Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 kwietnia 2026

"Gra na antenie", czyli jedno wielkie niewygodne pytanie


"Nie mógł tego zrobić jeden człowiek, prawda? Niespełna trzy godziny i miasto padło na kolana. Jak to w ogóle możliwe?"
Kolejna moja książka J.D. Barkera, po serii Czwarta malpa i Zabójcze pożądanie (o którym jeszcze planuję napisać, bo książka bardzo mi się spodobała). I muszę to stwierdzić - każda kolejna lepsza od poprzedniej. 

O czym to właściwie było? Sama nie wiem, od czego zacząć, tyle się tam zdarzyło, większość w ciągu zaledwie jednego dnia. 

Jordan Briggs słynie z tego, że jest kontrowersyjna i bezkompromisowa. Prowadzi program radiowy, który przyciąga wielu słuchaczy. Pewnego dnia na antenie pojawia się słuchacz, który proponuje grę. Gra to takie eufemistycznie określenie na to, co się wydarzy później... Bernie zadaje niewygodne pytania, wydaje się mieć podsłuchy i kamery wszędzie, co zmusza do bardzo trudnych wyborów. Stawką będzie życie. 

"Nie, widziałeś jej oczy. Widziałeś je za każdym razem, gdy patrzyłeś na swoją żonę, albo na siebie w lustrze. Wierz mi, są takie same. Dzieci to my. Nasza najlepsza część. Kiedy Charlotte opowiada mi kawał, widzę jej ojca. Kiedy się dąsa i upiera widzę samą siebie." 

Ojej, ależ to było wybitne. Naprawdę. Rozsypałam się i ciężko mi się pozbierać. W powieści też sypie się wszystko. Zaczyna się niewinnie, ale im dalej w las, tym ciemniej. To książka z gatunku tych nieodkładalnych. Im więcej przeczytacie, tym więcej niepokoju w Was zasieje. I napięcie będzie rosnąć aż do ostatniej strony. Krótkie rozdziały urywane w decydującym momencie i narracja prowadzona z dwóch perspektyw, ma na to niemały wpływ. Bohaterowie są bardzo realistyczni. Ale wracając do sedna - co się tam właściwie wydarzyło?

Autor w posłowiu określił swoje dzieło mianem literackiego popcornu, nie oczekuje, że dostarczy nam głębokich refleksji, a jedynie rozrywki. Mylił się. Ta książka zmusza do zastanowienia ile człowiek jest skłonny poświęcić dla zemsty. Zemsta może nawet nie mieć granic. Zmusza do przemyślenia, co jest dla nas w życiu najważniejsze - jak wiele znaczą dla nas bliscy, jak daleko możemy się posunąć, by ich ratować, ale też ile mogłaby dla nas znaczyć ich utrata... i czy bylibyśmy sobie w stanie z tym poradzić. Cała ta książka to jedno wielkie niewygodne pytanie. Tyle podpowiedzi z mojej strony, jeśli chodzi o to, czego możecie się spodziewać. A co do samej treści - jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak można wymyślić tak niewyobrażalną historię. Chyba trafiła w moje czułe miejsca, dokładnie tam gdzie powinna trafić. 

Czy warto przeczytać? Nie muszę mówić, że jestem na tak. To nie tylko zwykły thriller. To coś, co może wstrząsnąć też waszym życiem.

Moja ocena 10/10

J. D. Barker, Gra na antenie

Ilość stron: 479

Wydawnictwo: Czarna Owca

Data premiery: 11.09.2024

poniedziałek, 23 marca 2026

Trudne wybory, a raczej "Wybór diabła"

        Oj dawno mnie tu nie było. Chciałam trochę odpocząć od mediów społecznościowych i skupić się tylko na dziecku. Tłumaczyłam sobie, że na pisanie nie ma czasu. Jednak brakowało mi tego bardzo, więc zamierzam już wrócić do regularnego pisania i odwiedzania blogów. Będzie też więcej nowych treści, innych niż dotychczas, ale o tym przekonacie się już z czasem. Recenzje oczywiście będą dalej.

Nocne urojenia mają to do siebie, że znikają o poranku, kiedy powraca najgorszy z koszmarów - rzeczywistość.

        Długo czekałam z przeczytaniem ostatniej części serii kultowej już serii o Kubie Sobańskim. Nie miałam też wobec niej wielkich oczekiwań, w końcu to już dziewiąta część serii, a ile można pisać o jednym bohaterze. Myślałam, że może być trochę nudno, ale jak się okazało niesłusznie.

       Kuba ma na sumieniu już niejedno życie. I choć w pewnym stopniu udało mu się uniknąć konsekwencji, musi się liczyć z tym, że jego czyny nie pozostają bez echa. W tej serii wróci jego dawna znajoma, która dzieli z nim mroczne sekrety i której powrót może być dla Kuby tragiczny w skutkach. Zgłasza się ona do kancelarii Dony Sabinowskiej, dziewczyny Kuby, która nie ma pojęcia o tym, co łączy tych dwoje. Z tego ponownego spotkania po latach nie może wyniknąć nic dobrego. Z kolei na życie Dony też czyha pewien człowiek, którego działania Kuba będzie musiał powstrzymać. W tej części również i sam Kuba będzie bał się o swoje życie...

        Jeśli ktoś już zdążył się polubić z głównym bohaterem, jego mroczną duszą, a raczej jak mawia sam Kuba - jej brakiem - i jego nietypowymi "przygodami", to bez wahania może przeczytać kolejną część serii. Sama przyznaję, że jest w nim coś zwyczajnego, a jednocześnie niezwykłego - jakbyśmy czytali o przyjacielu, którego los nie pozostaje nam obojętny, szli razem z nim tą pokręconą drogą, którą sobie obrał, gdzieś w głębi ducha ciesząc się, że nasza codzienność jest o wiele mniej skomplikowana. 


Moja ocena: 7/10

Adrian Bednarek, Wybór diabła

Ilość stron: 455

Wydawnictwo: Zaczytani

Data premiery: 24.10.2025

piątek, 20 września 2024

Przygód psychopatki cz. 2 - Stella. Oblicza zemsty

Tak, jak obiecałam, spieszę by podzielić się z Wami opinią o drugiej części przygód tytułowej Stelli. Wydaje się, że po tak dobrze poprowadzonej pierwszej części już nic nie może zaskoczyć. A jednak...

Jak sam tytuł wskazuje, ta książka jest przepełniona chęcią zemsty. Pytanie tylko - kto się na kim zemści? Stella, chce się wyprowadzić z rodzinnej Częstochowy, postanawia jeszcze na jakiś czas zostać, bo planuje zemstę na kimś, kogo obwinia za wszystkie swoje dotychczasowe krzywdy i niepowodzenia - to tak nie wchodząc w konkrety, bo za wiele bym zdradziła. Wie jednak z czym to się wiąże, a pobyt za kratkami przeraża ją chyba najbardziej. Pewnego dnia dostaje dość nietypowe "zlecenie". I choć rozsądek każe odmówić, oferowana za nie ilość pieniędzy jest zbyt przekonująca. I tutaj, jak można się spodziewać, zaczynają się schody. Nic już nie jest pewne, sama Stella nie jest gotowa na to, co finalnie ją czeka. A my przekonujemy się, że zemsta może być różnie pojmowana. 

Stella już nie jest wystraszoną nastolatką, pracuje nad morderczymi zapędami i w pewnym stopniu udaje jej się wypracować opanowanie. Staje się troszkę bardziej przewidywalna, ale nie nudna. Choć można się pokusić o stwierdzenie, że druga część nie dorównuje pierwszej, to nadal jest ciekawie.  Pojawia się więcej bohaterów, których musimy rozpracować - w pierwszej części dominowała tylko Stella. Bohaterowie zgotowali nam tak złożoną intrygę, że nie mogłam przewidzieć, jak akcja potoczy się dalej. Choć akcja nie pędzi jak w pierwszej części, to dalej w napięciu czekamy na rozwój wydarzeń. I ciągle coś zaskakuje, gdy już myślimy, że sytuacja jest opanowana. I jak to zwykle w tych thrillerach bywa, na koniec dostajemy mocny akcent i zostajemy rozczarowani, że to już końcówka. Bo w głowie jeszcze pojawiają się pytania. 

Tym razem mogę śmiało powiedzieć, że z książką miło spędziłam czas. Nie jest tak brutalnie jak w pierwszej części (czyżbym liczyła na więcej?), ale i tak mocnych scen nie brakuje. Tym razem wszystko jest bardziej wyważone, spokojniejsze, ale i tak docenicie tę lekturę, bo dzieje się sporo. I na pewno da do myślenia. Kiedyś spotkałam się ze stwierdzeniem, że zemsta jest kobietą. Tu mamy do czynienia z niejedną zranioną kobietą. Czy to nie brzmi jak mieszanka wybuchowa? Przede wszystkim przekonacie się, jak wyrafinowany sposób na odegranie się na swoim przeciwniku może wymyślić człowiek, którego duma, poczucie wartości i wszystko, co było w życiu ważne, zostało mu odebrane. 

Dla fanów thrillerów będzie to kolejna pozycja obowiązkowa. 


Moja ocena: 7/10

Adrian Bednarek, Stella. Oblicza zemsty

Ilość stron: 424

Wydawnictwo: Zaczytani

Data premiery: 10.05.2024

piątek, 13 września 2024

Stella. Narodziny psychopatki - recenzja

Trafiłam na tę książkę w Empiku, buszując w dziale z sensacją i kryminałem i pomyślałam - czemu nie? Wyobraźcie sobie tylko reakcję mojego chłopaka, gdy po siedmiotomowej serii o diable tego samego autora sięgnęłam po książkę "Stella. Narodziny psychopatki"... Ale cóż, czytając Bednarka jeszcze się nie zawiodłam, więc i tym razem spodziewałam się czegoś dobrego. 

