poniedziałek, 9 grudnia 2019

„Człowiek z taśmą” bohaterem sobotnich zajęć

Ostatnio na Uniwersytecie Dzieci dużo ciekawych rzeczy się wydarzyło. W minioną sobotę dowiedzieliśmy się jak radzić sobie z niepowodzeniami, czy raczej jak zmienić je w coś pozytywnego. Tydzień temu natomiast studenci w kreatywny sposób uczyli się stawiać granice. A gdzieś pomiędzy jednym a drugim, czyli 5 grudnia przypadało nasze święto, czyli Dzień Wolontariusza. To był bardzo udany dzień. Nie licząc tego, że spowodowałam potrójną kolizję, ale o tym potem.

Jak radzić sobie z niepowodzeniem?
Czy wiedzieliście, że Albert Einstein, wybitny uczony, który dostał Nobla w dziedzinie fizyki nie mówił do trzeciego roku życia, a jego rodzice ciągle powtarzali mu, że nic nie osiągnie? Z kolei Walt Disney trzysta dwa razy uzyskał odmowę przy poszukiwaniu potencjalnych sponsorów do swojego parku rozrywki. Rękopis Harry'ego Pottera J. K. Rowling odrzuciło dwunastu wydawców, a potem seria przyniosła milionowe zarobki. Teraz pewnie tego żałują. Steve Jobs, twórca Apple'a został zwolniony ze swojej własnej firmy w wieku 30 lat, by potem z powrotem zostać zatrudniony z zupełne innym podejściem.
Gdy dzieci miały przyporządkować różne fakty z rozsypanki do poszczególnych postaci, łatwiej było im skojarzyć te pozytywne. Dlaczego? Bo sukcesy są głośne. I chcemy o nich mówić. Porażki to coś, co najchętniej ukrywamy przed światem. Warto jednak spojrzeć na nie z innej strony. Jeśli nie ponosimy porażek, niemożliwe jest też osiągnięcie sukcesu. Za każdym wielkim i spektakularnym osiągnięciem, kryją się niepowodzenia. Uczymy się na błędach i wyciągamy z nich wnioski.
Co łączy te wszystkie osoby? Każda z nich odniosła ogromny sukces. Ale ich biografie są dowodem na to, że za każdym takim sukcesem stoi całe mnóstwo porażek i niepowodzeń. To zachęta także dla nas, by zawsze próbować do skutku. Bo jeśli nie uda się trzysta dwa razy, za trzysta trzecim, możemy odnieść sukces.

Jak stawiać granice?
Na tych warsztatach studenci wzięli udział w różnego rodzaj ćwiczeniach, zarówno ruchowych jak i plastycznych, a wszystkie miały na celu uświadomienie jak ważną i przydatną w życiu cechą jest asertywność. Gdy jedno z dzieci stawało pod ścianą i zamykało oczy, a reszta szła w jego kierunku, jego zadaniem było w odpowiednim momencie powiedzieć stop. Po wykonaniu tego ćwiczenia okazało się, że dla każdego z nich był to inny moment. Jedno z nich zatrzymało grupę już w połowie drogi, a inne dopuściło bardzo blisko. Każdy z nas ma inne granice, ale najważniejszym jest, żeby nie pozwolić ich naruszać. Jeśli ktoś ma problem, z tym, że na coś się nie zgadzam, to tylko i wyłącznie jego problem.
Prowadząca chcąc sprowokować jedną z uczestniczek do zaprezentowania, jak nie powinny zachowywać się osoby asertywne, spojrzała w moją stronę i powiedziała: „Zobaczcie tam jest nasza wolontariuszka. Ona jest studentką, a studenci, jak wiadomo, lubią dobre rzeczy. Przyniosła ze sobą fajki, takie cienkie. Maju, skoczymy na fajeczkę? – spytała dziewczynkę stojącą najbliżej. – Z poprzednich grup jeszcze nikt mi nie odmówił.” Trzeba przyznać, że scenka została odegrana idealnie. Na szczęście żaden uczestnik się nie zgodził. Wywołało to nawet ogólną wesołość, bo każdy w porę zorientował się, że to żart. A ja jestem niepaląca jakby co 😁
Ostatnim etapem było wykonanie prac inspirowanych różnymi hasłami, które kojarzą się z asertywnością. Gdy grupy już skończyły zadanie, wymieniły się pracami i każda z grup miała nadać własny tytuł każdej pracy. Wtedy to pojawiło się mnóstwo kreatywnych ale też śmiesznych propozycji. I tak właśnie powstał tytułowy „Człowiek z taśmą". Prowadząca stwierdziła, że to idealny tytuł, bo można go wieloznacznie interpretować.
Muszę przyznać, że od kiedy chodzę na Uniwersytet Dzieci, czyli od trzech lat, jeszcze żadne zajęcia  nie wywołały u mnie tyle śmiechu co te. Dzieci też miały przednią zabawę, a przy okazji nauczyły się ważnych rzeczy.

