inni przyparli nas do muru, a my tylko reagowaliśmy, współdziałaliśmy i walczyliśmy o przetrwanie. I jesteśmy tak przekonujący, że w końcu zaczynamy w to wierzyć.
Przyznam, że mam mieszane uczucia co do tej książki. Taka sobie lektura – ani dobra, ani zła. Ciężko mi ją jednoznacznie ocenić. Początek był naprawdę dobry i zapowiadało się na ciekawą historię, ale dalej już nie było tak interesująco. Miałam wrażenie, że czytam o sprawie, która już dawno została rozwiązana, a to, co się dzieje w książce, to tylko niepotrzebne przeciąganie. Dałoby się o tym opowiedzieć bardziej zwięźle i bez zbędnego przynudzania. Było kilka ważnych momentów dla akcji, ale poza tym czytałam i czytałam, a działo się niewiele. Za to pod koniec naprawdę nie mogłam się oderwać. Zakończenie jest wstrząsające i przerażająco wiarygodne.
Podobał mi się w tej książce sposób opowiadania. Choć niewiele się działo, to czytało się nawet przyjemnie. Co do samych wydarzeń, trzeba przyznać, że są opisane przekonująco i dosyć wiarygodnie. Nie miałam poczucia, że fabuła jest naciągana. Z niezwykłą wnikliwością przedstawione są motywy postępowania bohaterów, nawet te, do których sami z trudem dochodzą. Bohaterowie w tej książce są tacy ludzcy. W thrillerach psychologicznych często spotykam się z irytującymi postaciami, o których ciężko mi się czyta, ale tutaj tak nie było. Fi i Bram, a także inne pojawiające się w tej książce postaci są starannie wykreowane i nawet dają się lubić… albo znienawidzić, bo znajdziemy tam też czarne charaktery. Jednego można być pewnym – emocji nie zabraknie, bo bohaterowie nie są bezbarwni i czyta się o nich z zainteresowaniem.
Choć nie jestem tą lekturą do końca usatysfakcjonowana, to nie mogę też powiedzieć, że straciłam czas. Całość ma mocny wydźwięk i daje do myślenia. Przede wszystkim uświadamia, że konsekwencje nawet tych na pozór drobnych błędów czy złych czynów mogą ciągnąć się za nami całe życie. Mogą też prowadzić do kolejnych i w ten sposób rozkręcać spiralę zła. A jej zatrzymanie graniczy z cudem. W tej powieści znalazłam również wiele inspirujących cytatów. Czy warto ją przeczytać? Tego rodzaju książki każdy odbiera inaczej i ile osób, tyle opinii, więc warto przeczytać i samemu ocenić.
Moja ocena: 6/10

Louise Candlish, Na progu zła
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 15.04.2020