Stellę poznajemy w bardzo młodym wieku. Już wtedy wychowuje ją wujek, który dobrodusznie uwolnił ją od pobytu w sierocińcu. Jednak w rzeczywistości nie wszystko jest takie piękne na jakie może wyglądać. Wujek w zamian za dach nad głową i wyżywienie już w wieku piętnastu lat zwerbował ją do prostytucji. Bez skrupułów. Wmawiając, że ta droga będzie dla niej odpowiednia. I kiedy trzeba używając mocniejszych środków przekazu. Pogodziła się z tym, jednak pewnego dnia jeden z klientów namówił ją do czegoś, co otworzyło puszkę Pandory. Od tego momentu Stella będzie mierzyć się z czymś o wiele gorszym niż do tej pory.

Przyglądamy się dziewczynie, która z czasem odsłania nam coraz więcej szczegółów, także że swojej przeszłości. I z każdą stroną coraz bardziej intryguje. Choć nie jest to książka, którą można czytać do poduszki (wiem, przekonałam się, pół bezsennej nocy za mną), to mimo wszystko nie można jej przerwać, zostawić czy cisnąć w kąt i poszukać sobie innej lektury. "Stella" porusza zakamarki duszy, o których nie mamy pojęcia. Patrzymy na tragedię dziecka, która nie pozostaje bez wpływu też na dorosłe życie. Ale nie jesteśmy tam po to, żeby oceniać, co w tym wszystkim było właściwe, co nie, czego można było uniknąć. Zostajemy tylko rzuceni w kołowrotek wydarzeń, których końca nie da się przewidzieć. Czytamy i za każdym razem, gdy sytuacja wydaje się być opanowana dostajemy nową "niespodziankę". Tutaj zdecydowanie nie można narzekać na monotonię. Czasem wręcz miałam wrażenie, że nie nadążam, że tych sensacji jest dla mnie zbyt dużo. A do tego całość napisana jest tak lekko i płynnie, że książkę czyta się bardzo szybko.

Stella to bohaterka z krwi i kości. Choć poznajemy ją od tej najmroczniejszej strony i może się wydawać, że to już na tyle dużo, by stwierdzić, że zna się kogoś dobrze, to jednak zaskakuje na każdym kroku. 

Opisana w tej książce historia jest krótko mówiąc brutalna. Prostytucja nieletniej, morderstwa, intrygi, kłamstwa. Autor nie pozostawia nam żadnych złudzeń czy nadziei na poprawę. Ale i tak najgorsze jest to, co dzieje się w głowie osoby, która mogłaby być rzeczywiście bohaterką takiej historii. Ile mogą się ciągnąć konsekwencje jednego błędu czy zaniedbania? Czy rzeczywiście dostajemy tylko tyle ile jesteśmy w stanie udźwignąć? Czy z każdej chorej sytuacji naprawdę można wyjść? Z tymi pytaniami będziecie zostawieni do samego końca. A żeby było ciekawiej, autor wcale nie spieszy się, by w pierwszej części opowiedzieć wszystko. Dlatego też niebawem pędzę po kolejną. Choć zastanawia mnie co można opisać w kolejnej, gdy pierwsza już rozkłada na łopatki?

Zdecydowanie jest to thriller tylko dla czytelników o mocnych nerwach.


Moja ocena: 9/10

Adrian Bednarek, Stella. Narodziny psychopatki

Ilość stron: 416

Wydawnictwo: Zaczytani

Data premiery: 15.02.2024

piątek, 6 września 2024

Do czego posunie się diabeł, który ma rywala?

"Upalna noc na obrzeżach raju jest gęsta i czarna niczym smoła. Gwiazdy zdają się gasnąć, księżyc ma wyblakłą barwę, latarnie są brudne i zużyte. Wszystko dookoła pożera ciemność, dla niektórych sprzymierzeniec, dla większości wróg"

Pisałam Wam już jakiś czas temu o "Pamiętniku diabła" - obecnie jest to siedmiotomowa seria, którą właśnie zakończyłam i nawiązując do ostatniej przeczytanej przeze mnie części tej serii chcę się podzielić wrażeniami. Kubę Sobańskiego - głównego bohatera poznajemy jako dwudziestodwuletniego studenta i czytając wszystkie części jego przygód spędzamy z nim ładnych kilkanaście lat. Czytając początek nie spodziewałam się, że tak się przejmę jego losem, że kolejne części przełknę w okamgnieniu. I co najważniejsze - ucieszę się perspektywą napisania przez autora jeszcze jednego tomu! 

Najpierw krótkie przypomnienie o czym jest seria. Kuba Sobański - tytułowy diabeł, który choć umiejętnie stwarza pozory normalności, nie może być uznawany za przeciętnego. Poznajemy człowieka, który w młodym wieku zaczyna mordować określony typ kobiet. Niestety wraz z upływem czasu jego mordercze żądze nie stają się zaspokojone. Jak sam stwierdził - nie ma duszy. Kończy studia, rozpoczyna pracę w kancelarii prawniczej i broni ludzi podobnych sobie. Tak poznaje Sonię Wodzińską - dziewiętnastolatkę, którą oskarżono o zamordowanie brata. Ku jego zaskoczeniu, ta relacja nie kończy się wraz z zakończonym procesem - okazuje się, że dziewczyna również ma swoje mroczne oblicze. Staje się powierniczką jego sekretów. 

Przeżywamy wraz z nimi mnóstwo wzlotów i upadków, jednak najciekawiej robi się pod koniec. Mam na myśli ostatni tom - "Pokusę diabła". Kuba zmierzy się z trudnościami, jakich jeszcze nie spotkał na swojej drodze. I będzie musiał użyć całkiem innych rozwiązań niż dotychczas. Jego świat niejednokrotnie zatrzęsie się w posadach. 

"Sytuacja, w jakiej się znajduję, uświadamia mi, że życiu na wolności towarzyszy niezliczona liczba pokus. Właśnie poznałem najgorszą z nich, nietykalną. Powinienem się jej oprzeć, zanim będzie za późno. Nie wiem tylko, czy naprawdę tego chcę. Wolność traci na znaczeniu, gdy nie można sięgać po to, czego pragnie się najbardziej."

Na początku serii miałam mieszane uczucia co do bohaterów. Potem stopniowo się do nich przekonywałam. Na koniec tak się z nimi zżyłam, że z radością przyjęłam wiadomość, że autor ma w planach jeszcze jedną część. Przeżywamy z nimi mnóstwo trudnych momentów. Poznajemy z każdej możliwej perspektywy. Szukamy rozwiązań, niejednokrotnie przeżywając szok czy rozczarowanie zwrotem akcji jaki miał miejsce. O ile w pierwszych tomach jeszcze zdarzało mi się nudzić, to im dalej, tym ciekawiej - sensacja goni sensację. I pod tym względem podziwiam autora. Trzeba nie lada wyobraźni, żeby tak długiej sesji nie zaprzepaścić - wręcz przeciwnie - ciągle zaskakując czytelnika stopniować napięcie, żeby na koniec zostawić z głową parującą od mieszanki skrajnych emocji. 

Jeśli komuś ta lektura odpowiada - naprawdę polecam. Jestem zdania, że jeśli coś jest naprawdę dobre, nie trzeba zachęcać - obroni się samo.


Moja ocena: 9/10

Adrian Bednarek, Pokusa diabła

Ilość stron: 512

Wydawnictwo: Zaczytani

Data premiery: 26.10.2023



czwartek, 2 maja 2024

Czy istnieje zabójca doskonały?


„Gdy zostanie zasiane ziarno paniki i jest regularnie podlewane, bardzo szybko rozrasta się z niego nowa roślina. Wychodowana w ciemnościach na martwej glebie nosi nazwę „paniczny strach”. Taka właśnie roślinka wyrosła w Krakowie i wciąż ma tendencję do rozkwitu. Całe miasto drży w obawie przed kolejnym atakiem Rzeźnika Niewiniątek. W lokalach pojawia się coraz mniej dziewczyn. Większość z nich stała się bardzo niechętna do randek. Boją się bycia wytypowanymi na kolejną ofiarę.”

Dziś chcę Wam opowiedzieć o moim najnowszym odkryciu. Nie jest to co prawda żadna nowość, bo pierwsze wydanie tej książki jest z 2014 roku, ale dwa lata temu książka ­– i cała seria, bo „Pamiętnik diabła” jest wstępem do czegoś większego – dostała drugie życie, bo autor napisał serię na nowo, nieco do niej dodając. Zachęcona opisem sięgnęłam po „Pamiętnik diabła”, połknęłam go w kilka dni w drodze do pracy i z pracy, ale nie usatysfakcjonowało mnie to, więc obecnie czytam już kolejną część i coś czuję, że ta obsesja zostanie ze mną do końca serii. Już wyjaśniam dlaczego.

Kuba wydaje się być zwyczajnym chłopakiem. Ma dwadzieścia dwa lata, piękną dziewczynę, studiuje na wymarzonym kierunku. Jednak to wszystko to tylko pozory. Już na wstępie dowiadujemy się z opisu, że mamy do czynienia z seryjnym mordercą. Kuba chce nas zaprosić do swojego świata i co nieco o sobie opowiedzieć. Czy jesteście na to gotowi?

