Człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. To tak, jakby aktor grał przedstawienie bez żadnej próby. Cóż może być warte życie, jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym? Dlatego życie zawsze przypomina szkic. Ale nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic to zawsze zarys czegoś, przygotowanie do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, to szkic bez obrazu, szkic do czegoś, czego nie będzie.
Moje zaliczenia już zbliżają się ku końcowi. W sesji zostały mi tylko dwa egzaminy, a przy tym mnóstwo wolnego czasu. Tak mi się przynajmniej wydaje, ale czy na pewno będzie go aż tak dużo?
Nie wiem jak Wy, ale ja mam ciągłą manię planowania. Gdy okazuje się, że mam jakiś dzień wolnego, wymyślam sobie tyle różnych rzeczy do zrobienia, że ten czas wolny tak naprawdę przestaje być czasem wolnym, a staje się napiętym grafikiem, z którego każdy punkt trzeba zrealizować na czas. No bo przecież czas wolny trzeba wykorzystać maksymalnie. Muszę zrobić zakupy, z kimś się spotkać, posprzątać, iść na zajęcia dodatkowe czy koncert... Można by tak wymieniać i wymieniać. W efekcie z tego dnia wolnego niewiele czasu zostaje na to, żeby tak zwyczajnie usiąść i się ponudzić. Pomyśleć o niebieskich migdałach, albo zwyczajnie wyłączyć się i nie myśleć o niczym.
Myślę, że taka chwila zatrzymania się i refleksji zawsze jest ważna i potrzebna. Bo zaczynamy żyć dopiero wtedy, gdy nadamy naszemu życiu sens i kierunek. A nie zrobimy tego ciągle dokądś biegnąc, bardzo często nie zastanawiając się nawet dokąd. Może warto zastanowić się do czego to, co robimy teraz, doprowadzi nas za kilka lat? Gdzie chcielibyśmy wtedy być?
Zauważyłam, że z tej ilości wolnego czasu, jaka pozostaje, dużo pochłaniają media społecznościowe. Biorę telefon do ręki tylko po to, żeby coś sprawdzić, a odkładam go po godzinie albo dwóch zła, że zmarnowałam tyle czasu na nicnierobienie. Ale przecież musiałam sprawdzić, co słychać na Instagramie, blogu i Facebooku, obejrzeć nowe filmiki na YouTubie, poczytać wiadomości z ostatniej chwili. Musiałam? Przecież nic nie może mnie ominąć. Przywiązujemy do tych wszystkich informacji taką wagę, jakby od nich zależało nasze życie. Tymczasem nawet jeśli internetu albo prądu zabrakłoby na kilka dni, nie stałoby się zupełnie nic. Wszystko byłoby dalej na swoim miejscu.
W jednej z książek, które ostatnio przeczytałam, bohaterowie znaleźli się w takiej właśnie sytuacji. Uwięzieni w domku na zupełnym odludziu, kilkanaście kilometrów od najbliższego sklepu, zasypani śniegiem, bez prądu i możliwości kontaktu ze światem. Jedyne, co mieli, to porządne zapasy jedzenia. Bez tego na pewno nie udałoby się przeżyć. Za to bez telefonów się udało i całkiem dobrze sobie poradzili. A nawet wpadli na kilka ciekawych pomysłów, które zapewne by się nie pojawiły, gdyby nie to, że przez kilka dni byli skazani na nudę. Nie raz myślę, co by było, gdyby mi się przytrafiło coś podobnego. Może to mogłoby zupełnie odmienić życie? Czas na nudę jest bardzo ważny, bo wtedy do głosu dochodzą różne ciekawe myśli.
Zdjęcie zrobione jeszcze przed świętami, gdy wracałam z uczelni. Teraz już nasze Kortowo nie wygląda tak uroczo, bo jest szaro, ponuro i pada deszcz. Na szczęście już niedługo się to zmieni
Co cudownego wydarzyło się dzisiaj w Olsztynie? 6 stycznia to jedyny taki dzień poza Kortowiadą, gdy wstrzymana zostaje komunikacja miejska, a ludzie wychodzą na ulice, by razem świętować. Tylko raz w roku jest okazja, by wyruszyć w Orszaku trzech króli, dlatego jest to dla mieszkańców wielkie wydarzenie i gromadzi tłumy. Są jednak i tacy, którzy mają mniej entuzjastyczne podejście do tego pomysłu.
Szłam w orszaku czerwonym, który wyruszał spod kościoła Matki Bożej Saletyńskiej w Olsztynie. Przewodził mu król Baltazar na koniu. Towarzyszył nam już podczas mszy siedząc pod ołtarzem. Ksiądz zażartował, że nasz Baltazar to nie poganin, bo nawet przyjął komunię świętą. Przed mszą ksiądz zachęcał, żeby się poprzebierać w czerwone stroje, żeby nasz orszak nie okrył się hańbą jako ten najgorszy i najsłabiej ubrany. Ja nie musiałam, bo kurtkę i tak miałam w odpowiednim kolorze. A nawet i rękawiczki. I tym razem nawet wygodne buty.
Okazało się jednak, że nasz orszak wcale nie okrył się hańbą, bo jako pierwsi dotarliśmy na miejsce spotkania, czyli pod budynek ratusza, zaś trasę do przejścia mieliśmy najdłuższą ze wszystkich trzech, bo prawie dwa i pół kilometra. Nie pytajcie jak to się stało – to kolejny z cudów tego dnia. A tak na serio to dlatego, że mszę mieliśmy godzinę wcześniej i wyruszyliśmy pierwsi.