wtorek, 24 marca 2020

To nie diabeł, to potwór

Przysięgam, nie chciałem, żeby do tego doszło. a teraz myślę, że to, co się wydarzyło owego mroźnego poranka, zapoczątkowało całe pasmo nieszczęść i śmierci, które zesłało na nas niebo.
Z zapałem wzięłam się za czytanie ostatniej części tej serii. Po dobrej drugiej części i dobrych recenzjach liczyłam na wiele. Może niekoniecznie na to, że książka powali mnie na kolana, ale przynajmniej dobrze spędzę z nią czas.
Co nas czeka tym razem? Prawdziwy armagedon. Nowo opublikowana powieść „Władcy czasu" staje się prawdziwym hitem. Czytają ją wszyscy. Zaś potem niewinni ludzie zaczynają ginąć w identyczny sposób jak bohaterowie na kartach powieści. Otrucie trudno dostępną trucizną, zamurowanie i utopienie w okrutny sposób. Śledczy są całkiem zdezorientowani i nie wiedzą od czego zacząć. Udaje im się zlokalizować, skąd powieść została wysłana do wydawcy i podążają tym tropem. Czeka ich niestety jeszcze mnóstwo niespodzianek, odkryją tajemnice sięgające jeszcze czasów średniowiecza.
Nie wiem, ile razy można zaczynać życie od nowa, ale podejrzewam, że kiedyś w końcu człowiek stwierdza, że brakuje mu na to sił.
Akcja toczy się na dwóch głównych płaszczyznach: w teraźniejszości oraz w średniowieczu, kiedy to żył bohater „Władców czasu" – hrabia don Vela. Przeniesiemy się do czasów, gdy Vitoria była oblegana przez  wrogie wojska, ale nie tylko działania zbrojne odbierały kolejne ludzkie życia. Pojawiają się oczywiste podobieństwa między tymi zabójstwami i obecną sytuacją w miasteczku. Do pewnego momentu dobrze się czytało, ale potem wydarzenia z obu płaszczyzn czasowych zaczęły mi się mieszać. Mnóstwo było też bohaterów i nietypowych imion do zapamiętania, co w moim odczuciu znacznie utrudniało odbiór i było zbyt męczące. Kolejny raz spotykam się z taką konstrukcją powieści, gdzie akcja toczy się w teraźniejszości oraz na kartach innej książki. Takie dwa w jednym. I tym razem, podobnie jak wcześniej, nie przypadło mi to do gustu.
Początek mnie bardzo zaciekawił. Od pierwszych stron dużo się dzieje. Mamy tam  zbrodnie o niespotykanym charakterze dokonane ze szczególnym okrucieństwem i do tego jeszcze wzorowane na wydarzeniach z powieści. Dodatkowo intryguje ten wątek z przeszłości. Co obecne wydarzenia w miasteczku mogą mieć wspólnego z tymi rozgrywającymi się w średniowieczu?
Po tym ciekawym początku przez długi czas miałam wrażenie, że nie dzieje się praktycznie nic. Niewiele postępów w śledztwie. Za to opisanych jest dużo wydarzeń, które w moim odczuciu niewiele wnosiły do fabuły. O ile początek był porywający i chciało się czytać dalej, to z każdą stroną mój zapał systematycznie malał, a pod koniec czytania oscylował już wokół zera. Wręcz musiałam się spiąć, żeby dociągnąć lekturę do końca.
Zakończenie mnie nie urzekło ani trochę. Moim zdaniem wyjaśnienie wątku kryminalnego mocno przekombinowane. Zbyt dużo zbiegów okoliczności, przez co wyjaśnienie wydaje się mało prawdopodobne.
W tej powieści mamy o wiele mniej wątków obyczajowych niż w poprzednich częściach. Niewiele się dowiadujemy o życiu prywatnym bohaterów, a szkoda, bo w drugiej części fajnie się czytało o tym, co słychać u Krakena.  Tutaj poznajemy mnóstwo bohaterów, ciężko się skupić na tym, co najważniejsze. W przeciwieństwie do poprzednich części w trzecim tomie niewiele było momentów, które mnie poruszyły czy wywołały jakiekolwiek emocje. Przez pół książki się nudziłam. Miałam wrażenie, że to jakiś totalny chaos, można się pogubić. Spodobał mi się za to jeden wątek psychologiczny, który został ciekawie poprowadzony, ale nie mogę zdradzić jaki.
Pomimo tylu pozytywnych opinii ta historia jakoś do mnie nie przemówiła.
Moja ocena: 5/10

Eva Garcia Saenz de Urturi, Władcy czasu
          Seria: trylogia białego miasta (Cisza białego miasta, Rytuały wody)
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 26.02.2020

