wtorek, 31 marca 2026

Będą mówić, że dziecko to utrapienie... to ważne, byś im nie uwierzyła

        Muszę Wam się do czegoś przyznać. Decydując się na pierwsze dziecko zupełnie nie miałam pojęcia, co robię. Bo i skąd mogłabym mieć? Czym innym jest obserwacja czy słuchanie innych, a czym innym doświadczenie czegokolwiek samemu. Będąc w ciąży wiedziałam tylko, że już niedługo będę opiekować się małym człowiekiem, którego życie będzie zależało ode mnie. Czy to nie przerażające? Oczywiście, że tak. Idąc tym tropem, dlaczego więc decydujemy się na dzieci? 

        Nieprzespane noce, ząbkowanie, bunt dwulatka i skoki rozwojowe - tym był straszony każdy przyszły rodzic. Ileż to ja się nasłuchałam i naoglądałam relacji mam, które narzekają, bo dziecko nie daje spać, bo wychodzą ząbki, bo krzyczy, buntuje się i złości. I wiecie co? Ja już mam taką naturę, że martwię się na zapas. Co będzie jak nie podołam? Jak nie będę umiała być mamą? Zawsze spodziewam się najgorszego. Ale nie taki diabeł straszny. Muszę przyznać, że (odpukać) trafił mi się jakiś cudowny "egzemplarz". Nie zaobserwowałam żadnych regresów snu. Zęby wyszły jeden po drugim, dosłownie patrzę - o nowy ząbek, bez żadnych strasznych dolegliwości. Jak zombie też nie chodzę zarywając kilka nocy z rzędu, bo kilka pobudek, po których od razu zasypiam to jeszcze da się przeżyć. Najcięższą chorobą z jaką do tej pory walczyłam u dziecka był katar (tu było naprawdę strasznie, bo aspirator i inhalator to wrogowie numer jeden, więc płacz, krzyk i uciekanie na porządku dziennym, ale cóż, to tylko katar). 

        Boimy się też samego porodu. I słusznie, bo to żywioł, więc nie wiemy czego się spodziewać, a mózg pamięta wszystkie najgorsze zasłyszane historie o porodach przedłużających się i z komplikacjami. Cóż, urodziłam siłami natury bez znieczulenia w takim tempie, że jedna z obecnych na sali lekarka powiedziała, żeby przy kolejnym porodzie poinformować, że pierwszy był szybki. 

        Dużo by jeszcze wyliczać, które z moich obaw nijak się miały do rzeczywistości. Ale żałuję jednej rzeczy. Tego, że wcześniej nie wiedziałam tego, co wiem teraz. A tego nawet nie da się opisać i przekazać komuś, kto tego nie doświadczył, więc jak mogłabym to wiedzieć? Żałuję, że nie wiedziałam, że można kogoś tak kochać. Kiedy pierwszy raz spojrzałam w oczy stworzonego przez siebie człowieka, jeszcze nie byłam tego świadoma. Że to małe, upaćkane, jeszcze też niczego nieświadome stworzonko, stanie się moim wszystkim. To przyszło z czasem. Na początku był tylko lęk. Czy wszystko robię dobrze, czy niczego jej nie brakuje i przede wszystkim czy oddycha. I w tej kwestii niewiele się zmieniło. Ale z czasem zaczęła wszystko bacznie obserwować, uśmiechać się i komentować rzeczywistość po swojemu, a moje serce rosło. Teraz, gdy już zaczęła chodzić (czytaj: uciekać, jak szalona, gdy tylko nadarzy się okazja) i wymieniać się ze mną myślami (nie wiedziałam, ile można przekazać za pomocą kilku słów, uzupełniając to wymyślonym przez siebie językiem migowym), wiem, że najgorsze już za nami. Mogę odetchnąć i cieszyć się tym, że codziennie wieczorem słucham wykładu w języku kosmitów, a codziennie rano widzę ten psotny uśmiech. 

        Ale nie tylko o to mi chodzi. Kiedyś patrząc na inne dzieci i innych rodziców, myślałam tylko, że na to, czyli na rodzicielstwo, nie da się być gotowym nigdy. Bo jak można spędzać całą dobę z takim małym brzdącem, który ciągle coś chce, nie da posiedzieć w spokoju i przede wszystkim - jest i zawsze już przy tobie będzie - nie będzie ci dane już tak naprawdę posiedzieć w samotności. To duże obciążenie i odpowiedzialność. I teraz też wcale tego nie neguję. Ale zyskałam zupełnie inną perspektywę. Przecież ten mały brzdąc to nie jest jakieś tam obce dziecko, tylko moje drugie serce na własnych nogach. I dbam o nie bardziej niż o siebie, nie dlatego, że muszę, tylko dlatego, że nic już nie liczy się bardziej. Bo czy można na tym świecie doświadczyć czegoś bardziej ekscytującego niż stworzenie nowego człowieka? 

        Czy też macie podobne doświadczenia? A może uważacie zupełnie inaczej? Co byście chciały wiedzieć przed urodzeniem pierwszego dziecka? Ja mam mnóstwo takich kwestii. Dziś tylko o najważniejszych, ale może zrobi się z tego nowa seria? - "Tego się nie dowiesz, dopóki nie zostaniesz mamą". Co Wy na to?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytane? Skomentuj, jestem wdzięczna za każdą opinię 😊