Gdy wracałam, byłam świadkiem dość nieprzyjemnej rozmowy na przystanku autobusowym. Dwóch panów, z których jeden uczestniczył w orszaku, a drugi był przeciwnikiem tego wydarzenia. Stwierdził, że nie widzi w tym wszystkim najmniejszego sensu. Oświadczył, że nie wierzy, bo Boga nie ma. Gdyby był, nie wydarzyłaby się tragedia w Australii i wiele innych. Gdzie jest w tych wszystkich wydarzeniach Bóg? Myślę, że na to pytanie każdy indywidualnie powinien znaleźć odpowiedź. Aczkolwiek smuci mnie trochę, że pada ono w takim kontekście i że ten pochód, w którym trudno dopatrzyć się czegoś złego spotyka się z tak negatywnymi komentarzami, również w internecie. Moim zdaniem jest coś pięknego w tym wspólnym chodzeniu, przebieraniu się i śpiewaniu kolęd. A nawet jeśli komuś się to nie podoba, to po co od razu komentarze w stylu: „kościół wyprał im mózg”? Uważam, że każdy ma prawo do własnych przekonań.
Dzisiaj tak krótko, bo już powoli przestawiam się na tryb „student przed sesją” (kilka zaliczeń w tygodniu i kilka projektów do zrobienia, w dodatku wszystko na raz), co w praktyce oznacza ogromny deficyt czasu. Ale gdy tylko znajdę chwilę, nadrobię zaległości 😉 Trzymajcie się!
Przez tę krótką chwilę mając nadzieję, że tak będzie
Tego wieczoru, raz w roku
Nawet dla wędrowca jest miejsce gotowe
Szkoda, że to wszystko
Dzieje się tylko raz w roku
Już lada chwila święta. Mnóstwo przygotowań po to, by móc zobaczyć pierwszą gwiazdkę i zasiąść przy wigilijnym stole. W ten jeden wieczór w roku wszyscy się jednoczymy i wszystko jest inne. To w ten wieczór jak w żaden inny towarzyszy nam nadzieja, że będzie lepiej. Że wszystko się naprawi, a problemy uda się rozwiązać. Przynajmniej większości z nas towarzyszy ta nadzieja. Ale nie dla wszystkich święta są czasem nadziei i miłości. Nie każdy jej doświadcza tak jak powinien. Niedawno na Kortowie miało miejsce dramatyczne wydarzenie. Studentka z sąsiedniego akademika skoczyła z okna po tym jak krzyczała, że nienawidzi ludzi i woli rozmawiać z duchami. Miało to miejsce około pierwszej nad ranem. Wtedy spałam, ale moja współlokatora słyszała zabierającą ją karetkę.
Usłyszałam o tym, gdy wróciłam z wigilii w wolontariacie. Po tym jak podzieliłam się ze znajomymi opłatkiem, zaśpiewaliśmy kolędy i zdążyłam już poczuć nadchodzące święta. Jak się okazuje nie dla wszystkich będą to radosne święta. Co może skłonić człowieka do tak ostatecznej decyzji? Jak zwykle reagujemy na takie wydarzenia? Mi nie chciało się w to wierzyć. Gdy słyszymy o tragediach, które rozgrywają się gdzieś daleko, jest to pewien szok, ale nie uderza nas tak mocno jak w sytuacji, gdy coś złego dzieje się zaraz obok. Sąsiadka. Może mijałam ją gdzieś w sklepie czy na ulicy. Potrzebowała pomocy i nikt tego nie zauważył? Dlaczego tak się stało?
W pewien sposób mnie to doświadczenie zmieniło. Od teraz inaczej patrzę na otaczających mnie ludzi. z większą życzliwością. Każdy z nas przeżywa swoją wewnętrzną walkę. Choć zgrywamy twardzieli i nie lubimy o tym mówić, każdy w mniejszym lub większym stopniu przeżywa życiowe trudności. Nie oceniajmy innych zbyt łatwo. Nawet jeśli kogoś nie lubimy, jest inny czy irytujący, postarajmy się po prostu to uszanować. Nie zdajemy sobie sprawy jak nasze postępowanie może wpłynąć na innych. Mamy moc budować, ale też niszczyć. Słowa mogą kogoś zranić, dotknąć. Nie warto nikomu utrudniać tej życiowej walki.
Z jednej strony nadchodzące święta, wigilia na której podzieliłam się opłatkiem z ludźmi, którzy są dla siebie życzliwi, a zaraz potem dowiaduję się o tragedii, która wynika z czegoś zupełnie przeciwnego. Z niedostatku miłości. A tego w święta nikt nie powinien odczuć. Otwórzmy się na innych, by każdy mógł poczuć się kochany. Nikt z nas nie powinien zostać sam w tym trudzie codziennego życia. Bądźmy dla siebie przyjaciółmi nie tylko od święta. Może właśnie sąsiad bądź sąsiadka czuje się tak bardzo samotna, że rozważa odebranie sobie życia?
Na koniec chcę Wam życzyć, by te święta przyniosły dobro, radość i miłość. Żeby nikt z nas nie czuł się samotny.
Klimat świąt często czujemy jeszcze na długo przed świętami. W sklepach świąteczne ozdoby pojawiają się bardzo wcześnie. Ale w Olsztynie jedynym i słusznym zwiastunem świąt jest Warmiński Jarmark Świąteczny. Wtedy to nasza Starówka gromadzi tłumy ludzi, którzy wspólnie słuchają czytanych bajek, jedzą różne przysmaki i rozmawiają. Można też kupić świąteczne pamiątki i inne drobiazgi. W tym roku na jarmarku nie tylko udało mi się zobaczyć Mikołaja z prawdziwego zdarzenia. Widziałam też znikający papier toaletowy, znikającego pana Wojciecha i inne niesamowite zjawiska. Byłam też świadkiem przykrej sytuacji.