wtorek, 17 marca 2020

Los ma bardzo zły gust i okropne poczucie humoru

Zdruzgotany, przygnębiony poruszałem się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, gdzie podłoga, po której stąpałem, nie była tak twarda, a wiejący wiatr tak zimny. Dryfowałem w totalnej nieświadomości, bo nie chciałem przyjąć do świadomości tego, co się dzieje. Niczego. Nie chciałem stamtąd wracać.
Po przeczytaniu Ciszy białego miasta zrobiłam sobie krótką przerwę, po której z ogromną ciekawością wróciłam, by przekonać się, co tym razem autorka zgotuje naszym bohaterom. Czy kontynuacja  serii dorównała jej pierwszej części?
Podobnie jak w pierwszej części spotkamy się tu z rytualnymi morderstwami. Ale tutaj to jeszcze bardziej osobliwy rytuał. Zgodnie z nim ofiarę tego obrzędu palono, wieszano i topiono jednocześnie. W ten sposób ginie dziewczyna, którą prowadzący śledztwo Kraken znał z obozu. Zarówno oni jak i trójka przyjaciół Krakena brali udział jeszcze jako nastolatkowie. Tego, co się tam wydarzyło nigdy nie zapomniał, a w związku z obecnymi wydarzeniami będzie musiał jeszcze raz odświeżyć pamięć. Jaki motyw kieruje nieuchwytnym mordercą? Czy sprawca poprzestanie na jednej ofierze, czy może czeka ich powrót do przeszłości? Nad Vitorią zawisła groźba kolejnych morderstw. Tym razem zagrożone są osoby mające zostać rodzicami. W tym Kraken i jego partnerka. Kto będzie następny na liście?
Teraz, z perspektywy, czasu wiem, że to zlecenie zapoczątkowało niemożliwą do powstrzymania serię horrorów, stało się kolejnym ogniwem ciągnącego się od paleolitu łańcucha przemocy, (...). Ale wtedy tego nie wiedziałem, nie mogłem wiedzieć. Powtarzam to sobie do dziś, każdej nocy, żeby móc zasnąć.
Ta książka do najłatwiejszych nie należy. Jeśli liczycie na szybką i przyjemną lekturę, to może się nie sprawdzić. Znaczy przyjemna jest, ale nie ukrywam, że początek był ciężki. Zajęło mi trochę czasu, zanim wgryzłam się w te opisy, które na początku mnie irytowały. Niektóre wydawały się być tylko zbędnym przedłużaniem. Było dużo scen, które moim zdaniem można by spokojnie pominąć. Ja chciałam, żeby od razu się działo. Za to później moja cierpliwość została wynagrodzona.
Akcja, podobnie jak w pierwszej części, toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych. Lata 2016 - 2017, kiedy to policja ściga tajemniczego sprawcę morderstw oraz 1992 - 1993, kiedy to miał miejsce pewien obóz archeologiczny, a to, co się tam wydarzyło jest kluczowe dla wydarzeń opisanych w powieści. Przeskakując między tymi dwiema płaszczyznami, stopniowo poznajemy coraz więcej szczegółów, które pomogą nam w rozwiązaniu zagadki.
Z czasem wszystko nabiera kształtów. Każda strona wnosi do tej historii coraz więcej, aż w końcu akcja nabiera takiego tempa, że sama ledwo nadążałam. Mamy tam kilku możliwych podejrzanych i kilka przypuszczeń co do motywu, ale śledczym na niewiele się to zdaje, bo rozwiązanie zagadki okaże się być tam, gdzie się go zupełnie nie spodziewają. A jeśli ich czeka niejedno zaskoczenie, to czemu czytelnik miałby się nudzić? Po kolei łączymy fakty, rozwiązujemy tajemnice i dochodzimy do prawdy. Niepewność towarzyszy nam aż do ostatniej strony.
W tej powieści zostało poruszonych też wiele ważnych wątków obyczajowych. W dużej mierze historia skupia się wokół perypetii głównego bohatera i kwestii jego ojcostwa. Poznamy też  innych ojców i matki. Czy każdy z nich dobrze spełnia swój obowiązek? Postawa niektórych z nich słusznie budzi nasz sprzeciw. Przychodzi nam się zmierzyć z problemem wykorzystywania seksualnego dzieci oraz nieodwracalnych szkód na psychice, które przez to powstają. Jako że ten problem jest ciągle i niezmiennie aktualny, ukazanie go  w tej historii to dla mnie duży plus.
Na uwagę zasługuje też podobnie jak w pierwszej części niezwykły klimat, w którym utrzymana jest powieść. Opisy wcale nie są takie długie, a dzięki nim możemy się poczuć jak byśmy spacerowali uliczkami hiszpańskiego miasteczka Vitoria, oglądali zabytki i kosztowali lokalnych przysmaków.
Pierwsza część była moim zdaniem dobra, ale druga zaciekawiła mnie trochę bardziej. Śledztwo jest bardziej złożone, napotyka więcej problemów, mamy dużo zaskakujących zwrotów akcji, przez co fabuła jest bardziej pokręcona, ale jak dla mnie to duży plus. Nie odniosłam wrażenia, że jest ona w jakiś sposób naciągana. U samych bohaterów też się dużo dzieje. Niespodzianki, które wychodzą w trakcie śledztwa nie raz wstrząsną ich życiem. 
„Rytuały wody” to udana kontynuacja serii o rytualnych morderstwach w Vitorii. Dostajemy naprawdę ciekawy kryminał, do tego utrzymany w wyjątkowym klimacie. Jeśli podobała Wam się pierwsza część, to naprawdę warto. A jeśli ktoś nie przeczytał, to polecam zacząć od pierwszej, bo bez jej znajomości można się pogubić. A teraz, gdy już oceniłam książkę, mogę cenić okładkę. Przyznacie mi rację, że okładki tej serii są śliczne?
Moja ocena: 7/10

Eva Garcia Saenz de Urturi, Rytuały wody
Seria: trylogia białego miasta, tom 2 (Cisza białego miasta - recenzja)
Liczba stron: 544
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 30.10.2019

poniedziałek, 2 marca 2020

Czy kłamstwo może być bezpieczne?