Niespodzianka z okazji Dnia Wolontariusza
Raz w roku obchodzimy wspólnie nasze święto. Co roku nasze organizatorki wymyślają inną formę tej imprezy. W zeszłym roku byliśmy w parku trampolin, a jeszcze wcześniej w escape roomie. Teraz z kolei przyszła pora na... tor kartingowy. Mimo że kierowca ze mnie średni, to wyścigi przyniosły mi niesamowitą frajdę. Może to jest jeszcze ten czas, żeby coś zrobić w tym kierunku? W pewnym momencie, gdy koleżanka już długo jechała przede mną środkiem nie dając się wyprzedzić, na prostej pocisnęłam gaz, czego skutkiem było zderzenie. Jadąca za nami dziewczyna też w nas uderzyła, tym samym spowodowałam potrójną kolizję. Na szczęście to tylko zabawa i wszystko dobrze się skończyło. Wszystkie żyjemy i mamy się dobrze.
        Po tak emocjonujących zmaganiach nie mogło zabraknąć chwili odpoczynku i oczywiście tortu. Ta część spotkania też zakończyła się pomyślnie – nikt nie ucierpiał 😁

piątek, 6 grudnia 2019

Obsesja różne ma oblicza...

Czy naprawdę powiedziała sobie, naprawdę uwierzyła, że przeszłość już przeminęła? Nigdy nie przeminie, pomyślała. To się nigdy nie skończy. Tych duchów nie da się egzorcyzmować.
I po raz kolejny losy jakiegoś zabójcy skrzyżowały się z jej losami.

Czasami książka przez przypadek trafia w moje łapki i okazuje się, że to był jeden z lepszych wyborów. Tak właśnie było z „Obsesją" Nory Roberts.
Czy może być coś gorszego niż uświadomienie sobie, że mieszkasz pod jednym dachem z potworem?  Naomi miała niecałe dwanaście lat, gdy odkryła tajemnice swojego ojca – takie, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Po tych traumatycznych przejściach już na zawsze będzie innym człowiekiem, niezależnie od tego, jak bardzo chciałaby uciec od przeszłości. Wyprowadza się daleko od rodzinnego domu i kupuje duży dom z pięknym widokiem na wodę. Jest to miejsce wprost idealne dla rozwijania pasji jaką jest fotografia. W jej życiu pojawia się mężczyzna, który może je zmienić na zawsze. I w tym momencie, gdy pozornie udało jej się zacząć nowe życie, przeszłość uderza ze zdwojoną siłą. Bo nigdy nie można jej tak po prostu zostawić za sobą... Prawda?

Promienie słońca rozjaśniają twoje włosy. Światło poranka. Stoisz na sklejce i pracujesz, oświetla cię słońce, a ja czuję, jakby mnie ktoś zrzucił z cholernego klifu. Tak więc nigdzie nie jedziesz, możesz skreślić to z listy.