Niby nic szczególnego, ale jednak jest coś niesamowitego w tym wspólnym chodzeniu, świątecznych dekoracjach. Nie wiem jak Wy, ale ja wtedy już czuję się magię nadchodzących świąt. Co magicznego mają w sobie święta? Lubię w nich to, że ludzie są dla siebie bardziej życzliwi. Każdy z nas stara się być lepszy, na swój własny, może nie zawsze skuteczny sposób, ale już w samym staraniu się jest coś, co daje nadzieję. Może przez takie małe rzeczy w świecie będzie dziać się mniej zła? Warto od tych małych rzeczy zacząć. Od obdarowania innych. Nie tylko prezentami świątecznymi – prezenty to jedynie symbol. Jest jeszcze wiele innych rzeczy, które możemy rozdać innym.
Cytując mojego ulubionego klasyka, dawanie siebie innym to postawa serca, której powinniśmy się nauczyć. Nasze serca powinny być skierowane nie ku sobie, ale ku innym i nastawione na ich potrzeby. A teraz moje ulubione przykłady – czy wchodząc do autobusu nie siadasz, a najpierw myślisz, czy ktoś inny może bardziej potrzebować miejsca siedzącego? Czy idąc rano do sklepu po dwie bułki i pasztetową, próbujesz chociaż zagadać do pani sprzedawczyni? Często nie przywiązujemy wagi do takich drobiazgów. Może gdybyśmy postarali się o takie drobnych gesty, łatwiej byłoby nam osiągnąć rzeczy wielkie? Postarajmy się o taką postawę nie tylko w święta, ale i na co dzień. Niewiele trzeba, by podarować innym trochę dobra. Tak trudno jest znaleźć Mikołaja, ale o wiele prościej kogoś, kogo można obdarować. Może to jest właśnie odpowiednia pora, byśmy i my zostali Mikołajami? Bądźmy takimi Mikołajami, którzy nie tylko od święta chcą dawać innym dobro.
Oprócz Mikołaja na jarmarku zobaczyłam też pokaz iluzji, który zaprezentował iluzjonista Maciej Pol. Pokazane zostały zarówno, standardowe sztuczki jak i te mniej znane. Do tej pory jest dla mnie zagadką, jak temu panu udało się przekroić na pół skrzynię z kobietą w środku. Chyba nigdy się tego nie dowiem. Tego nie udało mi się nagrać, ale pozostałe znajdują się poniżej.
Znikający papier toaletowy i Pan Wojciech
Zepsuty parasol babci
Teleportacja królika
Sztuczka z ukręcaniem głowy
Kobieta znikająca w skrzyni
Gdy wracałam, byłam świadkiem awantury w barze z kebabem (tak, dobre, co polskie, ale kebab jednak jest bezkonkurencyjny). Z jednej strony nadchodzące święta, świąteczny jarmark i ludzie, którzy starają się być dla siebie życzliwi, a zaraz obok mężczyzna wygrażający sprzedawcy w barze z kebabem za to, że o dwanaście złotych za dużo pobrał mu z karty. Sprzedawca mówił tylko po angielsku i ciężko było im dojść do porozumienia, ale po co od razu dajemy się ponieść emocjom? Po co te groźby i kłótnie? Każdy z nas zasługuje na szacunek.
Na koniec jeszcze pochwalę się Wam, że już dostałam najlepszy możliwy prezent i to nie tylko na święta. Wysłałam recenzję „Szeptacza” na konkurs organizowany na Instagramie. Pięć osób mogło zgarnąć wszystkie thrillery i kryminały, które ukażą się nakładem Wydawnictwa Muza w 2020 roku. Długo potem jeszcze zbierałam szczękę z podłogi, gdy przeczytałam meila, że jednym z tych szczęśliwców będę ja😁
Czy też lubicie świąteczne jarmarki? Co Wam się najbardziej kojarzy ze świętami?
Gdy dowiedziałam się, że Tymek będzie dawał koncert w naszym olsztyńskim Andergrancie, już wiedziałam, że nie może mnie tam nie być. Ostatnio w radiu było o nim głośno i choć to nie do końca mój muzyczny klimat, to jego piosenki są rozpoznawalne i jak już wpadną w ucho, to ciężko się od nich uwolnić 😃 Chciałam usłyszeć na żywo ten zachrypnięty głos, który już od dłuższego czasu nieodłącznie mi towarzyszy.
Jego najbardziej kojarzona piosenka to „Język ciała". To pierwsza piosenka z jego repertuaru, po usłyszeniu której zainteresowałam się twórczością tego rapera. Nie sposób powiedzieć, dlaczego piosenki Tymka są tak chwytliwe. Może to to niespotykane dotąd podejście do tematu, które od razu można z nim skojarzyć. To właśnie jedna z tych piosenek, które przychodzą większości z nas do głowy na hasło „Tymek".
Moja ulubiona z jego piosenek to „ Poza kontrolą" Też często można ją usłyszeć na antenie. Energia, która przez nią przemawia jest niesamowita.
Było ich jeszcze kilka. Zawiodło mnie jednak to, że koncert trwał dość krótko. i nie wybrzmiały wszystkie piosenki, które spodziewałam się usłyszeć. Mimo wszystko cieszę się, że miałam okazję w nim uczestniczyć. Od tego głosu nie sposób się uwolnić 😊
Choć piosenki Tymka nie do końca są w moim guście, to szanuję go za to, że udało mu się stworzyć kawałki tak rozpoznawalne i unikatowe, a przez to wyróżnić się spośród innych przedstawicieli tego gatunku i to w niedługim czasie, bo swój pierwszy album wydał w roku 2017.