„Wracając, tryskałem radością. Pierwszy raz od lat nie bałem się niczego i wydawało mi się, że jestem jakby szczęśliwy. W głowie układałem sobie plany na przyszłość. Za rok miałem maturę, później chciałem wyjechać jak najdalej. Zacząć nowe życie. W ogóle nie przypuszczałem, że rodzi się we mnie prawdziwy demon. Diabeł przywłaszczał moją duszę w sposób nad wyraz subtelny.”

Może sam opis brzmi trochę banalnie, ale coś mnie jednak zaciekawiło. Na samym początku miałam mieszane uczucia. Drażniła mnie Julia – dziewczyna Kuby i ich płytkie rozmowy głównie w temacie seksu. Ale nie dałam się łatwo zniechęcić, bo dalej już było lepiej. Sama Julia jak dla mnie nie była zbyt ciekawą postacią w tej książce, ale nie da się powiedzieć, że nie wzbudza emocji, bo taki czytelnik jak ja myśli tylko – ile można mówić o jednym, ten związek jest tak płytki, że pewnie długo nie przetrwa. To tyle jeśli chodzi o dziewczynę głównego bohatera.

Przyjrzę się teraz Kubie. Ze względu na jego relację z Julią na początku traktowałam go z dystansem, ale książka jest jego pamiętnikiem, więc siłą rzeczy zżyłam się z nim w trakcie tej lektury. Można powiedzieć, że jest zabójcą doskonałym. Czytamy o kolejnych zbrodniach, do których się perfekcyjnie przygotowuje, zastanawiając się, czy w końcu zdarzy mu się jakieś potknięcie. W końcu błędy zdarzają się nawet najlepszym. Ale Kuba nie może sobie na to pozwolić. Zaczynamy się też zastanawiać, co go popycha do tak chorych czynów. I długo nie dostajemy odpowiedzi. a gdy się już dowiemy – ta wiedza każe nam spojrzeć na niego z innej perspektywy. Ciężko opisać, co czułam przyglądając się tym, mogę to śmiało powiedzieć chorym akcjom. Bo celem Kuby nie jest tylko pozbawić swoją ofiarę życia. Ale więcej chyba nie mogę zdradzać.

Co do samej fabuły, to nie mam się do czego przyczepić, bo jak już mówiłam wcześniej – zaskoczona byłam, że nie wiadomo kiedy przemknęłam przez te prawie 500 stron. Nie jest monotonnie, ciągle czekamy w napięciu na nagły zwrot akcji. Mnie sam rozwój wydarzeń i w konsekwencji również zakończenie nieźle zaskoczyły, więc na nudę nie będę narzekać.

Możecie się zastanawiać, co autor miał na myśli racząc nas takimi brutalnymi wydarzeniami albo co mają w głowach ludzie, którzy w wolnych chwilach chętnie czytają takie książki. Sama nie wiem, czy kibicowałam Kubie, czy czekałam na jego porażkę. Chyba po prostu przyglądałam się, próbując wyciągnąć wnioski. I podzielę się tym, co mi ta lektura uświadomiła. Przede wszystkim – nasze życie jest krótkie i kruche. Więc musimy je szanować i szanować siebie nawzajem. A druga rzecz – krzywda wyrządzona drugiemu człowiekowi zawsze zbiera okrutne żniwo.  Choć może się wydawać, że nie zrobiliśmy nic złego, czy to była tylko zabawa. Nigdy nie wiemy jak psychika drugiego człowieka sobie z tym poradzi. I nie do końca mam tu na myśli tylko przemoc fizyczną. Bo często też w emocjach mówimy za dużo bez zastanowienia, bądź świadomie krzywdzimy innych swoim słowem.

Książka choć może bardziej na ponure deszczowe wieczory niż na piękną majówkową pogodę to jednak warta jest przeczytania. Naprawdę wywiera wrażenie i pewnie długo nie da o sobie zapomnieć.


środa, 17 kwietnia 2024

Czy w domu Straussów coś straszy?

Chciałabym Wam chociaż kilka słów powiedzieć o ostatnio przeczytanej przeze mnie książce, bo warto zwrócić na nią uwagę, gdy rzuci się Wam w oko w bibliotece czy na półce sklepowej. Wróciłam niedawno do lektury „strasznych” książek, jak już pewnie zdążyliście zauważyć. I tym razem, wbrew zasadzie, by nie oceniać książki po okładce, zdecydowałam się na „Dom Straussów”. Tutaj jednak decydującym kryterium wyboru był również autor. To moja trzecia pozycja Adriana Bednarka i śmiało mogę powiedzieć, że się jeszcze nie zawiodłam. A co tym razem mnie przekonało w jego książce?

        Zarys fabuły niby skądś znajomy – grupa studentów wybrała się na wakacje w malownicze mazurskie okolice – mogłoby się wydawać idealne miejsce na odpoczynek. Ale że gdy wszystko wydaje się być idealne, zawsze coś musi stanąć na przeszkodzie. Najpierw Adam  wpadł na pomysł, by na tydzień odłożyć smartfony. Reszta, jak można się domyślić – niechętnie i protestując – przystała na ten pomysł. W końcu przyjechali po to, żeby przeżyć przygodę, więc od czegoś trzeba zacząć. A jak się potem okaże – czas spędzony bez smartfonów okaże się być dla nich przygodą życia i to nie z powodu ich braku. Co takiego może ich spotkać w tej cichej mazurskiej okolicy, gdzie tylko w sezonie pełno jest turystów? Więcej nie mogę Wam zdradzić.

Nie miałam dużych oczekiwań wobec tej lektury – wręcz przeciwnie – po opisie fabuły trochę się obawiałam, że skończy się rozczarowaniem. Ale na szczęście niesłusznie. Autor nie daje nam się nudzić. Nie zabraknie wrażeń, brutalnych scen i będziecie czytać w napięciu do końca. A na koniec zostawi Was samych z pytaniami w głowie i okaże się, że książka momentalnie się skończyła, a Wy chcecie więcej.

Nie mogę tego zrozumieć, ale powieści Adriana Bednarka mają to do siebie, że nawet, gdy leje się krew i drżymy o życie bohaterów, bo z każdej kartki wieje grozą, to czyta się je lekko i przyjemnie. Mało tego – trudno się oderwać i chętnie się wraca, żeby czytać dalej! Jeśli ktoś lubi taki klimat, to naprawdę warto.



niedziela, 22 sierpnia 2021

Świat mógłby zacząć krzyczeć z przerażenia...

C. J. Tudor dobrze kojarzyłam po lekturze Kredziarza i miałam ochotę na więcej. Zatem naturalnym było, że sięgnę też po Innych ludzi. Nie żałuję, że to zrobiłam.

Czy powinien go oceniać? Wszyscy jesteśmy zdolni do dobra i zła. Niewielu ludzi pokazuje światu swoją prawdziwą twarz. Z obawy, że świat mógłby zacząć krzyczeć z przerażenia.

Gabe wraca samochodem do domu po pracy. W  tylnej szybie samochodu jadącego przed nim widzi blondwłosą dziewczynkę, która bardzo przypomina jego córkę. Ale przecież jego Izzy jest w  domu, bezpieczna – myśli. Nie wiedział, że wtedy zobaczył córkę po raz ostatni... Ktoś dokonał włamania i zamordował jego żonę i córkę. Tak przynajmniej brzmi oficjalna wersja wydarzeń. Ich ciała zostały znalezione na miejscu wydarzeń, więc nikt nie ma wątpliwości. Jednak Gabe popada w  szaleństwo i nie przestaje szukać... W  tym samym czasie inna nieznana mu kobieta – Fran wraz ze swoją córką Alice ucieka przed ludźmi, którzy chcą je skrzywdzić. Czy Gabe też powinien się ich bać?

Fotografie, pomyślał. Od jakiegoś czasu ich nie robili. Nie spędzali razem wielu szczęśliwych chwil, pomyślał z goryczą. (...). Przyszło mu do głowy, że planowali dużo różnych rzeczy. Zawsze myślimy, że nadejdzie inny dzień, inny tydzień, inny rok. Jakby przyszłość była czymś pewnym, a nie tylko kruchą obietnicą.

Mimo że książkę przeczytałam już jakiś czas temu, nie mogłam znaleźć czasu na napisanie recenzji. Mimo wszystko wiedziałam, że muszę to zrobić, bo książka jest warta uwagi.

Autorka oddaje nam w  ręce powieść, która już od pierwszej strony nie daje spokoju. Z perspektywy trójki nieznanych sobie bohaterów poznajemy trzy niepowiązane ze sobą wątki. Pierwszy z nich to Gabe – ojciec, który w  brutalny i najgorszy z możliwych sposobów stracił żonę i córkę. Jego rozpacz przeradza się w  szaleństwo i z uporem maniaka jeździ autem po autostradzie w  poszukiwaniu odpowiedzi na pytania, których z czasem rodzi się coraz więcej. Kolejny wątek to historia Fran i jej córki. Tutaj autorka pozostawia czytelnikowi dużo niedopowiedzeń, by zmusić do poszukiwania rozwiązania. Wiemy, że przed kimś uciekają, ale nie wiemy przed kim i dlaczego. Nie wiemy też, czy jest to w  jakiś sposób powiązane z tragedią, która spotkała Gabe'a. I jeszcze nie wiemy, dlaczego z córką Fran dzieje się coś zadziwiającego i niepokojącego... Jest jeszcze Kate – niepozorna kelnerka w  kawiarni, do której Gabe czasem zajeżdża podczas swojej niekończącej się podróży. Zastanawiamy się, jaką rolę odegra w  tej historii. i jest jeszcze jedna dziewczynka, której historia intryguje, ale na początku niewiele z niej rozumiemy...