Naomi jest samotniczką. Spędza dużo czasu na robieniu zdjęć, jest w tym dobra i nieźle zarabia na swojej pasji. Postać głównej bohaterki w dużej mierze wpływa na to jak poprowadzona została narracja – spotkamy tam wiele opisów, które w mojej opinii są w tej książce dużym plusem – ciekawym doświadczeniem było spojrzeć na piękne widoki okiem fotografa, by wydobyć z nich całą głębię.
"Obsesja" to świetne połączenie wątków romansowych i kryminalno–thrillerowych. Jest to ciepła, przyjemna powieść, ale też nie zbyt przesłodzona, bo tego w romansach nie lubię. Naomi i Xander to dwie różne osobowości, które mogą stworzyć ciekawą parę. Ona jest ostrożna i nieufna, bo tego nauczyły ją życiowe doświadczenia. Nikogo nie dopuszcza do tajemnicy, którą nosi w sobie od dzieciństwa, bo uważa, że z jej powodu nie zasługuje na miłość. Ale czy na miłość można zasługiwać lub nie? Xandier to przystojny gitarzysta i lider zespołu. Jeden z tych, co to mogą przebierać w kobietach. Jednak nigdy jeszcze nie był w związku na poważnie. Intryguje go tajemniczość Naomi. Zamierza dowiedzieć się prawdy, choćby nawet była najbardziej bolesna. Co zrobi, gdy mu się uda?
Jednocześnie w tej historii nie brakuje mroku i lęk o życie bohaterów jest ciągle obecny podczas czytania. Jedyne do czego można się przyczepić to to, że akcja jest trochę nierówna. w jednym momencie dostajemy dużo wrażeń, potem przez dłuższy czas niewiele się dzieje, potem znowu czytamy w napięciu i tak w kółko. Zagadka, jaką autorka stawia nam do rozwiązania jest trudna, ale myślę, że co poniektórym uda się domyśleć zakończenia. Mimo wszystko mnie ono usatysfakcjonowało.
Obsesja to genialne studium tego, na ile nasza przeszłość nas determinuje. o zmianach, które zachodzą w człowieku, gdy spotyka go w życiu tragedia i o tym, ile wewnętrznej siły musimy mieć w sobie, by umieć się temu przeciwstawić i zostawić przeszłość za sobą. a także o tym, że nie każdemu to się udaje.
Była to moja pierwsza i z pewnością nie ostatnia powieść tej autorki. z chęcią sięgnę po kolejne jej pozycje. Książka idealnie się sprawdzi podczas długich jesiennych wieczorów. Gdy będziecie mieli ochotę na thriller, ale taki niekoniecznie mrożący krew w żyłach, zmieszany z historią romantyczną w idealnych proporcjach. Po prostu książkę, przy której można się dobrze zrelaksować 😊
Moja ocena: 7/10

Nora Roberts, Obsesja
Ilość stron: 560
Wydawnictwo: Edipresse Książki
           Rok wydania: 2016 

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Langusta jako stan umysłu, czyli krótka rozprawa o tym, jak mierzyć poziom beznadziejności dnia

Każdy z nas ma czasem momenty zwątpienia – w takie dni, gdy nie wszystko idzie po naszej myśli, czy takie, gdy zupełnie nic a nic się nie udaje. Czasami wstajemy lewą nogą, a potem już jakimś dziwnym trafem cała spirala beznadziejnych przypadków nakręca się sama i wszystko wydaje się być przeciwko nam. Jaką macie radę na to, by przerwać ten ciąg porażek i zły dzień przestał być złym dniem? Albo najlepiej by w ogóle się nie zaczął? Co zrobić, aby zły dzień zacząć lepiej? Mam na to kilka sposobów, ale jeden z nich wydaje mi się nie do przebicia.