Okrągła sześćdziesiąta Kortowiada miała być wyjątkowa. Choć nie byłam do końca usatysfakcjonowana doborem gwiazd zaproszonych na Górkę Kortowską, to było parę zespołów, których występ koniecznie musiałam zobaczyć na żywo. Spodziewaliśmy się niesamowitych wrażeń. Czy rzeczywiście takie dostaliśmy? Skłamałabym, gdybym powiedziała, że tak nie było. Zaprawdę powiadam Wam: takiej Kortowiady świat jeszcze nie widział. Przed Wami opowiadanie o Kortowiadzie, której nie sposób zapomnieć i poradnik ku przestrodze dla przyszłych jej uczestników.
Czwartek
O czwartkowej Paradzie Studentów ulicami Olsztyna pisałam już wcześniej. Przeczytacie TUTAJ
W czwartek miały miejsce też coroczne wybory Miss Wenus i noc folkowo-szantowa.
Piątek
Drugiego dnia zaczęły się już koncerty na Górce. W piątek usłyszeliśmy tam takich wykonawców jak SB Maffija, Sławomir, Tabu, Enej, Grubson, Daria Zawiałow, AronChupa & Little Sis Nora, Dj Hazel.
Na pierwszych dwóch koncertach byłam, choć to nie do końca mój klimat.
Sławomira miałam już okazję widzieć wcześniej, więc nie spodziewałam się większego zaskoczenia, ale to, co się tam działo podczas koncertu przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zresztą zobaczcie sami tę deszczową imprezę. Muszę przyznać, że nawet dobrze się bawiłam 😂
Po przerwie nie udało mi się już wrócić pod samą scenę. Bardzo się starałam, ale moje obuwie okazało się niewystarczające na te warunki. Plac wokół Górki Kortowskiej stał się ogromną błotną kałużą, a dostanie się pod samą scenę wydawało się być zbyt ryzykowne. Eneja i Grubsona posłuchałam tylko ze szczytu Górki Kortowskiej. „Mimo świata który, kocha i rani nas dzień w dzień,
Gdzieś na szczycie góry, wszyscy razem spotkamy się”
Cóż, przynajmniej piosenka Grubsona „Na szczycie nabrała dla mnie w ten sposób nowego wymiaru, gdy słuchałam jej ze szczytu kortowskiej „góry” 😁
Sobota
Ostatni dzień koncertów był zdecydowanie najlepszy. Tym razem nauczona doświadczeniem wcześniej zaopatrzyłam się w kalosze. Nie było to jednak prostą sprawą, bo nagle wszyscy uczestnicy Kortowiady wpadli na ten sam pomysł. Przez to we wszystkich marketach w Olsztynie, w których były one dostępne, sprzedaż wzrosła do tego stopnia, że ledwie udało mi się kupić ostatnią ich parę, w dodatku dwa rozmiary za małą😂 Po zakończeniu koncertów przekonałam się, że warto było poświęcić czas na ich szukanie i wydać pieniądze, bo to, co działo się na tym pełnym błota kawałku Kortowa było tak niesamowite, że aż brak mi słów, by to opisać.
Sobotnie występy rozpoczął koncert Kękę, potem usłyszeliśmy Palucha.
Najbardziej czekałam jednak na koncert zespołu Myslovitz, Maryli Rodowicz i Wilków. Na Górce tego dnia wstąpił też Organek, którego wcześniej nie znałam, a także Cleo i C-BooL.
Z piosenek Myslovitz moja ulubiona i chyba jedna z najlepiej znanych to „Długość dźwięku samotności".
Lubię wszystkie ich kawałki. Są w większości dość ponure i refleksyjne, ale w każdym jest coś wyjątkowego. Mówią o życiu takim, jakie jest ono naprawdę. Chociażby w tej piosence:
Gdy na scenę weszła Maryla Rodowicz, deszcz już przestał padać. Od razu, gdy tylko pojawiła się na scenie, porwała do tańca wszystkich ludzi obecnych na Górce Kortowskiej.
Jak to sama określiła:
"Jest Kortowiada
A co tam jakieś Rio
Damy takiego czadu
Że w piekle się nie śniło"
I rzeczywiście - daliśmy takiego czadu, że to sześćdziesiąta Kortowiada, chyba pozostanie najlepszą Kortowiadą wszech czasów 😊
Ludzie skakali, tańczyli, a przy wolniejszych kawałkach robili fale i widać było wszystkie ręce w górze. Sama po sobie się nie spodziewałam, że zacznę robić fale i wykrzykiwać razem z Marylą słowa piosenek. Te kawałki mają już tyle lat, a dalej są aktualne i to się nigdy nie zmieni. Kto z nas chociażby nigdy nie doświadczył sercowego rozczarowania, a może nawet zawodu miłosnego, o jakim była mowa w piosence "Małgośka"?
Ten koncert zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie.
Potem śpiewał Organek, którego piosenki miałam okazję pierwszy raz usłyszeć dopiero na tej Kortowiadzie.
Po nim był długo wyczekiwany występ Wilków. Ich kawałki też są ponadczasowe, a nawet można by rzec kultowe. Czy jest ktoś, kto nie zna "Baśki"?
Niesamowitym doświadczeniem było zaśpiewać "Bohemę" na żywo razem z Wilkami.
Nie może tu też zabraknąć mojej ulubionej piosenki Wilków, czyli „Na zawsze i na wieczność"
Pierwszy raz miałam też okazję posłuchać występu Cleo na żywo. Na okoliczność Kortowiady założyła nawet swój pióropusz, który wkłada tylko na wyjątkowe okazje.