Nie mam żadnych zarzutów co do bohaterów. Ich postaci były dosyć wiarygodne i przekonujące. Na tyle, żeby czytelnik z zapartym tchem śledził, co będzie dalej.

Ostatnią rzeczą, która zasługuje na uwagę to język autorki. C. J. Tudor to jedna z autorek, która po prostu pisze fenomenalnie. Szybko się czyta i książkę nie sposób odłożyć, ale język nie jest w  żaden sposób prosty czy banalny. Jej książki po prostu mają to coś. Podoba mi się, że w  narrację często wplata ciekawe, dające do myślenia cytaty.

Czy książka miała wszystko, czego oczekuję od dobrego thrillera? Przede wszystkim od początku wciąga i trzyma w  napięciu. Zmusza do myślenia. Intryguje. A do tego przeraża. Ale nie tak zwyczajnie przeraża jak horror, że na chwilę się przestraszymy, a potem to mija i można zapomnieć. Gdy ją czytałam, bałam się gasić światło na noc...  Ostatnio jestem dość wybredna, jeśli chodzi o thrillery i nie tylko. Inni ludzie to była lektura, do której się skłoniłam po dość długiej przerwie od czytania. Myślę, że się nie zawiedziecie.

Moja ocena: 10/10


C. J. Tudor, Inni ludzie

Ilość stron: 424

Wydawnictwo Czarna Owca

Data premiery: 14.10.2020

wtorek, 13 lipca 2021

Miłość jest tylko o krok od piekła

Musi umazać się krwią i przejść przez piekło. Nie ma innego wyjścia. Piekło to jedyna droga do zrozumienia. Piekło to miłość.

Lubię książki Marcela Mossa, a gdy dowiedziałam się o planowanej premierze "Pokaż mi", już byłam jej ciekawa. Co takiego może kryć się pod pojęciem „thriller erotyczny”? Czyżby to miała być jakaś rewolucja w literaturze?

Łukasz ma wystarczająco dużo problemów w życiu prywatnym jak i zawodowym. Zmiany w firmie, szefowa, która jak mu się wydaje próbuje go zniszczyć i dziewczyna, z którą ostatnio gorzej się dogaduje. Ale takiego obrotu spraw nie mógł się spodziewać. Bo jak mógłby przewidzieć, że niewinna aplikacja na telefon zainstalowana za namową przyjaciela wywróci jego życie do góry nogami? Jakie konsekwencje przyniesie ten jeden nierozsądny krok? Do czego może posunąć się osoba po drugiej stronie ekranu, by osiągnąć swój cel? Co właściwie chce osiągnąć wciągając go w swoją grę, pełną coraz bardziej wymagających zadań? Ile Łukasz może poświęcić nieznajomej kobiecie z aplikacji? I dokąd go te jej zwariowane pomysły doprowadzą? 


Internet to największe zło tego świata. Ludzie z natury są kłamcami, ale ekran oddzielający ich od prawdziwego życia sprawia, że puszczają im wszystkie hamulce. Nabierają odwagi i stopniowo toną w bagnie własnych iluzji.

Zacznę od bohaterów, bo warto przyjrzeć się bliżej Łukaszowi. W powieści przewijają się retrospekcje dotyczące jego dzieciństwa, które jak się okazuje nie było łatwe i przyjemne. Te epizody podsycają napięcie, bo zastanawiamy się jaka w efekcie będzie ich wymowa w tej powieści. I czy Łukaszowi nie przytrafi się coś gorszego niż kiedyś... Na uwagę zasługują też postaci kobiece w tej książce. Jagoda – narzeczona Łukasza – z pozoru poukładana, a przez to do bólu przewidywalna, ale to właśnie Łukasz w niej lubi. Może czuć się przy niej bezpiecznie. I mimo, że jego zachowanie budzi coraz więcej podejrzeń, Jagoda ma do niego pełne zaufanie. Tylko na jak długo jeszcze? Jeszcze jedna postać kobieca była przekonująca, ale nie mogę o niej za wiele opowiedzieć, żeby nie zdradzić za dużo fabuły.

Po opisie fabuły nie spodziewałam się czegoś wybitnego, ale spotkało mnie miłe zaskoczenie. Książkę czytało się szybko i z dużym zainteresowaniem przewracałam kolejne strony, bo czułam, że autor szykuje coś niesamowitego na sam koniec. Zakończenie rzeczywiście jest piorunujące. Zaś cała historia daje dużo do myślenia. Jest przede wszystkim przestrogą, by uważać na swoje kroki w sieci, bo tam nic nie ginie. Nigdy nie wiemy, kto jest po drugiej stronie i jakie ma wobec nas zamiary. Zaś jeden nieprzemyślany krok może rozpętać piekło...

Myślę, że książka jest warta uwagi. Ani chwili się nie nudziłam, a przy okazji wymowa historii jest świetną przestrogą na obecne czasy, w których każda nasza aktywność w cyfrowym świecie jest monitorowana.

Moja ocena: 7/10


Marcel Moss, Pokaż mi

Ilość stron: 381

Wydawnictwo: Filia

Data premiery: 3.06.2020

czwartek, 27 maja 2021

O randce z Oskarem słów kilka

(...) nie ma czegoś takiego jak szczęśliwe zakończenie. Są jedynie próby radzenia sobie z kolejnymi dramatami.

Pewnie zastanawiacie się, skąd taki tytuł, gdy mam zamiar pisać recenzję. Gdy zapowiedziałam na moim Instagramie, że końcu dorwałam tę książkę i mam zamiar napisać recenzję, autor życzył mi udanej randki z Oskarem. A dzisiaj właśnie podzielę się pikantnymi szczegółami dotyczącymi tej randki.

Przez długi czas nie mogłam się zabrać za czytanie żadnej książki. Aż do momentu, gdy na półce w bibliotece zobaczyłam „Obsesję" i nie mogłam się powstrzymać.... Chciałam ją przeczytać już gdy pojawiła się zapowiedź. W trakcie czytania okazało się, że jest to druga cześć serii o przygodach Oskara, ale nie przeszkadzało mi to w lekturze. Natomiast niedługo będzie miała miejsce premiera trzeciej.

Co byście czuli, gdyby wasza ukochana osoba nagle odeszła? Albo, co gorsze, została brutalnie zamordowana na waszych oczach? Konsekwencje dla psychiki mogą być odczuwalne jeszcze na długo po takim zdarzeniu. A w przypadku naszego bohatera – ciągle dawać o sobie znać. Nie tylko on odczuwa swój ból – stanowi również zagrożenie dla innych. Szczególnie dla młodych, ładnych dziewczyn o blond włosach i turkusowych oczach. Gdy już taka wpadnie w jego ręce, to jedno jest pewne – nie będzie z nią dobrze. Oskar siedem lat temu opuścił klinikę psychiatryczną pod warunkiem, że będzie regularnie chodził na spotkania z psychiatrą. Swojej pani doktor nie darzy sympatią, wręcz przeciwnie – myśli, co zrobić, by móc zakończyć te sesje. Ile zła może spowodować jeden nieszczęśliwy człowiek, którego miłość jest silniejsza niż śmierć? Jak długo może trwać taki stan?  Czy możliwe jest normalne funkcjonowanie po traumie? Czy może jednak obsesja będzie ciągle wygrywać?

Luiza nie była gotowa i choć jej nagość wywoływała we mnie silne podniecenie, musiałem się powstrzymać. Nie chciałem, żeby wzięła mnie za gbura, który rzuca się na nią od razu, tylko dlatego, że coś nas kiedyś łączyło. Zdobycie jej ciała było sprawą drugorzędną. Najpierw musiałem ponownie zdobyć jej duszę.

Muszę przyznać, że mam mieszane odczucia co do tej lektury. Pewnie dlatego, że jest to kontynuacja serii i nie mogłam przyjrzeć się bohaterowi od początku tej historii. Jednak moim zdaniem jego konstrukcja nie jest dość przekonująca. Oczekiwałam, że bardziej wczuję się w jego postać, sama poczuję się jak obsesyjny porywacz i zrozumiem jego motywację. Tymczasem Oskar mnie nieco irytował i nie mogłam wejść do jego głowy. Wiedziałam tylko tyle, że nic poza Luizą się nie liczy. Swojej obsesyjnej i trudnej miłości jest gotów podporządkować wszystko. Zupełnie nie zważał na konsekwencje. Zachowywał się lekkomyślnie, choć był profesjonalistą w swoim „fachu".

Sam pomysł na fabułę zasługuje na pochwałę. Sięgając po powieść, której głównym bohaterem jest psychopatyczny pisarz, spodziewałam się, że będzie to coś oryginalnego. Tak też było, choć książka nie spełniła do końca moich oczekiwań. Zachowanie Oskara było w dużej ilości przypadków przewidywalne, co czyniło lekturę nieco monotonną. Choć było kilka momentów, kiedy jego plany wymykały się spod kontroli i wtedy robiło się naprawdę ciekawie. Również zakończenie mnie zaskoczyło pozytywnie. A na sam koniec dostajemy taki zwrot akcji, że chciałoby się od razu sięgnąć po kolejną część... Mimo że przez całą powieść moje uczucia co do Oskara były ambiwalentne, na koniec naprawdę zaczęłam się o niego niepokoić. I muszę wiedzieć, co będzie w kolejnej części.

Warto wspomnieć, że uwielbiam styl autora. Jest to już kolejna jego książka, a i tym razem się nie zawiodłam. Mimo ciężkiej tematyki czyta się szybko i przyjemnie. Nie brakuje również poczucia humoru.

