wtorek, 10 marca 2020

Dlaczego zemsta jest kobietą?

Skończ to córeczko. Nie będzie łatwo, ale i tak raz na zawsze skończ – głos w jej głowie brzmiał jakby mówił do niej tata. Rozsądnie, mądrze, a jednocześnie uświadamiając jej, że to, co ma w życiu jakąś wartość, zwykle przychodzi trudno.
Już dawno chciałam poznać twórczość Adriana Bednarka. „Córeczki” stanowiły ku temu idealną okazję, bo ta historia przemawiała do mnie najbardziej. Zupełnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tej powieści, ale nie żałuję, że po nią sięgnęłam.
Bliźniaczki to dwie zupełnie różne kobiety, które połączył wspólny sekret – jak się okazało silniejszy niż więzy krwi.
     Tak bardzo chciała żyć, chciała przeżyć kolejne cudowne chwile i dramatyczne rozczarowania. Chciała poczuć słońce przypiekające skórę i siarczysty mróz sprawiający, że odechciewa się wychodzić na zewnątrz. Nawet gdyby już zawsze miały na nią spadać tylko złe rzeczy, ona bardzo chciała żyć. Niestety sama weszła w tę pułapkę (...).
Sylwetki bohaterów, a przede wszystkim głównych bohaterek zostały świetnie wykreowane. Pola, bezpośrednia, czasami zabawna, sarkazm i cięty język nie są jej obce. Ewa choć była trochę mniej kolorową postacią, też zdobyła moją sympatię. Z zainteresowaniem czytałam o ich losach i przeżywałam wszystkie wydarzenia z kart tej książki razem z nimi. A działo się tam dużo.
Narracja jak dla mnie była poprowadzona idealnie. Najpierw autor podsyca naszą ciekawość stopniowo odkrywając karty i wprowadzając nas w zagadkę z przeszłości. Gdy już wydaje nam się, że coś wiemy, rozpoczyna się drobiazgowe i skomplikowane śledztwo. Odnalezienie psychopatycznego mordercy określanego jako Strach na Wróble wydaje się graniczyć z cudem. Pomimo że już dawno zasłużył sobie na karę, dobrze się ukrywa i jest niemalże nieuchwytny. Ale i on zaliczy kilka wpadek. Zdarzy się kilka niefortunnych zbiegów okoliczności, które podziałają na jego niekorzyść. Ale nie tylko Strach na Wróble będzie w tej historii zagrożony. Ewa i Pola przeżyją niejeden dramatyczny zwrot akcji, a te wydarzenia całkowicie wywrócą ich porządek świata, który tak usilnie próbowały odbudować po tym, co wydarzyło się w przeszłości.
Autor bawi się naszymi uczuciami urywając rozdziały w momencie największego napięcia. Nie ma tam ani chwili na nudę. Jedynie zakończenie nie do końca mi się podobało, trochę przydługie i moim zdaniem przekombinowane. Ale nie wpłynęło to jakoś znacząco na moje odczucia co do tej historii.
Styl pisania i język autora bardzo przypadł mi do gustu. Czytało się z przyjemnością i jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem.
Ta książka jest jak pudełko czekoladek. Zupełnie nie wiemy, czego się spodziewać, gdy przewracamy kolejną kartkę. Nie raz przyprawia o szybsze bicie serca. Emocje bohaterów są niemal namacalne. Wydarzenia oddane z przyprawiającą o zawrót głowy dokładnością. Nie brakuje tam brutalnych scen, ale też takich, które do głębi poruszają. Zaś gdy sytuacja przybiera dramatyczny obrót bądź napięcie rośnie, autor potrafi rzucić jakieś porównanie, przez które można się popłakać, nie tylko dlatego, że fragment jest poruszający ale czasem i ze śmiechu. i to mi się tam podobało. Choć kusi mnie żeby przytoczyć niektóre z nich, to nie chcę Wam psuć radości z czytania.
„Córeczki” to kawał naprawdę dobrej roboty. Ciekawa historia, mroczny klimat, mocne wrażenia. Mimo jej dużej objętości trudno się oderwać od czytania. Dla fanów thrillerów pozycja obowiązkowa!