Podczas jej występu też spotkało mnie niemałe zaskoczenie. Stałam wtedy pod samą sceną, tak się złożyło, że przede mną i za mną większa część publiczności to byli chłopcy, którzy słuchali i dzielili się między sobą wrażeniami z takim zachwytem, o jaki bym facetów nigdy nie posądziła 😀
Na koniec słuchaliśmy jeszcze C-Boola.
Niedziela
W niedzielę o 10.30 rozpoczęło się tradycyjne śniadanie na kortowskiej plaży. W tym roku było to śniadanie na bogato, bo oprócz tradycyjnych kiełbasek na ciepło i słynnej kortowiadowej jajecznicy, z okazji 60. rocznicy Kortowiady jedliśmy też tort. I muszę przyznać, że był to jeden z lepszych tortów, jakie w życiu jadłam. Oprócz tego za podzielenie się swoimi przemyśleniami na temat tego, co można zmienić w Olsztynie z przedstawicielami zarządu miasta można było dostać jeszcze żurek.
Wieczorem po raz pierwszy na juwenaliach, zostało zorganizowane Kino pod Chmurką z kinem Helios. w ramach tej akcji obejrzeliśmy "Poranek Kojota" na Plaży Kortowskiej.
Czego potrzebujecie, by przetrwać kortowiadowy surwiwal?
Obuwie
I jak się domyślacie - mam na myśli porządne bojowe obuwie, nie jakieś zwykłe trampki. Gdyby zapowiadała się ulewa, tak jak to było teraz, polecam zaopatrzyć się w nie z wyprzedzeniem. i mówię to zupełnie poważnie. Niech w dzień Kortowiady nie spotka Was rozczarowanie, że po szturmie studentów na wszystkie markety, w których można dostać jakiekolwiek kalosze - nawet ocieplane, dwa rozmiary za małe, czy dwa razy droższe niż normalnie - zostały już tylko puste półki.
Jak to powiedział jeden członek naszej społeczności, który w porę się zaopatrzył w jedyne słuszne obuwie na tę imprezę - "w autobusie śmiali się ze mnie, na Kortowiadzie ja śmiałem się z nich". Rzeczywiście można było się uśmiać, patrząc na ludzi wspinających się lub schodzących z Górki, która stała się jedną wielką błotną kałużą. Gdy tak zjeżdżałam w klapkach po tym błotku, pomyślałam, że narty też świetnie zdałyby w tej sytuacji egzamin 😂
Strój bojowy i inne gadżety
Na pewno przyda się parasol, ewentualnie płaszcz przeciwdeszczowy i ciepła kurtka.
Zatyczki do uszu
Szczególnie, gdy nocuje się lub mieszka w jednym z akademików położonych w centrum wydarzeń. Ja pod oknem miałam budkę, w której odbywały się konkursy w rzutach do puszek i wykończona po koncertach nie mogłam zasnąć, bo dochodziły mnie stamtąd dźwięki piosenek disco polo. Jednym słowem – drugi koncert pod oknem.
Jedzenie
Najlepiej jakieś szybkie w przygotowaniu, bo na czas Kortowiady ze względów bezpieczeństwa kuchnie są zamykane i klucze do nich można dostać tylko na recepcji. Przyda się jeszcze cierpliwość, gdy w celu odgrzania sobie posiłku, trzeba zrobić kilka rund w górę i w dół po schodach i szukać kluczy do kuchni u sąsiadów 😁 Poza tym w czasie Kortowiady pełno jest różnego rodzaju budek z jedzeniem, więc nie ma z tym problemu.
Picie
Tego chyba komentować nie trzeba. Tylko uważajcie z wyprawami po piwo na Górce Kortowskiej. Podczas jednej z takich wypraw, prawie wylądowałam w błocie. W tych survivalowych warunkach nietrudno jest potknąć się o własne nogi.
Dobry humor i pozytywna energia
Bez niego nie ma co wybierać się na Kortowiadę. Szczególnie jeśli pogoda nie rozpieszcza, zmusza do szturmu na markety z kaloszami, prania ubrań, które są całe w błocie, czy sprzątania pokoju, który po tych wszystkich przejściach jest w bardzo złym stanie.
Ta Kortowiada niewątpliwie nauczyła nas jak radzić sobie w trudnych warunkach. Ale wystarczyło tam być, posłuchać tych koncertów i dać się porwać, żeby się przekonać, że było to warte każdego wysiłku.
Przez kilka ostatnich dni w Olsztynie było chłodno i trochę padało. Czy podczas Kortowiady nastąpi poprawa? - pytali się wzajemnie studenci UWM. Jak co roku nie spotkało nas jednak żadne zaskoczenie. W środę, gdy odbierałam opaskę upoważniającą do wstępu na Górkę, rozpadało się porządnie. Jak się bawić, to się bawić - pomyślałam. I choć sceneria na Kortowie w żaden sposób do zabawy nie zachęca - zimno, że już tylko śniegu tu brakuje i leje deszcz, to zjeżdżają do nas tłumy ludzi, a w akademiku już w środę odbywała się impreza „U Hubiego”.
Na Starówkę poszłyśmy pieszo, choć nic nie stało na przeszkodzie, by podjechać autobusem, szczególnie gdy w czwartek rano rozkłady autobusów zmierzających na Stare Miasto wyglądają jak na zdjęciu obok. Jak widać w czasie Kortowiady miasto zostaje całkowicie opanowane przez studentów. 😀Co pięć minut kursuje autobus Kurs skrócony - Plac Roosevelta. Wszystko po to, by studenci mogli sprawie dostać się na miejsce, z którego startuje parada. Ze Starego Miasta szliśmy tym orszakiem aż do Kortowa, gdzie odbyło się przekazanie studentom kluczy do bram miasta przez rektora Góreckiego.