Książkę polecam, jeśli ktoś lubi thrillery. Z pewnością nie będzie to zmarnowany czas.

Moja ocena: 6/10


Adrian Bednarek, Obsesja (t.2)

Ilość stron: 541

Wydawnictwo: Novae Res

Data premiery: 2.09.2020

środa, 30 grudnia 2020

Gdy rozum śpi, budzą się potwory

W ciemności czai się zło. Podobno. Niektórzy puszczają w obieg te bzdury, wierząc, że licho budzi się ze snu. Czasem (...) zastanawiam się, czy ja też jestem zła. Ciągnie mnie do ciemności, ryzyka, niebezpieczeństwa.

Po bestsellerowym thrillerze „Bliżej, niż myślisz”, wiedziałam, że będę chciała sięgnąć po kolejną książkę Ewy Przydrygi. Jedyne, co wywoływało we mnie wątpliwości to ta przerażająca okładka. Nie wiedziałam, czy podołam tak mocnej lekturze, jaka się zapowiadała. Jednak po przeczytaniu kilku stron już przepadłam i nie było odwrotu.

Ada miała bardzo trudne dzieciństwo. Ojciec, którego często nie było w domu, kłótnie rodziców i matka popadająca w alkoholizm. Chciała jedynie uchronić przed takim losem swoją młodszą siostrę, którą bardzo kochała. Niestety nie udało się. Mała doświadczyła traumy, która położyła się cieniem na jej psychice i została tam na zawsze. Ada ze swoją paczką bawi się w dość niebezpieczną grę w wyzwania. Wszystko to powodowane jest potrzebą kontroli, a jednocześnie zapomnienia o codzienności, która ją przytłacza. Nie przewidziała jednak, że na pozór niewinna gra może doprowadzić do śmierci.

Lena, druga bohaterka podobnie jak Ada zmaga się z przeszłością. Pewien incydent na wystawie jej prac powoduje, że w jej głowie rodzą się pytania. Poszukując na nie odpowiedzi nieświadomie naraża się na niebezpieczeństwo. Dokąd zaprowadzi ją ta rozprawa z przeszłością? 

Bardziej niż człowiekiem czuję się teraz zaszczutym zwierzęciem. Ranną sarną, która ledwie i tylko na chwilę wyślizgnęła się z sideł kłusownika. Wkrótce i tak przyjdzie czas, wkrótce i tak trzeba będzie ją dobić.

Ciężko będzie mi opowiedzieć o tej książce, bo rzadko się zdarza taka, która tak mi się podoba, że nie mam jej nic do zarzucenia. Ale zacznijmy od początku. Autorka i tym razem stworzyła interesujące bohaterki i to aż dwie. Do tego podobało mi się poruszenie w książce problemu trudnych relacji rodzinnych. Czasami rodzice nawet nie zdają sobie sprawy jak takie – na pozór tylko niedociągnięcia – rujnują dziecku psychikę. Brak poczucia bezpieczeństwa, ciągłe kłótnie, alkoholizm rodziców, zdrady i przede wszystkim brak opieki i czasu dla dzieci. Na przykładzie bohaterek jest to idealnie opisane.

Akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach – w latach 90. i obecnie. Gdy zacznie się czytać, już nie sposób się oderwać. Choć tematyka nie jest lekka, to czyta się płynnie, bo język jest przyjemny i lekki. Zaczyna się niewinnie. Z czasem dowiadujemy się więcej o bohaterkach i atmosfera się zagęszcza, a pytań pojawia się coraz więcej. Niesamowite jak autorce udało się na tyle godzin przyciągnąć moją uwagę, choć przyznam, że ostatnio mam trudny czas, jeśli chodzi o czytanie. Wraz z bohaterkami próbujemy dopasować do siebie kawałki układanki, ale ciągle mamy wrażenie, że jakiegoś brakuje. Dopiero pod sam koniec, czeka nas finał w wielkim stylu. Muszę przyznać, że zakończenie zrobiło na mnie mocne wrażenie.

Co jeszcze mogę dodać? Dobra książka obroni się sama. Polecam każdemu, kto pragnie odrobiny tajemnicy, dreszczyku emocji i dobrze spędzonego czasu z książką.

Moja ocena: 10/10

Ewa Przydryga Miała umrzeć

Ilość stron: 320

Wydawnictwo: Muza

Data premiery: 14.10.2020


wtorek, 8 grudnia 2020

Co się czai w cieniu zła?

Nie mogłem pozbyć się tej uporczywej myśli. To nie było racjonalne, ale w życiu zdarzają się takie chwile, kiedy wiemy, że to, co się właśnie dzieje, ma ogromne znaczenie. Niedługo wszystko się zmieni i będę żałował, że nie zrobiłem tego, co do mnie należało.

Nie było opcji, żeby po przeczytaniu „Szeptacza” nie sięgnąć po drugi thriller Alexa Northa. Dokładnie rok po głośnej premierze debiutu autora, ten zaserwował nam nową porcję wrażeń. Plotki głosiły, że jeszcze lepszą. Co jeszcze mnie przekonało do tej lektury, to motyw snów, na którym jest oparta. Lubię go, ale rzadko się pojawia w książkach. Od kiedy zobaczyłam zapowiedź wiedziałam, że nie odpuszczę, póki nie dostanę książki w swoje ręce, jak na rasowego łowcę thrillerów przystało.

Paul przez dwadzieścia pięć lat nie odwiedzał rodzinnej miejscowości. Miał ku temu powody. Gdy w końcu się na to decyduje, pamięć o przeszłości wraca ze zdwojoną siłą. Co takiego wydarzyło się w mrocznej, prawie opustoszałej już dzielnicy, gdy był jeszcze dzieckiem? Dlaczego nikt nie chce kupować nieruchomości w tej miejscowości? I jaką tajemnicę skrywa las zwany Cieniem, który budzi w nim grozę już samym swoim widokiem? Nie tylko las. Na drzwiach jego domu pojawiają się czerwone ślady dłoni. Matka, która umiera, mówi rzeczy, od których włosy jeżą się na głowie. Zaś wokół czuć obecność czegoś nieuchwytnego, a jednocześnie złowrogiego. A wszystko to, przez niewinną zabawę z dzieciństwa...

Było cicho. Uznałem, że to dom rozciąga swoje stare kości po upalnym dniu i przygotowuje się do nocnego wypoczynku. Może przeczuwał, co zamierzam zrobić, i wiedział, że już niedługo się stąd wyprowadzę, zamknę drzwi na klucz, a on zostanie sam?

Książka mimo kilku słabych stron naprawdę mi się podobała. Jak już zdążyliście pewnie przeczytać to, co najbardziej sobie cenię w thrillerach i horrorach, to tło wydarzeń. Tutaj autorowi niesamowicie udało się je stworzyć. Mała miejscowość nieopodal lasu, prawie wyludniona. Brzmi znajomo? Niekoniecznie. Choć może kojarzyć się z innymi horrorami, to tutaj miejsce akcji i atmosfera jaką autor stworzył były niepowtarzalne. Dało się odczuć niepokój i grozę sączące się do serca z każdą przeczytaną stroną. Trudno powiedzieć, co na to wpływa, ale wraz z rozpoczęciem lektury zostajemy wessani do tego mrocznego miejsca, gdzie dzieją się rzeczy niewytłumaczalne, krew tężeje w żyłach,  a ratunku próżno szukać.

Po przeczytaniu kilkunastu początkowych stron byłam rozdarta. Bardzo chciałam ją odłożyć, ale tylko dlatego, że naprawdę bałam się czytać dalej. Jednocześnie chciałam czytać dalej i ciekawość okazała się silniejsza. Znacie to uczucie?

Dalej akcja trochę zwolniła. Powoli przemieszczamy się wraz z bohaterami poszukując odpowiedzi na trudne pytania – Skąd się biorą czerwone plamy na drzwiach? Kto krąży po okolicy i dopuszcza się zbrodni ze szczególnym okrucieństwem? Co mają one wspólnego z wydarzeniami sprzed kilkunastu lat? Gdzie podział się chłopak, którego ciała do tej pory nie odnaleziono? I jeszcze wiele innych. Od czasu do czasu czeka Was niezbyt miła niespodzianka. I cały czas będziecie drżeć o życie. Jesteście gotowi, by podjąć to wyzwanie?

Jedyne, co mi się nie podobało w tej lekturze, to to, że momentami do akcji wkradała się monotonia. Zaczynało się kluczenie między wydarzeniami mało istotnymi, które zdawały się niewiele wnosić do fabuły. I napięcie przestawało być odczuwalne. Ale kto wie, może to celowy zabieg? Tylko cisza przed burzą, po której serce stanie Wam w gardle?