Moja ocena: 8/10

Adrian Bednarek, Córeczki
Liczba stron: 611
Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: 9.10.2019

sobota, 7 marca 2020

A może by tak rzucić studia i zostać Marylą Rodowicz?

Post miał być wczoraj, ale za bardzo mnie książka wciągnęła. Na razie jeszcze nie zdradzę tytułu, ale już niedługo będzie na ten temat więcej. Dzisiaj opowiem jeszcze o kilku zabawnych sytuacjach, które mnie spotkały na początku tego nowego semestru. Szczególnie jednej nie zapomnę przez bardzo długo... 

To były te drzwi, na które całe życie czekałem
Pierwsze ćwiczenia w nowym semestrze. Wypadałoby przyjść wcześniej, a przynajmniej się nie spóźnić. Niestety nie wyszło. Przez nieuwagę na miejsce dotarłam prawie 15 minut później niż jest w planie. Pod salą nikogo nie było, więc zapukałam do drzwi sali, w której planowo miały odbywać się zajęcia. Dochodziły z niej wprawdzie jakieś odgłosy, ale drzwi wydawały się być zamknięte na klucz. Sprawdziłam jeszcze raz, by się upewnić. Pojawiły się wątpliwości, czy trafiłam w odpowiednie miejsce. Potwierdzenie uzyskałam od koleżanki z grupy, więc wróciłam i podjęłam jeszcze jedną próbę dostania się do sali przez zamknięte drzwi. Uratował mnie prowadzący, który wyszedł z sali... drugimi drzwiami. Do końca zajęć chciało mi się śmiać, gdy tylko przypomniałam sobie to brawurowe wejście 😂I przypomniał mi się ten słynny test z „Dzień dobry, kocham cię” – „Przecież to były te drzwi, ja na te drzwi całe życie czekałem.”

Zdrowie czy zakład pogrzebowy?
Na ćwiczeniach mieliśmy zacząć tworzyć własny model biznesu. Prowadząca tłumacząc ma czym polega burza mózgów rzuciła „drewno", na co mieliśmy podać skojarzenia jakie pomysły na biznes związane z tym hasłem przychodzą nam do głowy. Padły chyba wszystkie możliwe pomysły, od tartaku poczynając na trumnach kończąc. Ostatecznie naszym hasłem przewodnim zostało zdrowie. Tutaj również pomysłów było mnóstwo, zaś grupa od trumien bez zastanowienia rzuciła „zakład pogrzebowy", co wywołało zbiorowy entuzjazm.

Kiedy wpisy na liście samoistnie się rozmnażają...
Tak ogromnych rozmiarów to jeszcze u nas nie osiągnęło, ale ileż to razy była sytuacja, że wpisów jest więcej niż obecnych na sali. Czasem prowadzący nie zdąży zweryfikować listy i nieobecnym się upiecze. 

Studia pomagają rozwijać zainteresowania
Szukając literatury do pracy natrafiłam na kilka naprawdę interesujących pozycji, których nie zawahałam się wypożyczyć. I co z tego, że nie są związane z tematem? Przecież Objaśnianie marzeń sennych", choć nie ma nic wspólnego z badaniami marketingowymi, to jednak wciąga bardziej. W ten oto sposób wyszłam z biblioteki z torbą książek, ale tylko połowa z nich miała w tytule „badania marketingowe”. Trudno się nie zgodzić z tym, że studia pomagają rozwijać zainteresowania.

A gdyby tak... rzucić studia i zostać Marylą Rodowicz?
Studenci różnie sobie radzą z natłokiem zajęć. Jedni zapijają smutki, a inni... śpiewają. W kuchni, pod prysznicem bądź w lokalnym klubie karaoke. Ostatnio wybrzmiało tam dużo piosenek Maryli Rodowicz. „Małgośka" jest śpiewana prawie za każdym razem, gdy mam okazję tam być. Nie zapomnę jak prowadzący imprezę zaczęli się kołysać w rytm „Rozmowy przez ocean" Stąd w mojej głowie zrodziła się myśl: może by tak rzucić studia, kupić gitarę i zacząć robić karierę?


poniedziałek, 2 marca 2020

Czy kłamstwo może być bezpieczne?