Tradycją jest, że studenci podczas parady zakładają koszulki swojego wydziału, koszulki kortowiadowe albo przebierają się w dowolny sposób. I w tym roku nie zabrakło nawet najbardziej kreatywnych strojów. Widziałam biskupa, księdza, który szedł z zakonnicą za rękę czy nawet ludzi w czerwonych strojach z maskami naśladującymi te z serialu „Dom z papieru".
Cały czas deszcz nie przedstawiał padać, więc gdy dotarłam do Kortowa moje włosy wyglądały jak świeżo po prysznicu. Nikt się tym jednak nie przejmował, bo zabawa była przednia. Starałam się to uchwycić na poniższym filmiku.
Podczas parady było granych kilka piosenek. Mi w głowie najbardziej utkwiły słowa piosenki Elektrycznych gitar, a szło to mniej więcej tak: „Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy”. Doskonale oddają one moim zdaniem klimat tej parady i tych juwenaliów. Bo co innego można powiedzieć o ludziach, którym się chce chodzić po mieście w taki deszcz poprzebieranych w różne osobliwe stroje, przemokniętych do suchej nitki, ale zadowolonych i machających radośnie wszystkim przechodniom? Czy oni nie mają czasem źle w głowach? 😀
Gdy już pogoda nie pozwala na siedzenie w domu, na plaży pod moim akademikiem właściwie nie ma pustego metra kwadratowego. W powietrzu unosi się zapach kiełbasek z grila, a na molo nie brakuje studentów rozmawiających na różne interesujące tematy, sączących piwko i nie tylko. Wczoraj poszłyśmy do pobliskiego sklepu po lody i wyobraźcie sobie, że w lodówce już prawie nic nie było. Studenci tacy głodni 😁
Jezioro Kortowskie i plażę mam na co dzień, więc wczoraj postanowiłam wybrać się nieco dalej. W całym Olsztynie mamy 16 jezior, a ja jak do tego pory widziałam tylko kilka z nich. Wczoraj moim celem stało się Jezioro Długie – szóste zarówno pod względem wielkości jak głębokości jezioro w naszym mieście. Gdy tam dotarłam i zobaczyłam ten widok, w mojej głowie pojawiła się jedna myśli: „I jak tu nie kochać Olsztyna?"
Jezioro Długie jest dobrym miejscem wypoczynkowym i rekreacyjnym. Otacza je ścieżka rowerowa, a w sąsiadującym z nim lesie wytyczone są też szlaki wędrówkowe. Miałam zbyt mało czasu, by tam zajrzeć - tylko obeszłam jezioro dookoła, co zajęło mi prawie dwie godziny, bo jak sama nazwa wskazuje, jezioro to ma wydłużony kształt i długą linię brzegową.
Jest ono położone jest w zachodniej części Olsztyna, w dorzeczu Łyny-Pregoły. Ma sztuczne połączenie z Czarnym Jeziorem i Ukiel.
Wydłużony zbiornik rozciąga się na ponad 1,5 km. Zajmuje prawie 27 ha, a w najgłębszym miejscu sięga 17 m. Północno-wschodnie brzegi porastają lasy, na południowo-zachodnich rozłożyło się osiedle Nad Jeziorem Długim. W środkowej części oba brzegi łączy mostek, zwany Mostem Zakochanych.
Jezioro Długie jest na liście obszarów objętych ochroną w ramach programu Natura 2000. W granicach tego obszaru występują 4 gatunki zwierząt chronionych: bóbr europejski, wydra Lutra, kumak nizinny i zalotka większa. Stwierdzono tu 31 gatunków roślin chronionych lub rzadkich.
W Olsztynie w tak piękną pogodę jest wiele możliwości spędzenia wolnego czasu – każdy może wybrać coś dla siebie, a ja tylko cały czas utwierdzam się w przekonaniu, że studiowanie tutaj było dobrą decyzją 😊
Dzisiaj kolejny post, którego nie planowałam wcześniej, ale chciałabym opowiedzieć Wam o zajęciach na Uniwersytecie Dzieci, bo ich tematyka idealnie pasuje do zagadnień poruszanych przeze mnie na tym blogu.
To już drugie zajęcia z bloku psychologicznego, w których do tej pory miałam okazję uczestniczyć. Zarówno z tych jak i z poprzednich jestem bardzo zadowolona. Przy okazji, że można pomóc dzieciom w zdobywaniu wiedzy, to jest też możliwość, by dowiedzieć się nowych, ciekawych rzeczy. Wczorajsze warsztaty dotyczyły psychologii emocji – ich tematem było: „Jak wyrażamy emocje?". Brały z nich udział dzieci z grupy Odkrywanie, czyli sześcio– i siedmiolatki.
Tym razem zajęcia nie wymagały zbyt dużego mojego udziału, poza przygotowaniem sali. I poza tym, że na jakiś czas musiałam zamienić się z superbohaterkę pomagającą dzieciom pompować balony😀Nie byłam jednak sama, tylko z koleżanką, więc poszło dużo szybciej. Prowadząca też nam pomagała.
Balon, którego każdy student używał na warsztatach, stanowił metaforę każdego z nas. Różnimy się od siebie, tak jak te balony różnią się kolorami. Natomiast powietrze znajdujące się w środku to nasze emocje. Gdy balon jest zawiązany, emocje nie są w stanie z niego wypłynąć. Zaś by prawidłowo funkcjonować i mieć jasność myślenia konieczne jest ich uwalnianie. Powolne i stopniowe, nie gwałtowne jak nagłe pęknięcie balonu. Nadmiaru emocji nie można też kumulować i tłumić w sobie, bo to nieuchronnie prowadzi do pęknięcia balonu. Gdy wybuchają emocje, konsekwencje mogą być bardzo poważne – na przykład, gdy podczas kłótni wypowiadamy słowa, których potem będziemy długo żałować.