Miał rację ten, kto napisał, że ta lektura będzie ucztą dla fanów opowieści z dreszczykiem. Książka bezwzględnie obowiązkowa dla fanów thrillerów. A może i ktoś, kto chce spróbować nowego gatunku też się skusi? Tylko ostrzegam, okładka z kościstą dłonią w nocy wygląda upiornie, lepiej nie kusić losu i nie trzymać jej na widoku…

Moja ocena: 7/10

 

Alex North, W cieniu zła

Ilość stron: 411

Wydawnictwo: Muza

Data premiery: 28 października 2020

poniedziałek, 24 lutego 2020

Niektórych odpowiedzi lepiej nigdy nie poznać

Gdy przeczytałam jej wiadomość, zrozumiałam, jak złym jesteś człowiekiem. Czas najwyższy, żebyś się przekonała, jak twoje błędne decyzje z przeszłości zrujnowały życie niewinnych ludzi.
Po przeczytaniu „Nie odpisuj” nie miałam wątpliwości, że sięgnę po „Nie patrz”, czyli kontynuację świetnego thrillera. Dużo też od niej oczekiwałam. Czy zatem druga część utrzymała poziom?
Ewa jest psychoterapeutką. Na co dzień pomaga swoim pacjentom, ale żaden z nich nie wie, że ta kobieta skrywa pewną mroczną tajemnicę. Poza Martą. To ona odzywa się do niej w najmniej spodziewanym momencie. Ewie wydaje się, że udało się jej zostawić przeszłość za sobą. Marta przypomina o pewnym nagraniu i szantażuje ją zmuszając do pomocy w poszukiwaniu rozwiązania zagadki pewnej śmierci, która nastąpiła w tajemniczych okolicznościach. Ewa nie mogła przewidzieć, że jej udział w tym szalonym śledztwie odsłoni karty, których wolałaby nigdy nie poznać.
     Wydaje mi się, że historia zatoczyła krąg. Jakkolwiek bardzo byśmy się starali, nasze dorosłe życie jest w całości ukształtowane przez wydarzenia z dzieciństwa. Mogę próbować o tym zapomnieć albo przekształcać wspomnienia na mniej bolesne. Mogę starać się wyprzeć prawdę i wmawiać sobie, że pewne wydarzenia nie miały miejsca. Ale to wszystko nic nie da. Doświadczyłem tylu upokorzeń ze strony ludzi, że dziś czuję się bezwartościowy.
„Nie patrz” to kontynuacja losów dwóch bohaterek z pierwszej części i kilku nowych, którzy pojawiają się dopiero teraz. Mamy tu duży przekrój wiekowy – pojawiają się zarówno nastolatkowie – Nina i jej paczka, jak i ludzie dorośli – ojciec jednego z bohaterów – Wojciech Tarnowski, Adam i jego żona Klaudia, którym w małżeństwie się nie układa, oraz Ewa i Martyna, które łączy pewien niechlubny sekret.
Ta historia jest złożona i pełna zawirowań. Fabuła jest bardziej rozbudowana niż w pierwszej części, znacznie więcej się dzieje. Czyta się z zapartym tchem i momentami robi się naprawdę gorąco. Zakończenie zaś zupełnie nie do przewidzenia, choć nie do końca mnie usatysfakcjonowało – jakoś ciężko było mi je sobie wyobrazić.
Co do samego stylu pisania – zwięźle i rzeczowo, czyta się szybko i przyjemnie. Bardzo polubiłam styl tego autora.
Muszę jednak przyznać, że pierwsza część bardziej do mnie trafiła i zrobiła większe wrażenie, a także zostawiła po sobie pewien mocny przekaz. Tutaj owszem dzieje się więcej, ale trochę się to wszystko rozmywa – bohaterów jest więcej, u każdego coś się dzieje i czułam pewien przesyt. Przeżywamy tyle mocnych scen, że trudno to ogarnąć i jakoś sensownie sobie ułożyć w głowie.
Nie raz zatrzymywałam się na chwilę, by nieco odetchnąć. I zastanawiałam się, dlaczego to, co się tam dzieje, jest tak „popaprane”. Śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach czy może morderstwo? Psychoterapeutka angażująca się w najbardziej szalone śledztwo, jakie można sobie wyobrazić. Romanse nawiązujące się tam, gdzie ich się zupełnie nie spodziewamy. Małżonkowie, którzy nie radzą sobie ze sobą nawzajem. I jeszcze kilka innych rzeczy, których zdradzać nie będę. Gdyby ktoś mnie zapytał, co tam się właściwie działo, powiedziałabym, że właściwsze byłoby pytanie: „czego tam nie było?” Ale czy to właśnie nie jest idealny obraz tego, co się wokół nas dzieje? Ta historia to najlepszy dowód na to, jak nieprzewidywalne potrafi być życie i jak w jednej chwili problemy potrafią zwalić się człowiekowi na głowę.
Książkę jako całość oceniam bardzo dobrze. Czytelnicy, którzy lubią być zaskakiwani i doświadczać mocnych wrażeń będą usatysfakcjonowani. A ja z niecierpliwością czekam na więcej 😊
Moja ocena: 8/10

Marcel Moss, Nie patrz
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 29.01.2020

poniedziałek, 3 lutego 2020

Internet to najgorsze miejsce do poszukiwań wsparcia

Nie rozumieją, że internet to najgorsze miejsce do poszukiwań wsparcia. No, chyba że ktoś jest masochistą i nie widzi problemu w wystawianiu się na zmasowany atak rozwścieczonych hejterów. Ludzi, którzy nienawidzą wszystkiego. Siebie, innych, całego świata. Nienawidzą swojego istnienia, ale jednocześnie nie mają odwagi, by ze sobą skończyć. Gardzą tymi, którzy coś osiągnęli, którym się powodzi. Brzydzą się cudzym szczęściem, złorzeczą i plują jadem.
Gdy zobaczyłam tę książkę z polecajką Magdy Stachuli na okładce już wiedziałam, że nie spocznę póki nie dostanę jej w swoje ręce. Debiutancka powieść Marcela Mossa niedługo potem całkowicie opanowała Instagram, a teraz również głośno o jego drugiej powieści – "Nie patrz", którą już planuję upolować. Sama nie wiem, czego spodziewałam się po tej książce, ale na pewno nie tego – przeszła moje najśmielsze oczekiwania.
Martyna prowadzi na Instagramie profil Chcę Się Zwierzyć. Setki ludzi wysyłają jej swoje historie szukając u niej wsparcia, ale często spotykają się jedynie z falą hejtu. Pewnego dnia Martyna dostaje tak intrygującą wiadomość, że postanawia na nią odpowiedzieć. Gdyby wiedziała, jakie skutki będzie mieć ta decyzja... Kilku bohaterów i kilka poplątanych historii, które splatają się za sprawą tej niefortunnej wiadomości.

– Daję ci szansę na zmniejszenie strat. Możesz przeprosić i zachować się jak chociaż namiastka mężczyzny, którym nigdy nie byłeś i nie będziesz. Możesz też odmówić, ale wtedy gwarantuję ci, że zamienię twoje życie w piekło.
– Jakbyś już tego nie zrobiła – mruczę.
– O nie, kochany. Ty jeszcze nie wiesz, co to jest prawdzie piekło.

Trudno opisać o czym jest ta książka tak, by nie zdradzić za dużo. Ale wyobraźcie sobie najgorsze możliwe patologie, jakich możecie doświadczyć, zebrane w jednym miejscu. I nie mówię tu tylko o zdradach, przemocy, chorych relacjach w małżeństwie. Tutaj dzieje się tyle, że włos się na głowie jeży. Na początku obawiałam się, że będzie to jakaś tania historyjka o tym, żeby uważać na ludzi z internetu, czyli coś, co każdy z nas słyszał już nieskończoną ilość razy… Nic z tych rzeczy. Choć tak, temat hejtu internetowego i w ogóle niebezpieczeństw, jakie wynikaja z nierozsądnego korzystania z sieci, w tym głównie portali społecznościowych, też zostały poruszone. Ale podejście do tematu było ciekawe.
Duży plus należy się za postaci bohaterów. Z każdą stroną byłam nimi coraz bardziej zafascynowana. Każdy z nich ma swoje słabości, nie da się ich wpasować w żaden schemat. Nie można określić kto jest tam lepszy, a kto gorszy, kto jest krzywdzonym, a kto krzywdzącym. Bo gdy już jesteśmy blisko wydania swojego osądu, wtedy następuje nieoczekiwany zwrot akcji. W tej historii niczego nie można być pewnym. Może jedynie tego, że z każdą kolejną przeczytaną stroną trudniej będzie się oderwać 😁Gdyby nie to, że robiłam konieczne przerwy na naukę, przeczytałabym ją jednym tchem.
Autor ma niesamowitą zdolność poruszania czytelnika. Perypetie bohaterów przeżywałam, jakbym czytała o ludziach, których dobrze znam. Jednym współczułam i serce mi się krajało, gdy razem z nimi przechodziłam przez to, czego doświadczali, innych szczerze znienawidziłam, uznając, że zasługują na miano potworów. Ale okazało się, że potem zaczęłam współczuć nawet potworom… Tutaj nic nie jest czarno–białe. I takie książki lubię najbardziej.
Dawno nie przeczytałam takiego thrillera. Ośmielę się nawet powiedzieć, że takiego jeszcze nie było. Ale „Nie odpisuj” to książka, która trafi nie tylko do fanów thrillerów. Przyda się każdemu. Tak ku przestrodze.
Moja ocena: 9/10

Marcel Moss, Nie odpisuj
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 4.09.2019

piątek, 17 stycznia 2020

On wrócił i chce się bawić...