Człowiek lubi wierzyć, że miał przeczucie. Że dostrzegał to, co nieuchwytne; widział jak fale cofają się po cichu, by po chwili wezbrać i uderzyć z wielką siłą, niszcząc wszystko na swojej drodze.
Z bólem muszę przyznać, że mam mieszane uczucia co do tej książki. Tak na nią czekałam. Już gdy zobaczyłam pierwsze zapowiedzi trafiła na moją listę, bo uwielbiam ten gatunek, a fabuła zapowiadała się obiecująco. A przeczytanie pierwszych pozytywnych recenzji jakie się pojawiały sprawiło, że moje oczekiwania względem tej pozycji były naprawdę ogromne. I dlatego też bardzo się rozczarowałam.
Paul i Rebbeca to małżeństwo jakich wiele. Z pozoru wszystko w ich związku układa się tak jak powinno w dobrym małżeństwie. Ale czy pozorom można ufać? Pewnego dnia ona odkrywa duży ubytek pieniędzy ze wspólnego konta. Z czasem do głosu dochodzi coraz więcej wątpliwości i podejrzeń, uzasadnionych zresztą. Oboje kłamią, bo kłamstwo pozwala iść do przodu, daje złudne poczucie bezpieczeństwa. Myślą, że sfera tajemnic, drobnych kłamstewek i zatajonej prawdy to coś, co ich łączy, ale przekonają się jak bardzo może ich zniszczyć…
     Jestem człowiekiem rozsądnym i uważam, że większość ludzi można zaliczyć do tej kategorii. Co zrobić, aby rozsądny człowiek zaczął się zachowywać nieracjonalnie? Wystarczy mu tę nieracjonalność narzucić. Niektóre ciągi zdarzeń zapoczątkowane są praktycznie nie do powstrzymania. Istnieją również granice, po których przekroczeniu można zapomnieć o jakiejkolwiek ochronie.
Poza tym, że książka kwalifikuje się u mnie go gatunku przyjemne „czytadło”, to niewiele dobrego mogę o niej powiedzieć. Bohaterów ani nie polubiłam ani nie znienawidziłam. Jak dla mnie byli przedstawieni za mało wyraziście. A niektóre ich cechy bardzo zniechęcały czy irytowały. Podobał mi się jednak sposób w jaki autorzy zaglądali do głów bohaterom. Niejednokrotnie czytamy nawet różne bardzo osobiste myśli i przeżycia. Możemy sobie świetnie wyobrazić, co czują, i dowiedzieć dlaczego postępują tak, a nie inaczej. Do pewnego czasu nawet mi to odpowiadało, ale potem, ale potem zdałam sobie sprawę, że poza opisami niewiele się tam dzieje. Spodziewanych rewelacji ani fajerwerków to tam nie zauważyłam. Napięcia jako takiego też. Było, ale momentami. Tak, momentami robiło się naprawdę gorąco. Ale znaczna część tej książki to rozbudowane, często nużące opisy. Przewracałam kolejne kartki z nadzieją, że w końcu nastąpi jakiś znaczący przełom w końcu mnie ta lektura porwie bez reszty. No niestety się nie doczekałam.
O ile na początku jeszcze czytałam z zainteresowaniem, to im bliżej końca, zaczynałam się nudzić coraz bardziej. Będzie tam jeden dramatyczny zwrot akcji, który wprowadził coś ciekawego do tej powieści. Ten jeden wątek bardzo mnie zaciekawił. Jednak czułam pewien niedosyt, bo nie był przestawiony zbyt przekonująco. Zakończenie rzeczywiście jest nieco szokujące, ale jak dla mnie zbyt przerysowane i mało realistyczne. 
To, co mi przyszło do głowy po przeczytaniu tej książki, to kwestia szczerości w relacji z drugą osobą, szczególnie tej najbliższej relacji. Ta historia to świetny przykład na to, jak jej brak może relację zniszczyć. a nawet pociągnąć za sobą tragiczne konsekwencje.
Książkę zaliczam do gatunku średnich. Do mnie nie przemówiła zupełnie, ale nie zachęcam ani nie zniechęcam. Może akurat Wam się bardziej spodoba, bo wiem, że opinie były podzielone 😊
Moja ocena: 5/10

E. G. Scott, Nic o mnie nie wiesz
Liczba stron: 446
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 29.01.2020