Emocje są z naszym życiu niezbędne, czy je lubimy czy nie. Każda emocja to sygnał dla nas z naszego ciała, że coś się dzieje, zaszła jakaś zmiana. Czas potrzebny na to, by dana emocja się uwolniła to zaledwie pół sekundy. To szybciej niż nasz mózg zdąży pomyśleć. Stąd czasami trzeba umieć nad emocjami zapanować, by nie zranić drugiej osoby.
Wyróżnia się kilka podstawowych emocji. niektóre z nich prowadząca bardziej szczegółowo omówiła na zajęciach.
Gniew. Kumuluje się z rękach. Gdy się gniewamy, cała krew odpływa z ciała. niekontrolowany wybuch gniewu może zakończyć się nieszczęściem. Gniew jednak ma też pozytywną stronę – może być dla nas informacją zwrotną, że sprawiliśmy komuś przykrość. Wyznacza granice, których z relacji z drugim człowiekiem nie należy przekraczać.
Strach. Kumuluje się z nogach. Strach ostrzega przed niebezpieczeństwem. Jest to dla nas impuls, by się bronić lub uciekać. Na początku całe nasze ciało zastyga i krew odpływ do nóg, by uskutecznić ucieczkę.
Smutek, z smutku całe ciało spowalnia. Spowalnia myślenie i serce, gdyż potrzebujemy czasu, by się ze smutkiem uporać. Najlepiej jest sobie pozwolić na jego odczuwanie. Gdy jest nam smutno, nie obawiajmy się płakać. Przytulanie też jest dobrym lekarstwem na smutek, choć ono działa na wszystko 😊
Radość. Daje nam energię do działania. To właśnie gdy odczuwamy radość. odnosimy najwięcej sukcesów. Mózg blokuje wszystkie inne emocje, wszystkie smutne myśli. Może być niebezpieczna, gdy tak nad nami zapanuje, że zapominamy o ważnych rzeczach. Konieczny jest rozsądek.
Jeżeli potrafimy sobie radzić z emocjami i wypuszczamy je po trochu, to ten nasz balon nie ulegnie zniszczeniu. Każde emocje nas czegoś uczą i dzięki nim każdego dnia się zmieniamy, zyskujemy doświadczenie. Tylko gdy je uwalniamy, możemy iść do przodu.
Ostatnie zajęcia były jednymi ciekawszych, z których uczestniczyłam. i jestem z nich bardzo zadowolona. Dzieci nie dokazywały jakoś specjalnie poza jednym chłopcem, który zamiast odpowiadać na zadane pytania, mówił czasami od rzeczy i kładł się na podłodze, rozpraszając tym samym innych. Na szczęście udało nam się go trochę uspokoić.
A już w środę mamy planszówki dla wolontariuszy. Jak już kiedyś pisałam – wolontariat na Uniwersytecie Dzieci to nie tylko zajęcia, ale możliwość poznania nowych osób o podobnych zainteresowaniach i spędzenia czasu razem przy różnych aktywnościach.
Nie wiem, czy może być coś lepszego niż piątek wolny od zajęć. U nas wiosna już rozgościła się na dobre, więc postanowiłam ten piękny dzień wykorzystać na spacer. Nie byłam zresztą jedyna, bo na Starym Mieście dało się zauważyć mnóstwo ludzi. Pary trzymające się za ręce, rodziny z dziećmi, grupki nastolatków czy nawet zagranicznych turystów robiących zdjęcia.
Siedząc tak na ławce, otoczona tymi ludźmi, zaczęłam rozmyślać, co nas wszystkich łączy, że jesteśmy akurat tutaj i teraz, w tym miejscu, w to słoneczne popołudnie. I pomyślałam sobie, że to piękne, że umiemy znaleźć wolny czas, by poświęcić go najbliższym, wyjść na spacer, porozmawiać, po prostu celebrować chwile. Bo czas i zaangażowanie to najcenniejsze, co możemy dać drugiej osobie.
Sezon na lody uważam też za oficjalnie rozpoczęty. Oprócz lodów, byłam jeszcze z przyjaciółką na kebabie i opowiem Wam pewną anegdotę z tym związaną. To już stało się naszą tradycją, by przynajmniej raz w tygodniu iść na kebaba. Dzisiaj jednak byłyśmy pierwszy raz w nowym miejscu. Lokal ma to do siebie, że jest mały i są w nim dość wysokie schody wejściowe. Po odebraniu zamówienia wychodzimy na zewnątrz, gdy niespodziewanie ona zapomniała o schodach, a przez to kebab się przełamał – wiadomo tortilla jest dość długa i trzeba uważać. W efekcie tego większa jego część wylądowała na podłodze. No cóż. W życiu nie zawsze bywa lekko. Trzeba zacisnąć zęby i iść dalej, choć trochę szkoda i jedzenia i tego miłego pana, który musiał się uporać potem z tym bałaganem na schodach. Ale przez całą drogę powrotną nie mogłyśmy opanować śmiechu. Szczególnie, gdy Natalia na swoje usprawiedliwienie powiedziała: „bo on tak na mnie spojrzał, że zapomniałam, gdzie są schody" Zatem… panowie, uważajcie, bo każde spojrzenie ma super moc 😀
Co do samego śmiechu, to pewne chińskie przysłowie mówi, że każda minuta śmiechu wydłuża życie o godzinę. Jeśli to prawda, to moje życie dzięki dzisiejszym „przeżyciom” wydłużyło się o co najmniej dobę 😊 A o korzyściach ze śmiechu napiszę więcej w oddzielnym poście, bo przeczytałam niedawno bardzo ciekawy artykuł na ten temat.