Czemu Szustak i Langusta na palmie, czyli jak to jest z tą beznadziejnością dnia?
W komentarzach na Languście znalazłam definicję i metodę mierzenia poziomu beznadziejności dnia. Poziom beznadziejności dnia liczony w Szustakach – ile Szustaków dziennie muszę obejrzeć, by dzień stał się lepszy. Sprawdziłam tę metodę doświadczalnie i rzeczywiście coś w tym jest...
Mniej więcej miesiąc temu pisałam o <rekolekcjach>, na których miałam okazję poznać ojca Szustaka. To był ten dzień, od którego poziom beznadziejności liczę w ten właśnie sposób, czyli vlog trzy razy dziennie, a jeśli dzień mam nadzwyczaj ciężki to i więcej. I wiecie co? Nie wiem, jak on to robi, ale to do mnie trafia. Rzeczywiście gdy zaczyna się oglądać ten kanał, człowiek inaczej patrzy na pewne sprawy. Uczymy się zupełnie innego podejścia do życia. Uczymy się cieszyć z małych rzeczy – takich, którym na co dzień nie poświęcamy dostatecznej uwagi. W tym momencie przypomina mi się jak ojciec Adam często przerywa nagranie, zwracając naszą uwagę: "O! Wiewiórka, zobaczcie”, albo innymi podobnymi wstawkami. Im częściej słuchamy, że świat jest czymś niesamowitym, tym łatwej jest nam to pojąć i przyjąć ten punkt widzenia. Podoba mi się też to, że pokazuje on jak w zwykłym codziennym życiu można dopatrzeć się niezwykłych rzeczy. Pozwala odczuć, że wiara naprawdę ma sens, bo Bóg przychodzi do nas codziennie, przez różne sytuacje. Można to podsumować jednym zdaniem –  Langusta to nie tylko kanał na YT, Langusta to stan umysłu 😂

Przestań oglądać głupoty! 
Nie zapomnę jak w jednym z pierwszych odcinków, które obejrzałam, gdy opowiadał o jednej ze swoich podróży, pod koniec wskazał na balkon pełen ludzi, mówiąc, że to jedyne, co powinniśmy zapamiętać z tego odcinka. Kazał oglądającym wyłączyć i odłożyć już te telefony. Rozejrzeć się, kto siedzi obok nas i wyjść do ludzi. Przestańcie już oglądać głupoty". Pomyślałam sobie wtedy – Ale że już? Szustak, jeszcze tylko kilka odcinków i naprawdę odłożę telefon" 😂 Ale potem zdałam sobie sprawę, że ma rację. Ile razy jesteśmy zbyt zajęci tym, co się dzieje w mediach społecznościowych, tak że nie dostrzegamy tego, że obok nas jest drugi człowiek? Być może jest to ktoś, kto potrzebuje pomocy, rozmowy, zrozumienia czy po prostu dobrego słowa, a my często tej drugiej osoby nie zauważamy, bo jesteśmy zbyt pochłonięci własnymi zajęciami czy ekranem smartfona. Warto mieć to na uwadze, bo to drugi człowiek jest najważniejszy. Każdy z nas jest niesamowity. Powinniśmy się tylko otworzyć na innych – na to co myślą i co czują. Każdy z nas ma do opowiedzenia wyjątkową historię. Wystarczy tylko posłuchać.

Takie i wiele innych inspirujących myśli tam znalazłam. Czasami człowiek ma wrażenie, że ten ojciec Szustak, to zna odpowiedź na każde możliwe pytanie. Oprócz kwestii ściśle związanych z religią porusza też mnóstwo innych życiowych tematów. Każdy może tam znaleźć coś dla siebie. Doceniłam go w sposób szczególny, gdy usłyszałam radę co zrobić ze złamanym sercem. Ktoś mógłby powiedzieć, że ksiądz jest ostatnią osobą, która może się wypowiedzieć na taki lub podobny temat… Nic bardziej mylnego. A powyżej jeden z moich ulubionych odcinków – padają tam mocne słowa, które warto zapamiętać i realizować w życiu.

       Lubię treści, które są wartościowe i podczas ich oglądania czy czytania ma się poczucie, że poświęcony na to czas na pewno nie będzie czasem zmarnowanym. Lubię też, gdy można z tego wyciągnąć pewną naukę, czy konkretne przesłanie. Na Languście tak właśnie jest. Oglądam ten kanał już prawie dwa miesiące i jeszcze mi się  nie znudziło. Mało tego – od tej pory nie miałam ani jednego beznadziejnego dnia! 😊