Człowiek lubi wierzyć, że miał przeczucie. Że dostrzegał to, co nieuchwytne; widział jak fale cofają się po cichu, by po chwili wezbrać i uderzyć z wielką siłą, niszcząc wszystko na swojej drodze.
Z bólem muszę przyznać, że mam mieszane uczucia co do tej książki. Tak na nią czekałam. Już gdy zobaczyłam pierwsze zapowiedzi trafiła na moją listę, bo uwielbiam ten gatunek, a fabuła zapowiadała się obiecująco. A przeczytanie pierwszych pozytywnych recenzji jakie się pojawiały sprawiło, że moje oczekiwania względem tej pozycji były naprawdę ogromne. I dlatego też bardzo się rozczarowałam.
Paul i Rebbeca to małżeństwo jakich wiele. Z pozoru wszystko w ich związku układa się tak jak powinno w dobrym małżeństwie. Ale czy pozorom można ufać? Pewnego dnia ona odkrywa duży ubytek pieniędzy ze wspólnego konta. Z czasem do głosu dochodzi coraz więcej wątpliwości i podejrzeń, uzasadnionych zresztą. Oboje kłamią, bo kłamstwo pozwala iść do przodu, daje złudne poczucie bezpieczeństwa. Myślą, że sfera tajemnic, drobnych kłamstewek i zatajonej prawdy to coś, co ich łączy, ale przekonają się jak bardzo może ich zniszczyć…
     Jestem człowiekiem rozsądnym i uważam, że większość ludzi można zaliczyć do tej kategorii. Co zrobić, aby rozsądny człowiek zaczął się zachowywać nieracjonalnie? Wystarczy mu tę nieracjonalność narzucić. Niektóre ciągi zdarzeń zapoczątkowane są praktycznie nie do powstrzymania. Istnieją również granice, po których przekroczeniu można zapomnieć o jakiejkolwiek ochronie.
Poza tym, że książka kwalifikuje się u mnie go gatunku przyjemne „czytadło”, to niewiele dobrego mogę o niej powiedzieć. Bohaterów ani nie polubiłam ani nie znienawidziłam. Jak dla mnie byli przedstawieni za mało wyraziście. A niektóre ich cechy bardzo zniechęcały czy irytowały. Podobał mi się jednak sposób w jaki autorzy zaglądali do głów bohaterom. Niejednokrotnie czytamy nawet różne bardzo osobiste myśli i przeżycia. Możemy sobie świetnie wyobrazić, co czują, i dowiedzieć dlaczego postępują tak, a nie inaczej. Do pewnego czasu nawet mi to odpowiadało, ale potem, ale potem zdałam sobie sprawę, że poza opisami niewiele się tam dzieje. Spodziewanych rewelacji ani fajerwerków to tam nie zauważyłam. Napięcia jako takiego też. Było, ale momentami. Tak, momentami robiło się naprawdę gorąco. Ale znaczna część tej książki to rozbudowane, często nużące opisy. Przewracałam kolejne kartki z nadzieją, że w końcu nastąpi jakiś znaczący przełom w końcu mnie ta lektura porwie bez reszty. No niestety się nie doczekałam.
O ile na początku jeszcze czytałam z zainteresowaniem, to im bliżej końca, zaczynałam się nudzić coraz bardziej. Będzie tam jeden dramatyczny zwrot akcji, który wprowadził coś ciekawego do tej powieści. Ten jeden wątek bardzo mnie zaciekawił. Jednak czułam pewien niedosyt, bo nie był przestawiony zbyt przekonująco. Zakończenie rzeczywiście jest nieco szokujące, ale jak dla mnie zbyt przerysowane i mało realistyczne. 
To, co mi przyszło do głowy po przeczytaniu tej książki, to kwestia szczerości w relacji z drugą osobą, szczególnie tej najbliższej relacji. Ta historia to świetny przykład na to, jak jej brak może relację zniszczyć. a nawet pociągnąć za sobą tragiczne konsekwencje.
Książkę zaliczam do gatunku średnich. Do mnie nie przemówiła zupełnie, ale nie zachęcam ani nie zniechęcam. Może akurat Wam się bardziej spodoba, bo wiem, że opinie były podzielone 😊
Moja ocena: 5/10

E. G. Scott, Nic o mnie nie wiesz
Liczba stron: 446
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 29.01.2020