Wydaje nam się, że chcemy poznać prawdę, ale w rzeczywistości interesuje nas tylko ta wersja, która nam pasuje. Taka już jest ludzka natura. Zadajemy pytania i mamy nadzieję, że usłyszymy odpowiedzi, które chcemy usłyszeć. Problem w tym, że prawdy nie można sobie wybrać. Prawda ma to do siebie, że po prostu jest. Można jedynie dokonać wyboru, czy w nią uwierzyć, czy nie.
Są takie książki, do których długo nie możemy się przekonać. Ale są i takie, które raz zobaczone w Empiku nie dają spokoju, dopóki się ich nie weźmie i nie przeczyta. „Kredziarz" należy do tych drugich właśnie. Taka miłość od pierwszego wejrzenia. Czy ta książka spełniła moje oczekiwania?
Ed ze swoimi kolegami i koleżanką ma specjalny szyfr, który zna tylko ich paczka. Gdy chcą sobie przekazać wiadomość, rysują ludzki kredą. Każdy uczestnik zabawy ma swój kolor. Ale pewnego dnia pojawiają się ludziki w kolorze, którego żadne z nich nie miało. Jedna zbrodnia goni drugą. Ludzki rysowane kredą to ich zapowiedź. Ed coraz częściej widzi nie tylko kredowe ludziki, ale też inne niepokojące rzeczy. Pytań pojawia się coraz więcej, ale odpowiedzi nie. Niektóre odpowiedzi będzie im dane poznać dopiero po upływie czasu. Niestety nie będą one takie, jakich by się spodziewali...
Nikt nie jest przygotowany na śmierć. Na jej ostateczność. Jesteśmy przyzwyczajeni do kontroli na własnym życiem. Wydaje nam się, że możemy je przeciągnąć w czasie. Ale ze śmiercią nie ma żadnych targów. Żadnych rozpaczliwych próśb, żadnego odwołania do wyższej instancji. Śmierć to śmierć i to ona trzyma w garści wszystkie atuty. Nawet jeśli uda się ją oszukać, drugi raz na ten sam blef się nie nabierze.
Gdy tylko zaczęłam czytać, zauważyłam, że Kredziarz jest podobny do „Szeptacza”, czy raczej odwrotnie, bo to Kredziarz powstał pierwszy. Jest to powieść utrzymana dokładnie w takim klimacie jaki lubię. I choć tutaj nie drżałam za każdym razem, gdy podczas mojego czytania ktoś niespodziewanie wchodził do pokoju, to i tak było dość niepokojąco. Potwornie. A nawet, co bardzo mi się spodobało - groteskowo. Narrator jest niezwykle bystrym i inteligentnym człowiekiem, niejednokrotnie czyni różne ciekawe spostrzeżenia, które na długo mogą utkwić w pamięci. Znalazłam tam mnóstwo cytatów, które sobie zapisałam, jeden z nich szczególnie mnie urzekł i pozwolę sobie go przytoczyć, bo jak żyję, to z takim zdaniem się jeszcze nie spotkałam – „Wielebny Martin wyglądał tak, jakby twarz miała mu się zsunąć z czaszki" Moim zdaniem opis idealnie pasujący do sytuacji, która miała miejsce w książce 😂 Ale oszczędzę Wam spoilerów.
Książka jest utrzymana w przyjemnym stylu. Gdy zaczyna się czytać, ciężko jest się oderwać. Jak już wspomniałam, pytań pojawi się dużo i każdy kolejny rozdział przynosi nową zagadkę. W tej książce nie ma miejsca na nudę. Trzeba jedynie uważnie czytać, bo wydarzeń jest dużo i zdarzało mi się trochę tam gubić.
Pod koniec akcja trochę siada, a zakończenie... Czegoś mi tam zabrakło. Takie bez fajerwerków i efektów specjalnych. Po prostu poznajemy odpowiedzi na pytania, których w trakcie akcji pojawia się mnóstwo. Chociaż była jedna scena, która mnie zupełnie rozłożyła na łopatki. I chociażby dlatego warto było przeczytać.
Co mi przyszło do głowy po przeczytaniu tej książki? Myślimy, że za każdą tajemniczą zbrodnią czy złem stoi potwór. Jakiś bliżej niezidentyfikowany obiekt, który może nie mieć nic wspólnego z tym światem. Ale uważajcie - najstraszniejsze jest to, że każdy potwór może mieć ludzką twarz. To może być ktoś, kto jest wśród nas. Bo przecież nigdy do końca nie poznamy ludzi, którzy nas otaczają.
Moja ocena: 7/10
  
C. J. Tudor, Kredziarz
Ilość stron: 382
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2017

piątek, 22 listopada 2019

Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę, szeptać zacznie ktoś wieczorem...

Nie był jednak pewien, czy strach" to właściwe słowo. Strach dotyczy zawsze czegoś konkretnego, na przykład boisz się, że zostaniesz zbesztany albo ukarany, tymczasem Jake czuł się jak ptak, który nie miał gdzie wylądować. Od samego rana wydawało mu się, że dziś wydarzy się coś złego, nie wiedział tylko co i dlatego nie chciał, żeby tata wychodził dziś wieczorem z domu.
Od momentu ogłoszenia premiery już wiedziałam, że chcę przeczytać Szeptacza". Jeszcze dwa miesiące przed premierą, zanim rozpętała się szeptaczowa burza i książka całkowicie opanowała Instagram, podejrzewałam, że to może być niezłe. Choć o samej treści niewiele było jeszcze wiadomo, zapowiadało się intrygująco i książki wyczekiwałam z niecierpliwością przez pół wakacji. Czy rzeczywiście okazała się godna tego medialnego rozgłosu?
W Featherbank grasuje porywacz dzieci. Koszmar sprzed dwudziestu lat powraca do miasteczka, gdy sześcioletni Neil ginie bez śladu podczas samotnego spaceru do domu. Niedługo potem jego ciało zostaje znalezione tam, gdzie widziano go po raz ostatni. Podobno wszystko kończy się tam, gdzie się zaczęło. Czy zagrożone jest życie kolejnych dzieci? Jake i jego ojciec w ciszy nasłuchują, czy ktoś nie szepcze za oknem... Chłopiec, który zawsze był wrażliwy i nieco odstawał od rówieśników zaczyna coraz bardziej niepokoić swoim zachowaniem. Czy zasłonięte okna i drzwi zamknięte przed zmrokiem mogą być dostateczną ochroną przed potworem?

Opowiem ci o panu Nocy, o chłopcu mieszkającym w podłodze, o motylach i małej dziewczynce ubranej w dziwną sukienkę.
No i rzecz jasna o Szeptaczu.
To nie będzie łatwe i zdaję sobie sprawę, że powinienem zacząć od przeprosin. Przez te wszystkie lata twierdziłem, że nie ma się czego bać. Próbowałem ci wmówić, że nie istnieją żadne potwory.
Wybacz, ale kłamałem.

Ta historia jest zaproszeniem do miasteczka, w którym grozę budzi szepczący pod oknami podstępny morderca. W pewnym domu w Featherbank poznacie nie tylko błyskotliwego siedmiolatka, który niejednego oczaruje swoją erudycją, ale też… chłopca mieszkającego w podłodze. I przede wszystkim potwory, bo to o nich jest ta historia. Krzywdzenie niewinnych chłopców budzi w nas najgorszą odrazę. Czy ktoś, kto jest skłonny skrzywdzić dziecko, nie zasłużył sobie na miano potwora? Pytanie brzmi – kim lub czym on jest?
  W tej historii jednak potworów jest wiele. Autor opowiadając tę historię konfrontuje nas z takimi potworami, z którymi zmagamy się na co dzień i które siedzą w nas  – własne słabości, niszczący brak wiary we własne możliwości, alkoholizm, przemoc w rodzinie, stres, problemy w relacji ojca z synem. Czy życie nie byłoby prostsze, gdybyśmy dostawali i dawali innym wystarczająco dużo miłości? Choć głosy i szepty zza okna zwiastujące zło mogą niepokoić, najstraszniejsze są te, które dochodzą z naszej głowy. Głosy, które mówią, że jesteśmy do niczego, a życie jest bezwartościowe. Głosy, które prowadzą do autodestrukcji. Lubię książki, które poza tym, że są kawałkiem naprawdę dobrej roboty i dostarczają rozrywki na poziomie, przekazują też pewną prawdę o ludziach i świecie. W Szeptaczu" tego nie brakowało.
  Autor od samego początku nie zostawia nam ani chwili wytchnienia. Od razu rzuca nas w wir wydarzeń. Mamy kilka ciekawych wątków i do samego końca z niepokojem przewracamy kolejne strony. Świetnie dawkuje nam napięcie, by pod koniec doprowadzić nas niemal na skraj wytrzymałości. Gdy już zaczynamy myśleć, że wszystko jasne i nic nas nie zaskoczy, książka zaskakuje nas w sposób jakiego najmniej się spodziewamy. To wszystko, co mogę powiedzieć, by nie zepsuć Wam przyjemności z czytania.
        Zadziwiające jest to jak autor potrafi grać na emocjach. Choć przez większą część lektury będziemy się bać, to są momenty w których się wzruszycie, uśmiechniecie czy będziecie współczuć bohaterom. Są oddani tak przekonująco, że czujemy się jakbyśmy przeżywali ich dramaty razem z nimi. Jest to dla Szeptacza" niewątpliwie duży plus. Językowo książka też mi się podobała. Styl jest dość oszczędny, nie ma tam dużej ilości rozbudowanych opisów, ale precyzja opisu i przede wszystkim lekko się czyta.
        Dlaczego jestem na tak? Lubię thrillery, ale też nawiedzone horrorowe klimaty i rosnące napięcie. Lubię też książki, które dają do myślenia. W „Szeptaczu" wszystko to, co lubię, było wymieszane w odpowiednich proporcjach. Zapewniam Was, że nie uda Wam się spokojnie zasnąć dopóki nie doczytacie do końca. Pamiętacie jak zaczęłam tworzyć listę książek, które mogą zmienić życie? Znalazł się na niej „Sklepik z marzeniami” S. Kinga. Teraz wędruje tam „Szeptacz”. Czytacie na własną odpowiedzialność. Ale zanim to się stanie mam dla Was jedną przestrogę. I nie chodzi mi tylko o to, byście uważali, czy drzwi są zamknięte. Choć to też. Jest jednak coś o wiele ważniejszego. Gdy już wciągnięcie się na dobre... nie zapomnijcie o oddychaniu 😁
Moja ocena: 10/10