Następna w kolejności będzie jednak recenzja trzeciej części trylogii Firebird, a potem trochę o poszukiwaniu sensu w życiu i czy w naszym życiu możliwe są decyzje idealne. Trzymajcie się ciepło 😊
Obowiązkowym punktem na trasie wycieczkowej zwiedzających nasze miasto powinno być Muzeum Warmii i Mazur. Szczególnie w sezonie wiosenno-letnim, gdy tylko zaczyna się robić cieplej, na Starówce można spotkać coraz większe grupki wycieczkowiczów fotografujących się przy pomniku Mikołaja Kopernika, a chętnych do zwiedzania zamku też znajduje się mnóstwo.
Muzeum Warmii i Mazur znajduje się w Zamku Kapituły Warmińskiej. Najlepiej jest odwiedzić go w sezonie czyli od czerwca do września, bo wtedy jest możliwość wejścia na wieżę. Ja niestety tam nie byłam, więc czeka mnie jeszcze jedna wycieczka 😊
Zamek Kapituły Warmińskiej w Olsztynie
Zamek przez wieki stanowił serce miasta. Został wybudowany w połowie XIV wieku w stylu gotyckim przez kapitułę warmińską, która była jego właścicielem do roku 1772. Zamek pełnił funkcje obronne oraz był siedzibą m. in. administratora dóbr kapituły.
Najsławniejszym mieszkańcem zamku był Mikołaj Kopernik, który pełnił obowiązki administratora w latach 1516–1521. W dawnym refektarzu oraz komnacie administratora znajdują się unikalne sklepienia kryształowe datowane na ok. 1520 rok. W Muzeum Warmii i Mazur, które obecnie się w nim znajduje można zobaczyć kilka ciekawych wystaw i dowiedzieć się więcej o historii Olsztyna.
Widok od strony dziedzińca
Miniatura zamku znajdująca się w muzeum
Mikołaj Kopernik mieszkaniec zamku olsztyńskiego — wystawa stała
W latach 1516 - 1521 w północno-wschodnim skrzydle zamku mieszkał i prowadził swoje badania Mikołaj Kopernik. Był administratorem zamku i przygotowywał obronę Olsztyna przed najazdem krzyżackim. Dlatego też w muzeum zobaczymy wiele eksponatów należących kiedyś do niego i informacji na temat tego wybitnego naukowca.
eksponaty w części poświęconej Kopernikowi
Na początku zwiedzania będziecie mogli zobaczyć tablicę doświadczalną Mikołaja Kopernika, która zachowała się na jednej ze ścian zamku. Została wykonana własnoręcznie wykonana przez astronoma zapewne na przełomie 1516 i 1517 roku. Umożliwiała graficzne przedstawienie momentu równonocy wiosennej.
Także tu, w murach olsztyńskiego zamku, genialny naukowiec spisał tekst pierwszej księgi „De revolutionibus…”— dzieła swego życia, które „wstrzymało Słońce i pchnęło z posad Ziemię”.
„De revolutionibus…” Mikołaja Kopernika
A święci milczą — Warmińska rzeźba ludowa ze zbiorów MWiM - wystawa czasowa
Tutaj zobaczyłam dziewiętnastowieczne rzeźby ludowe przedstawiające świętych.
W służbie niepodległości. Telegramy patriotyczne 1895-1939 - wystawa czasowa
Na tej wystawie obejrzałam prezentację multimedialną dotyczącą historii zmian granic Polski. W tej części można przybliżyć czy przypomnieć sobie fakty dotyczące historii Polski oraz osoby, które odegrały w niej ważną rolę jak Tadeusz Kościuszko. Ich podobizny umieszczano na ozdobnych blankietach listowych, wydawanych od 1895 do 1939 r. „ku pokrzepieniu serc”. Wysyłane były z życzeniami zarówno przez chłopów, mieszczan jak i przedstawicieli ziemiaństwa. Ich bogata symbolika narodowa pokazuje, jak kształtowała się w okresie zaborów wyobraźnia historyczna Polaków.
kolekcja pocztówek ze słowami "Mazurka Dąbrowskiego"
„Gazeta Olsztyńska” — wystawa czasowa
Tutaj miałam okazję przybliżyć sobie fakty dotyczące najważniejszego olsztyńskiego czasopisma. „Gazeta Olsztyńska”, kultywująca polską świadomość narodową i polski język, jest niezwykle ważna dla dziejów Olsztyna i regionu. Mogłam też samodzielnie wypróbować starą technologię drukarską, czego efektem jest poniższa pocztówka.
Zatem jeśli chcecie produktywnie spędzić wolny czas, a przy okazji dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, to muzeum Warmii i Mazur jest dobrą alternatywą. w porównaniu z innymi miejscami, które można odwiedzić w wolnym czasie, bilety tutaj są niedrogie — w zamian dostajemy tyle czasu na zwiedzanie ile nam potrzeba, by zaspokoić głód wiedzy 😊 Warto więc tę możliwość wykorzystać. W najbliższym czasie planuję też wycieczkę do Warszawy i do Gdańska. Choć jak widać, nie zawsze trzeba odbywać dalekie podróże, by zobaczyć coś ciekawego. Czasami to, czego szukamy, jest bliżej niż nam się wydaje. Taka dygresja na koniec 😊 Miłego dnia.