Alex North, Szeptacz
Ilość stron: 480
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 16.10.2019

czwartek, 26 września 2019

Historia miłosna, która zmrozi krew w żyłach

Odrazą napawało go pojęcie normalności propagowane przez wieczorne seriale telewizyjne. Nie potrafiłby się w nie wpasować. Rzeczywistość nie idzie na ustępstwa. A kiedy wreszcie nabrał pewności siebie, w jego życiu pojawiła się Clarice i wniosła w to życie trochę sensu – albo inaczej: zniszczyła sens, który sam sobie stworzył.
Gdy w moje ręce trafiła „Dziewczyna w walizce”, długo się nie zastanawiałam. Elektryzujące tempo, szokujące zwroty akcji i niespodzianki, niektóre przeznaczone dla ludzi o mocnych nerwach – tak obiecująco zapowiadały lekturę opisy na okładce. Raphael Montes to utalentowany brazylijski pisarz, a „Dziewczyna w walizce”, jego druga powieść na prośbę matki miała być historią miłosną. Trzeba przyznać, że jest to bardzo nietypowa historia miłosna…
Theo nie do końca rozumie wzorce postępowania, które obowiązują wśród ludzi. Zawsze czuł się wyobcowany, inny. Studiuje medycynę, a za swoją najlepszą przyjaciółkę uważa Gertrudę, która jest... ciałem zmarłej, na której studenci przeprowadzają praktyki. Kiedy na przyjęciu spotyka Clarice, która zaskakuje go swoim niefrasobliwym podejściem do życia, pustkę w jego życiu zaczynają wypełniać myśli o niej. Gdy jednak dziewczyna nie okazuje mu dostatecznego zainteresowania, postanawia nakłonić ją do zmiany zdania. Nawet za wszelką cenę. Do czego może być zdolny i jak się skończy ta historia?
Przystawiła sobie rewolwer do głowy i oparła się o ścianę, aby się nie wywrócić. Bardzo się trzęsła. Pistolet ciążył jej w dłoni, zupełnie jakby zaskoczyła ją jego masywność. Spoglądała na Tea z diabolicznym wyrazem twarzy, a on odpowiedział spojrzeniem pełnym niezrozumienia i żalu. Bez namysłu pociągnęła za spust.
Lubię książki, w których postaci bohaterów są przekonująco wykreowane. Gdy mogę przeżywać historię razem z nimi i z ciekawością obserwować ich kolejne kroki. Tutaj zdecydowanie czegoś mi zabrakło. Styl był dość oszczędny i opisy niezbyt rozbudowane. Samych bohaterów ani nie polubiłam ani nie znienawidziłam, tacy przeciętni. Theo zachowuje się dziwnie, czym niejednokrotnie wywoływał moją dezaprobatę, ale o to w tej powieści chodziło. Poznajemy sylwetkę młodego człowieka, którego czyny trudno przewidzieć i który, co śmiało można stwierdzić z każdą kolejną kartą powieści staje się coraz bardziej niebezpieczny dla otoczenia.
Tę historię traktowałam trochę z przymrużeniem oka. Opisane tam wydarzenia wydają się tak nieprawdopodobne, że trudno mi uwierzyć, by mogły wydarzyć się naprawdę. Niemniej jednak sam pomysł na fabułę jest bardzo oryginalny – tego nie można autorowi odmówić. Jest w niej kilka mocnych scen, które zmrożą Wam krew w żyłach. Historia szokuje, daje do myślenia i zapamiętuje się ją na długo. Po jej przeczytaniu, jeszcze długo siedziała mi w głowie i zastanawiałam się, czy w efekcie skończyła się dobrze, czy źle. I co by było gdyby wydarzenie przybrały taki, a nie inny obrót. Czym tak naprawdę jest miłość? Czy można zawładnąć człowiekiem tak, by zmusić go do miłości? Czy przeznaczeniu trzeba pomagać? I jak daleko jesteśmy skłonni się posunąć, gdy coś układa się nie po naszej myśli? Na te wszystkie pytania będziecie mieli okazję poszukać odpowiedzi podczas tej lektury.
Z tej historii płynie też dla nas pewna przestroga. Należy uważać na ludzi, których spotykamy na naszej drodze. Nawet przypadkowa znajomość może mieć nieprzyjemne, czy nawet tragiczne w skutkach konsekwencje.
Choć mam co do tej książki mieszane uczucia, to uważam, że warto się z nią zapoznać. Oprócz tego, że zmusza do myślenia i długo zostaje w pamięci, to czyta się ją przyjemnie i szybko. Polecam, jeśli macie ochotę na coś innego, co Was zaskoczy i zupełnie namiesza w głowach.  
Moja ocena: 6/10

Raphael Montes, Dziewczyna w walizce 
Ilość stron: 356 
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2016

wtorek, 9 lipca 2019

Historia, która wywraca życie do góry nogami – „Dziewczyna kłamcy"

           Catherine Ryan Howard, Dziewczyna kłamcy
           Ilość stron: 336
           Wydawnictwo: Świat Książki
Data premiery: 24.04.2019

Po rozliczeniu się z biblioteką i przeczytaniu książki zabranej na ostatnie dni pobytu w Olsztynie, który spontanicznie się przedłużył, mój mózg znowu zaczął odczuwać brak pożywienia jakim są książki (czasami zaczynam zastawiać się, czy to normalne 😂) Tym razem zdałam się na panią w księgarni. Gdy po przejrzeniu kilku propozycji poleciła mi „Dziewczynę kłamcy", a ja wzięłam tę książkę do ręki już wiedziałam, że to będzie to 😊
Szukałam dobrego thrillera psychologicznego i ta książka miała takim być. Opis na okładce i zamieszczone tam opinie innych autorów dodatkowo podsyciły moją ciekawość, więc długo nie czekałam z zabraniem się za lekturę. Pojawiła się też obietnica niezwykłego zwrotu akcji na końcu. Czy moje oczekiwania zostały spełnione?
Pewnie wielokrotnie zastanawialiście się jak to możliwe, że osoba która dobrze znamy, z którą spędziliśmy tak dużo czasu, że jesteśmy pewni, że wiemy o niej wszystko, okazuje się być kimś zupełnie innym. Jak dobrze jest nam dane poznać drugiego człowieka? A może niektóre tajemnice na zawsze pozostaną tajemnicami?
„– Czemu to zrobiłeś?
Zadawałam sobie to pytanie przez ostatnie dziesięć lat i miałam je na ustach, odkąd weszłam do tego pokoju. Nie planowałam mu go zadać, ale poczułam podświadomie, że to było motorem napędowym mojego przyjazdu do Dublina. Nie słuszna sprawa i pomoc policji, tylko dowiedzenie się, dlaczego zrobił coś takiego.
Pięć razy.
A po każdym z tych razów przychodził do mnie i mówił, że mnie kocha. Przekonywał mnie, że tak jest. Że potrafi.
Kłamca."
Skąd Alison mogła wiedzieć, że chłopak, którego  poznała na studiach i spędzała z nim każdą wolną chwilę, zostanie oskarżony o pięć morderstw i skazany na dożywocie? Czy ktoś, kto co dzień mówi, że kocha, może być zdolny do tak strasznego czynu? Po dziesięciu latach morderca znad kanału powraca i zbiera kolejne ofiary. Policja poddaje zatem w wątpliwość czy mordercą rzeczywiście jest ten, który został skazany, czyli Will, chłopak Alison. Przecież były dowody, które jednoznacznie na to wskazywały, a sam oskarżony przyznał się do winy. Co jest prawdą, a co fałszem w ten zagmatwanej historii?
Byłam zachwycona już na samym początku. Książka wciąga od pierwszych stron, a styl autorki sprawia, że czytanie jest bardzo przyjemne. Napięcie, opisy, emocje bohaterów, wszystko zmieszane i podane w idealnie wyważonych proporcjach. Narracja jest ciekawie prowadzona, przeplatana retrospekcjami oraz krótkimi, niepokojącymi fragmentami opisującymi poczynania zabójcy. Przenosimy się do Dublina, gdzie w każdej chwili w wodach kanału przylegającego do ulicy może zginąć kolejna dziewczyna, ale jedyne co nam pozostaje to obserwowanie powolutku rozwijającej się akcji.
Pod koniec byłam trochę znudzona, a zakończenie, które miało być nie lada zaskoczeniem... Faktycznie było dobre, ale po takich zapowiedziach spodziewałam się czegoś, co by mnie naprawdę wbiło w fotel. A tutaj czegoś mi zabrakło. Może gdyby nie te zapowiedzi, które wskazywały na obiecujące zakończenie, faktycznie byłoby ono większym szokiem.
Mimo wszystko nie zniechęcam. Uważam, że powieść pani Howard to naprawę godna polecenia i wartościowa pozycja, a także prawdziwa gratka dla fanów gatunku. Czyta się przyjemnie, historia jest ciekawa i trzyma w napięciu. Podczas czytania przez długi czas myślałam, że ocenię ją wyżej, ale i tak jestem z niej zadowolona. Mam chęć na więcej od tej autorki, choć jak na razie „Dziewczyna kłamcy” to pierwsza z jej książek przetłumaczona na język polski. Styl, w jakim książka była napisana bardzo przypadł mi do gustu. Lekki, przyjemny, a jednocześnie doskonale wyważony. Lepiej zacznijcie czytać, gdy wygospodarujecie dużo wolnego czasu, bo książkę ciężko odłożyć 😁
Moja ocena 8/10